Hej wszystkim forumowiczom.
Stan lekkiej depresji i załamania skłonił mnie do napisania na waszym forum.
Jestem facetem, wiek 22 lata.
Poznałem poł roku temu pewną kobietę. Jest w moim wieku, nie długo kończy studia.
Gdy ją poznałem miała faceta o siedem lat starszego od nas. Tkwiła w związku z nim przez ponad 4 lata, z czego 3 to ciągłe kłotnie.
Między Nami coś zaiskrzyło, Ona zostawiła tego faceta. Wszystko fajnie tylko On do dnia dzisiejszego do niej jeździ...
Spędziliśmy razem bardzo dużo pięknych chwil lecz Ona boi się związku, a mnie odpycha w dodatku to, że nie potrafi pozbyć się byłego faceta.
Czekam już 6 miesięcy, a nie zapowiada się by ona zmieniła zdanie co da naszej miłości. Jej zachowania, gesty i spojrzenia wskazują, że i ona jest zakochana!
Powiedziała że boi się związku.. Jak można tak odrzucać miłość?
Jedziemy do kina, chwyta mnie za rękę i z uśmiechem na twarzy chodzi ze mną po mieście. Jest szczęśliwa, często mówi, że tęskni.
Na prawdę widać po niej, że coś czuje i to nie tak mało!
Mówi mi, że jestem taki jakiego by chciała, że chyba robie to specjalnie.
A mi poprostu na niej zależy.
Powiedzcie co o tym sądzicie? Mam dalej czekać na jakiś cud, skoro ten były facet jej spokoju nie daje? Czy poprostu odejść i starać się żyć normalnie?
Po raz pierwszy w życiu czuję, że kocham na prawdę, bardzo mi na niej zależy lecz to cierpienie mnie już przerasta. Nie robie nic innego prócz myslenia o niej, chcę oddać jej każdą chwilę swojego życia. Bardzo wiele nas łączy, uważam, że moglibyśmy stworzyć szczęśliwy związek.
Czekam na odpowiedzi, bądź pytania.
Pozdrawiam