czy to koniec? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: czy to koniec?

Witam serdecznie,

Moja sytuacja wygląda następująco: z moim mężczyznom byłam trzy lata, z czego od 2 mieszkaliśmy razem. Miesiąc temu wrócił do domu i powiedział mi, że chce się rozstać. To był szok. Nie wiedziałam, że działo się w związku coś złego. Wyprowadził się, powiedział, że potrzebuje przestrzeni, chce być sam. Spotkaliśmy się następnego dnia, bo ja o to poprosiłam, porozmawialiśmy i na moją prośbę mieliśmy to przemyśleć i spotkać się za dwa tygodnie, przez ten czas nie utrzymując kontaktu. Przez ten czas miałam mu pokazać, że umiem bez niego żyć, o to poprosił. Niestety po 11 dniach wynikł u mnie problem rodzinny, zadzwoniłam i przyjechał. Wtedy usłyszałam 10 razy, że tego nie widzi i nie chce, 10 razy, że nie wie a na koniec powiedział, że może będziemy tego żałować, ale poszedł do sklepu po wino, wrócił i się ze sobą dwukrotnie przespaliśmy. Tego samego dnia zaproponował spotkanie po 3 dniach. Następnie je przełożył o jeden dzień. Przebiegło normalnie, nie rozmawialiśmy o zaistniałej sytuacji. Pod koniec zaproponował spotkanie za dwa dni, które znowu przełożył. W końcu się spotkaliśmy i znowu o tym nie rozmawialiśmy. W końcu napisałam mu list i poprosiłam, żeby się zastanowił i powiedział mi, czy mamy się definitywnie rozstać, możemy coś z tym zrobić, spotykać się regularnie z pozytywnym nastawieniem lub czy potrzebuje czasu. Wybrał opcję drugą. Spotkaliśmy się po dwóch dniach (jego propozycja) i wtedy okazało się, że pisze sobie z koleżanką. To było 6 godzin rozmowy, mojego płaczu i powiedział, że to tylko znajoma, która jest w stałym związku a on teraz czuje, że może mieć znajome i znajomość jest prosta bo ona niczego nie oczekuje. Skasował wszystkie smsy przy mnie mówiąc, że źle bym je odebrała. Obiecał, że ona nic nie znaczy i nie będzie znaczyć. Po dwóch dniach zaproponował spotkanie, które przebiegło bardzo fajnie, nie rozmawialiśmy o tym wszystkim, kochaliśmy się trzy razy z jego inicjatywy. Po dwóch dniach znowu zaproponował spotkanie i znowu ta sama sytuacja. - Pomiędzy spotkaniami utrzymuje ze mną mały kontakt ale napisał mi o bardzo ważnej i osobistej sprawie. W końcu ja poprosiłam o spotkanie, które przebiegło, powiedział, że bardzo cieszy się, że je zaproponowałam. Przytulił mnie, wziął za rękę, ale tak jak sobie obiecałam skończyło się w momencie odprowadzenia do domu. Następnego dnia napisał z jakąś pierdoł, zapytał się czy może wpaść na herbatę. Tak zrobił, porozmawialiśmy, i powiedział, że wychodzi. Ja nie naciskałam, nie prosiłam, żeby został, wtedy zaczął mieć jakieś zdenerwowane ruchy. Wyszedł i po minucie zadzwonił bo zapomniał mi o czymś powiedzieć.Poprosił o spotkanie we wtorek, żebyśmy mogli uczcić jedną ważną rzecz, która wydarzyła się w między czasie w jego życiu. Jest osobą, która sama przyznaje się do tego, że ucieka od problemów a nie je rozwiązuje. To ja przyjęłam rolę naprawiania kryzysów.
Teraz nie wiem co mam zrobić. Spotykam się z wieloma okrutnymi uwagami, że się mną bawi, że rozstaje się ze mną na raty. Ale gdzieś w głebi serca czuję, że nie zrobiłby mi czegoś takiego. Chciałabym na tym kolejnym spotkaniu porozmawiać z nim, zapytac się jaka jest tak naprawdę nasza relacja, czy jesteśmy parą, która próbuje coś odbudować, ale parą, czy jesteśmy znajomymi, którzy się spotykają. Boję się, że odbierze to jako naciskanie, że przerazi go to słowo "związek" , boję się, że dla niego jest jeszcze za wcześnie na takie rozmowy i poczuje się przyparty do muru. Od rozstania minęło troszkę ponad miesiąc, od momentu w którym powiedział, że damy temu szansę około 3 tygodni i kilka spotkań. Boję się, że odbierze to jako znak, że nie umiem mu dać tej wolności, której potrzebuje. Z jednej strony czuję, że nie prosił by o spotkanie gdyby to wszystko przekreślił, a z drugiej boję się bo nie wiem na czym stoję. Czy już mogłabym z nim o tym porozmawiać. Od kilku dni nie jem, nie mogę spać, to mnie powoli wykańcza, ale on o tym nie wie.

