Tak mnie natchnęła wczorajsza sytuacja do założenia tego tematu. Mieliśmy wczoraj w domu imprezę, wszystko było super do czasu jak mój chłopak się jakoś niefortunnie przechylił na gównianym składanym krzesełku i z niego zleciał. Uderzył się przy tym w głowę, zaczęły mu lecieć łzy (tak zupełnie niekontrolowanie płakał przez chyba 40 minut), bolała go głowa, widział podwójnie, drażniło go światło i dźwięki. Oczywiście pierwsza myśl to lekkie wstrząśnienie mózgu, ale najwyraźniej była to myśl tylko jego i moja, bo... pozostali imprezowicze stwierdzili, że nic się nie stało, że przecież chłopak mocno głową nie przywalił i że jakąś scenę teraz odstawia, żeby zwrócić na siebie uwagę(wtf?!). Szczerze mówiąc bardzo byłam tym zniesmaczona, bo widziałam z jaką pogardą na niego spojrzeli (całe towarzystwo składało się tylko z facetów), że płacze. I się mnie jeszcze pytają, że co z nim jest, czy on tak zawsze etc. Tak jakbym ja wiedziała co mojego chłopaka dokładnie boli i co mu dolega. Wkurzyłam się, że zamiast po prostu przyjąć do wiadomości, że się walnął w łeb i ma takie, a nie inne objawy to oni zaczęli to bagatelizować. Ostatecznie mój chłopak kolegów wyprosił, bo nie potrafili uszanować jego prośby o ściszenie muzyki itp. Posiedziałam z nim trochę, po jakimś czasie zadzwoniliśmy na pogotowie, bo objawy nie ustępowały, przyjęli nas w szpitalu no i na szczęście nic groźnego się nie stało, ale mam go pilnować i sprawdzać, czy mu się nic nie pogarsza przypadkiem, bo z głową nigdy nie wiadomo. Pomyślałam sobie co by się stało, gdyby mnie na tej imprezie nie było, a sprawa okazała się bardziej poważna... Dlaczego facetom tak ciężko przełknąć, że coś czasem boli, że człowiek ma prawo zapłakać lub pójść do lekarza, jeśli się źle czuje. Bo to takie "niemęskie"? Cholera, czasy jaskiniowców się skończyły... Ja akurat uważam, że mój chłopak ma większe jaja od tych wszystkich tam zebranych, bo nie robi z siebie macho-debila i nie czuje potrzeby udowadniać, że jest mężczyzną. Macie tego typu doświadczenia? Faceci, którzy za cholerę się nie przyznają, że im coś dolega lub ich coś boli, a już broń boże łzę uronić? I patrzą przy tym z pogardą na tych, którzy się tego nie wsydzą? Naprawdę straciłam szacunek do kilku, wydawałoby się fajnych, kolegów.
Mężczyzna może uronić łzę po stracie kogoś najbliższego ale i tak ma obowiązek trzymać pion by służyć wsparciem dla tych, którzy go potrzebują. Jeśli się maże z byle powodu to znaczy, że jest jeszcze chłopcem.
3 2013-05-25 09:36:41 Ostatnio edytowany przez straceniec (2013-05-25 14:00:10)
Uderzyłem się kiedyś bardzo mocno w głowę, myślałem, że zwymiotuję, kumple później mówili, że bredziłem. Nie byłem w stanie sobie przypomnieć imion ludzi których widziałem przed sobą. Nie byłem w stanie nawet włączyć komórki.
Trwało to z pół godziny, później niesamowicie bolała mnie głowa. Nigdy w życiu nie czułem się tak źle.
Nie mam pojęcia jakim cudem wróciłem do domu, spałem po tym 2 dni.
Nie wiem też, dlaczego mnie te pacany do szpitala nie odesłały, widząc w jakim byłem stanie. Może za twardo się trzymałem.
Twój chłopak mógł się uderzyć tak, że nie mógł kontrolować tego jak płyną mu łzy. Chociaż 40 minut, to raczej płakał po prostu z bólu.
Osobiście, dla mnie płakanie z bólu to jest niechlubna rzecz. Oczywiście do granicy możliwości, później to jest poza siłą woli każdego człowieka. Po urwaniu nóg i przejściu tego szoku pourazowego każdy będzie płakał, nawet Franz Maurer.
Natomiast śmianie się i drwiny z cudzych (męskich) łez to jest przejaw słabości. Próba robienia się na twardziela kosztem czyjegoś nieszczęścia.
Może zazdroszczą mu takiej dziewczyny jak ty i próbowali obniżyć jego wartość w twoich oczach. To jest niskie.
Jeżeli będę miał syna, to będę go wychowywał w tym etosie twardego mężczyzny, który nie może sobie pozwolić na płacz.
Świat zejdzie na psy, jeżeli mężczyźni będą pozwalali sobie płakać, cmon...
Stereotypy, stereotypy, stereotypy. ![]()
Bycie mężczyzną, moim zdaniem, nie jest równoznaczne z brakiem uczuć i brakiem umiejętności ich okazywania.
Świat zejdzie na psy, jeżeli mężczyźni będą pozwalali sobie płakać, cmon...
A to dlaczego?
Uważam, że umiejętność pokazywania swoich emocji i niewstydzenie się ich są bardziej męskie niż chęć pokazania za wszelką cenę jaki to jestem twardy.
6 2013-05-25 10:45:45 Ostatnio edytowany przez straceniec (2013-05-25 10:53:59)
Nie pisałem nic o okazywaniu emocji i uczuć. Cały temat jest o płaczu jako reakcji na ból.
Dostaniesz z zaskoczenia w twarz od jakiegoś dresa, to się rozpłaczesz na środku ulicy bo cię bardzo boli, a ty jesteś twardy i nie boisz się okazywać swoich uczuć?
Niezła komedia.
Tak, rozpłaczę się, bo na szczęście nie jestem facetem i mi wolno ![]()
Tyle, że co innego dostać w mordę od dresa, a co innego po prostu czuć ból. W pierwszej sytuacji chyba nikt nie myśli o tym, że go boli. Przecież trzeba się jakoś obronić. Albo uciec. Autorka wątku pisze o czym innym.
Nie nadaję się do pisania na tym forum, wymiękam.
Też czasem wymiękam, mimo, że jestem kobietą...
Moja psorka od psychopatologii, twierdzi, że "najłatwiej": żyje się osobom, które mają i cechy męskie (np. orientacja w terenie) i cechy żeńskie (wrażliwość i uczuciowość) ROZWINIĘTE.
Adekwatność zachowania do sytuacji NIE ma nic wspólnego ze stereotypami... oczywiście, o ile NIE pozwalamy na ich żywiołowe rozpowszechnianie...
Lepiej stereotyp obśmiać - niż pozwolić na śmianie się wskutek stereotypu
Co to za twór ma być ten "100% mężczyzna"?... to samo co "statystyczny obywatel"? czyli jak idzie a psem na spacer, to każdy z nich ma STATYSTYCZNIE 3 nogi? ![]()
straceniec: to co opisałeś to są objawy wstrząśnienia mózgu, którego najprawdopodobniej doznałeś. Masz szczęście, że Ci się nic nie stało, bo gdybyś sobie jednak coś w tej głowie mocniej uszkodził i zasnął to byś mógł zapaść w śpiączkę. Tak przynajmniej słyszałam. I widzisz, Ciebie koledzy do szpitala nie wysłali, bo byłeś twardy, czyli nic Ci się nie dzieje. Mojego chłopaka koledzy by do szpitala nie wysłali, bo po prostu uznali, że symuluje. To kiedy w takim razie należy człowieka wysłać do szpitala? Ja po prostu nie rozumiem ich logiki: niby po co mój chłopak miałby robić scenę? Przecież wie, jak każdy facet, że takie zachowanie jest właśnie "niemęskie" i wie, że by źle wypadł w ich oczach. To po co miałby to robić? Zabolało mnie też, że go w taki sposób ocenili, bo w końcu są jego dobrymi kumplami... Wykazali o wiele większe zainteresowanie kolegą, który się upił za bardzo i wymiotował w łazience. Do niego chcieli karetkę wzywać...
