Granice niezależności w związku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Granice niezależności w związku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2013-04-10 11:53:01)

Temat: Granice niezależności w związku.

Dzisiaj rano robiąc śniadanie, myślałam nad pewną sprawą.
Chodzi o granice niezależności w związku. Jakie są? Czy istnieją? Od razu uprzedzam, bo wiem, że zaraz niektórzy zaczną pisać o kontaktach bliższych lub nie z płcią przeciwną (tzw. skoki w bok), nie o to mi chodzi.

Ostatnio wśród moich znajomych (głównie z uczelni, bo przyjaciółki mają takie samo podejście, jak ja) zaobserwowałam, że gdy ktoś mówi o swoich planach dotyczących wakacyjnych wyjazdów do pracy za granicę, zawsze znajdzie się osoba, która zada pytanie- "A Twój/ Twoja chłopak/ dziewczyna puści Cię za granicę?".

Dlaczego nie?

Według mnie dopóki relacja między dwojgiem ludzi jest na poziomie "chłopak- dziewczyna", nawet jeżeli jest to narzeczeństwo, to uważam, że druga osoba, jeżeli ma obiekcje, może o nich powiedzieć, ale na pewno nie prawa zabraniać nikomu wyjazdu. To samo tyczy się wyjazdów wakacyjnych z przyjaciółmi, przecież wakacji nie trzeba koniecznie spędzać tylko razem. Można odetchnąć od partnera/ partnerki.
Każdy jest niezależny i w momencie zakazu druga połówka okazuje brak zaufania, co jest podstawą związku.

A co Wy na ten temat sądzicie? Istnieją jakieś granice?

Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o układy otwarte, mam na myśli tylko związki.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Granice niezależności w związku.

Też tak sadze smile . ja mam chłopaka który niczego mi nie zabrania , zadnych wyjazdów smile .

3

Odp: Granice niezależności w związku.

Mój mąż pracuje dużo. Ja tez z resztą pracuję. W weekendy chodzimy na uczelnie (na szczęście zjazdy nam się pokrywają). Więc czasu nie spędzamy dużo. Dlatego też byłoby mi bardzo przykro gdyby mąż powiedział, że na urlop jedzie z przyjaciółmi. Ja też bym z resztą nie pojechała. Na weekend tak, ale nie na urlop za granicę.

Oczywiście pewnie bym to przełknęła, bo nikogo ograniczać nie można, ale czułabym się źle.

4

Odp: Granice niezależności w związku.

Wydaje mi się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Dobra relacja to taka, która respektuje prawo do bycia sobą w związku obojgu.

Nie musi to jednak wyglądać tak, że jedno informuje, a drugie wyraża zgodę lub dezaprobatę, przecież są to bliscy sobie ludzie!
Zupełnie inaczej wygląda ta sytuacja, gdy pomysł stopniowo dojrzewa (zaczyna się od gdybania) i decyzja też jest stopniowa podejmowana (uwzględniając również uczucia tej drugiej osoby, pozwalając jej na wyrażanie swoich przemyśleń, obaw).

Wiesz, ja myślę, że to co ludzi gubi w relacjach z innymi, to zanikająca umiejętność dyskutowania, kompromisu, ludzie zapominają, że to nie jest rywalizacja i że dyskusja nie musi zakończyć się przekonaniem partnera do swoich racji.

5

Odp: Granice niezależności w związku.

Mój chłopak wyjeżdża w długi weekend ze znajomymi na obóz strzelecki. Kiedy padł pomysł, też spytał mnie, czy go puszczę. O to samo pyta za każdym razem, gdy chce z kolegami w weekend udać się na męski wypad. Zupełnie tego nie rozumiem, bo ja tego od niego w ogóle nie oczekuję... Jasne, że pytam z kim idzie, gdzie mają plan przesiadywać, i o której mniej więcej wróci, abym w razie czego wiedziała gdzie go szukać, ale nigdy nie było sytuacji, abym powiedziała mu coś w deseń: "nie, bo w tygodniu prawie w ogóle się nie widujemy, i to ze mną powinieneś spędzić czas w weekend". Jedyne co, to jestem zła, gdy przychodzi po kilku piwkach, i jest upierdliwy do granic wytrzymałości. wink ale to raczej nie narusza jego granic niezależności w naszym związku.
W moim przypadku jest zupełnie inaczej, bo ja w ogóle go nie pytam o pozwolenie. Mówię, że wychodzę w takim składzie, w takie miejsce, i wrócę mniej więcej o takiej godzinie. Sprzeciwu jeszcze nie usłyszałam, no może z wyjątkiem mojego czysto koleżeńskiego wyjścia z kolegą do teatru, ale to był po prostu atak zazdrości.
Apropo kolegów...
Odkąd jestem w związku, wielu moich kumpli wyobcowało się z naszej znajomości. Wielu moich kumpli weszło też w nowe związki, i tu sytuacja jest podobna, odizolowali się ode mnie. Jednych i drugich oczywiście spytałam, dlaczego tak się dzieje, że nasza znajomość kapcieje. Piersi odpowiedzieli "przecież masz chłopaka... nie wkurzyłby się, gdybyśmy poszli razem na piwo?". Drudzy "wiesz... mojej dziewczynie mogłoby się to nie spodobać". I to jest dla mnie podstawowy przykład samodzielnego stawiania granic niezależności w związku.

6

Odp: Granice niezależności w związku.

Zgadzam się z Averyl, trzeba stopniowo wprowadzać partnera w swoje zamiary.

Aczkolwiek układ u HardLady występuje też w moim przypadku.

U mnie wyjazd jest często sprawą, która spada na mojego chłopaka, jak grom z jasnego nieba i chcąc nie chcąc musi to zaakceptować. Choć ostatnio miałam propozycję wylotu do Indii i stwierdził, że tam mnie na pewno nie puści, ale sprawy tak się potoczyły, że nie mogłabym tam lecieć, ale jeśli udałoby się, to nie słuchałabym go, tylko realizowała swoje zamiary. To w końcu jest tylko chłopak.

Jego też nie ograniczam, może wyjeżdżać, gdzie chce.

7

Odp: Granice niezależności w związku.

HardLady, moim zdaniem facet pokazuje Ci po prostu, że liczy się z Twoim zdaniem. Jest dorosły, więc to nie tak, że musi się prosić o pozwolenie - po prostu okazuje CI, że jesteś dla niego ważna.

8 Ostatnio edytowany przez HardLady (2013-04-10 19:58:00)

Odp: Granice niezależności w związku.

