Witajcie,
zastanawiam się od dłuższego czasu, jak pogodzić te dwie rzeczy...
Moim największym życiowym marzeniem było spędzenie życia pracując w różnych zakątkach świata.
Z drugiej strony, jestem też w związku, a stały związek temu nie sprzyja. Co więcej, trafiłam na faceta, który prowadzi jak najbardziej osiadły tryb życia i nie ciągnie go ani trochę do podróży. Nie musiałby nawet na wakacje jeździć, po prostu tego nie potrzebuje...
Najbardziej chciałabym go zabrać ze sobą i powozić się razem po świecie, ach...
Myślicie, że da się pogodzić mnie podróżującą i związek? Nie chcę z tego rezygnować dla faceta, bo wiem, że podświadomie miałabym pretensje i do siebie i do niego, że nie zrealizowałam swoich marzeń. Co myślicie w ogóle o całej kwestii? Czy ktoś zna takie pary lub jest w podobnej sytuacji?
Jak przekonać CHOLERNIE UPARTEGO faceta do podróży? ![]()
Na razie moim pomysłem jest jeździć samej, ale na krócej, żeby jakoś zaspokoić tę moją potrzebę
(zreszta i tak na razie studiuje wiec dluzszy wyjazd nie wchodzi w gre), ale planuje wybrac sie na Erasmusa, to juz jest dluzszy czas. A na razie krótsze wyjazdy - czeka nas pierwsza taka próba, za tydzien wyjezdzam na 6 tygodni.