Hej ja też mam pewien ,,problem'' z ćwiczeniowcem, nie wiem czy to wynika z tego ,że facet mnie po prostu nie lubi, czy wręcz przeciwnie i w pewien swój nieumijeetny sposób próbuje mi pokazać ,że mnie adoruje,więc przejde do rzeczy: zaczęło się od tego,że neistety nie udało mi się zaliczyć kartkówek na jego zajęciach (2) i przy okazji drugiej, wiedząc ,że jej nie zaliczyałam wziął mnie do tablicy z tego samego tematu i wstawił wykrzyknik przy moim nazwisku, sprawa zaczęła się rozkręcać ,gdy poszłam te kartkówki poprawić na jego dyżur, gdzie w odnosił się do mnie w sposób bardzo ironiczny np. wypominając mi te kartkówki i wykrzyknik, czy też śmiejąc się ,gdy przez okno zawial na mnie wiatr ,że może duch świety mi pomoże, z boku siedziała młoda doktorantka i aż sama zwracała mu uwagę,że jest straszny i niemiły,kazał mi przyjść ponownie na zaliczenie tych kartkówek, przyszłam 2 tyg. poźniej, a po drodze mieliśmy z nim egzamin z innego przedmiotu w zastępstwie, gdzie widziałam,że się na mnie patrzyl,bo gdy brałąm dodatkową kartkę to się zaśmiał,to też widziała moja koleżanka,po egzaminie podeszłam sie zapytać czy będzie obecny na dyżurze jutrzejszym on odpowiedział pozytwynie to powiedzialam dziękuję i do widzenia, a on wtedy odparł głośnym do zobaczenia ,jeżli będziemy się jutro widzieli,tylko sie uśmiechnełam. Na drugi dzień wstałam w kolejce na dyżur i co chwilę otwierały się drzwi do gabinetu i gdy się tylko owtierały widziałam ,że ciągle spoglądał w moja stronę,ale udawałam,że tego nie widzę. Gdy weszłam do pokoju na progu usłyszałam zaskoczona,bo sama jeszcze sie nei zdążyłam odezwać głośne: ooooo dzień dobry pani, tak dzien po dniu sie widzimy jak milo i zaczal wypytywac mnie jak poszedł mi egzamin i był bardzo miły, potem znowu czepiał się tego wykrzyknika i udawał ,że nie wie za co go mam by po chwili znowu głośno powiedzieć oooo już wiem za co,nie umiala pani przy tablicy( zdziwilo mnie ,że zapamiętał)i zanim zczał zadawać mi jakieś pytania zapytał kiedy zdaje egzamin z tego przedmiotu, gdy powiedziałam mu ,że pod koniec czerwca to powiedział do mnie,ze mamy jeszcze dużo czasu na poprawę i suma sumarum zaliczył mi jedną kartkówkę...a drugą kazał mi znowu zaliczyć za tydzien ,dlatego ,że niby mu sie gdzieś spieszyło..i taka to moja historia. Po prostu sie zastanaiwma czy ja mu tak po prostu ajkoś podpadłam,chociaż nie wiem czym....czy on tak próbuje mnie podrywać, jestem bardzo ciekawa, proszę o wasze opinie;) Nie miałam pojęcia do jakiego działu to wstawić ,więc wstawiam tu.
Jeżeli to podryw to dosyć dziwny i zdradzający jego brak szacunku do kobiet i poczucie władzy nad nimi. Może spróbuj zmienić wykładowcę bo z tym wróżę Ci problemy.
Niestety to już za późno, bo właśnie kończę z nim zajęcia...i skończyć nie mogę przez te kartkówki...koło mam zaliczone, zostało mi tylko to...i dlatego nie wiem co już mam myśleć.
Niestety to już za późno, bo właśnie kończę z nim zajęcia...i skończyć nie mogę przez te kartkówki...koło mam zaliczone, zostało mi tylko to...i dlatego nie wiem co już mam myśleć.
Nie masz innego wyjścia jak nauczyć się i zdać. Jeśli będą problemy to idź do jego przełożonego, zdaj komisa czy co tam jest dalej w kolejności. Tacy ludzie bywają pokręceni i nie dojdziesz o co chodzi jeśli on nie powie. Bądź twarda i nie poddawaj się. Wyjdzie ma Twoje a on będzie miał problemy jeśli coś kombinuje. Cokolwiek by zrobił Ty jesteś górą.
To też uczę się właśnie, nie zdziwiłabym się gdybym naprawdę nie umiała...ale no coż takie widzi mi sie. Z nim mam ćwiczenia ,jeżeli on mi ich nei zaliczy nie będę mogła przystąpić do egzaminu z wykładów z tego przedmiotu i tego sie najbardziej boje,ale dzieki za pocieszenie;)
6 2013-06-09 07:20:58 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-09 07:46:10)
Co tu myśleć. Pewnie podpadłaś, miałam takie przeboje z wykładowcą(już byłym). Znowu czeka panią piekło-usłyszałam podczas repety. I co zrobiłam? Sprawę załatwili moi rodzice, wystarczyło gościa postraszyć. CO za obciach, jak gówniarz sprawę załatwiłam. Miałam 21 lat, to było dawno temu a on dalej studentom dokucza:(
Nic ci nie radzę, może ci odpuści w połowie czerwca. Nie daj się sprowokować. Nie lubię takich ludzi, bo gnębią bez powodu i się rajcują czyimś stresem. Teraz wiem, że sprawa jest po mojej stronie. Na miejscu wykładowcy bym się bała, dzisiaj walczy się o studenta a nie go gnoi. Ja chciałam papiery zabrać na inną uczelnię.