Ja wychodzę z takiego założenia, że chłopak ma być przede wszystkim partnerem, z którym będę chciała dzielić życie, a nie świadomym wyborem, którego konsekwencją byłaby rezygnacji z czegokolwiek. Szanuję zdanie swojego chłopaka, i bardzo często biorę je pod uwagę, ale to, że zostaliśmy parą, czy że razem zamieszkaliśmy, nie pozbawiło mnie planów i marzeń. Każdy człowiek ma prawo do samorealizacji, a jeżeli partner próbuje to prawo mu odebrać poprzez nakazy i zakazy, to już jest jego osobisty problem, który uniemożliwia stworzenie zdrowej relacji.

batszeba.: Może i jest dorosły, ale te pytania tyczą się wielu różnych, zupełnie innych kwestii, więc ja je zaczęłam traktować już tak, jak autentyczne pytanie o pozwolenie. wink

9

Odp: Granice niezależności w związku.

A co uważacie na temat takich związków, gdzie chłopak bądź dziewczyna(lub narzeczony/ narzeczona) nie zgadza się kategorycznie na wyjazd za granicę do pracy? Czy to sezonowej, czy stałej.
Czy samowolny wyjazd partnera oznacza przekroczenie granicy niezależności, czy może miała do tego prawo? Wszak małżeństwem nie są i nie łączą ich wszystkie wspólne sprawy.

Gdy słyszę właśnie pytania "To on/ona Cię puści za granicę do pracy?", to nóż mi się w kieszeni otwiera. Z jakiej racji miałby mnie puszczać bądź nie? Ubezwłasnowolniona nie jestem, żeby ktoś miałby mi wydawać specjalne pozwolenia.

10

Odp: Granice niezależności w związku.

Jaga, mam takie samo zdanie jak Ty. Dla mnie pozwalać, bądź nie pozwalać można jedynie osobie ubezwłasnowolnionej. "Pozwolenie" na wyjazd partnerowi/partnerce, choćby do pracy sezonowej, to według mnie kwestia jedynie zaufania. Nie wiem czy chciałabym być z partnerem, który "zabraniałby" mi na bycie osobą niezależną, co więcej nie ufał mi.

11

Odp: Granice niezależności w związku.

To zależy od tego, czy ma solidny argument. Czasem warto przeanalizować sprzeciwy partnera, które często biorą się z różnych obaw, bo nie chodzi w tym wszystkim o to, aby robić sobie po złości, czy na siłę coś udowadniać, a partner akurat może mieć rację.
Na pewno nie zaakceptowałabym za powód jego lęku o to, że przykładowo wyjeżdżając za granicę do pracy jako opiekunka, trafię na jakiegoś gangstera, który ulokuje mnie w agencji towarzyskiej, i nigdy już nie wrócę do domu. wink A powód, że przykładowo wyjadę i po prostu kogoś poznam, to już totalnie bym wyśmiała.

12

Odp: Granice niezależności w związku.
HardLady napisał/a:

To zależy od tego, czy ma solidny argument. Czasem warto przeanalizować sprzeciwy partnera, które często biorą się z różnych obaw, bo nie chodzi w tym wszystkim o to, aby robić sobie po złości, czy na siłę coś udowadniać, a partner akurat może mieć rację.
Na pewno nie zaakceptowałabym za powód jego lęku o to, że przykładowo wyjeżdżając za granicę do pracy jako opiekunka, trafię na jakiegoś gangstera, który ulokuje mnie w agencji towarzyskiej, i nigdy już nie wrócę do domu. wink A powód, że przykładowo wyjadę i po prostu kogoś poznam, to już totalnie bym wyśmiała.

Tylko, że często tak bywa, że partnerzy podają dziwne argumenty, w których ukryta jest obawa przed tym, że ta druga osoba po prostu kogoś pozna.
Poznać równie dobrze można na miejscu, jest takie samo prawdopodobieństwo. A jeżeli są to tego typu obawy, to sprowadza się to do braku zaufania.

13

Odp: Granice niezależności w związku.

Dlatego ja w ogóle nie zawracam sobie głowy dziwnymi argumentami. Moje szare komórki są w stanie pobudzić jedynie solidne argumenty. wink

14

Odp: Granice niezależności w związku.

Nie ograniczam mojego faceta ale wydaje mi sie ze wypada poinformowac swoja 2 polowke ze np w najblizszy weekend zaplanowalem z kolegami wypad, ok ja w tym czasie zrobie cos dla siebie, a nie ze np informuje mnie dzis ze jedzie na wypad z kolegami i jeszcze powie heh nie wiem kiedy wroce tongue ja mojemu mowie , moj mi mowi i jest git. Troche swobody w zwiazku potrzeba !

15

Odp: Granice niezależności w związku.
HardLady napisał/a:

Na pewno nie zaakceptowałabym za powód jego lęku o to, że przykładowo wyjeżdżając za granicę do pracy jako opiekunka, trafię na jakiegoś gangstera, który ulokuje mnie w agencji towarzyskiej, i nigdy już nie wrócę do domu. wink

Dość sensowny powód, by właśnie zaakceptować go.

HardLady napisał/a:

A powód, że przykładowo wyjadę i po prostu kogoś poznam, to już totalnie bym wyśmiała.

Dlaczego byś wyśmiała? Bardziej nieciekawe byłoby gdyby powiedział - jedź tam, ja sobie dam radę spokojnie..
A tak daje sygnał - zależy mi, obawiam się o moją wybrankę, jestem troszkę zazdrosny.

16

Odp: Granice niezależności w związku.

Ja staram się tak działać w związku, by oczywiście realizować się, bo związek czy małżeństwo nie oznaczają końca czy kariery, edukacji czy podróży. Każdy ma do tego prawo. Z tym, że wiadomo, liczę się ze zdaniem partnera, on z moim zresztą też. Oznacza to tyle, że mówimy o swoich planach, nie ma nic przeciwko jakbym wyjechała gdzieś sama na jakiś czas czy z klasą czy z rodzicami, oczywiście, że nie. Ja też nie mam nic przeciwko. Z tym wyjazdem za granicę na dłuższy czas, to jest jednak inaczej, bo jakbyśmy mieli wyjeżdżać to razem, nie coś w stylu, że jedna strona wyjeżdża, a druga czeka. Nie chciałabym tak, on też, gadaliśmy o tym wiele razy i nie uważam, by to było nie w porządku. Po prostu uważam, że nie dla mnie takie długie rozłąki, gdzie pozostaje przez długie miesiące tylko skype. Co innego coś naprawdę ważnego, że musiałby wyjechać czy naprawdę duża szansa np Erasmus czy po prostu tu nie byłoby żadnej pracy, to jasne, że tak, ale zawsze wolę uniknąć takich sytuacji. Nie ma to nic wspólnego z zabranianiem, po prostu kiedyś porozmawialiśmy i tak ustaliliśmy.

