Jakiś czas temu poznałam faceta. Świetnie nam się ze sobą rozmawiało, oboje stwierdziliśmy, że nadajemy na tych samych falach. Każde z nas zakończyło niedawno swój związek, więc z początku obawialiśmy się, że będziemy dla siebie "klinem"... Dzieli nas trochę kilometrów, a że oboje mieliśmy sporo na głowie, to spotkaliśmy się raptem kilka razy. Znajomość krótka, intensywna, ALE nie wylądowaliśmy razem w łóżku. Od początku zaiskrzyło między nami! Na każdym spotkaniu widziałam, że był mną oczarowany.. zachowywał się jak "zakochany". Z tego co udało mi się zaobserwować, to mimo, iż ma sporo koleżanek, to jest on dość nieśmiały w relacjach damsko-męskich.. Nie chciał mi się narzucać, bawił się w podchody, parę razy próbował mnie pocałować, ale z miernym efektem, więc musiałam wziąć sprawy w swoje ręce oczko.gif Niestety nie jest też wolny od kompleksów.. ma niskie mniemanie o sobie, w dodatku nie raz dał mi odczuć swoją zazdrość... Szybko się poddawał, gdy zaczęło się wokół mnie kręcić jeszcze kilku innych chłopaków.. Potrzebował zapewnień. Facet jest wyrozumiały, bo parę razy dałam mu "słownie" popalić, prowokowałam kłótnie... ( Niestety wynikały one z tego, że tak mało go widziałam... Zawsze rozchodziło się o spotkania... a raczej ich brak.. ) Jestem dość impulsywna, zaborcza i pospieszyłam się troszkę z deklaracjami... Wszystko byłoby ok, gdybym nie zaczęła wymuszać ich na nim.. Ostatecznie chłopak stwierdził, że jestem dla niego ważna, ale jeśli wymagam od niego teraz, zaraz deklaracji, to musi mnie rozczarować i nie może się angażować na tę chwilę.. bo nie jest przekonany do związków na odległość ( Przejechał się tak 2 razy..) I tak minął miesiąc.. Od tego czasu nie odzywał się do mnie z własnej inicjatywy... Ja zrozumiałam swój błąd... napisałam do niego z 2x może, próbując ratować tę znajomość... (Aczkolwiek w rozmowach poruszałam się po neutralnym gruncie.. nie nawiązywałam do nas) Zawsze odpowiadał mi, ale bez żadnych ekscesów...Chciał wiedzieć co u mnie słychać.. jak go raz gdzieś zaprosiłam niezobowiązująco to zareagował naprawdę entuzjastycznie.. miał dać mi znać, ale ostatecznie nie odezwał się... Myślicie, że jest jeszcze co ratować, czy facet mógł mnie przekreślić i sprowadzić do rangi zwykłej koleżanki?... Męczy mnie to okropnie... On jest raczej skryty, nie lubi o sobie opowiadać... czuję, że go zawiodłam w jakiś sposób i nie wiem jak się przebić przez te jego skorupę... czy w ogóle jest taki sens....
Ja ze swojego doświadczenia wiem,że kobiety pierwsze nie powinny mówić o swoich uczuciach w sytuacji gdy facet jest niepewny.
Niestety, najpierw trzeba uzbroić się w cierpliwość aby usłyszeć deklarację od faceta nie przymuszonego do niczego a potem można myśleć o wspólnej przyszłości.
Inaczej dzieje się tak jak w Twoim przypadku. Kontakt staje się coraz slabszy i nagle urywa sie ![]()
A ile minęło czasu od Twojej propozycji wyjścia gdzieś wspólnie?
Jakieś 2 tygodnie temu... Gorąco mnie zapewniał, że pomysł mu się podoba i na pewno się określi... ale skończyło się tylko na "obietnicach"... Jak to mówią : obiecanki - cacanki, a głupiemu radość... Nie rozumiem takiego zachowania.. Mógł na wstępie się jakoś wykręcić, zamiast rozpalać we mnie nadzieję.. Po tym czasie napisałam do niego jeszcze raz, niezobowiązująco, z zapytaniem - co słychać - , odpisał... spytał co u mnie, ale na tym koniec. Nie dociekał... nie skomentował. Podejrzewam, że zrobił to z grzeczności...
Hah ale zbieg okoliczności...
Dwa tygodnie temu też do niego napisałam co słychać,odpisał ale już na następnego nie i cisza do tej pory...
Ja myślę,że oni nie potrafią tego zakończyć. Chciałabym usłyszeć "przykro mi, nic z tego nie wyjdzie.,lepiej żebyśmy się nie kontaktowali" a tak wszystko jest zawieszone i chciałabym sobie życie ułożyć a tak nie mogę bo z tylu głowy mam "a co jesli się odezwie"
Albo zostawiają sobie "otwartą furtkę"...
Nie cierpię takiego zawieszenia... Zależy mi na nim, ale nie wiem, czy jego zachowanie mam podpiąć pod: Niezainteresowany czy Niezdecydowany. A może to się sprowadza do jednego?... ![]()
Pisał mi, że chciałby spróbować, ale za duże wątpliwości nim targają... nie wie, czy nie będzie musiał wyjechać w Polskę.
Ja ze złości na sama siebie,że pisząc do niego zaczynam się pogrążać i ośmieszać- wykasowałam jego numer.
Oczywiście teraz mam kryzys i chętnie bym do niego napisała no ale po pierwsze co by to miało być?... może to lepiej że jednak nie napisze. Jak zatęskni to napisze...albo już zapomniał ![]()
No to możemy sobie podać rękę! Tak jak kiedyś mogłam z Nim rozmawiać po kilka godzin, tak teraz głupie " Co słychać?" brzmi banalnie i wprowadza napięcie... bo co potem?