Próba robienia się na twardziela kosztem czyjegoś nieszczęścia.
Może zazdroszczą mu takiej dziewczyny jak ty i próbowali obniżyć jego wartość w twoich oczach. To jest niskie.
O, wiesz co mi właśnie jeden z tych kolegów powiedział? Że zasługuję na kogoś lepszego. Muszę przyznać, że mnie wmurowało... Oczywiście wiadomo, że trzeźwi do końca nie byliśmy, ale tym bardziej się człowiek wtedy obnaża z tym co naprawdę myśli.
Ja wiem, że to wszystko głupie stereotypy, ale myślałam, że wśród ludzi na jakimś poziomie takie rzeczy nie będą miały miejsca. I naprawdę się rozczarowałam facetami.
Stereotypy, stereotypy, stereotypy.
Bycie mężczyzną, moim zdaniem, nie jest równoznaczne z brakiem uczuć i brakiem umiejętności ich okazywania.
Można okazywać uczucia nie becząc jak niemowlę kiedy tylko coś nie jest po naszej myśli albo tylko po to ażeby wzbudzić zainteresowanie sobą.
Marka Ragnos, prosze, czesciej pisz, bo mnie do lez rozsmieszasz ![]()
[...]Uderzył się przy tym w głowę, zaczęły mu lecieć łzy (tak zupełnie niekontrolowanie płakał przez chyba 40 minut), bolała go głowa, widział podwójnie, drażniło go światło i dźwięki. Oczywiście pierwsza myśl to lekkie wstrząśnienie mózgu, ale najwyraźniej była to myśl tylko jego i moja, bo... pozostali imprezowicze stwierdzili, że nic się nie stało, że przecież chłopak mocno głową nie przywalił i że jakąś scenę teraz odstawia, żeby zwrócić na siebie uwagę(wtf?!). Szczerze mówiąc bardzo byłam tym zniesmaczona, bo widziałam z jaką pogardą na niego spojrzeli (całe towarzystwo składało się tylko z facetów), że płacze. [...]Dlaczego facetom tak ciężko przełknąć, że coś czasem boli, że człowiek ma prawo zapłakać lub pójść do lekarza, jeśli się źle czuje. Bo to takie "niemęskie"? Cholera, czasy jaskiniowców się skończyły... Ja akurat uważam, że mój chłopak ma większe jaja od tych wszystkich tam zebranych, bo nie robi z siebie macho-debila i nie czuje potrzeby udowadniać, że jest mężczyzną. Macie tego typu doświadczenia? Faceci, którzy za cholerę się nie przyznają, że im coś dolega lub ich coś boli, a już broń boże łzę uronić? I patrzą przy tym z pogardą na tych, którzy się tego nie wsydzą? Naprawdę straciłam szacunek do kilku, wydawałoby się fajnych, kolegów.
Może tu zadziałała psychologia tłumu, czy jak to tam się zwie. Gdyby imprezowali we dwóch lub trzech to po 15 mintach byliby na pogotowiu. Byłaś Ty, partnerka, wrażliwa opiekunka i żaden nie chciał okazać współczucia. No i ten nieszczęsny alkohol ....
W tłumie inaczej się okazuje uczucia niż w samotności lub malutkiej grupie. Ważne, że Twój chłopak ma się dobrze(?).
A ja uważam, że faceci są bardziej wrażliwi niż kobiety, tylko tego nie okazują. Ile razy spotkałam się z tym, że chłopak tęskni, chce się przytulić, jest smutny z jakiegoś powodu, coś go uraziło... No serio - po obserwacji tłumu wokół mnie stwierdzam, że kobiety są psychicznie TWARDSZE! ![]()
15 2013-05-26 00:25:47 Ostatnio edytowany przez fervidon (2013-05-26 00:26:13)
A ja uważam, że faceci są bardziej wrażliwi niż kobiety, tylko tego nie okazują. Ile razy spotkałam się z tym, że chłopak tęskni, chce się przytulić, jest smutny z jakiegoś powodu, coś go uraziło... No serio - po obserwacji tłumu wokół mnie stwierdzam, że kobiety są psychicznie TWARDSZE!
Ameryki nie odkryłaś. Podstawy psychologii.
Przy uwzględnieniu rozróżnienia na płeć, w niemal każdym rodzaju inteligencji mężczyźni mają mniejszą lub większą "przewagę". Jedynym wyjątkiem jest EQ, inteligencja emocjonalna, gdzie to Wy dominujecie nad mężczyznami.
No po prostu jesteście świetnymi manipulantkami ![]()
Odnośnie pytania w temacie - TAK, zawsze.
16 2013-05-26 00:44:11 Ostatnio edytowany przez Nemezys (2013-05-26 00:44:20)
No zdaję sobie sprawę, że Ameryki nie odkryłam ![]()
Ale dlaczego, ZAWSZE musi być w tych 100% męski? Osobiście wolę jak facet jest męski (mówię już o facetach, a nie o chłopcach w rurkach oczywiście), ale przecież nie każdy musi taki być. Tak jak kobieta nie zawsze jest w 100% kobieca...
Ale jak definiujemy męskość? Co robi, czego nie robi prawdziwy mężczyzna? Przecież dla każdego to może być co innego...
A co do tematu wątku, ja bym wypieprzyła całe towarzystwo z domu. Dziwię się, kaisa_malene, że tak długo pozwalałaś na docinki, naśmiewanie się i pogardliwe pytania.
A ja uważam, że faceci są bardziej wrażliwi niż kobiety, tylko tego nie okazują.
Zgadzam się w zupełności, niemniej jednak pytanie brzmi DLACZEGO tak ciężko im tę wrażliwość okazać? Naprawdę tego nie rozumiem...
Gdyby imprezowali we dwóch lub trzech to po 15 mintach byliby na pogotowiu. Byłaś Ty, partnerka, wrażliwa opiekunka i żaden nie chciał okazać współczucia. No i ten nieszczęsny alkohol ....
Też mi to przeszło przez myśl. Zwłaszcza dwóch kolegów zdawało się mieć jakąś misję udowodnienia towarzystwu jacy to oni nie są męscy. Chyba po prostu było za dużo testosteronu w tak małym pomieszczeniu...
Ale dlaczego, ZAWSZE musi być w tych 100% męski? Osobiście wolę jak facet jest męski (mówię już o facetach, a nie o chłopcach w rurkach oczywiście), ale przecież nie każdy musi taki być. Tak jak kobieta nie zawsze jest w 100% kobieca...
Dokładnie. Ja też nie jestem zawsze sexy i na szpilkach, bez jaj. Zdarza mi się nie umyć włosów, jeśli siedzę cały dzień w domu, lubię zresztą mieć wtedy na sobie moje mięciutkie dresy, zdarza mi się beknąć, czy pierdnąć. Oczywiście nie na chama, ale się przecież zdarza. Chociaż fakt faktem, że niektórzy faceci nie przyjmują tego do wiadomości i im się wydaje, że kobieta zawsze pachnie kwiatkami, a już z pewnością nie sra, to przecież takie nieseksowne...
Dziwię się, kaisa_malene, że tak długo pozwalałaś na docinki, naśmiewanie się i pogardliwe pytania.