17

Odp: Granice niezależności w związku.

Tylko wiesz Truskaweczko, nie zawsze tak się dzieje, że można wyjechać razem.
Wtedy któreś mówi "Nie.", a nam zależy na wyjeździe i co wtedy?

18 Ostatnio edytowany przez Słoneczna86 (2013-04-10 21:25:03)

Odp: Granice niezależności w związku.

Wiadomo, że nikt nie chce ograniczać osoby, którą kocha, że chce się jej szczęścia i żeby bawiła się dobrze. Jednak w związku-małżeństwie powinno się dzielić przyjemności razem, jeśli jest taka możliwość. Przecież biorąc ślub z facetem chce się z nim spędzić całe życie, więc czemu te najprzyjemniejsze chwile na wyjazdach miało by się także z nim nie dzielić ?? Co innego, jak ktoś nie dostanie urlopu, czy wyjazd jest służbowy, bez osób towarzyszących. Ale wakacje osobno? Po co ?

19

Odp: Granice niezależności w związku.
Jaga Baba07 napisał/a:

Tylko wiesz Truskaweczko, nie zawsze tak się dzieje, że można wyjechać razem.
Wtedy któreś mówi "Nie.", a nam zależy na wyjeździe i co wtedy?

Tak jak mówię, wiem, nie zawsze jest możliwość. Jeżeli to faktycznie duża szansa, to mogłabym zrozumieć, jednak raczej nie coś takiego w stylu "On wyjeżdża na kilka lat, tam sobie mieszka, a ja tu", bo na dłuższą metę byłoby to dla mnie męczące. Co innego jakiś miesiąc czy kilka, jak naprawdę się nie da razem, to wtedy można wytrzymać.

20

Odp: Granice niezależności w związku.

Widzisz Słoneczna, dlatego podkreślałam relację chłopak- dziewczyna, bo małżeństwo to inna para kaloszy, ale...w zasadzie dlaczego nie?

Mam koleżankę, która na wyjazdy (a kocha góry) często jeździ bez chłopaka (chłopak nie lubi gór). I nie mają z tym problemu. W lipcu właśnie leci do Indii, oczywiście bez chłopaka. Razem oczywiście też wypoczywają, ale zdarza im się wyjeżdżać osobno. I nie widzą w tym niczego złego, ja również.

Sama też z nią wyjeżdżałam bez mojego chłopaka.

21 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-04-10 21:46:12)

Odp: Granice niezależności w związku.

To to i ja mogę zrozumieć, chłopak był z bratem raz nad morzem, bo ja nie mogłam albo np chce wchodzić na Rysy, to mówię, żeby wtedy pojechał sam czy z kolegą. Nie ma problemu w takiej sytuacji, bo tak się człowiek może realizować. No, ale ogólnie jak tylko możemy to jeździmy razem na jakieś wyjazdy, pod tym względem dobrze się dogadujemy tzn np oboje lubimy chodzić po górach (choć jak pisałam, jak chce Rysy, to sam, ja jednak przekona nie jestem, mogę pochodzić, ale niżej), oboje lubimy morze, choć on bardziej no i byliśmy w końcu w te wakacje razem nad morzem smile
Także, gdyby chłopak chciał jechać gdzieś, gdzie kompletnie bym nie chciała albo w tym czasie np nie miałabym jak jechać, to spoko, pewnie, że nie miałabym nic przeciwko, niech zwiedza, jedzie sam smile Choć to, że mogłabym nie móc jechać łatwo mi sobie wyobrazić, ale to, że nie chcieć, to ciężko, bo ja też lubię podróżować, gdy jest możliwość. A na pewno nie odpuściłabym wyjazdu gdzieś za granicę, na urlop, bo jeszcze nie byłam za granicą, ale plany są wink Samolotem nie leciałam, promem nie płynęłam, ale nie straszne mi to. No więc mogę jechać wszędzie smile

22

Odp: Granice niezależności w związku.

A tak trochę inny problem przedstawię bo mam pewne obawy.

Z narzeczoną szukamy stancji aby "się dotrzeć" i zobaczyć, czy nam po prostu razem wyjdzie. No i moja zaproponowała, abyśmy byli upoważnieni do swoich kont bankowych (zarabiam 2 razy tyle co ona). Mi się wydaje, że chyba jednak jest to za wcześnie. Oczywiście nie leci na kasę, nie wykorzystuje mnie itp. Bo choć powinniśmy dzielić koszty życia (raczej nie pół na pół bo byłoby niesprawiedliwie w stosunku do niej) ale pewna prywatność powinna być zachowana.

A co do wyjazdów- niestety moja nie pozwoliła mi samemu jechać na zlot klubowy i chce ze mną jechać (trwający 3 dni) smile

23

Odp: Granice niezależności w związku.

Majszter, jeżeli nie zamierzacie wprowadzić wspólnej kasy (takiej jaka zwyczajowo przypisana jest instytucji małżeństwa smile ) to jej propozycja jest bez sensu. Tym bardziej, jeśli Ty uważasz konto bankowe za sprawę osobistą. W waszym przypadku proponowałabym najpierw bardzo dokładnie przedyskutować kwestie finansowe. Ustalenia można przecież modyfikować później, ale jakiś punkt wyjścia należałoby mieć.
Moim zdaniem granice prywatności każdy człowiek ma inne. A druga strona powinna to uszanować. Np. mój partner zna PIN do wszystkich moich kart bankowych, nie miałabym najmniejszych oporów, żeby podać mu hasło do kont bankowych (nie podałam tylko dlatego, że nie prosił, no on akurat uważa to za najbardziej osobiste dane człowieka tongue ). Natomiast nigdy nie podałabym hasła do poczty czy komunikatorów. Bo to dla mnie z kolei jest największa osobistość smile On nie podałby mi PINu do swojej karty ani hasła do konta. Natomiast hasło do swojej poczty podał bez najmniejszych dylematów, żebym coś sprawdziła jak jego nie było przy komputerze i regularnie takie prośby wystosowuje.

Odnośnie głównego tematu wątku - nie widzę racji bytu w jakimkolwiek pytaniu o zgodę, pozwalaniu czy nie pozwalaniu. Mówimy przecież o dorosłych ludziach. Uważam jedynie, że wspólnie powinny być podejmowane decyzje dotyczące wspólnych planów i plany, które w znaczący sposób dotykają drugiej osoby. Zabranianie wyjazdu do pracy sezonowej jest dla mnie zupełnie bez sensu. Zabranianie jakiegokolwiek wyjazdu jest bez sensu. Jedyny sens ma wyrażenie swojego zdania w przypadku decyzji, gdzie chłopak czy dziewczyna planuje coś na długi okres czasu. Bo to decyzja mająca bezpośredni wpływ na przyszłość związku. Jeśli dziewczyna/chłopak postanowi się np. wyprowadzić za granicę na x lat lub na stałe to chłopak/dziewczyna albo musi się również przeprowadzić (i dostosować wszystkie swoje plany do jej planów), albo zdecydować się na związek na odległość (co nie każdemu odpowiada).

