Witam wszystkich!
Zerwałem jakiś czas temu ze swoją dziewczyną. Nie byłem tego pewny, bo strasznie ją kochałem, ale wiedziałem że po prostu nie możemy być razem. Całą swoją złość kumulowała na mnie, wszystkie złe emocje wylewała na mnie poprzez krzyk itd.
Nie szanowała mnie. Postanowiłem zerwać - zresztą wcześniej też to robiłem...
Był taki moment, że to ona powiedziała "dość!", wtedy jak to zaakceptowałem, nagle zmieniła zdanie. Tak jakby chciała mnie sprawdzić jak się zachowam. Nie zniosłem tego. Zacząłem nowy etap.
Czy tęskniłem? Raczej nie. Po ok miesiącu od naszej wspólnego przyjaciółki dowiedziałem się, że moja ex postanowiła się zmienić. Chodzi regularni na siłownie, biega, fitness i te sprawy. Zaczeła wychodzić do ludzi, stała się bardziej społeczna niż wcześniej.
Na treningach wyładowuje swą moc i nie ma już tych problemów co wcześniej.
Strasznie ucieszyłem się na te zmiany.
W między czasie weszła bliżej w relacjach ze swoją przyjaciółką, a ta zabierała ją na spotkania, urodziny - tak żeby nie czuła się samotna. Poznała przez to jej znajomych. Generalnie fajne towarzystwo (jeżdżą na motorach).
Mówiła mi, że wszystko robi dla mnie... każda ta zmiana. Poza tym ciągle o mnie mówi i się zastanawia co ja teraz mogę robić.
Zbliżała się majówka. Miałem z ekipą wynajęty domek w Bułgarii. Postanowiłem że ją zaprosze. Bez żadnych zobowiązań, ot tak dla towarzystwa. Zgodziła się. Pojechaliśmy...
Wydawało się być ok, ale moja ex była jakby taka stłumiona. Dobrze znała moich znajomych, więc nie powinna czuć się źle.
Problem polegał na tym, że ona chciała czuć że się nią interesuje, że rozmawiam i nie zostawiam samą. I tak też było - zaprosiłem ją, więc wiem że była obok. Wydaje mi się, że z mojej strony nie bylo żadnej winy, jednak ona liczyła na większe zainteresowanie z mojej strony. No trudno... Wkurzało mnie to, że cały czas opowiadała o tych jej nowych kolegach co jeżdża na tych motorach... "A, bo Łukasz mnie na pewno przewiezie, tylko jeszcze nie wiem kiedy", "A, ten to ma fajny ten motor" itd.
Nawet jak gdzieś przechodziliśmy obok jakiegoś motoru, to ta ewidentnie pokazywała że jest nim zainteresowana.
Poza tym ciągle pilnowała swojego telefonu, tak jak nigdy wcześniej. Wiem, że nie miałem prawa jej tam zajżeć, ale przez jej zachowanie wiedziałem, że coś ukrywa (zrywała się w nocy, jak szedłem się wysikać czy napić i patrzała gdzie jest jej telefon).
W sumie mnie to wali, co ona tam miała...
Po prostu te zachowanie, ehh....
Mineło kilka dni, aż pewnej nocy trochę bliżej się zbliżyliśmy. To była chwila... kochaliśmy się. Mówiła, że odkąd z nią zerwałem to z żadnym facetem się nie spotykała - uwierzyłem.
Po majówce widujemy się regularnie, ale... to ja wszystko inicjuje. Ona dziwnie się zachowuje. Raz jest do przytulania, raz się nie odzywa i jest taka jakby spokojna. Nigdy pierwsza nie pocałuje, nigdy nie napisze, nigdy nie zadzwoni.
Gdyby nie moje propozycje to w ogóle byśmy się nie spotykali.
Dzisiaj mieliśmy piękny seks w aucie, potem odwiozłem ją do domu, po klatką powiedziała tylk oszybkie "cześć" i zamknęła drzwi. Żadnego buziaczka, żadnego przytulania. Teraz ponad 2h siedze w domu i nic nie pisze, kiedy to zawsze dzwoni czy szczęśliwie wróciłem do domu. Czemu tak? Czemu nie chce ponieść się emocją?
Ja ją dalej kocham, tylko nie wiem jak to powiedzieć, a boję się że jestem po prostu kolesiem, który może ją w każdej chwili zaspokoić i nic więcej...
Jak wy to widzicie drogie kobiety? Co byście czuły na jej miejscu?