Wiem jak ta sytuacja może wyglądać z perspektywy innych osób, słyszę naprawdę straszne rzeczy. I nie wiem czy nazwać to intuicją, ale ona mnie zna, wie, że jestem bardzo wrażliwą osobą i chyba by się mną tak teraz nie zabawił...może on się naprawdę waha?Czy chęć zabawienia się albo rozstawania na raty (to też słyszałam) objawiałaby się inicjowaniem spotkania przez niego?Wiem, że zrobiłam błąd godząc się na seks, i przy kolejnych spotkaniach jeśli do nich dojdzie, na pewno o nim nie będzie mowy, tak jak w przypadku kilku ostatnich spotkań.

Nie chcę na niego naciskać, kazać mu się już teraz określić, bo może potrzebuje czasu...a jednocześnie potrzebuję zdefiniowania tego co się dzieje...

Naprawdę nie wiem co zrobić.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: czy to koniec?

uważam, że nie powinnaś się z nim więcej spotykać. przez te spotkania tworzy się błędne koło, jemu może tak być wygodniej, ponieważ ma poczucie wolności, a jednocześnie ma świadomość, że ma jeszcze Ciebie w garści, no i cóż... oczywiście ten seks...

daj mu jasno do zrozumienia, że nie jesteś marionetką, którą można zwodzić w ten sposób, bo chyba nie zaprzeczysz, że w Tobie cały czas tli się jakaś nadzieja? albo się facet określi (proszę bardzo, niech ma na to tyle czasu, ile potrzebuje), albo niech zapomni o czymkolwiek. to on postępuje nieuczciwie, zwodząc Cię, a także pisząc za Twoimi plecami z jakąś koleżanką. rozumiem, że każdy musi mieć jakiś kawałek swojej przestrzeni, ale dlaczego do cholery kasuje sms'y i jeszcze ma świadomość, że źle je odbierzesz? to chore. ewidentnie facet chce zjeść ciastko i mieć ciastko. boi się Ciebie stracić, a jednocześnie ma nadzieję na 'coś' nowego?

3

Odp: czy to koniec?

Dziękuję za odpowiedź. Nie będę ukrywać, że to nie jest jedyne forum, na którym poprosiłam o radę, ale mam wrażenie, że jedyne na którym usłyszę komentarz na poziomie. I nie chodzi o to, żeby ktoś mi dał nadzieję i powiedział, że wróci ale o wyrozumiałość i nie oczernianie.

Przez ostatnie dwa dni się odzywał, zwykłe pytania jak minęły święta, był w sklepie, w którym widział naszą maskotkę. Teraz cisza...nie wiem. Z jednej strony wiem, że nie należy do facetów, którzy przyjechalby na białym koniu z głową smoka w ręku i błagali o powrót a z drugiej strony przesyła mi błędne sygnały.