No właśnie też nie wiem dlaczego jakoś na to nie zareagowałam. Chyba po prostu byłam bardzo zaskoczona takim zachowaniem. Bo to są naprawdę fajni chłopacy i zdawało mi się, że znamy się dobrze i tworzymy zgraną paczkę znajomych. Jakimś cudem ich teksty sprawiły, że to MI zrobiło się głupio, jakbym ja była czemukolwiek winna.
19 2013-05-26 09:18:42 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-05-26 09:20:18)
Zadałam sobie trud by przeczytać wszystkie odpowiedzi, zanim zadam swoje pytanie, ale okazało się, że zrobiła to BabaOsiadła.
Dla mnie sytuacja, którą opisała Autorka, to nic innego jak dbanie o swoje zdrowie - a to nie ma płci. Być może ta młoda grupa imprezowa.... Jednego jestem pewna: gdyby takie zdarzenie miało miejsce dziś, wśród kolegów mojego męża z nim w roli głównej (czyli wiek 30 + ) po upewnieniu się domowymi sposobami, że nieszczęśnik jest cały, pamięta jak kto ma na imię i nic podejrzanego się nie dzieje, obserwowaliby go i zdecydowali, czy wezwać pogotowie czy nie, ale na pewno nie zignorowaliby go i nie zbagatelizowali objawów.
Niezależnie od wypicia alkoholu.
Po prostu albo w tym wieku, albo wśród kolegów mojego męża jest tendencja do dbania o drugiego człowieka, a bezpieczeństwo przede wszystkim.
Nie dziwię Ci się ani trochę, że zraziłaś się do nich. M.in. w takich sytuacjach wiesz, na kim można polegać. A chyba o to chodzi w przyjaźni. Chyba bardziej niż wspólne picie.
20 2013-05-26 10:47:07 Ostatnio edytowany przez ogień (2013-05-26 10:52:01)
Uderzyłem się kiedyś bardzo mocno w głowę, myślałem, że zwymiotuję, kumple później mówili, że bredziłem. Nie byłem w stanie sobie przypomnieć imion ludzi których widziałem przed sobą. Nie byłem w stanie nawet włączyć komórki.
Trwało to z pół godziny, później niesamowicie bolała mnie głowa. Nigdy w życiu nie czułem się tak źle.
Nie mam pojęcia jakim cudem wróciłem do domu, spałem po tym 2 dni.
Nie wiem też, dlaczego mnie te pacany do szpitala nie odesłały, widząc w jakim byłem stanie. Może za twardo się trzymałem.
współczuję tych kolegów. nie potrafią sieroty pomóc komuś kto tego potrzebuje. najłatwiej i najgłupszym pomysłem jest wyśmianie. jak by mi ktoś nie kontaktował przez kilka minut od razu łapałabym za telefon niezależnie czy otaczałby mnie tłum osób czy jedna..
Natomiast śmianie się i drwiny z cudzych (męskich) łez to jest przejaw słabości. Próba robienia się na twardziela kosztem czyjegoś nieszczęścia.
też tak uważam. tak samo jak chichranie się z tego że ktoś jest homo. jakby za chwilę sami mieli być o to posądzeni i wyśmiani przed milionami.. masakra.
poza tym Twoja wypowiedź jakoś mi się nie klei. raz mówisz jedno a na koniec że tak będziesz wychowywał syna aby tylko nie uronił łzy i nie pokazał emocji bo jeśli to zrobi to debil...
edit:
dla mnie męski jest ten kto potrafi zadbać o innych jak coś się dzieje, jak Catwoman napisała wyżej.
-------!!-------------------- dla kogo bezpieczeństwo jest na 1 miejscu.
poza tym Twoja wypowiedź jakoś mi się nie klei. raz mówisz jedno a na koniec że tak będziesz wychowywał syna aby tylko nie uronił łzy i nie pokazał emocji bo jeśli to zrobi to debil...
Dla mnie przypadku faceta, łzy wywołane bólem fizycznym to słabość.
Okazywanie emocji to co innego.
dla mnie męski jest ten dla kogo bezpieczeństwo jest na 1 miejscu.
Chyba cię pogięło. To jest kobieca cecha.
Dlatego właśnie uważam, że świat zejdzie na psy, gdy to kobiety będą podejmować ryzyko, a mężczyźni będą jak skończone łośki bać się o bezpieczeństwo.
straceniec chyba mało wiesz o tym, jak działa ludzki organizm. Bo właśnie działa tak, że gdy pojawia się ból, łzy same cisną się do oczu i nie jest to związane z poczuciem krzywdy emocjonalnej, to czysto fizyczna reakcja. "zarówno płacz, jak i śmiech pomagają radzić sobie w stresującej sytuacji, prawdopodobnie dlatego, że równoważą działanie kortyzolu i adrenaliny" (Internet)
Tak samo, jak podczas wysokiego stresu, człowiek wymiotuje czy ma biegunkę; organizm chce sobie poradzić ze wszystkimi anomaliami, zatem musi być "oczyszczony" - oczyszcza się sam.
Tyle z biologii.
Delikatny na własnym punkcie jest, no i wyprosił wszystkich bo muzyka za głosna-dziwne, przecież na większych imprezach to norma...
24 2013-05-26 15:17:50 Ostatnio edytowany przez straceniec (2013-05-26 15:19:25)
Przeczytaj to co napisałem w poprzednich postach Catwoman, jeżeli chcesz ze mną polemizować.
Jeżeli chcesz "wiedzieć lepiej" wklejając jakieś mądrości z internetu i bezpodstawnie zarzucając mi braki w wiedzy, to nie jestem zainteresowany dyskutowaniem z tobą.
W swoim pierwszym poście w tym temacie wziąłem pod uwagę niekontrolowane łzy, sprawdź i przepadnij.
Tak mnie natchnęła wczorajsza sytuacja do założenia tego tematu. Mieliśmy wczoraj w domu imprezę, wszystko było super do czasu jak mój chłopak się jakoś niefortunnie przechylił na gównianym składanym krzesełku i z niego zleciał. Uderzył się przy tym w głowę, zaczęły mu lecieć łzy (tak zupełnie niekontrolowanie płakał przez chyba 40 minut), bolała go głowa, widział podwójnie, drażniło go światło i dźwięki. Oczywiście pierwsza myśl to lekkie wstrząśnienie mózgu, ale najwyraźniej była to myśl tylko jego i moja, bo... pozostali imprezowicze stwierdzili, że nic się nie stało, że przecież chłopak mocno głową nie przywalił i że jakąś scenę teraz odstawia, żeby zwrócić na siebie uwagę(wtf?!). Szczerze mówiąc bardzo byłam tym zniesmaczona, bo widziałam z jaką pogardą na niego spojrzeli (całe towarzystwo składało się tylko z facetów), że płacze. I się mnie jeszcze pytają, że co z nim jest, czy on tak zawsze etc. Tak jakbym ja wiedziała co mojego chłopaka dokładnie boli i co mu dolega. Wkurzyłam się, że zamiast po prostu przyjąć do wiadomości, że się walnął w łeb i ma takie, a nie inne objawy to oni zaczęli to bagatelizować. Ostatecznie mój chłopak kolegów wyprosił, bo nie potrafili uszanować jego prośby o ściszenie muzyki itp. Posiedziałam z nim trochę, po jakimś czasie zadzwoniliśmy na pogotowie, bo objawy nie ustępowały, przyjęli nas w szpitalu no i na szczęście nic groźnego się nie stało, ale mam go pilnować i sprawdzać, czy mu się nic nie pogarsza przypadkiem, bo z głową nigdy nie wiadomo. Pomyślałam sobie co by się stało, gdyby mnie na tej imprezie nie było, a sprawa okazała się bardziej poważna... Dlaczego facetom tak ciężko przełknąć, że coś czasem boli, że człowiek ma prawo zapłakać lub pójść do lekarza, jeśli się źle czuje. Bo to takie "niemęskie"? Cholera, czasy jaskiniowców się skończyły... Ja akurat uważam, że mój chłopak ma większe jaja od tych wszystkich tam zebranych, bo nie robi z siebie macho-debila i nie czuje potrzeby udowadniać, że jest mężczyzną. Macie tego typu doświadczenia? Faceci, którzy za cholerę się nie przyznają, że im coś dolega lub ich coś boli, a już broń boże łzę uronić? I patrzą przy tym z pogardą na tych, którzy się tego nie wsydzą? Naprawdę straciłam szacunek do kilku, wydawałoby się fajnych, kolegów.
