Cześć,
to forum dla kobiet a ja jestem facetem, ciekawe ![]()
Jasne takie rzeczy nie są (chyba) specjalnie niezwykłe, choć dla mnie, no niech będzie conajmniej ciekawe.
2 maja - praktycznie wolne - a ja akuarat pracuje, no może bardziej jestem w pracy:)
W sumie to dobrze o przynajmniej po dwóch dniach wyszedłem z czterech ścian...
...dlaczego pisze na kobiecym forum? a no własnie dlatego, że nie za bardzo chce na ten temat rozmawiać z moim znajomymi, a jednocześnie mam gdzieś głęboką potrzebę opisania (wyrzucenia z siebie tego co czuje). Jeżeli to złe miejsce, czy nieodpowiednia forma...wybaczcie, średnio znam się na forach.
Prawdziwa miłość - taki temat nadałem swojemu postowi, dlaczego? Trochę z faktu, a trochę z przekory.
Mam 32 lata, za sobą związek, dziecko, które bardzo kocham i któremu poświęcam wiele czasu, ale nie jesteśmy już ze sobą od kilku lat...
Te kilka lat zleciało na przelotnych mniej lub bardziej romansach...
..jednak za każdym razem to nie było to, zawsze na dodatek trudne się robiło bo kobietom zaczynało zależeć, a ja "uciekałem" - no
fakt mało komfortowe dla obu stron, ale zawsze starałem się jakoś to wytłumaczyć drugiej stornie, wychodziło, ot jak w życiu, raz lepiej raz gorzej.
A tak pomiędzy tymi spotkaniami, cały czas utrzymywałem kontakt z osobą , która była blisko mnie, a to mail, a to sms, a to krótki pogadanki...od początku uważałem, ja za super osobę, Kobietę, ale tak na wszelki wypadek nie dopuszczałem jej bliżej, jakkolwiek głupio to zabrzmi co najmniej kilku powodów:
żeby jej nie skrzywdzić, czasem myślę, że to ta osoba, a za chwilę wiem, że jednak nie - więc nie chciałem jej czegoś takiego serwować, bo ma rodzinę, męża i dzieci, a to już w ogolę nie mieści się (a może powiniennem powiedzieć nie mieściło) się w moim rozumieniu świata.
No i tak mijał czas...i nawet jak pojawiały się inne kobiety to ona była cały czas blisko mnie i nigdy specjalnie nie ukrywała, że mnie kocha...
I tak dzień po dniu maile, smsy, krótkie spotkania, wszystko jak kula snieżna - nabierała rozpędu i rosła.
Pocałunki, spojrzenia... ot piękna sprawa.
A ja dalej ten swój dystans...bo rodzina, bo dzieci, bo coś tam.
W końcu nie mogłem już dłużej udawać sam przed sobą, wiem , że ją kocham... no wiem... dzięki niej inaczej patrze, rozumie, myślę - inaczej znaczy szerzej, więcej widzę, więcej rozumie.
Mało tego cały czas mówiłem, że jak po ostatnim długim związku się z kimś zwiąże to musi ona być taka, taka, taka i jeszcze taka...
A na końcu okazało się, że zupełnie inna.
A teraz...wiem, że ja Kocham, wiem, że to mi nie minie, wiem, że rzeczy które dotychczas były dla mnie ważne, a oczekiwanie ode mnie zmiany oznaczało "bunt na pokładzie" teraz nie mają znaczenia, są proste, wręcz oczywiste do rozwiązania... cieakwe
- ale to chyba własnie miłość i to chyba właśnie właściwa osoba.
Ale czy ja w ogóle mam prawo tak myśleć, czy mogę mieć takie uczucia do kobiety, która ma meża, dzieci.
Wiem (jeśli ktoś w ogóle cokolwiek odpisze) to zaraz będą głosy w stylu: nie nie masz prawa, nie rozbija się rodziny, albo tak jeżeli obydwoje tego chcecie.
) czy się mylę?
Jakkolwiek i ktokolwiek odpisze to dla mnie ten dylemat jest ogromny...i wcale nie chodzi już tylko o rodzinę, chodzi o to wszystko co jest po drodze, o to cierpienie moje, jej, wszsytkich dookoła, które jest pewnie przemijającym, ale nieuniknionym elementem tego wszystkiego.
I jakkolwiek i ktokolwiek odpisze, to trochę też napisałem to po to żeby "wyrzucić" z siebie to, to wszystko, a tego jest całkiem sporo ![]()
proszę podzielcie sie swoimi zyczliwymi opiniami
pozdrawiam
naprawde zakochany