24

Odp: Granice niezależności w związku.

Ja podpiszę się pod większością, nie może być w związku czegoś takiego jak "zabranianie". Miałam z tym nawet niedawno zabawną historię - byliśmy na imprezie, mój chłopak nie pił, bo miał postanowienie że przez jakiś czas nie będzie. Następnego dnia gdy wrócił po pracy i zajęciach do domu, powiedział, że wszyscy koledzy byli przekonani, że nie pił bo ja mu zabroniłam ;D Naprawdę, zupełnie tego nie rozumiem. Staram się zupełnie nie ingerować w decyzje mojego chłopaka, chyba że sam mnie poprosi o zdanie. Oczywiście zdarzyło się już kilka razy, że z jakiegoś powodu wolałabym, żeby zmienił decyzję. Mówię mu o tym, ale nic mu nie każę, nie rozkazuję. Często zdarza się, że podsuwam mu argumenty o których nie pomyślał i zmienia zdanie, innym razem on wysłucha, uspokoi mnie i podtrzyma swoje zdanie.

Co do Ciebie majszter, mi się ten pomysł Twojej narzeczonej nie podoba. Zupełnie nie widzę ku temu powodów, po co jej dostęp do Twojego konta? Przyznam, że mój chłopak kiedyś zaproponował, że wyrobi dla mnie kartę (nie chciał w zamian dostępu do mojego konta) ale nie chciałam, po co mi to? Jeśli będzie potrzebowała od Ciebie pieniędzy wystarczy powiedzieć smile Zamierza szpiegować Twoje wydatki, czy co?
Co do wyjazdów, masz moją opinię wyżej.

25

Odp: Granice niezależności w związku.

O i warto poczytać takie komentarze smile . Trochę skąpy jestem bo lubię oszczędzać i mieć kasę na "czarną godzinę" ale nie jest też tak, że czegoś sobie odmawiam. Dlatego pogadam z nią tak, że mogę dać nr PIN do karty, może zawsze zwrócić się o pomoc finansową ale upoważnienia na razie nie dam.

26

Odp: Granice niezależności w związku.

Majszter, a po co jej ten PIN? Ustalacie jakieś zasady, wykładasz kwotę, do której jesteś zobowiązany i tyle. Podawanie PINu dla samej ideologii "dałem ci" jest dziwne... Wystarczy chyba pewność, że jesteś otwarty na potrzeby finansowe waszego związku?

27

Odp: Granice niezależności w związku.

No raczej powinna wystarczyć ale czasem ma dziwne humory i nie umiem jej rozgryźć. No to zadziałam tak jak piszesz- czyli zacznę temat tym, że upoważnienia nie dam itp ale jak będzie chciała $ na niezbędne zakupy to jej oczywiście dam.

28 Ostatnio edytowany przez HardLady (2013-04-11 12:13:05)

Odp: Granice niezależności w związku.
Remi napisał/a:
HardLady napisał/a:

Na pewno nie zaakceptowałabym za powód jego lęku o to, że przykładowo wyjeżdżając za granicę do pracy jako opiekunka, trafię na jakiegoś gangstera, który ulokuje mnie w agencji towarzyskiej, i nigdy już nie wrócę do domu. wink

Dość sensowny powód, by właśnie zaakceptować go.

To samo mogłoby mi się przytrafić, gdybym poszła na rozmowę kwalifikacyjną kilka ulic dalej od swojego miejsca zamieszkania.

Remi napisał/a:
HardLady napisał/a:

A powód, że przykładowo wyjadę i po prostu kogoś poznam, to już totalnie bym wyśmiała.

Dlaczego byś wyśmiała? Bardziej nieciekawe byłoby gdyby powiedział - jedź tam, ja sobie dam radę spokojnie..
A tak daje sygnał - zależy mi, obawiam się o moją wybrankę, jestem troszkę zazdrosny.

Osobiście czułabym się o tysiąckroć razy bardziej komfortowo, gdyby mój partner w takiej sytuacji powiedział mi, że mogę jechać, abym o nic się nie martwiła, była w pełni spokojna, bo da sobie tutaj radę, zamiast tupać nóżką i manifestować akt zazdrości. Dla mnie to żaden dowód na to, że mu zależy, czy że jest zazdrosny. Dla mnie to byłby sygnał, że czegoś w naszym związku brakuje, najprawdopodobniej zaufania.

majszter.: Na początku najuczciwiej będzie, gdy rachunki będziecie dzielili na pół, raz jedno zapełni lodówkę, raz drugie, a to co wam zostanie, wykorzystacie na swoje uciechy. Taki schemat obowiązuje w wielu związkach, również w moim, i sprawdza się dobrze. Oboje z chłopakiem ustaliliśmy, że wspólna skarpeta zacznie obowiązywać nie wcześniej, jak przed pojawieniem się potomstwa, bo nawet głupio byłoby "zrzucać się" na utrzymanie własnych dzieci. wink Ale wcześniej? Nie widzę takiej potrzeby. Nawet jeżeli Twoja dziewczyna zarabia mniej, to zapewne jest świadoma wszystkich kosztów związanych z utrzymaniem stancji i siebie.

29

Odp: Granice niezależności w związku.
HardLady napisał/a:

majszter.: Na początku najuczciwiej będzie, gdy rachunki będziecie dzielili na pół, raz jedno zapełni lodówkę, raz drugie, a to co wam zostanie, wykorzystacie na swoje uciechy. Taki schemat obowiązuje w wielu związkach, również w moim, i sprawdza się dobrze. Oboje z chłopakiem ustaliliśmy, że wspólna skarpeta zacznie obowiązywać nie wcześniej, jak przed pojawieniem się potomstwa, bo nawet głupio byłoby "zrzucać się" na utrzymanie własnych dzieci. wink Ale wcześniej? Nie widzę takiej potrzeby. Nawet jeżeli Twoja dziewczyna zarabia mniej, to zapewne jest świadoma wszystkich kosztów związanych z utrzymaniem stancji i siebie.

no wszystko pięknie, ładnie ale jeżeli ona zarobi 1000 zł to jej może braknąć na te opłaty jeżeli będą się tak bawić w takie płacenie - "miesiąc Ty, miesiąc ja"

najuczciwiej byłoby chyba usiąść z kartką i obliczyć kto ile i dlaczego. skoro ON zarabia dwa razy tyle co ona i nie ma nic przeciwko temu aby rachunki dzielić na 3 czytaj. ONA 1/3 a on 2/3 ( lub inne kombinacje alpejskie tongue ) to jesteśmy w domu. Ze swojej strony nie wyobrażam sobie oddawać całej pensji na opłaty i za każdym razem prosić się faceta o pieniądze na rzeczy osobiste czy codzienne zakupy stąd pewnie jej pomysł o upoważnieniu. Jeżeli jesteście już jakiś czas ze sobą i jej ufasz to wygodnie dla Ciebie i dla niej pewnie byłoby chyba wyliczyć pewną kwote i zrobić zlecenie stałe.

kochajmy się jak bracia, ale liczmy się jak żydzi tongue

30

Odp: Granice niezależności w związku.