Tak, 100% facet, każdy mniej facetowaty osobnik to troki od kaleson. Mają faceci szczęście, że nie żyjemy w czasach plemiennych
, gdzie przechodziliby rytuał przejścia ze świata dziecięcego do męskiego, bo pewnie większość maminsynków umarłaby z przerażenia na samą myśl o byciu mężczyzną.
straceniec napisał/a:Świat zejdzie na psy, jeżeli mężczyźni będą pozwalali sobie płakać, cmon...
A to dlaczego?
Uważam, że umiejętność pokazywania swoich emocji i niewstydzenie się ich są bardziej męskie niż chęć pokazania za wszelką cenę jaki to jestem twardy.
lubię ową "twardość" u mężczyzn, niewzruszoność kiedy kobieta mówi" idz do lekarza" a on odpowiada "nic mi nie jest,przecież zdrowy jestem" heh
27 2013-05-26 16:04:30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-05-26 22:19:57)
Mają faceci szczęście, że nie żyjemy w czasach plemiennych
, gdzie przechodziliby rytuał przejścia ze świata dziecięcego do męskiego, bo pewnie większość maminsynków umarłaby z przerażenia na samą myśl o byciu mężczyzną.
Szczęście? A może nieszczęście?
Ja bym właśnie chciał mieć w sobie tę myśl np. "wulgaryzm niedźwiedzia nożem gdy miałem 13 lat, co może być gorszego" ![]()
To jest tak jak z sukcesami, każdy kolejny jest budowany na bazie poprzedniego. Samo wspomnienie poprzednich sukcesów dodaje siły.
Wspomnienie takiej inicjacji było dobrą bazą do budowania męskości. Teraz przeciętny mężczyzna nie ma takiego wspomnienia o ile nie zadbał o to jego ojciec. (Przynajmniej symbolicznie.)
Teraz masa mężczyzn boi się podejść do pięknej kobiety, a dawniej biegaliśmy za niedźwiedziami z zaostrzonymi kijami...
Szczęście to raczej dla kobiet, bo wiadomo jaki status społeczny miałyście w tamtych czasach, gdy mężczyźni przechodzili inicjację i mieli jaja ![]()
szkoda że służba wojskowa nie jest obowiązkowa
Jednego jestem pewna: gdyby takie zdarzenie miało miejsce dziś, wśród kolegów mojego męża z nim w roli głównej (czyli wiek 30 + ) po upewnieniu się domowymi sposobami, że nieszczęśnik jest cały, pamięta jak kto ma na imię i nic podejrzanego się nie dzieje, obserwowaliby go i zdecydowali, czy wezwać pogotowie czy nie, ale na pewno nie zignorowaliby go i nie zbagatelizowali objawów.
Też mi się w sumie tak wydaje... Jednak jak faceci dojrzeją to już inaczej na niektóre rzeczy patrzą i nie mają takiej głupiej potrzeby, żeby ciągle "kozaczyć" i pokazywać jacy to oni nie są ach i och. Ci chłopacy są młodzi, wszyscy lekko po 20tce, więc na pewno szaleją jeszcze u nich hormony. A że większość z nich to single to chyba im na mózg pada w podwójnej dawce... No, zawiodłam się bardzo. Zwłaszcza, że jak ktoś się schleje to wszyscy biegną z pomocą i się o daną osobę troszczą, niezależnie od stopnia własnej (nie)trzeźwości. Najwyraźniej walnięcie się łeb powoduje w ich mniemaniu mniejsze szkody niż za dużo piwa.
Dla mnie przypadku faceta, łzy wywołane bólem fizycznym to słabość.
Dla mnie łzy wywołane bólem fizycznym to oznaka... bólu fizycznego.
Delikatny na własnym punkcie jest, no i wyprosił wszystkich bo muzyka za głosna-dziwne, przecież na większych imprezach to norma...
Ciekawe, czy Ty byś nie była delikatna na swoim punkcie, gdybyś przywaliła głową w oparcie od krzesła i podłogę... Wyprosił kolegów nie dlatego, że muzyka była za głośna (sam ją przecież tak głośno nastawił), tylko dlatego, że sytuacja się zmieniła, a chłopakom się nie chciało dostosować do jego próśb. Bo wtedy muzyka i światło zaczęły mu przeszkadzać. Zresztą godzina była już ok 6 rano, więc chyba też czas był najwyższy, żeby iść do domu...
młoda jesteś i się przejmujesz, no ja bym na pewno nie jechała do lekarza jakbym spadła z krzesła, bez przesady
szkoda że służba wojskowa nie jest obowiązkowa
I dobrze wojsko to zbyt poważna sprawa, żeby byle łajza tam trafiała z kolejki. To, że wojsko z każdego zrobi mężczyznę to mit nad mitami - z niektórych nie da się nic zrobić.
Koliber napisał/a:szkoda że służba wojskowa nie jest obowiązkowa
I dobrze wojsko to zbyt poważna sprawa, żeby byle łajza tam trafiała z kolejki. To, że wojsko z każdego zrobi mężczyznę to mit nad mitami - z niektórych nie da się nic zrobić.
Niestety. W wojsku wcale nie trzeba nabierać męskich cech. I w wojsku mężczyźni płaczą i odliczają dni do spotkania z dziewczyną czy rodziną.
Myślę, że część z was po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego jak coś może boleć po uderzeniu. Trudno nie płakać. Dobrze, że pojechaliście na pogotowie.
Niestety. W wojsku wcale nie trzeba nabierać męskich cech. I w wojsku mężczyźni płaczą i odliczają dni do spotkania z dziewczyną czy rodziną.
Mam 5 lat służby za sobą i nie spotkałem nikogo kto płakałby z powyższych powodów. Nikt niczego nie odlicza. Owszem jeśli straci się kogoś bliskiego z rodziny czy z oddziału bo to druga rodzina to owszem są cięższe i gorsze chwile ale nie z powodu takich błahostek. Wszyscy się cieszą na spotkanie z bliskimi a nie ryczą. Nie wiem skąd masz takie informacje ale na pewno nie z wojska.
młoda jesteś i się przejmujesz, no ja bym na pewno nie jechała do lekarza jakbym spadła z krzesła, bez przesady
Nawet jakbyś widziała podwójnie? Nie potrafiła skorzystać z telefonu? Miała mdłości i mocny ból głowy? Wiesz, jakby on jedynie sobie guza nabił to by była inna historia... Chodzi o to, że krzesło się przewróciło, a on poleciał do tyłu i uderzył głową częściowo w podłogę, a częściowo w kant krzesła, który mu się w tą głowę wbił niejako od dołu. Z głową nigdy nie wiadomo i jak się niefortunnie człowiek uderzy to może to mieć poważne konsekwencje. Ja też bym nie pojechała do lekarza jakbym jedynie spadła z krzesła, ale jeśli objawy nie ustępują po niecałej godzinie, to chyba jednak warto taką opcję rozważyć? Po prostu wychodzę z założenia, że lepiej się upewnić, bo akurat poważne powikłania po wstrząśnieniu mózgu objawiają się często po kilku godzinach lub nawet dniach od wypadku. Zresztą nie chodzi tu głównie o to, czy chłopacy by go wzięli do lekarza, bo tym zajęłam się ja, ale o to, że olali jego objawy i stwierdzili, że udaje. Po prostu jeśli ktoś Ci mówi, że boli go głowa i prosi o ściszenie muzyki to chyba nie zrobisz na złość głośniej?
