Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Jak w tytule - od razu uprzedzam, że wiem, że zrobiłam źle, że sama sobie nawarzyłam piwa etc.
Sprawa wygląda tak - wczoraj wieczorem, kiedy pisałam z chłopakiem (jesteśmy w związku na odległość, ja się uczę, on skończył szkołę ale nie może cały czas być u mnie, więc przez większość czasu gg to jedyna forma kontaktu), napisał do mnie kolega. Jako, że mój ukochany zwykle nie jest zbyt zachwycony, kiedy mówię mu, że z kimś piszę, pisząc z tym kimś już od jakiegoś czasu - umówiliśmy się, że mówimy sobie takie rzeczy od razu - ale tym razem zapomniałam się, pochłonięta rozmową z TŻ. Kiedy zapytał, co robię, po chwili wahania w odpowiedzi pominęłam pisanie z owym kolegą - właśnie z obawy przed popsuciem atmosfery (tak, wiem, że to marny powód, ot taka moja 'logika', ale czasem jest naprawdę nieprzyjemnie). Później zmieniłam status na niewidoczny - chciałam skupić uwagę na chłopaku, a kumpel zrobił się odrobinę męczący, i się zaczęło... Bezmyślnie próbowałam brnąć w to dalej, tłumacząc, że znajomy napisał przed chwilą, ale TŻ urwał temat, mówiąc, że chce iść spać. Dziś rano pękłam i przyznałam się do oszustwa. Chłopak się zdenerwował, zażądał wyjaśnień, ale kiedy wyłuszczyłam sytuację i powiedziałam całą prawdę, spadł na mnie grad oskarżeń - że coś pewnie ukrywam, że pewnie usunęłam archiwum, żeby mi nie przeczytał (fakt, zrobiłam to, ale wcześniej i nie w takim celu) etc. Ja wpadłam w panikę, (strasznie obawiam się samotności, a chłopak był naprawdę zły i miałam wrażenie, że zaraz odejdzie). Przeprosiłam z 20 razy, obiecałam, że nie okłamię, i że to był ostatni raz - nie i basta, on nie ufa. Wyciągnął sprawę sprzed kilku dni, pytał, czy wtedy też pisałam z owym kolegą (chłopak zasnął, ja nie wyłączyłam gadu, myśląc, że się obudzi), a na odpowiedź, że nie, wściekał się, że na pewno nie mówię prawdy. Takie błędne koło. W końcu się uspokoiło - problem w tym, że mój mężczyzna jest potwornie obojętny, bez humoru i wciąż się na mnie złości (cóż, rozumiem go po części).
Wiem, że ta historia może jest zawiła, może coś tam przekręciłam, ale uznałam, że muszę się wygadać i poradzić Was - drogie Netkobiety - jak to naprawić? Co zrobić, żeby było lepiej? Jak odbudować zaufanie? I przede wszystkim - czy to wszystko jest warte takich emocji? Zrobiłam głupotę, każdemu chyba się zdarza, ale czy jest sens kłócić się o to, jakby chodziło co najmniej o zdradę? Kocham swojego chłopaka i jestem pewna, że więcej nie popełnię takiej bzdury, ale jak to jemu wytłumaczyć? Pomocy! sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Ja nie rozumiem tu jednej rzeczy - dlaczego Twój chłopak ingeruje w Twoje rozmowy ze znajomymi i dlaczego Ty się na to godzisz? Jasne, kłamstwo czy zatajenie prawdy nie jest niczym chlubnym, ale wydaje mi się, że też miałabym taki odruch, gdyby mi facet dyktował, z kim mogę porozmawiać, a z kim nie... Jeśli to była zwykła rozmowa z kolegą na neutralne tematy, a nie cyberseks, to nie rozumiem, w czym Twój partner widzi problem.

3

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Nie, nie, nie - ja tutaj nie mówię o ingerencji w moje rozmowy, czy dyktowanie, z kim mogę rozmawiać, a z kim nie - wtedy sama bym się zbuntowała smile Chodzi, o to, że ustaliliśmy sobie jeszcze na początku związku, że kiedy będziemy pisać z kimś jeszcze, to o tym sobie mówimy, od razu. Pewnie, są pytanka o to, o czym gadamy, ale jakoś nie razi mnie to - może się przyzwyczaiłam, dla mnie to normalne. A ja nie powiedziałam w ogóle, że z tym kolegą piszę (hehe, nie, to nie był cyber big_smile), i rozumiem jego reakcję, bo sama się złościłam, kiedy on pisał z kimś, a nie powiedział mi (też nie wiem, czy to normalne - mamy swoje małe zwyczaje, przyzwyczaiłam się i dla mnie to normalka).