Wychodzę z założenia że nikomu w 100% nie warto ufać- nawet sobie wink . Podział kasy jak podała Saaraa na pewno taki będzie, nie chcę jej wykorzystywać i żeby moja została z pustym portfelem jak będziemy dzielić rachunki pół na pół.

Aczkolwiek co do zakupów jedzenia to chcę tak podejść jak HardLady - raz ja kupuję a raz ona. Z tym że ja na pewno więcej wydam big_smile .

31

Odp: Granice niezależności w związku.

Ja, podobnie jak większość, nie wyobrażam sobie pytania kogokolwiek o zgodę. To kiedy człowiek by mógł sam decydować? Do 18-tki rodzice, później partner(ka)? Oczywiście, że jeśli partner by miał obiekcje, to wysłucham, ustosunkuję się do nich, wytłumaczę itd., ale jakieś zakazy nie wchodzą w grę.

Kiedyś dość teoretycznie rozmawiałam o związku z pewnym zainteresowanym mną mężczyzną. On jest 7 czy 8 lat starszy ode mnie, dogadujemy się świetnie, z tym, że on dość szybko zasygnalizował mi zainteresowanie mną, oczywiście nie zmuszając mnie do żadnych deklaracji, zdawał sobie sprawę, że nic takiego nie czuję. No i właśnie przy takiej rozmowie, pół żartem - pół serio, jak by to było gdyby... on jest z tych, którzy sami by pytali o zgodę, a partnerki nie chcieli puszczać, a raczej z tych, którzy uważają, że jak się kocha, to się chce wszystko robić razem. Nie mógł zrozumieć, że np. kochałam swojego partnera, ale na skoki narciarskie zawsze chciałam jechać tylko z kuzynką i koleżankami. No jakoś nie wyobrażam sobie "jarania się" zdjęciami ze skoczkami, autografami itd. przy moim chłopaku. Nie, żeby to było coś złego, przecież nie pakowałam się im do łóżka, ale po prostu czułabym się głupio... i pewnie on też. No a właśnie mój rozmówca twierdził, że tego nie rozumie.
Podobnie jak omawialiśmy kwestię integracyjnych wypadów na piwo na początku studiów - jeśli jest powiedziane, że idzie tylko nasz rocznik, bez drugich połówek, a ja chcę iść, to się dostosowuję. I jeśli raz z takiego uczelnianego picia wrócę o 2-3, to się nic nie stanie. Zwłaszcza, że nie szliśmy na jakąś obłędną imprezę, tylko właśnie na piwo. A on znowu - że jakbym kochała swojego chłopaka, to bym nie poszła/wzięła go na siłę ze sobą i że on by mnie nie puścił.

32

Odp: Granice niezależności w związku.

Zawsze potrzebny jest zdrowy rozsądek i pamiętanie, że związek to MY. Jak się pisze, że "musi zaakceptować, bo..." to już tego rozsądku brakuje, a pojawia się egoizm. Podobnie z tzw. samorealizacjami - rzecz nie nowa wcale. Znam moich rówieśników, którzy już w latach 80 rozeszli się, bo on się samorealizował na uczelni. I jak ktoś wyżej napisał. Kompletnie zanika sztuka rozmawiania ze sobą, kompromisu. Często bardziej to przypomina walkę i to ja muszę być tym co wygra. On/ona musi to zaakceptować - prosta droga do rozpadu.

33

Odp: Granice niezależności w związku.

Eileen dobrze, że rozmawiałaś tylko teoretycznie z tym mężczyzną, bo już współczuję jego partnerce.

U nas z kolei co roku są organizowane imprezy dla naszego wydziału i jeżeli ktoś nie jest w związku z osobą z naszej uczelni, to raczej swoich drugich połówek nie wyciąga.

A te skoki z na siłę wyciągniętym chłopakiem, to już naprawdę kosmos...Czyli według niego dziewczyna nigdzie nie może ruszyć się sama? Też znałam podobnego typa, też był mną zainteresowany, ja nim także, ale po kilku miesiącach osaczania mnie i nawet nawracania (on był wierzący i koniecznie chciał, żebym zaczęła chodzić do kościoła), postanowiłam uciąć znajomość. To nawracanie tylko przelało szalę goryczy.

Majszter, kategorycznie nie zgodziłabym się na propozycję Twojej narzeczonej...Konto osobne to ja chcę mieć nawet będąc w związku małżeńskim.
Chociaż ja zajmuję się kontem mamy, znam PiN, itd. Ale to mama, a facet to już inna bajka.

34

Odp: Granice niezależności w związku.
Saaraa napisał/a:
HardLady napisał/a:

majszter.: Na początku najuczciwiej będzie, gdy rachunki będziecie dzielili na pół, raz jedno zapełni lodówkę, raz drugie, a to co wam zostanie, wykorzystacie na swoje uciechy. Taki schemat obowiązuje w wielu związkach, również w moim, i sprawdza się dobrze. Oboje z chłopakiem ustaliliśmy, że wspólna skarpeta zacznie obowiązywać nie wcześniej, jak przed pojawieniem się potomstwa, bo nawet głupio byłoby "zrzucać się" na utrzymanie własnych dzieci. wink Ale wcześniej? Nie widzę takiej potrzeby. Nawet jeżeli Twoja dziewczyna zarabia mniej, to zapewne jest świadoma wszystkich kosztów związanych z utrzymaniem stancji i siebie.

no wszystko pięknie, ładnie ale jeżeli ona zarobi 1000 zł to jej może braknąć na te opłaty jeżeli będą się tak bawić w takie płacenie - "miesiąc Ty, miesiąc ja"

Rachunki co miesiąc na pół, a zakupy na przemian.

35

Odp: Granice niezależności w związku.