Wszystko zależy od tego, jaka Was łączyła/łączy relacja... Jak długo się znacie i co wpłynęło na osłabienie kontaktu!
Ja zostałam spalona na starcie... jeśli On nie odezwie się do mnie w ciągu następnego tygodnia, to moje próby podtrzymania znajomości, chociażby na stopie koleżeńskiej, spełzły na niczym...
Mi się wydaje,że mój 'limit' okazywania zainteresowania i starania się wyczerpał się.
Teraz powinnyśmy czekać na ich znak...To samo sobie pomyślałam, jeśli przez ten tydzień się nie odezwie to już sobie odpuszczam i zabieram się za innego
Pisząc to może się wydawać że dla mnie to będzie łatwizna, a prawda jest taka,że ja każdego dnia o nim myślę.
Z tym "moim" również nie poszłam do łózka,mimo że rozmawialiśmy o 'tym' i że chcemy to zrobić. Jednak potem nie było okazji bo zrobiłam mu awanturę że za mało się spotykamy i wteedy wszystko się posypało ![]()
jestem ciekawa czy gdyby nie to jakby ta relacja wyglądała...
Haha! Powiem Ci, że ja cały czas spotykam się z innymi kolegami... próbowałam odwrócić tym swoją uwagę od tego "Wyśnionego", ale e e e eee.. to nie takie proste. Nic z tego. Chcąc - nie chcąc, każdą następną znajomość porównuję do Niego, jego zainteresowań, wspólnie spędzonych chwil
I ostatecznie wszyscy absztyfikanci wydają mi się tacy.. Słabi? Nudni?
Ja jestem święcie przekonana, że gdybym pohamowała się trochę z pretensjami, to wszystko by się inaczej potoczyło.. ale tak to jest, jak się najpierw mówi, a potem myśli
Czasem mam wrażenie, że jestem emocjonalną masochistką!
A to zwykli koledzy czy tacy koledzy,którzy liczą na coś więcej...?
nie wiem co mi ostatnio strzeliło do głowy,ale wstępnie jestem umówiona na wyjście ze współlokatorem tego mojego.
Dziwne,że coś takiego on zaproponował,wiem że mu sie podobam,ale chyba nie zabiera się "dziewczynę" kolegi...Teoretycznie mogłabym zapytać czy nasz wspólny znajomy nie miałby nic przeciwko,ale może po prostu przemilczeć i udawać,ze nie byliśmy umówieni na spotkanie? Chłopak z charakteru bardzo fajny,ale nic więcej na pewno się nie wydarzy...
Każdy z tych kolegów liczy na coś więcej... Przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Tak czy siak niedługo będę musiała wyłożyć kawę na ławę, bo nie chcę ich wodzić za nos!
Moja mama mówiła, że zachciało mi się "chemii", to teraz cierpię
Dziwna sytuacja... Jeżeli zależy Ci wciąż na Twoim "Wybranku", to zdecydowanie nie umawiałabym się z Jego współlokatorem! Nawet w celu wzbudzenia ewentualnej zazdrości... Podobno faceci nie bawią się w "gierki", ale ja bym zachowała tutaj czujność... Może być tak, że facet Cię testuje. Tego też nie możesz wykluczyć ![]()
Natomiast jeśli Twój "Wybranek" idzie już ostatecznie w odstawkę, to mimo wszystko zastanowiłabym się dobrze... Z własnego doświadczenia wiem, że pchanie się w relacje z bliskimi kolegami "Wybranków" mogą się kiepsko skończyć... A Wasza relacja nie została jasno określona, prawda? Nie wiesz, czy jesteś mu obojętna, czy w jakiś sposób "zależy" mu wciąż..
12 2013-06-02 17:09:50 Ostatnio edytowany przez alone (2013-06-02 17:29:08)
Faceci za to lubią zabawę w "odstawkę" czyli granie, że nie zależy mu na Tobie, a wtedy jest efekt odwrotny i dziewczyny lgną jak pszczoły do miodu.
To chyba prowokacja nie jest ze strony tego współlokatora z tego co wiem, "mój" wyjechał do swojego miasta i siedzi tam od miesiąca a do tego kolegi ja napisałam bo interesował się moim egzaminem,który w końcu zdałam.
Pewnie,że mi na moim zależy, więc nie wiem jak to teraz rozegrać...
Edit.
O i jeszcze jedna rzecz...
Przed tą sytuacją jak często się kontaktowaliście? Codziennie, co parę dni?
Faceci za to lubią zabawę w "odstawkę" czyli granie, że nie zależy mu na Tobie, a wtedy jest efekt odwrotny i dziewczyny lgną jak pszczoły do miodu.
No jeżeli Mój podjął taką taktykę, to jest skończonym palantem... Nie okazuje mi kompletnie szacunku, jak już dojdzie do wymiany zdań.
Ja bym się nie pakowała w tę relację, będąc myślami i nadzieją przy kimś innym. Z tego rzadko wychodzi coś dobrego.
Może wstrzymaj się od tego spotkania jeszcze na jakiś czas... Poczekaj, jak się sytuacja rozwinie.
Jeśli Twój wciaż nie bedzie przejawiał zainteresowania, to dałabym sobie spokój. Ja też tak postanowiłam!
A wtedy już nie bedziesz miała nic do stracenia, umawiając się z jego kolegą. Zachowasz się wtedy fair wobec siebie i jego.
Jednak ja od dziś sobie go odpuszczam. Rozmawiałam ze wspólnym znajomym, do niego normalnie się odzywa.
Gdyby do mnie chciał też by to zrobił. Zadne argumenty typu byłem zajęty,nogę mi ucięło nie usprawiedliwiają go.
Szkoda czasu na bezsensowne czekanie ![]()