Właściwie to trudno mi o tym pisać, ale mam taką dość istotną kwestię i chciałam się zapytać co o ty myślicie. Mam taką fajną przyjaciółkę, bardzo bliską zresztą. Dziewczyna ostatnio miała ciężki czas, po dwóch latach niesamowitego cierpienia zmarł jej tata. Bardzo dobry zresztą człowiek. Minęło kilka miesięcy. Wiadomo -ból po stracie ojca jest i będzie. Może z czasem, będzie go trochę mniej. Jednak gdy ostatnio rozmawiałyśmy tak bardzo długo i od serca powiedziała mi coś co mną trochę wstrząsnęło - mimo całej sympatii do niej i jej ojca. Ona jest bardzo dobrą katoliczką, ale to na prawdę wydaje mi się trochę przesadzone. Powiedziała, ze czasem jak ma trudne momenty, jakieś sprawy itd to modli się do taty, żeby jej pomógł. Powiedziałam jej no wiesz, ale twój tata nie jest świętym itd. Na to ona- tak cierpiał, że myślę ,że jest ... No i usta mi zamknęła w sumie. Jejku nie wiem. To taka delikatna sprawa,ale coś mi jednak nie pasuje. Co o tym sadzicie ? Bo ja już sama nie wiem ... ale tak mi się wydaje, ze w religii nie powinno się jednak modlić do osób jakby nie było świeckich , że nawet to w sumie bluźnierstwo ?
Po śmierci mojego taty często w trudnych sytuacjach mówiłam do niego, może to dziwne ale czułam jego obecność i również prosiłam go o pomoc. Moze to nie jest modlitwa tylko rozmowa, takie coś pomaga. Śmierć rodzica jest czymś bardzo bolesnym, szczególnie dla osób mieszkających z rodzicami, takich którzy nie opuścili jeszcze gniazda. Myślę ze jej to przejdzie z czasem, okaz trochę zrozumienia, to naprawdę jest szok, a takie myśli może jej pojmają. Jej tata strasznie cierpiał a ona razem z nim, potrzebuje czasu... żeby się z tym pogodzić, poukładać sobie wszystko od nowa. To raczej normalne ze ma się takie myśli. Ja przez rok ciągle myślałam ze tata za chwile wróci z pracy... I codziennie na niego czekałam. Wydaje mi się ze nie masz czym sie bulwersować, każdy to przezywa na swój sposób, daj jej to przecierpieć, a jedyne co możesz to jej wysłuchać i dać się wygadać, być przy niej.
Ja czułam to samo co ona i dalej czuje. Gdy jest mi źle ide do taty na cmentarz zapalam świeczki i opowiadam co mi leży na sercu chociaż nie żyje od 15 lat a ja nawet go nie pamiętam. Nie mów że się myli i tak nie jest tylko przytakuj i bądź ciągle przy niej
ja też proszę ojca żeby mi pomógł- ZAWSZE jak mam ciężkie dni i wszystko mi się sypie... co prawda nie wygląda to jak modlitwa...
Ja zawsze siadam przed grobem i rozmawiam z nim, to bardzo pomaga taki wewnętrzny monolog chociaż czasem tak bardzo pragnę aby się do mnie odezwał
Ja zawsze siadam przed grobem i rozmawiam z nim, to bardzo pomaga taki wewnętrzny monolog chociaż czasem tak bardzo pragnę aby się do mnie odezwał
ja ze względu na odległość mam z tym problem... ale jak już jestem to robię tak jak Ty.
Mój Tata nie żyje od 13 lat... Mówią, że niby czas leczy rany, ale w takich kwestiach to się zupełnie nie sprawdza.. Do dziś często płaczę z powodu Jego śmierci,a mówię do niego rownież bardzo często.. nawet siedząc w domu.. Piszę o nim wiersze.. w ten sposób czuję Jego obecność. Pomaga mi to.
Nie, czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do bólu
To fakt, czas tylko przyzwyczaja do bólu...
Kilka dni temu mój Tata miałby urodziny.. to był dla mnie straszny dzień.. miałam ochotę się upić i o wszystkim zapomnieć
:(:( Pewnie by tak było, gdyby nie obecność mojego chłopaka ...
Utrata bliskich bardzo boli, a kiedy do nich mówimy jest nam lżej.
Ja na przykład wierzę, że niektóre dobre sprawy w moim życiu to zasługa mojego Ojca, że to właśnie on spraawił, że jest jak jest...
Ta sama wiara jest we mnie... od 14 lat...
mój Tata umarł 3 lata temu w Dzień Ojca...
byłam i widziałam jak odchodził.... coś strasznego
wtedy żałowałam, że jestem takim złym człowiekiem i wszystkich krzywd jakie mu wyrządziałam...
dziś, dziś wiem że On czuwa nade mną i modlę się do Niego/....
jestem dumna że byłam jego córką.... i wszystkie cele w mym życiu stawiam pod kątem- żeby mój Tata był ze mnie dumny...
<TATO- KOCHAM>