Oni to traktują jak partię szachów, wbrew pozorom studia to też nauka życia. Jak trafisz na szefa-dupka to wspomnisz sobie tego wykładowcę i poradzisz z problemem.
Rzeczywiście ,jeżeli się nie odczepi może też będę zmuszona wplątać w to rodziców, chociaż wolałabym tego nie robić , bo jak mówisz, student to już osoba dorosła i sama powinna rozwiązywać swoje problemy, a nie wiecznie polegać na rodzicach;)
jestes na pierwszym roku?twój kierunek to pedagogika czy typu weterynaria?
Rzeczywiście ,jeżeli się nie odczepi może też będę zmuszona wplątać w to rodziców, chociaż wolałabym tego nie robić , bo jak mówisz, student to już osoba dorosła i sama powinna rozwiązywać swoje problemy, a nie wiecznie polegać na rodzicach;)
Uważam, że najgorsze co można zrobić to wplątywać rodziców - osoby nie znające sytuacji z autopsji... nie radzę mieszać do tego rodziców bo narazisz się tylko na śmieszność.
Myślę, że sytuacja jest do załatwienia. Idź znowu na dyżur i spróbuj zdać kartkówkę. Wiem, że to upierdliwe i męczące rozwiązanie, ale jedyne racjonalne wyjście. Nie ma sensu wszczynać wojny z wykładowcą, niestety prawie zawsze się ja przegra... Piszę to jako osoba, która była w podobnej sytuacji. Facet strasznie mi dowalał - bez powodu... na ostatnich zajęciach "zażartował", że wstawia mi 3 dla świętego spokoju,ale mam wiedzieć, że "wszystkie Małgorzaty są dożarte" i cieszy się, że nie będzie już mnie oglądał. Jak się później okazało, jego dwie były żony miały na imię tak ja. Ot, durny powód do gnojenia, ale jednak się znalazł.
No ja byłam już o krok na przeniesienie się. Profesora za kilka lat wyrzucili z jakiejś tam instytucji, a w gazecie lokalnej online, na internecie znaczy, pojawiło się 300komentarzy. Nazywano go krwiopijcą, kxxxxxxrzem, chxxxem itd. W końcu ktoś go docenił i głośno to powiedział. Najwięcej zarzucano mu romansów ze studentkami. Eh wiecie ile mi krwi napsuł 1,5 roku nie wiedzialam czy skończę studia!
Śmieszność? Sto km od domu, gdzie wszyscy studenci są spoza mojego miasta nikt tego już nie pamięta. A cały rok wcale się z tego nie śmiał, tylko mi współczuł. Aż się zdziwiłam z tej solidarności i sympatii dla mnie!!!
Śmieszność? Sto km od domu, gdzie wszyscy studenci są spoza mojego miasta nikt tego już nie pamięta. A cały rok wcale się z tego nie śmiał, tylko mi współczuł. Aż się zdziwiłam z tej solidarności i sympatii dla mnie!!!
Nokio, ależ ja nie mówiłam o studentach! raczej chodziło mi o reakcję wykładowcy. Chyba lepiej zwrócić się np. do dziekana do spraw studenckich niż prosić rodziców o rozmowę z wykładowcą... to jest tylko moje zdanie. Dobrze, że u Ciebie takie rozwiązanie poskutkowało, ale ja uważam, że rodzice nie powinni się mieszać do takich spraw ( emocje mogą wziąć górę bo przecież ukochana córka, dogadają coś wykładowcy a trafią na takiego butnego, który się dopiero wkurzy i jak będzie chciał to uwali na amen studenta...)
12 2013-06-10 18:54:16 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-10 18:55:08)
11lat minęło, a upokorzenie jest:(
13 2013-06-10 19:13:10 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-10 19:15:23)
jak wyglądała wizyta?
mamuśka wyjechała mu tekstem, że się boi o mnie bo jako 16 latka miałam próbę samobójczą i leczyłam się u specjalisty(psycholog). koleś zdrętwiał i nawet na dworzec odwiózł.
nie skłamali, ale upokorzenie jest.
wrócę do sytuacji 16latka-jakaś miłośc, jakaś jedynka i dla pokazu czy wolania o pomoc była ta sytuacja.
14 2013-06-10 19:16:22 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-10 19:19:57)
miał znajomości i był bardzo wysoko na stołku!bardziej się bałam rozgłosu i donosu do wyższych władz niż upokorzenia z rodzicami.
Nie, jestem na 2 roku i na całkiem innym kierunku;)