Witam, mam problemy z mężem, który- jak można domyśleć się po temacie wątku- kłamie.
Zwykle aby uniknąć kary... Jesteśmy małżeństwem niewiele ponad 6 miesięcy i już sobie nie radzę!
Jego ostatnie kłamstwa związane były z paleniem papierosów czego ja nie akceptuję. Starałam się mu wyjaśnić, że wolałabym aby palił niż kłamał ale niestety nic nie pomaga. Ja ciągle znajduję w domu papierowy pochowane jak u nastolatka! Najgorsze jest to, że gdy się dowiedziałam o tym, że pali okazało się, że nie wiedziałam o tym ponad 2 lata!
Największy kłopot jaki z nim miałam to taki, że w styczniu musiałam z "rękawa" wyciągnąć 1700zł aby spłacić jego długi w banku gdyż za kawalera nie spłacał rat za laptopa.
Chciałam zapytać czy w jego sytuacji mogłaby być pomocna wizyta u psychologa? I jeśli tak czy jest możliwość zorganizowania wizyty na NFZ ponieważ po tych 1700zł nadal mam długi i wolałabym nie odwlekać ich spłaty aby móc zapłacić za wizytę.
Bardzo proszę o pomoc i radę ![]()
Pozdrawiam.
A dlaczego spłacasz długi swojego męża? Dlaczego to Ty masz płacić za jego wizytę u psychologa? Dlaczego mu matkujesz? Może właśnie to matkowanie sprawiło, że Twój mąż po prostu wszedł w rolę Twojego syna, stąd te pochowane papierosy i kłamstwa. Tak zachowują się dzieci w stosunku do rodziców. Dodatkowo rzucił mi się w oczy zwrot "aby uniknąć kary" - karzesz dorosłego faceta?
Pisząc "kary" miałam na myśli awanturę, ale jak tak się nad tym zastanowię to wychodzi na to, że go karzę... ostatnio umowiliśmy się ze jesli znow sklamie to bedzie wykonywal wszystkie prace domowe wiec jakby nie patrzec to jest karanie... choc do wykonania jej nie doszło.
Bank grozil sądem wiec co mialam robic? mamy niewiele i mial nam to zabrac komornik?
W takim razie jesli mam nie krzyczec, nie pomagac i nie szukac dla niego pomocy to co powinnam zrobic?
Nie mam pojecia jak sobie poradzic z taka sytuacja?
Faktycznie wychodzi na to, że traktujesz go tak, jakby był niegrzecznym dzieckiem. Każdy człowiek, a już na pewno mężczyzna, wejdzie w takiej sytuacji w rolę i zacznie kłamać, by uniknąć kary i werbalnego "pouczenia".
Dlaczego Twój mąż nie spłaca sam długów i dlaczego do nich doprowadza? Nie pracuje?
5 2013-04-07 16:46:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-04-07 16:50:43)
Pracuje, ale od tamtej pory to ja trzymam gotówkę w domu. On wyplate dostaje na raty... wiec jej wlasciwie nie widac, bo to sie samochod popsuje to on wezmie czesc i za chwilę nie ma. tak wiec rachunki i jedzenie JA sama oplacam i kupuje. On nie umie oszczedzac, jak dawalam mu pieniadze to wydal 20zł codziennie na sniadanie w pracy, ale nie daj boze sobie zrobic w domu. W sumie wychodzi na to ze wszystko robie za niego....
ale jak mam mu dac pieniadze i zadluzyc mieszkanie? mieszkanie ktore nie jest nasze.
dodam jeszcze ze od pazdziernika chce otworzyc firme i martwie sie czy nie powinnismy spisac jakiejs umowy majatkowej na wypadek rozwodu... ja jeszcze firmy nie mam a on juz "wydaje" to co planuje zarobic....
Moim zdaniem coś tu jest mocno nie tak. Z każdym Twoim kolejnym postem coraz bardziej przekonuję się, że jesteście nie w relacji mąż-żona, tylko syn-matka. Twojemu partnerowi brakuje odpowiedzialności, zaradności, nie zapewnia Ci poczucia bezpieczeństwa - to Ty w tym małżeństwie nosisz spodnie, a on korzysta z Twojej opieki. Dlatego, że tak jest mu wygodniej. A co to za facet, który nie potrafi zadbać o swoją kobietę i zapewnić jej podstawowego spokoju o finanse i standard życia? No cóż, wybacz, ale to d... nie facet. Czy przed ślubem te jego cechy nie były widoczne?
Pytasz, co zrobić - ja na Twoim miejscu wybrałabym rozdzielność majątkową. A potem udała się do psychologa wspólnie z mężem, bo problem niestety nie leży tu wyłącznie po jednej stronie.
Własnie przed slubem byl całkiem inny. Ja studiowałam więc nie miałam dochodu i wlasciwie nic nie musialam robic, on byl pomocny i uczynny, a teraz rzeczywiście to ja noszę spodnie. Juz pomijając fakt ze jestem zmeczona tym "dzieckiem" bo moja praca konczy sie o godz. 20 a gdzie gotowanie i sprzatanie?
