Chciałabym opowiedzieć moją historię, jesteśmy razem 6 lat mamy synka 21 miesięcy nie mamy ślubu. Zaszłam w ciąże i się przeprowadziłam do niego i jego mamy do domku. Zrobiliśmy remont, który polegał na podzieleniu domku na jakby 2 mieszkania dla teściowej i dla nas.Remont zarobiliśmy za moje pieniądze.
Ustąpił we wszystkim zrobiliśmy tak jak chciałam wszystko wystrój wyposazenie.
Zawsze co chciałam to miałam,starał się nie zdradzał a ja...nieustępliwa, uparta nie idąca na kompromisy...wszystko na nie dla i do niego...
I stało się w pracy poznał dziewczynę spotykają się prawdopodobnie od listopada tamtego roku,z czego ja wiem o nich od lutego,w lutym widziałam ich smsy pisał jej że ją kocha że zależy mu na niej.
Kiedy zrobiłam awanturę mówił że zerwie z nią, że zależy mu na rodzinie, że rozwiąże to na moją "korzyść"...nadal się z nią spotyka i ostatnio powiedział mi że chce sobie ułożyć życie na nowo,chce zacząc coś nowego...
A ja nie mam gdzie iść z dzieckiem...chce żebym poszła do mamy ale tam nie ma miejsca dla mnie i dziecka ale Kiedy byłam u mamy na parę dni zaprosił ja i uprawiali seks u nas w domu!
Jak mu mówię żeby oddał moje pieniądze które zainwestowałam w jego dom wtedy się wyprowadzę to mowi że go zniszczę,że już go zniszczyłam psychikę, dom, życie wszystko ja mu zniszczyłam i teraz stoję na drodz do szczęścia!
Ona ma córkę ostatnio zabrał je nad morze,Zazdrosna jestem że on zacznie zabierać naszego syna na spotkania z nią... najgorsze jest to że zaprasza ją do domu naszego jak mnie nie ma na kawę czy nie wiem na co! Spotykają się codziennie w pracy i razem dojeżdżają.
Mówi mi że jest o mnie zazdrosny o to ze mogłabym się spotykać z kimś, ale za tamta lata!!Najgorsze jest to że nie wiem co robić
nie stać mnie na wynajęcie mieszkania do mamy nie pójdę bo nie ma tam miejsca dla mnie i dziecka, zresztą wyprowadzę się a on na to czeka żeby ją sprowadzać do domu.
Najperw był szok bunt mój złość!potem chęc ratowania rodziny ale on powiedział że nie wie, nadal chcę ratować sypiam z nim bo chyba to jedyna metoda żeby to może naprawić, wiem że to moja wina że on poszedł do innej staram się to naprawić chce ale nie wiem czy starczy mi sil. On teraz to wykorzystuje bawi się mną pewnie, mówi że coś do mnie czuje ale ostatnio powiedział że tam ma coś innego czuje się doceniony,kochany...
Jego matka się nie wtrąca.
Nie wiem co robić.
Jak tak żyć w trójkącie, kiedy mnie nie będzie on będzie sprowadzał ją do domu.
On mówi że to ja wszystko zniszczyłam, nie szanowałam go i to wszystko moja wina, on nie czuje się do końca winny.
Mówi że go straciłam.
Jak tu żyć...