Ja nie inicjuję kontaktu i obiecałam sobie, że tego nie zrobię. Może naiwnie ale czekam. Bo przecież nawet jak powie, że na pewno do siebie nie wrócimy to i tak będę jakiś czas czekać. Czy to nie tak jest?

Jest człowiekiem, który nie lubi nacisku, przystawiania do muru, więc czekam, ale to mnie wykańcza. Boję się, że stawiając go przed wyborem - jesteśmy razem albo nie jesteśmy razem, wybierze pierwszą opcję i będę zawsze żałować, że to przez moje naciskanie. Może on faktycznie potrzebuje czasu. Powiedział, że dajemy temu szansę, spotykamy się regularnie i w zasadzie tak jest. Może to ja jestem babskiem, które chce za dużo i za szybko na raz?

4

Odp: czy to koniec?

Szczerze? Watpie aby dorosły facet po 3 latach poważnego związku nie potrafił sam sobie odpowiedzieć na pytanie czy faktycznie tego związku chce. Widocznie z jakiś powodów obecny układ jest dla niego satysfakcjonujący, dlatego kontynuuje go w takiej formie. Pytanie, czy Tobie to wystarcza...

5

Odp: czy to koniec?

Oczywiście, że nie wystarcza...męczę się strasznie. Tylko on wie jaką jestem osobą, wie, że jestem strasznie wrażliwa, jak przeżywam pewnie rzeczy i czuję, że aż tak by się mną nie bawił. Może dla niego to jest właśnie próbowaniem, wskrzeszeniem tego co gdzieś tam się w nim wypaliło?Bo przecież to powiedział, że tak ma wyglądać nasze spróbowanie naprawienia tego. Jestem tak zagubiona, nie umiem sobie z tym w ogóle poradzić....

6

Odp: czy to koniec?

Posluchaj...

Skoro chcial czasu to trzeba bylo mu go dac. Niech idzie i mysli. Niech sie z toba w tym czasie nie spotyka, nie uprawia seksu, nie kontaktuje, nie wymysla "waszych" maskotek czy innych rzeczy, bo tak naprawde WAS NIE MA. Jestescie WOLNI oboje.

Jemu taki uklad pasuje a ciebie krzywdzi. On ma to, czego od ciebie potrzebuje-bliskosc i seks na zawolanie.

Powiedz mu jasno: od dzis sie nie spotykamy. Masz 2 tygodnie na przemyslenia. Po tym czasie, jesli sie nie okreslisz uznam, ze nigdy nie bedziemy juz razem.

Co uwazasz za naciskanie? To, ze po 3 latach z facetem chcesz wiedziec, czy bedziecie razem czy nie?
Sadzisz, ze zgadzajac sie na seks i to co on chce sprawisz, ze do ciebie wroci? Nic bardziej blednego.

Wyznacz granice i sie ich trzymaj. Jesli ma byc twoj to bedzie, jesli nie-nic tego nie zmieni.

Moja Mama mowila: szanuj sie sama, bo jesli tego nie zrobisz to nikt nie bedzie cie szanowal. Madrze prawila, oj madrze smile

7 Ostatnio edytowany przez ewelina102 (2013-04-02 15:42:55)

Odp: czy to koniec?

A mnie się po przeczytaniu Twojego postu coś takiego od razu nasunęło: ta koleżanka, od ktorej wywalił sms'y namieszała mu w głowie(albo oboje sobie namieszali), jednak z jakiegoś powodu coś nie wypaliło(może ona nie zdecydowała się zostawić swojego faceta?), Twój eks się wkurzył i dlatego pokasował te wiadomości(przy okazji pokazówka dla Ciebie), ale ponieważ być może dlatego, ze się zauroczył w innej zaczął mieć wątpliwości co do Ciebie i pewnie gdyby ta druga tylko chciała kopnął by Cię w cztery litery nie oglądając się ani na to czy jesteś wrażliwa czy nie. Tak zwyczajnie, bo faceci nawet najwspanialsi w takich sytuacjach tak mają. Zresztą zobacz, że jeśli jakieś pary się schodzą to w 90% przypadków tylko w sytuacji gdy to facetowi zależy, a laska go olewa, w przeciwnym razie po wylaniu morza łez przez dziewczynę wszystko i tak jest pozamiatane.