Jedyne co mu zostało sprzed slubu to rzeczywiscie brak zaradności, to niby ja zawsze bylam ta... bystrzejsza... choc jak sie okazuje to niekoniecznie....
Może faktycznie powinnam pomyslec o wspolnej wizycie w jakiejs poradni małżenskiej....
Wspólna wizyta może pomóc - problem oczywiście musicie rozwiązać sami między sobą, psychoterapeuta to nie cudotwórca
ale z pewnością może pomóc wam poukładać sobie sprawy we właściwym porządku. Inną kwestią jest to, że Ty myślisz o tym, by mu pomóc, ale czy on chce tej pomocy? Czy w ogóle zauważa problem?
Myślę, że musisz przede wszystkim pokazać mężowi, że jego długi są jego długami. Jeśli będziesz je spłacać i wyciągać pieniądze "z rękawa", to on przyzwyczai się, że pieniądze zawsze się znajdą i on nie musi się o to martwić. Co za tym idzie - nie będzie się martwił o nic, Ty zaś, jako osoba odpowiedzialna, będziesz martwiła się za dwoje. Nie bierz tego na swoje barki, bo kiedyś w końcu ugniesz się pod ciężarem. Egzekwuj konsekwentnie, by mąż zajmował się swoimi sprawami i płacił (dosłownie i w przenośni) za popełnione przez siebie błędy - SAM.
9 2013-04-07 17:22:22 Ostatnio edytowany przez ja8989 (2013-04-07 17:25:19)
On mówi "przepraszam" wierząc, że za setnym razem podziała... nie wiem czy chce rozwiazania problemu czy przeczekania go...
Bardzo dziękuję za pomoc.
Dzięki Tobie sporo spraw zauważyłam i sama sobie wyjaśniłam.
Może dzięki temu przy następnej "okazji" ominę stare błędy ![]()
Witaj.
Ja swojego męża próbuje zmienić od 5 lat i niestety bezskutecznie....
taki niedorosły gnojek zawsze pozostanie gnojkiem.... ![]()
Przykro mi... Obawiam się, że ja też niewiele zdziałam... jedyne co mogę zrobić to zmienic siebie i odpuscic, zaczac wiecej tolerowac.... Mam o tyle lepsza sytuacje od Ciebie, że nie mam dzieci.
Szkoda tylko ze tak szybko zaluje zamążpójścia... ![]()
On za to ma lepiej niz mial, bo tesciowa nie dba o dom... jeszcze troche by tam pomieszkal i by mu sie sufit na glowe zawalil... a tutaj... sama musze dbac a on by przelezał.... ![]()
Obawiam się, że ja też niewiele zdziałam... jedyne co mogę zrobić to zmienic siebie i odpuscic, zaczac wiecej tolerowac....
A może właśnie zacznij mniej tolerować? Pamiętaj, że ludzie robią z nami to, na co im pozwalamy... W żadnym wypadku nie chodzi mi tutaj o to, że jesteś winna zachowaniu Twojego męża - raczej o to, że czasem trzeba postawić granicę i konsekwentnie egzekwować nasze prawa, bo inaczej inni wejdą nam na głowę. I wtedy kończy się właśnie tak - że piszesz "MUSZĘ dbać", "MUSZĘ płacić"... Bo tak naprawdę wcale nie musisz, po prostu taką podjęłaś rolę.
Nie da sie nikogoa zmienic nakazujac,zakazujac ,oceniajac i krytykujac.Jedyna zmiana w kims moze nastapic na skutek zmiany mojego zachowania np w tosunku do niego i samej siebie.Mam wrazenie ,ze niektore kobiety maja za zadanie zmieniac swoich mezow czy partnerów,myslac ,ze po slubie to na pewno bedzie inaczej,ja go wychowam.
Nie wiem niestety jakie granice mogłabym mu postawić... powiem "nie pal/kłam bo" bo co? Raz go nawet spakowałam i kazałam się wynieść, ale dalej kłamie... Nie wiem co on sobie ubzdurał w tej łepetynie
Wykonuje swoje obowiązki, zawsze gdy chce wyjść ustala to ze mną, wiele obowiązków wykonuje sam choć mógłby się o to spierać, wszystko jest dobrze tylko MUSI palić... Czasami jak go przyłapałam to próbował się bronić tak mocno, że zachowywał się jak niemyślący człowiek, np. z wczoraj gdy znalazłam papierosa w kuchni koszyku z przyprawami:
Ja: skoro nie jest mój to chyba musi być Twój...
On: ja nie pamiętam może kiedyś go tam położyłem.
Ja: Dwie godziny temu wkładałam rękę w to samo miejsce i go nie było, a teraz jest.
On: ja nie wiem to nie mój...
Jeszcze trochę i myślałam, że zacznie zwalać winę na psa....:/ znowu.... jak dziecko....