Zgadzam się z Tobą. Ja też mam chłopaka, ale on nie zabrania mi niczego, ja jemu też nie stawiam żadnych ograniczeń. Bo jeśli się ma pełne zaufanie to w czym problem? Jeśli będziemy mieli być razem na zawsze to tak będzie bez względu na wszystko wink a jeśli nie to przecież nie można nikogo na siłę zatrzymać.

36

Odp: Granice niezależności w związku.
Jaga Baba07 napisał/a:

Eileen dobrze, że rozmawiałaś tylko teoretycznie z tym mężczyzną, bo już współczuję jego partnerce.

U nas z kolei co roku są organizowane imprezy dla naszego wydziału i jeżeli ktoś nie jest w związku z osobą z naszej uczelni, to raczej swoich drugich połówek nie wyciąga.

A te skoki z na siłę wyciągniętym chłopakiem, to już naprawdę kosmos...Czyli według niego dziewczyna nigdzie nie może ruszyć się sama? Też znałam podobnego typa, też był mną zainteresowany, ja nim także, ale po kilku miesiącach osaczania mnie i nawet nawracania (on był wierzący i koniecznie chciał, żebym zaczęła chodzić do kościoła), postanowiłam uciąć znajomość. To nawracanie tylko przelało szalę goryczy.

Majszter, kategorycznie nie zgodziłabym się na propozycję Twojej narzeczonej...Konto osobne to ja chcę mieć nawet będąc w związku małżeńskim.
Chociaż ja zajmuję się kontem mamy, znam PiN, itd. Ale to mama, a facet to już inna bajka.

No tylko teoretycznie. Zresztą, jak się kiedyś dowiedział, że mam kogoś, to odmawiał nawet wyjścia ze mną na kawę - bo byłam zajęta ;p.

I popieram posiadanie osobnych kont w całej rozciągłości. Miałabym jakieś opory przed korzystaniem z niego albo jakiś wewnętrzny przymus spowiadania się z wydatków. Koniecznie swoje, wtedy mogę sama decydować o pewnych sprawach. Wiadomo, większe wydatki razem, ale nie miałabym wyrzutów sumienia, że zawróciła mi w głowie torebka, a może on by chciał wiertarkę ;p.

37

Odp: Granice niezależności w związku.

A co w momencie, gdy partner/partnerka zdradzili, jednak dali sobie szansę i próbują ze sobą dalej być? jak waszym zdaniem określić te granice?

38

Odp: Granice niezależności w związku.
zuzia20-1986 napisał/a:

A co w momencie, gdy partner/partnerka zdradzili, jednak dali sobie szansę i próbują ze sobą dalej być? jak waszym zdaniem określić te granice?

No wtedy na pewno trudniej jest sobie zaufać, ale skoro zgodzili się żeby dać sobie jeszcze jedną szansę to moim zdaniem te granice nie powinny się aż tak bardzo różnić od granic które obowiązują w związku w którym jest pełne zaufanie wink

39

Odp: Granice niezależności w związku.

Aż tak bardzo różnić? czyli takie osoby powinny mieć pełne zaufanie, bez określania sobie granic?

40

Odp: Granice niezależności w związku.
zuzia20-1986 napisał/a:

Aż tak bardzo różnić? czyli takie osoby powinny mieć pełne zaufanie, bez określania sobie granic?

Oczywiście, że nie bo przecież ciężko jest w zupełności ufać osobie która nas zdradziła a tym bardziej być razem bez określania jakiś granic.

41

Odp: Granice niezależności w związku.

Wiadomo, że uciąć kontakty z tą, z którą zdradził, ale... jeśli załóżmy do zdrady doszło, bo poznał ją, np. jak wyjechał na wakacje do cioci, to ciężko mu teraz tego zabronić, prawda?

42

Odp: Granice niezależności w związku.

No właśnie, więc jak waszym zdaniem powinno to wyglądać? w jaki sposób określać te granice?

43

Odp: Granice niezależności w związku.

Jeżeli partner zdradził, to trzeba samemu się zastanowić czy chce się z nim być. Szansa jednak nie powinna być dana od razu, nawet jeśli jesteśmy w stanie zobaczyć, musimy przecież widzieć, że coś się zmieni i musi starać się podwójnie, tu nie ma taryfy ulgowej- nie ma tak, że 2 dni się postara, a potem będzie olewał. O związek trzeba dbać cały czas smile Dla mnie oczywistym jest, że wtedy też zrywa kontakt z osobą, z którą zdradził, odcina się od tego, co innego oczywiście przypadkowe spotkanie, a co innego, gdyby nadal np z tą osobą rozmawiał na prywatne tematy, smsował, co dawałoby partnerce znak, że nie za bardzo tego żałuje.

44

Odp: Granice niezależności w związku.

Właśnie dlatego zakładając ten wątek, nie chciałam, by poruszany był temat zdrady...Zaraz zacznie się wielka dyskusja na temat skoków w bok.

Dyskutujmy o niezależności dotyczącej wspólnych, codziennych spraw. Majszter poruszył ważną kwestię.
Vinnga też wspomniała o udostępnianiu haseł do poczty, czy własnych profili na portalach społecznościowych. Nigdy w życiu, nie mam potrzeby sprawdzania nikogo i mam nadzieję, że nikt mnie sprawdzać nie będzie. Denerwowało mnie, kiedy mój chłopak odczytywał przy mnie smsy od mojej mamy...Aż gotowało się we mnie i wyjaśniłam mu tę kwestię dosyć ostro

45

Odp: Granice niezależności w związku.

Osobiście nie dałabym ani hasła do komputera, fb, gg, facetowi. Zastanowiłabym się nad dostępem do konta bankowego i kontem uczelnianym gdybyśmy mieli wspólnie żyć i gdyby to miało działać w dwie strony.

46

Odp: Granice niezależności w związku.

Oczywiście w dyskusję wdarło się "poszanowanie zdania partnera"... Bo partner może być przeciwny naszemu wyjazdowi, wyjściu czy czemuś tam. Fakt, zdanie partnera należy szanować, ale... w omawianym kontekście większość sprzeciwów jest zupełnie bezsensowna. Czy bezsensowne zdanie partnera też należy więc szanować?

Niestety nie widzę żadnego sensownego uzasadnienia zabraniania czegokolwiek, sprawdzania, pilnowania. Wchodząc w związek chcemy mieć partnera, nie stróża, opiekuna, przedstawiciela czy cokolwiek innego. Chcemy być przecież nadal odrębnymi jednostkami żyjącymi razem - nie jakimś ubezwłasnowolnionym tworem, za który ktoś podejmuje decyzje... 

Nawet uzasadnienie, że druga osoba się o nas martwi jest dla mnie nieco upokarzające. Bo niby co? Jestem biedną, nieporadną istotką, która bez opieki sobie nie da rady? Skoro przeżyłam x lat w całości to dlaczego teraz mam z czegoś rezygnować bo ktoś się o mnie martwi? A może jestem zbyt nierozgarnięta, żeby samodzielnie nie umieć oszacować niebezpieczeństwa? O brrr...