A Ty ustawiłaś się w sumie w przegranej pozycji - chce się komuś wygadać-ma Ciebie, chce seksu-ma Ciebie, ma problem-ma Ciebie, może i sobie coś tam o Was jeszcze myśli, ale raczej jak mu wygodnie z Tobą, a jednak nie z Tobą(bo przynajmniej mu teraz "nie masz prawa" głowy suszyć o jakieś jego potknięcia, skoro nie jesteście razem, tylko właściwie no...czym?). Gościu nie ma już czterech lat więc nie obchodź się z nim jak z jajkiem, kawa na ławę, tak albo tak, będzie chciał to wróci, jak nie to cokolwiek byś teraz nie zrobiła to i tak nic nie pomoże.

8

Odp: czy to koniec?

Przez jakiś czas nie pisałam. Było lepiej (?). Zaczął odzywać się regularnie, proponować spotkania. Nie odpisywałam na smsy, przesuwałam spotkania "mam inne plany", zaczął jeszcze częściej pisać. Kilka dni temu mieliśmy naszą "rocznicę". Napisał mi o tym smsa, później poprosił o spotkanie. Wiecie te spotkania są tak miłe (oczywiście na seks nie ma miejsca). Co chwilę powtarza, że dziwnie się czuje, jakbyśmy byli na pierwszej randce, jest czuły ale nienachalny. Ot zwykłe objęcie, delikatne złapanie za rękę itp. Zaczął się etap, w którym wspomina jak to było kiedyś między nami, przywołuje jakieś historie. A ja? Jestem strasznie zdystansowana. Oczywiście przy nim. Po spotkaniu zaczyna się piekło. Wylądowałam w szpitalu, mam stany lękowe przy których nie mogę złapać oddechu i tracę na jakiś czas świadomość. On o niczym nie wie.

Nie rozmawiamy o tym co się dzieje, co będzie i co jest między nami. On nie zaczyna tematu, a ja się najnormalniej w świecie boję. Bo przy nim czuję się tak szczęśliwa, czuję się tak normalnie i spokojnie, że boję się to zniszczyć. Z jednej strony bardzo bym chciała, żeby przyszedł i powiedział, że chce do mnie wrócić, a z drugiej wiem, że tego nie zrobi.

Znaliśmy się półtora roku zanim zostaliśmy parą i to było takie śmieszne. Poszliśmy na pierwszą randkę, tzn spotkanie sam na sam, później kolejna, poźniej pomieszkiwanie razem, wszystko jak normalna para i wiecie co?Dopiero po dwóch miesiącach bycia tak naprawdę parą (zachowywania się jak para, która w dodatku mieszka ze sobą), podczas zakładania butów zapytał się "to co?można powiedzieć, że jesteśmy razem?" Tak to wyglądało, takim jest człowiekiem. Tak naprawdę nigdy nie był człowiekiem wylewnym, starającym się o kobietę. To typ uparciucha. Większego racjonalisty w swoim życiu nie poznałam. I uprzedzając pytania - nie, nigdy mi to nie przeszkadzało byłam z nim cholernie szczęśliwa.

Te nasze spotkania, o które prosi (ja ani razu się nie odezwałam pierwsza) w połączeniu z tym jakim jest człowiekiem po prostu gdzieś mi mówią, że tak to musi wyglądać, że to jest jedyny sposób, żeby coś z tego wyszło. A jednocześnie tak mnie to wykańcza.