Myślę, że część z was po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego jak coś może boleć po uderzeniu. Trudno nie płakać.
No właśnie. Pytanie ilu z Was kiedykolwiek miało jakiś uraz głowy? Ja wielokrotnie i muszę przyznać, że to nic przyjemnego. Wstrząśnienie mózgu także zaliczyłam, a jakże.
kaisa_malene prawda. Moja koleżanka wstrząśnienie mózgu odczuwa do dziś, a minęło 13 lat od podobnego wypadku. Gdy na trzeci dzień zgłosiła się do lekarza, ten od razu wysłał ją na tomografię - do dziś, gdy mocniej i przez dłuższy czas boli ją głowa, ma tomografię, bo z tego lubi się robić guz na mózgu. Trzeba to kontrolować.
Takich objawów nie wolno bagatelizować.
Myślę, że część z was po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego jak coś może boleć po uderzeniu. Trudno nie płakać. Dobrze, że pojechaliście na pogotowie.
Kiedyś przeczytałam, że największy ból jaki doznaje, odczuwa człowiek to bóle porodowe (naturalne "źródła" bólu).
OK, bywa czasem silny promieniujący ból, taki który po prostu wywołuje reakcję. Bywają tak silne reakcję, że ludzie mdleją (np. rodzenie kamienia). To jest reakcja na poziomie organizmu (indywidualne cechy decydują o większej lub mniejszej odporności na ból), a pytanie jest o bycie "męskim".
Wiele sytuacji podobnych do opisanej to "teatrzyk". Większość facetów, których znam, za nic w świecie nie pójdzie profilaktycznie do lekarza, (a szczególnie do dentysty
) za to, gdy już muszą uznać, że choroba ich zdominowała, to nawet lekka gorączka, będzie wyglądać na zagrażającą życiu.
Facet to facet 100%, każdy mniejszy udział - to wersja "prawie" jak facet.
Facet to facet 100%, każdy mniejszy udział - to wersja "prawie" jak facet.
Tylko to może być wrażenie ściśle subiektywne.
Tez bym widziała podwójnie po imprezie zakrapianej alkoholem ![]()
lekarz powiedziała że to nic takiego więc przesadzał...
wiesz,ja rozumiem ze martwisz się o swojego chłopaka i wierzysz mu i dobrze ale to ze ci chłopcy po całej nocy balangowania nie rzucili się nagle na ratunek twojemu chłopakowi to norma, przecież to nie było towarzystwo samych dorosłych par tylko ty jedna i iluś tam młodych chłopaków, więc po co się bulwersować, ja tam nie widzę że się xle zachowali, przyszli na zabawę więc chcieli się zabawić, rozluźnić, napić alkoholu norma...
Averyl napisał/a:Facet to facet 100%, każdy mniejszy udział - to wersja "prawie" jak facet.
Tylko to może być wrażenie ściśle subiektywne.
No właśnie pytanie więc jaka jest definicja 100% faceta? Jak dla mnie to sztuczny twór, nie wyobrażam sobie np. wypisać w punktach cech "prawdziwego mężczyzny".
lekarz powiedziała że to nic takiego więc przesadzał...
Ok, zatem podajmy więcej szczegółów. Zadzwoniliśmy po karetkę, karetka przyjechała. Panie ratowniczki dokonały wstępnych oględzin i stwierdziły, że pakują mojego chłopaka do karetki i jedziemy na izbę przyjęć. Tam zrobiono mu zdjęcie głowy, które faktycznie nie wykazało żadnych zmian w mózgu (na szczęście), niemniej jednak lekarze chcieli go zatrzymać na obserwacji jeden dzień. Zdecydowaliśmy jednak, że ja go poobserwuję w domu (dostałam instrukcje co i jak). Jakby to było zupełnie nic to by go nawet do szpitala nie wzięli, a już tym bardziej by nie proponowali obserwacji.
to ze ci chłopcy po całej nocy balangowania nie rzucili się nagle na ratunek twojemu chłopakowi to norma
Wiesz, dla mnie to nie jest norma, dla mnie to jest bardzo nieodpowiedzialne. Ale tu nawet nie chodzi o to, że się mieli na ratunek mu rzucić, obojętnie, czy to było poważnie, czy niepoważne uderzenie to chyba wypada się dostosować do sytuacji? A nie, że jak ktoś mówi, że go łeb napier... to druga osoba mówi "a tam, przesadzasz, na pewno nie jest tak źle". Wkurzają mnie bardzo takie teksty, bo ludzie, którzy np. nigdy nie doświadczyli migreny często tak mówią, no bo co to takiego ten ból głowy. A że Ci czaszkę od środka rozsadza to nic... Po prostu totalny brak empatii i zrozumienia. Ale no tak, zapomniałam, przecież "prawdziwy facet" jest z kamienia i jego nic nie boli. Jak to tak można otwarcie w gronie męskim przyznać się do bólu...
przyszli na zabawę więc chcieli się zabawić, rozluźnić, napić alkoholu norma...
Jasne, że przyszli się zabawić, wszyscy się przecież od wielu godzin bawiliśmy i piliśmy, była super atmosfera. Po prostu nie rozumiem dlaczego zabawa miałaby być ważniejsza od czyjegoś samopoczucia, nieważne czym spowodowanego. Jeśli np. gospodarz imprezy powie, że chce się kłaść spać, bo jest zmęczony, to co, powiesz mu, żeby nie przesadzał i nie wymyślał? No bez jaj, to przecież od gospodarza zależy kiedy się impreza kończy. Jakby się to wszystko wydarzyło w gościach u kogoś to by była zupełnie inna sprawa, byśmy przecież reszcie imprezy nie psuli tylko byśmy poszli do domu albo przenieśli się do innego, cichego pokoju. Ale jak impreza jest w naszym domu to chyba mamy prawo poprosić gości o dostosowanie się do nas?
Z tym obowiązkowym wojem, to jakaś piramidalna bzdura jest. Jakbym była facetem, to bym wolała iść do pierdla niż do woja, serio. Jakiś półgłówek drze na mnie cały dzień pysk, każe biegać, skakać, czołgać się w błocie i to niby ma ze mnie zrobić mężczyznę..? Raczej przygłupa.
Facet powinien być 100% męski, ale jeszcze zależy jak rozumiemy męskość. Dla mnie męskość ma niewiele wspólnego z kultem macho. Jak widzę faceta, co tego nie zrobi, tamtego nie zrobi, bo to "niemęskie" i "tak robią tylko baby", to już ma przynajmniej -60 do męskości. Dla mnie prawdziwy mężczyzna przede wszystkim nie zastanawia się czy coś tam jest męskie czy nie i czy jak tak zrobi, to czasem ktoś sobie olaboga o nim nie pomyśli, że nie jest 100% mężczyzną.
Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić dać w pysk kiedy to absolutnie niezbędne (nie chciałabym faceta, co każdego tłucze i wszystkie problemy chce rozwiązywać pięściami, ale takiego, który w razie problemów chowa się za mnie też bym nie chciała), ale nie wstydzi się też pozmywać, ugotować, zająć dzieckiem, zapłakać, nie dostaje histerii jak jakiś facet dłużej go otaksuje wzrokiem i dupy sobie zwyczajnie nie zawraca czy to męskie czy nie, bo WIE, że jest PRAWDZIWYM facetem.