A mówiłam, że tamten post jest zawiły i skomplikowany... smile

4

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa
mescalero napisał/a:

Chodzi, o to, że ustaliliśmy sobie jeszcze na początku związku, że kiedy będziemy pisać z kimś jeszcze, to o tym sobie mówimy, od razu.

Jakoś mimo wszystko trąca mi to inwigilacją... Nie chciałabym musieć się tłumaczyć mojemu partnerowi z każdej wiadomości na gg czy smsa, nie chciałabym czuć przymusu meldowania o konwersacji z kolegą czy koleżanką - ale ok, ja to ja, nie każdy przecież musi mieć taki sam pogląd wink Jeśli Tobie to nie przeszkadza to w porządku, ale nadal sądzę, że to nie jest aż taki wielki problem, by robić z tego wielką awanturę i ciche dni. Wydaje mi się, że podejrzliwość Twojego chłopaka wynika z jego niepewności i braku zaufania, czyli kolejność była taka: najpierw brak zaufania i w wyniku tego pretensje o to, że mu nie powiedziałaś o rozmowie z kolegą, a NIE: nie powiedziałaś mu -> brak zaufania.

5

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Posty przeniesione

mescalero napisał/a:

Cześć. Ja i mój A. jesteśmy razem od prawie trzech lat. On zawsze zdawał się być ideałem - mądry, zabawny, mówił, że brzydzi się kłamstwem. Warto zaznaczyć, że poznaliśmy się przez internet. Pierwsze dwa lata były straszne, przynajmniej dla mnie - najpierw związek internetowy, później związek na odległość (widywaliśmy się co weekend). Ja zawsze miałam pewne potrzeby, nie wstydziłam się przyznać, że lubię obejrzeć czasem film dla dorosłych, generalnie byłam w tym temacie bardzo otwarta. Za to mój mężczyzna, owszem, lubił porozmawiać, ale kiedy próbowałam nakłonić go, byśmy razem oglądali filmy, bronił się, jak tylko mógł. Że on tego nie lubi, dla niego to żałosne, beznadziejne, po co to oglądać, skoro można inaczej. Nie zrobiłam z tego żadnej afery, choć wydawało mi się to dość dziwne - wcześniej spotykałam różnych chłopaków, każdemu zdarzało się obejrzeć taki film. Stwierdziłam, że to nawet zaleta, że facet nie wgapia się tępo w sztuczne cycki na monitorze. Jednak to, co odkryłam ok. 2 lat temu, zmieniło moje luźne podejście do tego tematu. Przeglądałam galerię w telefonie mojego chłopaka - wcześniej chyba robiliśmy sobie jakieś zdjęcia, w każdym razie robiłam to za jego przyzwoleniem (dobrze sobie zdaję sprawę, że nie powinno się grzebać w cudzych rzeczach!). I co znalazłam? Tak, zgadliście - gołe baby. Nie powiem, zrobiło mi się przykro, porozmawialiśmy, jemu udało się uśpić moją czujność. Jednak nie na długo. Po jakimś czasie, przy podobnej okazji - a może już dobrze wiedziałam, czego szukam - znowu znalazłam jakiś ukryty głęboko folder z wiadomą zawartością. Zrobiło mi się bardziej smutno, bo on obiecywał, mówił że to nie tak, sratatata. I tutaj historia zatacza koło. W wielkim skrócie powiem, że zatoczyła je jeszcze wiele razy w ciągu tych dwóch lat - nawet nie wiem, kiedy przestałam być taka wyluzowana, jeśli chodzi o seks. Teraz czuję się koszmarnie sama ze sobą, do tego jestem wściekła na A i totalnie nie wiem, co ze sobą zrobić. Wiem, co powiecie - po co mu ufałam, trzeba było odejść skoro mi to nie pasuje, dlaczego go szpieguję. Problem w tym, że to nie jest tak proste, jak się wydaje. Bo on jest naprawdę cudownym chłopakiem (poza tymi wyjątkami), jest uroczy, nie wyobrażam sobie życia bez niego - właściwie nasze życie jest jak super fajny sen, który raz na jakiś czas zostaje przerwany przez najgorszy koszmar. Często jest tak, że czuję, że go nienawidzę, najchętniej bym go rozszarpała na drobne kawałki, a jednocześnie mam wielką ochotę go przytulić sad.
Jednak cała ta historia to pikuś przy tym, co stało się dziś. Dziś znalazłam jego pendrive. Tym razem nie zamierzałam go przeglądać w celach 'szpiegowskich' - pamiętam, że na takim pendrivie miał kiedyś film, który bardzo chcę obejrzeć drugi raz, a nie mogę go nigdzie znaleźć - no i wtyknęłam ten nieszczęsny pen. To, co zobaczyłam, przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Nie wspominam setek pornoli - każdy z datą ok. luty-marzec 2012, czyli wtedy, kiedy nasz związek był jeszcze w powijakach i nic tak naprawdę o tym nie wiedziałam. Te filmy pościągane z najróżniejszych portali, to nic - bo są tam zdjęcia dziewczyn, które on kiedyś znał, albo spotkał - wszystkie z głębokimi dekoltami, super ładne, w folderach wśród tysiąca pornoli. Czuję, że już zupełnie przestałam mu ufać. Dopóki facet ogląda sobie w internecie kobiety, których pewnie nigdy nie spotka - ok. Nawet mówiłam mu, że niech już ogląda, żeby tylko mnie o tym poinformował. Bo męczyło mnie już ciągłe gadanie, że on nie lubi, nie chce, nie będzie - a później sytuacja i tak się powtarzała.
Mniejsza o to. To są jego znajome. Nieważne, czy mniej, czy bardziej - najbardziej razi mnie zdjęcie jakichś trzech dziewczyn w pociągu - niby nic, ale zabolało mnie, że ja płakałam za nim całe dnie, a on się świetnie bawił z jakimiś nowo poznanymi laskami w podróży... Jeszcze gorsze jest to, że jego tu nie ma, bo jest teraz na domówce u kolegi - a ja chciałabym pogadać z nim tu i teraz, wyjaśnić sobie to wszystko i żyć dalej spokojnie... Pisałam z nim już, on mnie przepraszał, ale jakby w końcu się przyznał, że on jednak to lubi... a ja czuję się tak, jak jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło po takim odkryciu. Patrzę na jego zdjęcia i nie mogę uwierzyć, że podobały mu się jego ZNAJOME, że miał ich zdjęcia w komputerze, oglądał je, nie wiadomo co wtedy robił... miał zapisane ich imiona, nazwiska, numer do jednej się znalazł... Czuję, jakby on z nimi wszystkimi uprawiał seks, jakby mnie te tysiąc razy zdradził przez 3 lata. Tęsknię za nim, chcę, żeby już wrócił, ale z drugiej strony czuję, że tym razem moje zaufanie zostało kompletnie zrujnowane... Nie chcę z nim zrywać, bo cały czas wierzę, że on jednak nie jest kretynem z ptaszkiem zamiast mózgu, ale nie wiem też, jak się zachowam, kiedy go zobaczę... Jestem załamana, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czy to w ogóle ma jeszcze sens? sad

