Trochę dla oddechu od tych wszystkich zdrad i niegodziwości proponuję z doświadczeń własnych, cudzych, obserwacji, rodzinnych legend czy z czego kto tam chce wyłuskać różne dziwne powody trwania związków - często wbrew uczuciom i rozsądkowi. Zapraszam do śmiesznych i strasznych historii z serii: "bo suknia już była kupiona".
To zaczynam.
historyjka 1
Parę lat temu pewien związek, który miał być na całe życie, zaczął sypać się. Ja miałam świadomość, że to już nie do poskładania, szczególnie, że wtedy w perspektywie jeszcze dość długofalowej ja musiałam być w Pl, on na drugiej półkuli... No ale ja trzymałam się tej relacji pazurami i zębiskami a to dlatego, że miałam z racji jego wyjazdu pod opieką jego świnkę morską. Okrutnie mocno to zwierze pokochałam (a i ono kontaktowe było strasznie a i przecudnej urody, więc generalnie każdy zakochiwał się od pierwszego spotkania
) i histerycznie wręcz bałam się, że jak się rozstaniemy, to on zażąda aby świnka wróciła do domu jego rodziców. No i tak moimi staraniami agonia tego związku przedłużona była o jakieś pare miesięcy jeszcze ![]()
historyjka 2
O rodzicach mojej koleżanki rzecz będzie. On student, juz prawie absolwent - typ szalonego naukowca, ona studentka. Lata 70'. Związek taki "od przedszkola", obie rodziny dawno znające się i wyczekujące postępów w sytuacji... No i on kiedyś przychodzi do niej i mówi: "Wiesz, bo dostałem przydział na mieszkanie, jakbym żone miał, to będzie większy metraż. Co Ty na to?". Ona te nietypowe oświadczyny przyjęła i do dziś sobie zgodnie żyją (w innym już mieszkaniu
). Koleżanka mówi, że ta historia, to wersja mamy, bo tato zapytany jak się mamie oświadczył dyplomatycznie stwierdza, że: "wystarczająco skutecznie".
Dobra, teraz Wy!