No i Vian pozamiatała temat ![]()
Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić dać w pysk kiedy to absolutnie niezbędne (nie chciałabym faceta, co każdego tłucze i wszystkie problemy chce rozwiązywać pięściami, ale takiego, który w razie problemów chowa się za mnie też bym nie chciała), ale nie wstydzi się też pozmywać, ugotować, zająć dzieckiem, zapłakać, nie dostaje histerii jak jakiś facet dłużej go otaksuje wzrokiem i dupy sobie zwyczajnie nie zawraca czy to męskie czy nie, bo WIE, że jest PRAWDZIWYM facetem.
A wiesz, że tego nas w wojsku nauczyli? - ODPOWIEDZIALNOŚCI za siebie i najbliższych, kimkolwiek oni są.
Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić dać w pysk kiedy to absolutnie niezbędne (nie chciałabym faceta, co każdego tłucze i wszystkie problemy chce rozwiązywać pięściami, ale takiego, który w razie problemów chowa się za mnie też bym nie chciała.
To zależy od sytuacji, ja tam wolę jak meżczyzna mierzy siły na zamiary, kozaczyć można jak jest jeden na jeden ale w innych sytuacjach to lepiej pomyśleć dwa razy
Vian napisał/a:Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić dać w pysk kiedy to absolutnie niezbędne (nie chciałabym faceta, co każdego tłucze i wszystkie problemy chce rozwiązywać pięściami, ale takiego, który w razie problemów chowa się za mnie też bym nie chciała.
To zależy od sytuacji, ja tam wolę jak meżczyzna mierzy siły na zamiary, kozaczyć można jak jest jeden na jeden ale w innych sytuacjach to lepiej pomyśleć dwa razy
Myślę, że Vian nie miała na myśli takiej sytuacji i jest to chyba raczej oczywiste, że na kozaczeniu męskości się nie mierzy ![]()
46 2013-05-28 10:02:29 Ostatnio edytowany przez Koliber (2013-05-28 10:07:36)
Ale no tak, zapomniałam, przecież "prawdziwy facet" jest z kamienia i jego nic nie boli. Jak to tak można otwarcie w gronie męskim przyznać się do bólu...
e dlaczego, przecież może powiedzieć, to ani meskie ani niemęskie
a dlaczego nie cat, dla mnie mezczyzna to kozak jak potrafi wylecieć do oprycha który go mierzy dwuznacznie wzrokiem albo atakuje jego samego czy najbliższych
47 2013-05-28 11:33:53 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-05-28 14:34:03)
Z tym obowiązkowym wojem, to jakaś piramidalna bzdura jest. Jakbym była facetem, to bym wolała iść do pierdla niż do woja, serio. Jakiś półgłówek drze na mnie cały dzień pysk, każe biegać, skakać, czołgać się w błocie i to niby ma ze mnie zrobić mężczyznę..? Raczej przygłupa.
Facet powinien być 100% męski, ale jeszcze zależy jak rozumiemy męskość. Dla mnie męskość ma niewiele wspólnego z kultem macho. Jak widzę faceta, co tego nie zrobi, tamtego nie zrobi, bo to "niemęskie" i "tak robią tylko baby", to już ma przynajmniej -60 do męskości. Dla mnie prawdziwy mężczyzna przede wszystkim nie zastanawia się czy coś tam jest męskie czy nie i czy jak tak zrobi, to czasem ktoś sobie olaboga o nim nie pomyśli, że nie jest 100% mężczyzną.
Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić dać w pysk kiedy to absolutnie niezbędne (nie chciałabym faceta, co każdego tłucze i wszystkie problemy chce rozwiązywać pięściami, ale takiego, który w razie problemów chowa się za mnie też bym nie chciała), ale nie wstydzi się też pozmywać, ugotować, zająć dzieckiem, zapłakać, nie dostaje histerii jak jakiś facet dłużej go otaksuje wzrokiem i dupy sobie zwyczajnie nie zawraca czy to męskie czy nie, bo WIE, że jest PRAWDZIWYM facetem.
Fakt, z tym wojem święta prawda.W gronie znajomych moich i męża przygłupem jest ten kto nie pokombinował i nie potrafił się od wojska wyłgać. To tak jak z tym Murzynem,który w swoim kraju dał się złapać w siatkę bo był największym głąbem z plemienia i wódz sprzedawał go za paczkę fajek:)
Nie wiem o co z tą męskością chodzi.To jakiś taki chory stereotyp.
Vian, zgadzam się z Tobą w całości.
kaisa_malene napisał/a:Ale no tak, zapomniałam, przecież "prawdziwy facet" jest z kamienia i jego nic nie boli. Jak to tak można otwarcie w gronie męskim przyznać się do bólu...
e dlaczego, przecież może powiedzieć, to ani meskie ani niemęskie
Widzisz, wiele osób by właśnie powiedziało, że to niemęskie
Co ja uważam za totalną bzdurę.
W ogóle mam wrażenie, że definicję "męskości" wymyślili faceci z kompleksami, żeby sobie udowodnić, że jednak są supermęscy, a cała reszta to łajzy.
Facet może płakać tylko gdy:
1. ktoś go kopnie w jaja
2. na pogrzebie
3. jak mu żona zarysuje samochód
Jak płacze w innych sytuacjach to tylko jak nikt nie widzi.
Facet może płakać tylko gdy:
1. ktoś go kopnie w jaja
2. na pogrzebie
3. jak mu żona zarysuje samochódJak płacze w innych sytuacjach to tylko jak nikt nie widzi.
Żadna z tych sytuacji nie wydaje mi się wystarczająca uzasadniona do płaczu ![]()
Bo nikt Cię nigdy w jaj nie kopnął
![]()
PS. a pogrzeb? ![]()
Kopnął. Tam, gdzie facet ma jaja.
Co pogrzeb? Ja na pogrzebach nie płaczę, to facet ma być miętki ?
Wiadomo że na każdym pogrzebie się nie płacze ale jak chowasz kogoś bliskiego...
Z resztą pkt 3 u mnie odpada bo nie mam ani samochodu ani żony ( może nie mam żony bo nie mam samochodu, może odwrotnie
)
Z tym kopaniem to może nawet to nie płacz bo łzy lecą same ![]()
Ooo widzisz. "Łzy lecą same" - punkt sprzeczny w tym wątku- jeśli czytałeś od początku.
A co do samochodu: nie wypada by facet był bardziej wrażliwy i czuły na punkcie samochodu niż kobieta na punkcie swojego samochodu ![]()
Tak? To może Ci porównam,
Facet traci samochód
Kobieta traci torebkę od Armaniego
Ważne jest tylko to żeby facet był oparciem. Żeby miał jaja stanąć sam przeciwko wszystkim jeśli wie że robi słusznie. Ważne jest to żeby umiał się poświęcić. Jeśli spełnia powyższe przykazania to chyba nikt nie będzie się oglądał czy płacze.
Zawsze można powiedzieć że alergia i pyłki ![]()
Kiedyś jedna babka zapytała się mnie czemu zawsze czekam na zielone chociaż widzę że nie ma ruchu, odpowiedziałem że na warunkowym za wszystko mogą wsadzić
mina kobiety bezcennna. Dobra ściema to podstawa ![]()
Dlaczego porównujesz samochód z torebką?
To chyba oczywiste ![]()
Dla mnie nie.
A wiesz, że tego nas w wojsku nauczyli? - ODPOWIEDZIALNOŚCI za siebie i najbliższych, kimkolwiek oni są.
No patrz, a ja nie tylko w woju nie byłam, ale nawet w harcerstwie, a i tak jestem wcale odpowiedzialna za siebie i za najbliższych. Jak to jest, kurczę, możliwe...