Lancacter napisał/a:

Czy Ciebie bardziej meczy to, ze oglada, czy to ze nie powiedzial Ci o tym? Ogladanie, trzymanie i ukrywanie zainteresowan (zdjec) przez niego nie wyglada mi na jakas dramatyczna forme uzaleznienia.  Choc wymaga stanowczej interwencji - z naciskiem na STANOWCZEJ.

PS. Zainteresowal mnie Twoj pseudonim. Czy czytalas Karola Maya?

mescalero napisał/a:

Właściwie gdyby na samym początku mi powiedział, że ogląda, to nie robiłabym problemu. Teraz męczy mnie podwójnie - to, że ogląda i to, że nie mówi o tym. Szczerze mówiąc, myślałam o tym, czy on przypadkiem nie jest uzależniony, ale zawsze odpychałam od siebie tą myśl, uważałam, że to niemożliwe...
Cóż, i dokonałam kolejnego odkrycia. W notatniku, oprócz mnóstwa linków do pornosów, zdjęć na fb/fotce (znalazły się nawet sex kamerki na żywo...), znalazłam swoje stare hasło do gg. Już wcześniej podejrzewałam, że mógłby mnie szpiegować, bo nieraz zmieniał mi się status chociaż nic nie robiłam etc., ale rozmawiałam z nim o tym i później stwierdziłam, że temat zamknięty. Teraz chyba jednak nie taki zamknięty... Jestem naprawdę w szoku. Czuję, jakbym nigdy go nie znała. On sprawia wrażenie, jakby się mało przejmował tą całą sprawą, jakby nie wiedział, jak bardzo mnie tym rani. A ja zaczynam żałować, że się w ogóle poznaliśmy...

