no faktycznie kwestia macierzyństwa i ekstremalnych podróży wydaje się dość sporna, ale uważam, że wszystkie te tabloidy na pewno przesadzają. Być może do pewnego stopnia jest to do pogodzenia ( w końcu rodzice to nie tylko matka), ale macierzyństwo i ekstremalne wyprawy są tak pochłaniającymi akcjami, że trudno o złoty środek. Ja wiem, że mały człowiek to dużo większa odpowiedzialność i praca na całej linii przez wiele lat, no ale jest jeszcze coś tak bardzo ważnego, jak szczęście matki. Ale uważam, że na pewno nie da się tego jednoznacznie wycenić. Ja panią Martynę bardzo podziwiam. Odważyła się na to, na co ja najprawdopodobniej nigdy nie będę się wstanie zdecydować. Poza tym w chwilach największej załamki życiowej, wpadła mi w ręce jej książka-"Przesunąć horyzont" i zmieniła znacznie mojej postrzeganie świata, po prostu pomogła mi się zebrać do kupy. To jest dziennik z jej wyprawy na Everest.
A Beatę Pawlikowską też bardzo lubię:) Tzn. jej książki, czytałam kilka, czasem odwiedzam jej stronkę. Widziałam z nią tez kiedyś "Rozmowy w toku":D no uśmiałam się bo opowiadała niestworzone historie o jakiś gwałtach, które miały miejsce w jej życiu, i że w ogóle jej to nie ruszyło, tylko zmotywowało do działania. No ciekawe:) Było to dobrych parę lat temu, ale tak jakoś kojarzę coś w tę stronę. Ale pozytywna babeczka.