Dzisiaj rano robiąc śniadanie, myślałam nad pewną sprawą.
Chodzi o granice niezależności w związku. Jakie są? Czy istnieją? Od razu uprzedzam, bo wiem, że zaraz niektórzy zaczną pisać o kontaktach bliższych lub nie z płcią przeciwną (tzw. skoki w bok), nie o to mi chodzi.
Ostatnio wśród moich znajomych (głównie z uczelni, bo przyjaciółki mają takie samo podejście, jak ja) zaobserwowałam, że gdy ktoś mówi o swoich planach dotyczących wakacyjnych wyjazdów do pracy za granicę, zawsze znajdzie się osoba, która zada pytanie- "A Twój/ Twoja chłopak/ dziewczyna puści Cię za granicę?".
Dlaczego nie?
Według mnie dopóki relacja między dwojgiem ludzi jest na poziomie "chłopak- dziewczyna", nawet jeżeli jest to narzeczeństwo, to uważam, że druga osoba, jeżeli ma obiekcje, może o nich powiedzieć, ale na pewno nie prawa zabraniać nikomu wyjazdu. To samo tyczy się wyjazdów wakacyjnych z przyjaciółmi, przecież wakacji nie trzeba koniecznie spędzać tylko razem. Można odetchnąć od partnera/ partnerki.
Każdy jest niezależny i w momencie zakazu druga połówka okazuje brak zaufania, co jest podstawą związku.
A co Wy na ten temat sądzicie? Istnieją jakieś granice?
Nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o układy otwarte, mam na myśli tylko związki.