Kochani nie wiem czy dobrze trafiłam na to forum, ale szukałam kilka na których Kobiety opisują swoje problemy małżeńskie i postanowiłam tu właśnie je opisać. Otóż od pewnego czasu mam problem z moim mężem, jesteśmy po ślubie 7 miesięcy i od stycznia 2013r. relacje miedzy nami ucichły, nie ma miedzy nami spontaniczności co kiedyś była, czułości , rozmów szczerych. Mój mąż ostatnio nadużywa alkoholu jak już zacznie to w dzień w dzień pije , dopóki nie zacznę mu zwracać uwagi, jak mu zwrócę uwagę to mówi że nic mu nie wolno że czuje się jak w klatce, co piątek spotyka się z kolega na flaszce i przyjeżdża do domu pijany. Mam dość, rozmawiałam z nim na ten temat powiedział mi że przestanie (przestał na 4 dni dni i po 4 dniach a piat to samo), że ostatnio ma duże problemy w pracy, że koledzy go wkurzają głupią gadką,że nie daje se rady załamka poprostu ale to nie wszystko, kiedy dwa dni temu mama poprosiła mnie żebym rachunki zapłaciła, poprosiłam męża żeby ze mną pojechał, powiedział mi że mam jechać sama bo on nie będzie marnował dnia na głupie rachunki, on jest zmęczony po pracy i tyle. Zadzwoniła męża mama i poprosiła go żeby pojechał i przywiózł jej węgla i butle z gazem bo jej się skończyła pojechał od razu , a ja poprosiłam żeby mnie zawiózł to dostałam odpowiedź , wyzwał mnie że głupia jestem, że moja matka tylko mnie wykorzystuje, przykro mi było tego słuchać od własnego męża , bo jak jego mama potrzebowała pieniądze to ja leciałam na łeb na szyję żeby jej pożyczyć... Nie wiem co mam zrobić , chciałam żeby mąż mi pomógł to wszystko jakoś ogarnąć, pomagał mi , żebyśmy oboje sobie pomagali na wzajem a nie tylko jednej stronie, boli mnie to bardzo w dodatku w moje urodziny oznajmił mi że stracił do mnie zaufanie a stało to się wówczas gdy ja jemu oznajmiłam że spóźnia mi się okres i że chyba jestem w ciąży (test wypadł negatywnie) ,a on do mnie powiedział że źle go zrozumiałam i że nie chce mieć ze mną żadnych dzieci, rozmawialiśmy na ten temat i ewidentnie powtarzał że chciałby je mieć a przyszło co do czego stchórzył, pamiętam to do dziś bo wyłam w poduszkę, zabolało mnie to bo ja bardzo bym chciała je mieć. Jego zainteresowania ostatnio to konsola ps2 gry na kompie i praca. Kocham go, jesteśmy razem 6 lat, nie wyobrażam sobie życia bez tego człowieka i nie wiem co mam zrobić, żeby trochę mi pomógł jak rodzice o coś mnie poproszą, żebyśmy razem pomagali obu stronnie, uważam że małżeństwo na tym rzecz polega ( mówi że ma wyjebane na moich rodziców, a do swojej matki leci... szlak mnie trafia dosłownie , czasami mam chęć go wyrzucić z domu i żeby nigdy nie wrócił.) pomóżcie bo zwariować idzie.
Musicie ze sobą rozmawiać szczerze i jeszcze raz rozmawiać. w związku powinno być czułość wsparcie miłość ale też przyjaźń i zrozumienie. Musicie się jakoś dogadywać a nie oceniać i wymagać. Może pani mąż ma naprawdę poważne problemy w pracy? dla mężczyzny to bardzo ciężkie do zniesienia, może nie chce mieć teraz dzieci i martwi się za co będą żyły?? Alkohol to jest znak że nie radzi sobie z emocjami czy z jakimś zdarzeniem...problem. A to tylko Pani może pomóc swojemu mężowi a zarazem wyprowadzić ten związek na dobrą drogę.
