Ostatnio natrafiłam na ciekawy artykuł - rozmowę dwóch dziennikarzy, katolików. Dotyczyła różnych spraw, jednak przede wszystkim wynikało z niej podejście do wiary obu tych osób.
Pierwszego z nich pozwolę sobie określić jako tradycjonalistę, szczerze wierzącego w Boga. Uważa,że należy kierować się w życiu określonymi zasadami, które wypływają z Dekalogu i innych zasad religii katolickiej. Przykładowo, jest zwolennikiem ostrzejszych rozwiązań prawnych dotyczących aborcji, aby uchronić niewinne dzieci od śmierci, ponieważ wie, że ich rodzice się na to decydują bo prawo pozwala.
Drugi z nich kieruje się w życiu miłością do Boga. Też oczywiście uważa aborcję za straszne zło a kompromis za złe rozwiązanie,jednak obawia się majstrowania w prawie, żeby nie dać szansy osobom popierającym aborcję na bardziej liberalne rozwiązania. Uważa, że należy zmieniać serca ludzi, opowiadać im o Jezusie Chrystusie - mówiąc w skrócie, nawet gdyby na każdym rogu stały kliniki aborcyjne, to stałyby by puste, bo kobiety by się nie decydowały na ten drastyczny zabieg.
Posłużyłam się przykładem aborcji, ale nie o tym temat. Nie chodzi mi też absolutnie o tych dwóch panów, posłużyli mi jedynie jako przykład i inspiracja
Chodzi mi właśnie o pytanie z tytułu wątku - czy da się to połączyć? Która droga jest lepsza - mówienie ludziom rób tak i tak, bo jest Bóg, który tego pragnie ze względu na Twoje szczęście czy może mówienie jest Bóg, który Cię kocha, uwierz w to i czekanie aż powoli zmienią swoje życie (albo nie?). Jak jest z naszą wiarą? Z czego wypływa?