Za to mam takiego kolegę, służył w kompanii reprezentacyjnej, niesamowicie dobry człowiek z niego, ale taki głupi i niezaradny, że ojoj. Jak mu się powie "słuchaj, weź to pudełko i postaw tam, napisz to i to w mailu i wyślij na adres ten i ten, to będziesz miał to i to", to to zrobi, ale sam z siebie to mało na co sensownego wpadnie. Za to wódki potrafi wypić zupełnie niesamowite ilości, cała reszta towarzystwa już jest kompletnie pijana zanim po nim cokolwiek będzie widać, pewnie się tego w woju nauczył, bo pamiętam, że kiedyś tak nie umiał. ;-)
To zależy od sytuacji, ja tam wolę jak meżczyzna mierzy siły na zamiary, kozaczyć można jak jest jeden na jeden ale w innych sytuacjach to lepiej pomyśleć dwa razy
Wiesz, ja napisałam "przyłożyć, jak jest absolutnie niezbędne", to "absolutnie niezbędne" rozumiem jako "nie ma innej opcji", czyli np. nie można wezwać policji i spokojnie na nią zaczekać. No i chciałabym, żeby facet miał w głowie jednak coś więcej niż kości czaszki, a więc jednak oceniał sytuację. Natomiast NIE CHCIAŁABYM, żeby facet w sytuacji zagrożenia chował się za moimi plecami i liczył, że ja jego jakoś obronię.
Kobieta traci torebkę od Armaniego
Chyba musiałoby mi mózg wyprać, żebym się rozsmarkała z powodu torebki.
Facet może płakać tylko gdy:
1. ktoś go kopnie w jaja
2. na pogrzebie
3. jak mu żona zarysuje samochódJak płacze w innych sytuacjach to tylko jak nikt nie widzi.
To jest właśnie dla mnie -60 do męskości. Sam fakt, że facet się zastanawia, co sobie ktoś pomyśli, kiedy go zobaczy płaczącego i czy czasem nie weźmie go za niemęskiego jest dla mnie wybitnie niemęskie. To tak jak ja bym się ukrywała z faktem, że samodzielnie sobie naprawiłam ostatnio zlew a nie załamałam ręce czekając na mężczyznę, bo ktoś jeszcze uzna, że aj waj jestem niekobieca. Co byś sobie pomyślał o kimś takim? Ja, że ma nierówno pod kopułką.
Mazar: no właśnie, "łzy lecą same". Myślisz, że mój Wiking tak sobie pochlipał, żeby się poużalać (tak stwierdzili koledzy w jakiegoś powodu...)? Ból głowy miał naprzemienny: raz bolało bardzo, raz w ogóle, ale łzy leciały ciurkiem prawie non stop. To się nadal kwalifikuje pod bycie sierotą? Skoro łzy "lecą same"?
Ach te stereotypy... Każda kobieta powinna mieć świra na punkcie drogich torebek, a facet na punkcie samochodów i piłki nożnej. Mój chłopak nie lubi piłki nożnej. O dżizas, chyba właśnie stracił kolejne kilka punktów w oczach forumowiczów, co teraz?
Jeszcze sobie pomyślą, że jestem z jakąś ciotą, co by wskazywało na to, że jestem brzydka, niezaradna i nikt mnie nie chce. Teraz to pozostaje mi się tylko pokroić na kawałki z rozpaczy... Jaki świat by był piękny gdyby ludzie mniej się przejmowali tym, co inni powiedzą i do jakiej szufladki ich wsadzą. A jeszcze piękniejszy, gdyby się w ogóle wzajemnie nie szufladkowali, nawet w myślach.
....a kobiety w aucie nie uraczysz ![]()
No patrz, a ja nie tylko w woju nie byłam, ale nawet w harcerstwie, a i tak jestem wcale odpowiedzialna za siebie i za najbliższych. Jak to jest, kurczę, możliwe...
Istny 8 cud świata nic tylko wpisywać na listę UNESCO. ![]()
Za to mam takiego kolegę, służył w kompanii reprezentacyjnej, niesamowicie dobry człowiek z niego, ale taki głupi i niezaradny, że ojoj. Jak mu się powie "słuchaj, weź to pudełko i postaw tam, napisz to i to w mailu i wyślij na adres ten i ten, to będziesz miał to i to", to to zrobi, ale sam z siebie to mało na co sensownego wpadnie. Za to wódki potrafi wypić zupełnie niesamowite ilości, cała reszta towarzystwa już jest kompletnie pijana zanim po nim cokolwiek będzie widać, pewnie się tego w woju nauczył, bo pamiętam, że kiedyś tak nie umiał. ;-)
Ja mam podobne odczucia od 7 lat kiedy odszedłem z wojska. Mam nieodparte wrażenie, że większość cywili to kompletni debile ubezwłasnowolnieni na własne życzenie. Mocni w gębie niczym Imperium Rzymskie w apogeum rozkwitu i potęgi a w czynach czarna rozpacz. W firmie staramy się zatrudniać głównie kobiety bo są bardziej odporne na stres, sumienne i "męskie" w przeciwieństwie do tych dzisiejszych wydmuszek męsko podobnych.
EMOCJE prawdziwe i szczere, a Być sobą.
Co powszechnie można uznać za spontaniczne, nietaktowne zachowanie kobiety, matki, żony i kochanki w wieku 40+
- chodzenie po drzewach?
- spanie w namiocie rozłożonym pod blokiem?
- namiętny pocałunek na rynku w fontannie?
- czytanie gazety siedząc bądź leżąc na trawie?
Napiszczie co Wy uważacie.
Taka już u nas kultura, że facet powinien być twardy jak skała i nie okazywać niepotrzebnych emocji. W społecznościach latynoamerykańskich wbrew pozorom nawet największemu macho przystoi płacz. Wystarczy sobie obejrzeć telenowele brazylijskie lub wenezuelskie - to nie jest przerysowanie, oni się tam nierzadko tak zachowują.
Ja osobiście uważam, że męska część społeczeństwa w Europie niestety nieubłaganie, w coraz większym stopniu zmienia się w mazgające się ciapy.
Sama nie jestem beksą i źle bym się czuła płacząc w towarzystwie. Spadałam z konia podczas treningów setki razy - raz roztrzaskałam sobie kolano i bok głowy o drzewo - rzepka mi lata, a w karku strzela czasami do tej pory (to było 5lat temu), kiedyś spadłam tak, że zdarłam sobie połowę skóry z pleców, a tkanka pod spodem spuchła tak, że nie można było pod nią wyczuć kręgosłupa. W żadnej takiej sytuacji nie popłakałam się z bólu.
Mogę płakać z żalu, smutku, bezsilności, ale mazanie się z tego powodu, że sobie coś tam sobie zrobiłam jest dla mnie śmieszne.
Dlatego jakby facet płakał mi 40minut bo uderzył się w głowę, to chyba bym też nie odebrała tego poważnie. Co innego jest łzotok, a co innego płacz. O ile w łzotok przy uderzeniu w głowę mogę ze spokojem uwierzyć, to w to, że koleś beczał przez 40 minut bo ból był nie do wytrzymania już nie uwierzę. Już sobie mocno kiedyś przyładowałam w głowę - to się da przeżyć.
Wiadomo, że to nie było fajne ze strony kolegów się wyśmiewać i szydzić, ja się z taką postawą w razie czyjegoś urazu wśród swoich znajomych nie spotkałam, ale robienie wokół tego więcej cyrku niż to konieczne jest zbędne moim zdaniem. Nie mówię, że pójście na pogotowie było złym pomysłem, bo w sumie lepiej zapobiegać, ale lecieć jakby mu pół głowy odpadło jest dla mnie lekką przesadą.