witam wszystkich
mam problemy z moim facetem co prawda nie jestesmy malzenstwem i nie mamy wspolnych dzieci ale ja mam synka 5 letniego ktory traktuje mojego partnera jak swojego ojca i bardzo go kocha. jestesmy razem 2,5 roku. moj problem polega na tym ze nie mozemy sie dogadac juz dluzszy czas ciagle sie klocimy o jakies pierdoly np o to ze powiem na ulicy czesc do jakiegos znajomego. dla mnie to jest chore i nie mam juz sil ciagle mu tlumaczyc jak ma sie zachowywac. on ma 29 lat a zachowuje sie jakby mial 15, jest chorobliwie o mnie zazdrosny. ostatnio wpadl na taki pomysl zebysmy uprawiali seks grupowy tzn ja on i inny mezczyzna no i sprobowalismy. na spotkaniu bylo ok wszystko bylo super podniecalo go to. mnie tez. ale po jakims czasie ten mezczyzna chcial znow sie umowic. on wiedzial ze ten koles mi sie podoba i juz nie chcial sie spotkac ja nie mialam nic przeciwko bo nie potrzebuje takich przygod. a on teraz twierdzi ze to dziwne ze pewnie sama sie z tym facetem spotykam i ze go zdradzam. czesto mnie wyzywa od dziw.. kur... i tak dalej. czesto to robi pod wplywem alkoholu. ogolnie to codziennie slysze slowo zdrada z jego ust. nigdy w zyciu go nie zdradzilam nie oklamalam i go nie zawiodlam. naprawde robie wszystko zeby byl szczesliwy staram sie zeby bylo wszystko jak najlepiej. moje zycie wyglada tak praca dom praca dom. nigdy nigdzie nie wychodze nigdy sie z nikim nie spotykam. kiedy mialabym go zdradzic? nie rozumiem go. nie wiem co robic. modle sie do boga codziennie DLACZEGO JA DLACZEGO TO MNIE PRZYTRAFILO CZY JUZ NIGDY NIE BEDE SZCZESLIWA?
No tak... bezpruderyjność nie jest chyba dobrym kompanem w małżeństwie. Ale - cokolwiek byś teraz nie zrobiła, moim zdaniem zazdrość jest nieuleczalna
a Twoja chęć udziału w takich imprezach może pogłębiać jego urojenia. Z mojego doświadczenia wiem, że nie da się wyplenić z myśli faceta urojeń o zdradzie, jeżeli sam tego nie będzie chciał. Ja straciłam chęć do tłumaczenia czegokolwiek, podobno zawszę kłamię... drugiego człowieka nie zmienisz - możesz zmienić swoje reakcje, swoją postawę wobec problemu i zobaczysz, czy zmiana Twojego zachowania spowoduje zmianę w postępowaniu drugiego człowieka. Co należy zrobić? Najlepiej zapytać psychologa, ale ja wyczytałam kiedyś mądre zdanie - jesli skupiasz się na problemie - wzmacniasz go -może więc przestać się przejmować zbytnio? Nie wiem...
A jeszcze coś mi przyszło do głowy... czasem jest tak, że partner oskarża partnera o to, co sam ma na sumieniu. Polecam przyjrzeć się tej stronie medalu.
Pozdrawiam
Airiana
Kicia - nie obraź się, ale dla mnie ten facet nie dorósł do poważnego związku
i to nie Ty jesteś powodem, ale on sam. Daj mu spokój i pozwól dorosnąć - to mi przypomina czas, kiedy dążyłam do małżeństwa z moim chłopakiem, z którym byłam od 3 lat. Niby przytakiwał, kiedy mówiłam o moich marzeniach bycia z nim, niby był szczęśliwy... kiedy wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam wszystko załatwiać - wyczułam chłód. Zrobiłam 2 kroki w tył i dałam spokój - to on zaczął za mną biegać. Do dzisiaj od 18 lat jesteśmy małżeństwem, ale... nie takim, jakie mieć chciałam... pozostawiam do przemyślenia