Co sądzicie o przelewaniu życia na portale społecznościowe, typu facebook? Nie mówię tu o podawaniu informacji w pewnym sensie lakonicznych, typu wyjście z koleżankami, wrzucenie jakiegoś zdjęcia itd., tylko traktowanie FB jak osobistego pamiętnika.
Kilka przykładów:
- szczegółowe opisywanie bólu po rozstaniu z facetem, oznaczanie go w smutnych piosenkach o miłości, wrzucanych demotywatorach, 'wzruszających' sentencjach itd. prze kobietę 35+, więc już nie małolatę, która nie potrafi się ogarnąć
- cała tablica zawalona w dialogach z ukochanym/ą o treści: - :***** - :**** - mój skarbek ukochany <3 <3 - moje serduszko przez parę 19/22 lata
- historie typu "byliśmy z misiem moim tu i tu, on mnie całował... bla bla bla, KC KC KC :********" bądź "to już koniec... chcę umrzeć... jak mam żyć bez niego... był wszystkim... nie pozbieram się po tym..."
Oczywiście pod każdym z nich mnóstwo lajków i "słit komciuf" w podobnym stylu.
Dopóki te historie dotyczą związków, to patrzę jeszcze z rozbawieniem i swoistym przymrużeniem oka - że są w euforii, cieszą się sobą, przesadzają, ale okej, może minie. Gorzej, jak nie mija po np. ponad 2 latach związku. O czym takie osoby myślą?
Z kolei jak widzę takie wywnętrzanie się po rozstaniu na FB, to jestem hm... zniesmaczona, ale przede wszystkim zażenowana takim okazywaniem bólu całemu światu. I jeśli dotyczy to już nie nastolatków, ale naprawdę dorosłych osób, to kompletnie tego nie rozumiem. Dla mnie to jest po prostu żałosne. Co innego wypłakać się przyjaciółce czy wypisać anonimowo na forum, a co innego setkom bliższym i dalszym znajomym. No i samemu facetowi, niech wie, jak zranił!
A jakie wy macie podejście do tego? ![]()