Męskość w sumie jest pojęciem dość subiektywnym. Dla mnie facet męski nie wymięka, jest szczery, zaradny, odważny i inteligentny, potrafi zadbać o swoją kobietę i daje jej poczucie bezpieczeństwa. Emocje okazuje w sytuacji, gdy jest to uzasadnione, nie użala się nad sobą bez sensu.
Mój chłopak ostatnio podczas uprawiania sportu oberwał mocno w palec u dłoni - leciała krew, mocno spuchło. Zapytałam, czy chce z tym jechać na pogotowie. Zaprzeczył, uznał, że jest ok. Pomagał mi nawet później przy kolacji. Jak na drugi dzień nie dało się ruszać tym palcem, to poszedł do lekarza i okazało się, że palec jest w pięciu kawałkach. Nie podejrzewałam nawet, że taki będzie wynik prześwietlenia. Po prostu mój facet już jest taki, że nie rozczula się nad sobą, jest bardzo zaradny, ma swoje plany i byle złamany palec mu w ich realizowaniu nie ma prawa przeszkadzać. Nie przeszkadza mu to być wobec mnie uczuciowym, nie ma problemu z wyrażaniem emocji. Nie był nigdy w wojsku, takie wzorce bycia facetem wyniósł z domu i taki po prostu ma charakter.
Za to jak patrzę na resztę społeczeństwa, to mam wrażenie, że naprawdę trafiłam na jakiegoś supermana, bo spora część facetów to po prostu kompletne ciapy. Znam takiego, co na widok przelatującego szerszenia piszczał jak przerażona sześciolatka. Znam wielu takich, co się boją zagadać do dziewczyny, boją się zaradnych kobiet, muszą udowadniać wszystkim jacy to są świetni (a spróbuj tylko ich genialność zakwestionować
), spędzają na układaniu fryzury i zabiegach pielęgnacyjnych więcej czasu ode mnie (a nie spędzam mało), na wspomnienie sportu, zwłaszcza urazowego, dostają drgawek. Boją się zwierząt, spania pod namiotem i innych rzeczy, które na mnie nie robią wrażenia. Ja takich osobników nie rozpatruję jako potencjalnych partnerów, nawet nie uważam ich do końca za facetów. Mieć dwa jądra to okazuje się nie jest to samo, co "mieć jaja".
Mogę płakać z żalu, smutku, bezsilności, ale mazanie się z tego powodu, że sobie coś tam sobie zrobiłam jest dla mnie śmieszne.
No ale właśnie dlaczego płacz z powodu emocji jest "dozwolony", a z powodu bólu już nie? Przecież oba przypadki tak naprawdę obnażają naszą słabość...
Dlatego jakby facet płakał mi 40minut bo uderzył się w głowę, to chyba bym też nie odebrała tego poważnie. Co innego jest łzotok, a co innego płacz. O ile w łzotok przy uderzeniu w głowę mogę ze spokojem uwierzyć, to w to, że koleś beczał przez 40 minut bo ból był nie do wytrzymania już nie uwierzę.
No tylko właśnie on płakał niekoniecznie z bólu. Sam się potem uśmiechał nawet do mnie jak go akurat przestało boleć, ale łzy leciały dalej i nic nie mógł z tym zrobić.
Wiadomo, że to nie było fajne ze strony kolegów się wyśmiewać i szydzić, ja się z taką postawą w razie czyjegoś urazu wśród swoich znajomych nie spotkałam, ale robienie wokół tego więcej cyrku niż to konieczne jest zbędne moim zdaniem. Nie mówię, że pójście na pogotowie było złym pomysłem, bo w sumie lepiej zapobiegać, ale lecieć jakby mu pół głowy odpadło jest dla mnie lekką przesadą.
Ale my wcale z tego wielkiej tragedii nie robiliśmy. Zresztą nie było tak, że my tam wszyscy przez tą niecałą godzinę nad nim siedzieliśmy i się użalaliśmy. Chłopaków wysłaliśmy do domu jakieś 5-10 minut po całym zdarzeniu i właśnie dlatego, że nawet nie mogli zachować się przez chwilę ciszej i uszanować, że kogoś łeb boli, bo właśnie przypier*** w podłogę... Tak naprawdę to ja wywaliłam fizycznie gości z domu, bo im się oczywiście nie spieszyło, a potem już tylko w dwójkę siedzieliśmy. A że objawy nie ustępowały to zdecydowaliśmy, że lepiej jest to sprawdzić.
Mój chłopak ostatnio podczas uprawiania sportu oberwał mocno w palec u dłoni - leciała krew, mocno spuchło. Zapytałam, czy chce z tym jechać na pogotowie. Zaprzeczył, uznał, że jest ok. Pomagał mi nawet później przy kolacji. Jak na drugi dzień nie dało się ruszać tym palcem, to poszedł do lekarza i okazało się, że palec jest w pięciu kawałkach. Nie podejrzewałam nawet, że taki będzie wynik prześwietlenia. Po prostu mój facet już jest taki, że nie rozczula się nad sobą, jest bardzo zaradny, ma swoje plany i byle złamany palec mu w ich realizowaniu nie ma prawa przeszkadzać.
Widzisz, dla mnie to jest już np. niepoważne i nieodpowiedzialne. Nie chodzi o robienie tragedii, ale jeśli się człowiek mocniej uszkodził to warto pójść do lekarza i sprawdzić. Oczywiście nie jechać karetką na sygnale, bo się ma "ała", ale normalnie pójść do przychodni, "dzień dobry, oberwałem w palec, chciałbym się tylko upewnić, że wszystko z nim ok". To też jest niemęskie?
Mój były jest trochę takim właśnie typem "macho". Bolało go kolano, ale dalej chodził na treningi, bo to "nic takiego". Był nawet u lekarza, lekarz kazał mu się oszczędzać, ale gdzie by on lekarza słuchał. Oczywiście skończyło się na operacji kolana, bo on nawet na miesiąc nie mógł sobie trochę odpuścić. Ale z niego prawdziwy facet, zamiast w miesiąc się zregenerować i nie mieć problemu, to nadwyrężył kolano do granic możliwości i musiał iść na stół operacyjny. Dla mnie to dziecinada i głupota, ale niektórzy nazywają to byciem męskim.
Za to jak patrzę na resztę społeczeństwa, to mam wrażenie, że naprawdę trafiłam na jakiegoś supermana, bo spora część facetów to po prostu kompletne ciapy. Znam takiego, co na widok przelatującego szerszenia piszczał jak przerażona sześciolatka. Znam wielu takich, co się boją zagadać do dziewczyny, boją się zaradnych kobiet, muszą udowadniać wszystkim jacy to są świetni (a spróbuj tylko ich genialność zakwestionować
), spędzają na układaniu fryzury i zabiegach pielęgnacyjnych więcej czasu ode mnie (a nie spędzam mało), na wspomnienie sportu, zwłaszcza urazowego, dostają drgawek. Boją się zwierząt, spania pod namiotem i innych rzeczy, które na mnie nie robią wrażenia. Ja takich osobników nie rozpatruję jako potencjalnych partnerów, nawet nie uważam ich do końca za facetów. Mieć dwa jądra to okazuje się nie jest to samo, co "mieć jaja".
I tacy osobnicy się zdarzają, też bym w życiu takiej ciapy na partnera nie wybrała, ale nadal nie uważam, że płacz facetowi odbiera jego męskość (dla mnie właśnie płacz z powodu bólu jest bardziej zrozumiały niż z powodu emocji). Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie ani bycia z taką typową ciapą, ani z "prawdziwym mężczyzną". Dla mnie i jeden i drugi egzemplarz sprawia wrażenie baaardzo zakompleksionego, z tą tylko różnicą, że u tego pierwszego widać to gołym okiem, a drugi próbuje się maskować.