PS. Nie czytałam - za to przepadam za ZZ Top wink

6

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Co za ironia... weszłam tu, bo nie potrafię dziś zasnąć. Bo potrzebuję się pożalić i poznać zdanie innych osób. Czytam swój stary wątek i nie mogę się nadziwić, jak bardzo do tej pory zmieniła się sytuacja...
Gdyby ktoś miał wątpliwości: wciąż jesteśmy razem, wciąż mamy te same problemy... tyle, że w dużo większym nasileniu wink

Wspominałam już kiedyś, że ja i mój mężczyzna zaczynaliśmy jako internetowa parka. Poznaliśmy się przez grę, później kontakt się urwał, a po 2 latach odnowiliśmy go przez gg - był grudzień 2011 roku.
Odkąd złapaliśmy się na gadu i zaczęliśmy pisać, nie potrafiłam już myśleć o nikim innym. Nigdy nie widzieliśmy nawet swoich zdjęć, jednak chemia była bardzo silna - mogliśmy pisać o wszystkim i o niczym, rozumieliśmy się doskonale, z czasem (no dobra... tak naprawdę trwało to może tydzień) staliśmy się sobie na tyle bliscy, że intymne tematy przestały nas krępować. Jeszcze przed Sylwestrem w jego rodzinie zdarzyła się tragedia - nieistotne, co się stało, w każdym razie był to silny cios dla niego i jego najbliższych. Na następny dzień opowiedział mi o wszystkim ze szczegółami, przyznam szczerze, że nieźle mnie wryło, zrobiło mi się bardzo przykro i od tamtej pory starałam się pomóc mu i podnieść go na duchu tak, jak tylko byłam w stanie - właściwie wtedy już uważałam go za swojego chłopaka, bardzo szybko się do niego przywiązałam, wydawało mi się, że on czuje to samo...

To wszystko, jeśli chodzi o retrospekcje. Wróćmy do rzeczywistości...
Jakiś czas temu wygrzebałam z szafki jego stary, zepsuty już telefon. Z ciekawości podłączyłam go do komputera - i znalazłam w nim zdjęcie dziewczyny. Znałam to zdjęcie - wysyłał mi je kiedyś z pytaniem, co sądzę o tej dziewczynie... Cóż, zapomniałam o sprawie. Do czasu.
Dziś weszłam na gg po dłuższej przerwie, popisać z przyjacielem. Z ciekawości weszłam na profil mojego chłopaka i może Wam się to wydać dziecinne czy żałosne, ale kiedy zobaczyłam u niego 'prezenty' typu serduszka, buziaczki, zapaliła mi się ostrzegawcza lampka... I nie bez powodu.
Nie wiem, jak mi się to udało, ale znalazłam dziewczynę od tych prezencików, na fb. Zgadnijcie, czyje zdjęcie widziałam kilka dni temu w jego telefonie? Właśnie... Zadzwoniłam do niego z pytaniem, kim ona dla niego jest. 'No wiesz... taka jakby kuzynka'. Cóż, nie poddałam się i po chwili już wiedziałam, co jest grane...

To jest jego była. Daleka kuzynka i jego była jednocześnie. Ale nawet nie o to chodzi. Te prezenciki na gadu, które były od niej, były ze stycznia - czyli z tego okresu, kiedy nasza znajomość... intensywnie się rozwijała, że tak to ujmę. Zapytany, czy mnie z nią zdradzał, odpowiedział, że to raczej ją zdradził ze mną... że niby byli razem tylko do grudnia, ale coś mi się nie chce w to wierzyć.  Cóż, krótko mówiąc nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Jakaś część mojego życia - ważna część - runęła w tamtym momencie jak domek z kart. Myślałam, że to ja byłam dla niego ostoją w tamtym trudnym okresie... Że to dzięki mnie jakoś się trzymał, że byłam dla niego wtedy najważniejsza... A tu dupa, okazuje się, że to ona była przede mną, spotykali się, pewnie się obściskiwali i cholera wie co robili, po to, by on po powrocie do domu pisał ze mną na temat swoich seksualnych fantazji... Nie wiem, czy to nie lekka przesada, ale czuję się jak jakaś zabawka, zapchajdziura, która z czasem okazała się jednak fajna na dłuższą metę. Przykro mi, bo jestem bardzo wrażliwa na tym punkcie i znając mnie będę teraz zazdrosna nawet o jego kuzynki... Źle mi z tym, że nie wiem nic o jego przeszłości, że nigdy nie wiedziałam, że wtedy był jeszcze ktoś. Po tym wszystkim, co zrobił mi kiedyś, starałam się mu zaufać, odbudować wszystko, a on to zrujnował i nie widzi w tym nic złego, bo przecież ona nic dla niego nie znaczyła. Ale dla mnie to coś znaczy. Nie mogę zasnąć, bo kiedy tylko zamknę powieki, mam przed oczami to jej zdjęcie, a myśli nie dają mi spokoju...