47

Odp: Granice niezależności w związku.

Vinnga, ale szanowanie zdania partnera nie musi oznaczać podporządkowywania się mu. Nawet jeśli jego sprzeciw jest bezsensowny, można z nim porozmawiać, okazać, że szanujemy jego zdanie, interesują nas jego poglądy itd., ale nie musimy się w związku z tym szanowaniem zgadzać na wszystko.

48

Odp: Granice niezależności w związku.

W takim razie dlaczego znajomi zadają tak dziwne pytania ("I on pozwolił Ci wyjechać?", "Możesz chodzić na imprezy bez niego")? Oznacza to, że oni są bezgranicznie podporządkowani zdaniu partnera?
Oznacza to, że nie dyskutują ze swoją drugą połówką, tylko bezmyślnie zgadzają się na wszystko myśląc, że tak to powinno wyglądać?

49

Odp: Granice niezależności w związku.

Niektórzy na pewno są. Pytania dziwne, bo wiadomo, że każdy może chodzić na imprezy samemu, natomiast nawet tak skonstruowane pytania najczęściej po prostu dotyczą reakcji partnera - czy nie miał obiekcji, czy był przeciwny itd.

50

Odp: Granice niezależności w związku.

Eileen, ale jeśli partner miał obiekcje a my jesteśmy na imprezie bez niego to znaczy, że jednak bez szacunku dla jego zdania sobie poszłyśmy smile

Wydaje mi się, że w dojrzałym, zdrowym związku partner nie miewa obiekcji czy jego partnerka może wyjść na piwo/na imprezę/gdziekolwiek bez niego. Chyba, że koliduje to w jakiś sposób z jego planami. A jednak za większością tych wielkich oczu "jak on cię samą puścił?" siedzi najprawdziwsze zdziwienie, że chłopak nie wie, że nie wypada w związku chodzić oddzielnie gdziekolwiek. I to jest smutne.

51 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-04-11 19:16:24)

Odp: Granice niezależności w związku.
Saaraa napisał/a:

Osobiście nie dałabym ani hasła do komputera, fb, gg, facetowi. Zastanowiłabym się nad dostępem do konta bankowego i kontem uczelnianym gdybyśmy mieli wspólnie żyć i gdyby to miało działać w dwie strony.

Ja mam hasła partnera, on moje. Mamy inny pogląd w tej kwestii. No, ale jest obupólna zgoda, więc jest ok. To nie jest jakieś wariackie sprawdzanie drugiej osoby, po prostu nie wiem, chcieliśmy tego i mamy. Czasem się przyda, gdy np on chce, bym coś sprawdziła itp czy np zaaplikowała mu o pracę (bo mam też hasła do maila). A czasem od tak wejdę na jego portal, a on na mój.

52

Odp: Granice niezależności w związku.

My co prawde jestesmy juz malzenszwem ale nie wybrazam sobie zeby uslyszec slow ze czegos mi zabrania.

53

Odp: Granice niezależności w związku.
vinnga napisał/a:

Eileen, ale jeśli partner miał obiekcje a my jesteśmy na imprezie bez niego to znaczy, że jednak bez szacunku dla jego zdania sobie poszłyśmy smile

Wydaje mi się, że w dojrzałym, zdrowym związku partner nie miewa obiekcji czy jego partnerka może wyjść na piwo/na imprezę/gdziekolwiek bez niego. Chyba, że koliduje to w jakiś sposób z jego planami. A jednak za większością tych wielkich oczu "jak on cię samą puścił?" siedzi najprawdziwsze zdziwienie, że chłopak nie wie, że nie wypada w związku chodzić oddzielnie gdziekolwiek. I to jest smutne.

Przecież to nie oznacza braku szacunku, tylko że... się z nim nie zgadzamy. Czy to, że on dalej nie chce, żeby partnerka wyszła, oznacza brak szacunku? Nie. Oznacza inny pogląd na daną sprawę. Tak jak w dyskusji - możemy mieć inne poglądy, ale to nie oznacza, że się nie szanujemy nawzajem. tongue

Przecież takie wyjście mimo niezadowolenia partnera nie musi wyglądać na zasadzie:
- Idę z koleżankami na imprezę.
- Wolałbym, żebyś została.
- Mam gdzieś, co byś wolał, nie będziesz mi nic zabraniać, idę, będę rano, pa.

Można wytłumaczyć, przedstawić swoje argumenty, spróbować rozwiać ewentualne obawy i dopiero wyjść. Nawet, jeśli nie jest nadal do tego przekonany, to nie powinien poczuć się tak kompletnie olany ;p.

54

Odp: Granice niezależności w związku.

Ja mam podobne zdanie jak autorka wątku... Za nic w świecie nie dałabym hasła np. do facebooka i nie chciałabym jego hasła. Nie mam zupełnie nic do ukrycia i jemu też ufam. A po co on ma mi czytać, że piszę ze znajomymi o jakiś głupotach, obgaduje kogoś, czy po prostu zwierzam się koleżance... Musiałabym wszystkim znajomym powiedzieć żeby nie pisali nic do mnie, bo on może to przeczytać. Chore! Moja koleżanka chciałaby mi coś powiedzieć, zwierzyć się i bałaby się napisać z obawy, że mój chłopak to przeczyta i albo się skompromituje przed nim albo co (wiadomo, że czasami chłopaki nie mogą wiedzieć o czym gadają dziewczyny wink). Tyle w sprawie haseł - nigdy, za nic w świecie.

W sprawie wychodzenie nie mamy też nic przeciwko. Ja wychodzę częściej i czasami jemu jest przykro, ale ja nie pytam o zgodę (o zgodę to pytałam rodziców przed 18stką), a on nie mówi żebym nie szła. Po prostu ja czasami mogłabym się powstrzymać żeby mu przykro nie było.

55

Odp: Granice niezależności w związku.

