Dlaczego ludzie zdradzają?
Szczerze nie wiem.
Może po prostu niektórzy rodzą się z wiernością pakiet premium i po prostu tego nie robią - tak po prostu
Inni może po prostu mają to we krwi.
Nie mniej jednak z obserwacji i słuchania innych dochodzę do wniosku, że problemem zdrad jest to, że ludzie będący w związku zbyt blisko dopuszczają do siebie innych ludzi. Nie potrafią sobie powiedzieć stop, kiedy relacja staje się niebezpiecznie bliska. Kiedy znajomy, przeradza się w przyjaciela, a przyjaciel zaczyna zajmować więcej czasu, niż partner.
Przykładowo facet ma w pracy koleżankę, świetnie mu się z nią pracuje i jest ok. I na tym powinno się skończyć. Ale ciekawość bierze górę, więc zbliżają się do siebie. Na początku jest praca, a potem stopniowo zaczynają rozmawiać o tematach poza pracą... niby nic ktoś powie. Ale będąc już w związku powinniśmy być lojalni. Facet chce sobie pogadać prywatnie o dupie maryny, to niech idzie do kumpla na piwo i niech tam filozofują na temat życia. Kobieta potrzebuje towarzystwa, niech idzie na ploteczki do koleżanek. Prosta zasada.
Ja to zawsze powtarzam innym, że ludzie zapominają o czymś takim, że istnieje też coś takiego jak biologia, na którą nie mamy wpływu, a której wszyscy bez wyjątku podlegamy. Między kobietą, a mężczyzną zawsze będzie do głosu dochodziła biologia. Zostaliśmy tak stworzeni przez naturę, że naturalnie czujemy do siebie wzajemny pociąg.
Rozum mamy po to, aby nie dopuszczać do sytuacji, w których pałeczkę przejmuje biologia, bo jak dojdziemy do etapu gdzie do głosu dochodzi biologia to już tego nie zatrzymamy. Kierowanie się rozumem to nic innego jak niedopuszczanie biologii do głosu. Mam fajną koleżankę w pracy to nie dopuszczam jej bliżej, niż na stopę koleżeństwa i nie bliżej niż na tematy służbowe.
Druga sprawa jest taka. Dlaczego ciągnie nas do innych? Brak zobowiązań, proste jak drut.
Przyjaciel, znajomy, jak zwał tak zwał ZAWSZE będzie atrakcyjniejszy od naszego partnera jakkolwiek by on cudowny nie był. Dlaczego? Bo przyjaciel to relacja mniej zobowiązująca, a więc wygodniejsza, bardziej interesująca. Człowiek z zasady ludzi iść na łatwiznę.
Po drugie, przyjaciela nie znamy tak jak partnera... zwróćcie uwagę, że każdy związek na początku jest cud miód malina. Dlaczego? Bo nie znamy drugiej osoby jeszcze tak dobrze. Nie znamy wszystkich jego wad, widzimy zalety (bo człowiek naturalnie na początku chce się pokazać jak najlepiej), a które uwydatnia dodatkowo chemia.
Romans zawsze będzie atrakcyjniejszą alternatywą, niż wieloletni związek. I naprawdę rzadko kiedy romans ma cokolwiek wspólnego z miłością. To jest po prostu skok w bok. Żądza wrażeń. Zwykła biologia.
Zdradzający szuka u innych tego czego brakuje u partnera? Większej bzdury nie słyszałem. To tak nie działa.
Problem ten wynika z tego co napisałem wyżej. Z tego, że partnera znamy na wylot i jakby nie patrzeć po latach się nam trochę "przejada", a wady się uwydatniają. Natomiast kochanek jest powiewem świeżości, a przez to jego atrakcyjność wzrasta.
Ludzie zdradzają, ponieważ dopuszczają do sytuacji, w których biologia bierze górę. Ale to kwestia zasad generalnie.
Bo to trzeba sobie podświadomie wmówić te zasady. Jakby nie patrzeć tymi zasadami trzeba żyć na co dzień, a nie tylko jak mamy niebezpieczną sytuację.
To jest kwestia właśnie niedopuszczania do sytuacji podbramkowych, z których ciężko się wydostać.
Jako facet, jak mam kobietę to nie uganiam się za innymi panienkami, nie szukam sobie na siłę koleżanek. Mam jedną w domu i przelewam całą uwagę na tą jedną kobietę w moim życiu i poświęcam wszystkie siły na tą właśnie relację. Wtedy inne mnie nie interesują.
Jako kobieta, nie uganiam się za facetami, nie wodzę wzrokiem za kumplem z pracy. Staram się nie myśleć, nie zwracać uwagi. I tak jak w poprzednim. Przelewam uwagę na swojego mężczyznę, który czeka w domu, poświęcam cały czas i siły na doskonalenie tamtej relacji. To jest priorytet.
Naprawdę zwróćcie uwagę, że pewne osoby nigdy nie mają problemu ze zdradami. To o czymś świadczy. Są ludzie, którzy naprawdę nie zdradzają. Nie wiem czy się z tym rodzą po prostu, czy to kwestia zasad w jakich zostali wychowani, czy prawdziwa miłość sprawia, że nie potrzebują innych wrażeń.