Nigdy nie sądziłam, że stanie się ze mną coś takiego. Będę wpadać w histerię, stany lękowe i inne cuda. Okazało się, że jestem tak słabą osobą.

ciągle odwlekam rozmowę, bo coś nie wiem co, podpowiada mi, że to nie jest dobry pomysł. Jedynie można to naprawić wskrzeszając jakieś uczucia powoli podczas fajnego spotykania się, a nie stawiając go przed dokonaniem decyzji. Albo jestem tchórzem.


Wiem jak to wszystko wygląda, wiem, że mogę być cholernie naiwną osobą, ale co zrobić jak coś tam w środku podpowiada mi , że to może się udać, jeśli nie będę wymagać decyzji. Jednocześnie tak bardzo jej potrzebuję.

Nie wiem co robić, jak sobie poradzić. z dnia na dzień jest coraz gorzej. Jeszcze te napady lękowe. Nie umiem sobie poradzić.

9

Odp: czy to koniec?

Jak dla mnie to powinnaś zrobić sobie badania.. "stany lękowe" i to jak się czujesz może być wynikiem niedoboru witamin (zwłaszcza po zimie), anemii lub nawet jakiejś choroby..
Pierwszy krok to badania..

Druga sprawa - to odżywianie i Twoja aktywność, czyli to w jaki sposób spędzasz czas gdy nie jesteście razem, oraz wiara w siebie.. czytam Twoje posty i zastanawiam się: jakie masz marzenia, pasje, czy potrafisz sobie sama przyjemnie zorganizować czas? czy sprawiasz sobie choćby drobne przyjemności? Na le lubisz samą siebie? Kto jest dla Ciebie najważniejszy?

Warto żyć dniem dzisiejszym.. tym co jest, co masz i potrafisz.. wspomnienia są piękne tylko dlatego, bo potrafiłaś w tych chwilach żyć, cieszyć się, brać co daje życie i nie oglądać się wstecz..

10

Odp: czy to koniec?

Wiem, że teraz stałam się przykrym człowiekiem. Sama nie wiem co się stało.

Dostałam skierowanie do psychiatry. Przy tych napad, tracę świadomość, nie wiem co się dzieje, nie słyszę jak ktoś coś do mnie mówi. Nie sądziałam, że upadnę tak nisko.


Przyjemności?Nawet nie mam na nie ochoty. Ostatnio miałam jakaś siłę, kupiłam sobie książkę i czekoladę. Położyłam się do łóżka (tak naszego wspólnego) i nie mogłam. Od razu pomyślałam - Boże tak robiłam jak on był obok, byłam wtedy taka szczęśliwa i spokojna. To było takie proste. Teraz nie umiem sobie sprawić przyjemności. Tak naprawdę mój dzień wygląda tak, że wracam z pracy i siedzę sama przy zgaszonym świetle i płacze. Zasypiam nad ranem, budzę się po godzinie. I tyle. Schudłam 7 kilo. Przy mojej wadze, niedługo zniknę.

Tak, właśnie tak żałośnie to wygląda. Nie mam siły spotykać się z nikim. Nie mogę patrzeć na tych szczęśliwych ludzi, słuchać o ich problemach bo egoistycznie mój jest najważniejszy. Co oni mogą wiedzieć o nieszczęściu?

Strasznie to żałosne.

11

Odp: czy to koniec?

Doskonale Cię rozumiem. Twój ból, brak siły i zniechęcenie, łzy ..
Idź do psychiatry, jeśli tak zdecydowali lekarze (choć ja bym przebadała jeszcze na Twoim miejscu krew i sprawdziła tarczycę)..

Mi na depresję pomaga zmiana otoczenia w którym jestem.. i porządki XD polecam taką terapię - bo poza zmęczeniem i chwilowym wyłączeniem od problemów, od razu lepiej się czuję w takich "odnowionych" pomieszczeniach.. Zmień pościel, narzuty, wystrój w domu lub tylko kolorystykę, dodatki, rozkład mebli..
Wyciągnij starych znajomych na basen, rower czy na kawę na rynku, na spacer..
Małymi kroczkami.. do przodu, do odnalezienia siebie, do własnego szczęścia..

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024