Nie potrzebujemy nawzajem swoich haseł do fb, czy poczty, bo nie jest nam to potrzebne. Jak kiedyś musiałam mojemu partnerowi coś wysłać z jego maila, to wtedy podał hasło, ale nie przyszło mi nigdy do głowy żeby przeglądać jego pocztę. Czasem też wystawię coś przez jego konto na allegro.
Co do wyjazdów - Jego wyjazdy wynikają często znienacka, bo taką ma pracę. Przywykłam i akceptuję. Bywały czasem lekkie zgrzyty o jakieś tam niedomówienia, ale nigdy nie było tak, że powiedziałam - nie pozwalam, nie jedź. Jesteśmy dorośli, możemy porozmawiać o ewentualnych obiekcjach, ale niektóre sytuacje po prostu trzeba zaakceptować.
Tak samo jest z jego podejściem do moich wyjazdów. Wiadomo, że jakbym powiedziała, że jadę całkiem sama np. do Iranu, to miałby obiekcje, ale nie mylmy troski i zdrowego rozsądku z ograniczaniem.
To samo dotyczy wyjazdów ze znajomymi, treningów i zawodów (on trenuje sporty walki, ja jeździectwo). Staramy się dużo czasu razem spędzać, mimo, że mieszkamy dość daleko od siebie, ale jeżeli czasem trzeba któryś weekend odpuścić i przeznaczyć na inne sprawy, to nikt nikomu nie zabrania.
Po prostu uważamy, że wszystko jest do obgadania i podjęcia racjonalnej decyzji, staramy się nie blokować swoich pasji, pracy, edukacji itp. jeżeli to nie rzutuje jakoś drastycznie na nasz związek. Póki co udaje się to świetnie.

56

Odp: Granice niezależności w związku.

Wczoraj mój chłopak po raz trzeci, przejrzał mój telefon. Pierwszy raz darowałam, drugi z oporami też, ale w obydwu przypadkach powiedziałam otwarcie, że nienawidzę takiej kontroli, i nie życzę sobie, aby szperał w moim telefonie, bo ja też tego nie robię. Najwyraźniej moje słowa jednym uchem wpuścił, drugim wypuścił, i wczoraj, gdy poszłam na spacer, sięgnął po mój telefon trzeci raz. Przy okazji wyszło też, że wpisał moje dane w wyszukiwarkę, i zaczął drążyć temat jakiś starych kont na portalach społecznościowych typu Facebook, które zarosły już pajęczyną... Według mnie, takie sytuacje stoją na czele rankingu zajść, które stawiają granice niezależności w związku. Jest to o tyle przykre, że jednoznacznie świadczy o braku zaufania.

57

Odp: Granice niezależności w związku.
Jaga Baba07 napisał/a:

Chociaż ja zajmuję się kontem mamy, znam PiN, itd. Ale to mama, a facet to już inna bajka.

No, inna. Tylko zależy jaki facet. Bo mój nie miał konta internetowego, tylko zwykłe, nawet nie wiem w jakim banku.
I pewnego pięknego dnia, 300km od domu, został goły i wesoły, bez pieniędzy na koncie i w kieszeni.
Facet, któremu robił remont mieszkania, zapewniał go na 200%, że będzie po południu rozliczyć się z remont. Więc mój mąż wziął pieniądze, które miał na paliwo, żeby wrócić do domu i kupił jakieś tam rzeczy do zamontowania u niego w łazience.
Gość zadzwonił i powiedział, że niestety będzie jutro, mój został bez kasy, wściekły jak cholera, przespał się w samochodzie bo nie miał na hotel.
Pierwsze co zrobił jak przyjechał to założył konto internetowe w tym samym banku co ja. Teraz w razie wu możemy sobie przelewać pieniądze w ciągu paru minut jeżeli któremuś z nas zabraknie. A co ciekawe mój mąż nie zna ani loginu ani hasła do swojego konta, bo w dzień i tak prawie nigdy nie ma dostępu do internetu w przeciwieństwie do mnie. I tak to zawsze ja robię wszystkie przelewy z jego czy mojego konta.

Wracając do granic. Są one tam, gdzie postawią je DWIE osoby w związku, i obie muszą się na nie zgodzić raz na zawsze. Nie wyobrażam sobie wiecznego wykłócania się o wyjście gdzieś.

58

Odp: Granice niezależności w związku.

Osobne konta bankowe, osobne pieniążki. Teoretycznie to wygląda dobrze, ale na papierze.
Zabieram dziecko do kawiarni, kupuję lody, ciastko. Wydaję na to X pieniędzy. Kolejnego dnia partnerka zabiera dziecko na kręgle i wydaje X pieniędzy, ale więcej. Po iluś tam razach wychodzi, że ktoś wydaje więcej a ktoś mniej na dziecko. I problem gotowy.
Kolejna przykładowa sprawa - co gdy nagle tylko 1 osoba zarabia. Czy prowadzić rachunek ile się wydało na ową osobę, tak by potem ta osoba wydała tyle samo? Bo jeśli nie, to będzie problem.

Nk, FB, to są mało ważne sprawy. To indywidualna sprawa danej osoby. Ja udostępniałem swoje portale ale tylko gdy ktoś był koło mnie i sobie oglądał ze mną, bo co tu ukrywać i robić tajemnice. Sprawy jak konta bankowe - rzecz wspólna ale osób będących w związku małżeńskim, czy innym usankcjonowanym.

Kwestia wyjść. Jest to najzupełniej normalne, jeśli mieszka się z kimś, jeśli to partner, partnerka, że otwarcie się mówi dokąd się idzie. Wtedy wszystko wiadome, można też poznać partnera z osobami do których się idzie. Wyjście bez słowa żadnego, to podejście olewackie. To coś w stylu. Mam dziewczynę i mówię - wychodzę, ona pyta gdzie idziesz? A ja - tam, do kolegów sobie. I zostawiam kogoś z myślami. To mało odpowiedzialne i nie buduje pewności danej osoby.

59

Odp: Granice niezależności w związku.

Co to haseł do portali typu facebook chciałam zauważyć, że nie jest to sprawa która dotyczy właściciela tego konta i partnera, ale też wielu innych. Mam przyjaciółkę ze szkoły średniej z którą bardzo rzadko się widuje, ale mamy za to częsty kontakt przez internet, rozmawiamy o bzdurach, ale też się sobie zwierzamy, w sumie ja się kiedyś zwierzałam-przestałam w momencie, gdy w toku jakiejś rozmowy wyszło, że ona i jej partner znają swoje hasła i często z nich "korzystają". Byłam wściekła jak się dowiedziałam, że jakiś obcy facet czyta moje prywatne i intymne niekiedy wiadomości.. Więc warto też czasem pomyśleć i uprzedzić przyjaciela/przyjaciółkę, że partner ma dostęp do tego konta i może swobodnie czytać wiadomości.

60

Odp: Granice niezależności w związku.
kaaamilas napisał/a:

Więc warto też czasem pomyśleć i uprzedzić przyjaciela/przyjaciółkę, że partner ma dostęp do tego konta i może swobodnie czytać wiadomości.

Dokładnie o tym pisałam wyżej i nigdy nie przestanę uważać, że dać komuś hasło na fb, to automatycznie rozkazać przyjaciołom: nie piszcie do mnie!

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Granice niezależności w związku.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024