Od pewnego czasu zastanawiam się nad pewną kwestią. Sklania mnie do tego refleksja nad sobą, nad tym, jak to wygląda u znajomych czy czytając te historie tutaj, na forum.
Sposób przezywania rozstania, skrajnie różny jesli determinantą jest płeć. Oczywiście nie generalizuję.
Natomiast zadziwiająco często wygląda to w ten sposób, że po rozstaniu kobieta jest rozbita na milion kawałków. Nie potrafi odnależć się w nowej rzeczywistości z taką łatwością jak mężczyzna. Facet łapie się różnych zajęc, imprezuje, jakby kompletnie wyłączył button emocje. Kobieta nawet nie wie, gdzie tego przycisku szukać.
A potem wszystko się odwraca o 180 stopni. Nie twierdzę, że zawsze. Dosyć jednak często. Świetnie to obrazuje mem, z demotów:
http://demotywatory.pl/3660365/Faceci-i-kobiety
Pomijam zdrady, jakiej się dopuszcza facet czy kobieta, często jest ona przecięciem związku i łatwiej się wtedy odnależć w nowym szczęściu. Inaczej: ma się w głebokim poważaniu wszystko inne.
Myślę tu raczej o rozstaniach wynikających z problemów, kłótni, oddalenia, zwątpienia w sens. I ten powyższy schemat występuje nawet, wtedy, gdy kobieta podejmuje decyzję o rozstaniu. Często przezywa to, waha się.
Do facetów, mam takie wrażenie, emocje dochodzą później z impetem właściwym, do tego, jaki przeżywa kobieta na samym początku.
Jak to z Wami jest? I dlaczego tak jest? żadna literatura w sposób właściwy nie oddaje, tej zależności. Stąd chyba moja ciekawość.