Myślę, że osoby, które zdradzają, całe życie szukają nowych wrażeń... to są ludzie bardzo płytcy, niezdolni do uczuć wyższych. Kieruje nimi tylko prosta biologia. Poczują popęd do innej osoby i sru do łóżka.
Jedno co mnie zastanawia to to, czy skłonność do zdrad wynika z tego, że się tacy, a nie inni rodzimy, czy jest to skłonność nabyta. Ciężko powiedzieć.
Ogólnie jak jestem na tym forum zauważyłem, że jednak zdecydowany prym w zdradach wiodą kobiety (przynajmniej na forum, być może faceci po prostu są mniej wylewni). I zazwyczaj wytłumaczenie jest jedno "no bo to było silniejsze ode mnie" ... ciężko mi pojąć takie tłumaczenie, bo jak żyję to nigdy nie miałem jakieś takiej sytuacji, żeby jakiekolwiek uczucie było "silniejsze ode mnie". Bywały sytuacje ciężkie, aczkolwiek zawsze zachowywał człowiek pewną kontrolę nad tym co się dzieje. No nie zdarzyło mi się jeszcze być w sytuacji, żeby jakieś uczucie sterowało mną jak kukiełką.
Nie wiem dla mnie to jest kwestia zasad, które musimy sobie wbić do podświadomości. Kwestia zwykłej ludzkiej lojalności. Byłem z jedną i tą samą dziewczyną przez prawie 5 lat. W dodatku dzieliło nas 600km, więc niejednokrotnie miałem ogromną tęsknotę w sobie i ogromną potrzebę bliskości. A mimo to nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, aby iść do innej dziewczyny i ukoić tą potrzebę bliskości. Moja dziewczyna była daleko, a ja mimo to pozostawałem wierny jak pies i naprawdę nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym pójść i wskoczyć do łóżka innej kobiety. Po prostu miałem blokadę na zasadzie "nie, bo nie".
Ja bym chciał, aby ktoś kto zdradził wypowiedział się tak konstruktywnie.
Zastanowił się dlaczego to zrobił.
Nie wierzę w tłumaczenia typu "samo się stało"
Zastanówcie się, Wy zdradzający dlaczego tak się stało.
Trzeba by się zastanowić jakimi wartościami w życiu kierujecie się na co dzień, że stało się tak, a nie inaczej.
Bo problem wynika tylko i wyłącznie z zasad, z wartości w życiu jakimi się kierujemy. Jakimi żyjemy na co dzień.
Nie sposób tu nie zauważyć, że w dzisiejszych czasach ilość zdrad gwałtownie rośnie. Kiedyś zdrady były problemem marginalnym, dziś pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że co drugi człowiek ma ciągoty do zdrad. Źródła problemu szukałbym w coraz bardziej liberalnym podejściu do życia.
Kiedyś ludzie się bardziej szanowali, przywiązywali większa wagę do rodziny, do miłości, a gdy coś się psuło to naprawiali, a nie wymieniali na nowe.
Dla mnie tu tkwi istota problemu. Dziś panuje taka moda na to, że jak w związku się źle dzieje to pakujemy walizki i wsio.
Zdrada dziś przychodzi łatwo, bo panuje kult egoizmu. Dziś liczy się: moje szczęścia, moje pragnienia, moje zachcianki, ja jestem najlepszy, ja jestem najważniejszy, ja mam prawo. Ciągle jest tylko moje, albo ja.
Po takiej dłuższej refleksji dochodzę do wniosku, że zdrady biorą się z systemu wartości zdradzającego. Są ludzie, którzy nigdy nie zdradzają, są ludzie, którzy mają skłonność do zdrad i są ludzie, którzy zdradzają notorycznie. Wszystko to się bierze chyba z systemu wartości tych ludzi. Z tego jak podchodzą do relacji z drugim człowiekiem, z tego jak podchodzą do życia i czego od niego oczekują. Problemem jest to, że Ci ludzie nie chcą sobie dać tego wytłumaczyć, nie potrafią połączyć tych dwóch faktów. Stąd pewnie tłumaczenia "samo się stało"... bo nie potrafią połączyć faktu zdrady z wyznawanym przez siebie systemem wartości.
Myślę, że w końcowym rozrachunku zdrady wynikają tylko i wyłącznie z systemu wartości wyznawanego przez zdradzającego. On sam oczywiście tego nie dostrzega. Uważa, że jego system wartości jest właściwy. To siedzi w podświadomości, dlatego nie raz jest tak, że osoba, która z pozoru nie powinna zdradzić, zdradza. Bo to siedzi w podświadomości. Bo system wartości siedzi w podświadomości.
Jedyna zdrada jaką usprawiedliwiam to kiedy w związku jest przemoc, znęcanie się... której patologia w najcięższych wydaniach. Wtedy powiedzmy usprawiedliwiam zdradę. Kiedy np kobieta zdradza faceta, który na co dzień ją tłucze.
Myślę, że zdrada wynika głównie z takiego wrodzonego ludzkiego egoizmu, z którym jedni skutecznie walczą, inni po prostu uznają to za coś naturalnego. Czują pociąg do innej osoby i po prostu lecą jak mucha do gówna. Kwestia zasad.