Aż się zastanawiam, czy w ogóle kiedykolwiek coś dla niego znaczyłam sad

7

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Mescalero, o ile Twoje wcześniejsze problemy można uznać za godne przemyśleń to teraz zdecydowanie szukasz problemu tam, gdzie go nie ma. Rozgrzepujesz historię sprzed 3,5 roku. Z czasów, kiedy się dopiero poznaliście. To, że Ty uważasz za słuszne zająć się poznawaniem wyłącznie jednej osoby i natychmiast zapomnieć o reszcie świata - nie znaczy, że każdy tak ma. Wiele osób początkujące relacje traktuje luźno - przecież nie wiadomo co z tego wyniknie. Chłopak niekoniecznie musiał wtedy wiedzieć czy widzi Cię w roli swojej dziewczyny, koleżanki czy przyjaciółki. To nijak nie umniejsza znaczenia całego waszego późniejszego związku!
To, że po miesiącu znajomości znaczyłaś dla niego mniej niż Ci się wydawało (co wcale nie znaczy, że znaczyłaś mało! ) nie wpływa na to, ile dla niego znaczyłaś później! No zlituj się - dlaczego ponad 3-letni związek postrzegasz przez pryzmat tego, co się wydarzyło po miesiącu znajomości?
Związek i w ogóle uczucie to coś, co się buduje przez długi czas (właściwie - przez cały czas). Kiedy miała miejsce historia z tą dziewczyną - wy jeszcze niczego nie zbudowaliście. Dlaczego coś z pierwszego miesiąca znajomości ma większe znaczenie niż ponad 3 lata późniejszej relacji?

8

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Przerabiałam ten temat i niepotrzebnie to wszystko, cały stres o nic. Moim zdaniem jest zazdrosny w niezdrowy sposób i być może ma kompleksy. Nie zrobiłaś nic złego.
Jeśli tamten chłopak nic dla Ciebie nie znaczy, to nawet nie musisz swojemu mówić. Po prostu ze zwyczajnej rozmowy chyba nie trzeba się spowiadać.

9

Odp: Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa
vinnga napisał/a:

Mescalero, o ile Twoje wcześniejsze problemy można uznać za godne przemyśleń to teraz zdecydowanie szukasz problemu tam, gdzie go nie ma. Rozgrzepujesz historię sprzed 3,5 roku. Z czasów, kiedy się dopiero poznaliście. To, że Ty uważasz za słuszne zająć się poznawaniem wyłącznie jednej osoby i natychmiast zapomnieć o reszcie świata - nie znaczy, że każdy tak ma. Wiele osób początkujące relacje traktuje luźno - przecież nie wiadomo co z tego wyniknie. Chłopak niekoniecznie musiał wtedy wiedzieć czy widzi Cię w roli swojej dziewczyny, koleżanki czy przyjaciółki. To nijak nie umniejsza znaczenia całego waszego późniejszego związku!
To, że po miesiącu znajomości znaczyłaś dla niego mniej niż Ci się wydawało (co wcale nie znaczy, że znaczyłaś mało! ) nie wpływa na to, ile dla niego znaczyłaś później! No zlituj się - dlaczego ponad 3-letni związek postrzegasz przez pryzmat tego, co się wydarzyło po miesiącu znajomości?
Związek i w ogóle uczucie to coś, co się buduje przez długi czas (właściwie - przez cały czas). Kiedy miała miejsce historia z tą dziewczyną - wy jeszcze niczego nie zbudowaliście. Dlaczego coś z pierwszego miesiąca znajomości ma większe znaczenie niż ponad 3 lata późniejszej relacji?

Nie, nie nie... Zupełnie nie o to chodzi. Nie chodzi o to, że znaczyłam dla niego mniej. Chyba nie znaczyłam jeszcze nic, skoro miesiąc po tym, jak zaczęliśmy 'być razem' (jak wtedy myślałam), on tą dziewczynę błagał, by do niego wróciła... Pisałam z nią i jest jeszcze gorzej, niż myślałam. Leciał sobie na dwa fronty. Nie widział mnie w roli swojej dziewczyny? To nie musiał dawać mi jednoznacznych sygnałów, że tak jest... Co z tego, że wtedy nic jeszcze nie zbudowaliśmy? Dla mnie nic nie usprawiedliwia takiego zachowania, robienia nadziei jednej osobie, w czasie, kiedy drugą błaga się o powrót... Cóż, mam nadzieję, że jeszcze uda nam się to naprawić.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Okłamałam ukochanego - mówi, że nie ufa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024