Witam.
Półtora roku temu zakochałem się w dziewczynie i od tamtego czasu jesteśmy razem. Jestem jej 4 partnerem, poprzednio była w 4 letnim związku. Ona dla mnie jest pierwszą dziewczyną w ogóle i w szczególe. Po pierwszych 5 miesiącach naszego związku zaczęło się coś psuć. Pierwsza sprzeczka miała miejsca kiedy poprosiła mnie o odebranie jej z imprezy na której była z koleżankami (ufałem, nie chciałem jej przecież więzić itp.), zrobiłem to późno w nocy, byłem ciekaw jak się bawiła itp. a ona mi powiedziała "to miło kiedy patrzą się na mnie inni faceci" trochę się wkurzyłem i skończyło się sprzeczką. Niby jakoś się tego wieczora pogodziliśmy ale mi bardziej na tym zależało. Kolejnej nocy też nie przespałem bo potrzebowała pomocy. Wtedy jeszcze było 100% zaufania. Zawsze często się widywaliśmy i spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Pewnego dnia, tydzień, dwa może trochę później zadzwoniła do przed południem, że miała małą przygodę samochodem, była smutna, podłamana tą całą sytuacją. Zrobiło mi się jej żal, pojechałem do niej z kwiatkiem aby ją pocieszyć itp. Ucieszyło mnie, że to mi pierwszemu o tym mówi. Okazywałem jej pełną bezgraniczną pomoc i wszystko było ok, zająłem się zamawianiem części, szukałem tak żeby było jak najlepiej, wysłałem SMS'a czy odpowiada jej tańsza opcja ale równie dobra... wtedy odpisała, żebym jej nie zadawał takich pytań, dał jej spokój i w ogóle w takim tonie. Wkurzyło mnie to bardzo bo nic nie zapowiadało takiej odpowiedzi, a nie męczyłem jej ciągłymi pytaniami tylko załatwiałem sam. Chciałem porozmawiać szczerze o co chodzi ale było więcej milczenia. Nigdy za często nie mówiła, że mnie kocha, nie okazywała uczuć, czułości ale w tamtym okresie to już w ogóle (ja jestem znacznie bardziej czuły i wylewny w uczuciach). Wieczorem przez telefon powiedziała, że chce się jutro spotkać ale żebym nie robił sobie nadziei, że już nie czuje do mnie tego co kiedyś. Najgorsza noc mojego życia, drugiego dnia bardzo ważny i trudny egzamin... nie zapomnę nigdy. Po egzaminie spotkałem się z nią, porozmawialiśmy normalnie i doszło do zerwania. Powiedziałem jej wtedy, że mnie bardzo skrzywdziła, ze chciałem się jej oświadczyć i układać sobie przyszłość. I że nigdy jej tego nie wybaczę. Kilka godzin później tego samego dnia napisała mi esa co robi itp. tak jakbyśmy dalej byli razem i miałoby mnie to interesować. Odpisałem, że wybaczam jej wszystko, przepraszam za wszystko co złe ale nie chcę dalszego kontaktu co nie znaczy, że mamy się do siebie już nigdy nie odezwać. Chciałem się z tym wszystkim pogodzić chociaż było to niezwykle trudne. Koniec kontaktu, aż do późnego wieczora tego samego dnia kiedy zadzwoniła abym przyjechał. Tak zrobiłem. I tutaj zaczyna się najgorsze, drwina losu, zdarzenia które widuje się raczej na filmach... Jej propozycja aby jeszcze raz spróbować, moje wierzenia, że coś nie wyszło także z mojej winy ale dlaczego nie spróbować dać sobie jeszcze jednej szansy? Zgodziłem się, zostałem na noc, był włączony komputer, poprosiła mnie, żebym go wyłączył... wtedy cios i czysty przypadek. Rozmowa z gg na środku ekranu z jakimś gościem... z którym pisze od kilkunastu dni może kilku tygodni, spotkali się, rzekomo do niczego nie doszło. Tak, to był drugi najgorszy wieczór w moim życiu. Pamiętacie dzień w którym załamana zadzwoniła z informacją o zdarzeniu samochodem? nie byłem pierwszym, jemu napisała o tym pierwszemu... Miałem dosyć, to było jak grom z jasnego nieba. Zawsze zapewniała, że jest wierna, że nic przede mną nie ukrywa, miała konta na portalach randkowych ale mi pokazywała wszystko. Ufałem. A to wszystko było fikcją. Poczułem się oszukany jak nigdy, zdradzony. Poprosiłem o całą prawdę, bez żadnych konsekwencji, chciałem prawdy jaka by ona nie była. Chciałem wybaczyć i byłem gotów to zrobić ale pod warunkiem poznania prawdy. Wyrzuty z jej strony itp., chciałem wiedzieć gdzie się spotkali. Utrzymywała, że na uczelni.
Uwierzyłem i zaufałem ponownie. Ale to już nie była taka ufność jak dawniej. Odkryłem inny portal randkowy, który ukrywała, odkryłem rozmowy, z których wynikało, że nie spotkali się na uczelni tylko on do niej przyjechał i sobie gdzieś pojechali do tego kilka komplementów od tego gościa (ale ona nie ukrywała, że ma chłopaka). Miałem po prostu dosyć, na prawdę byłem wykończony psychicznie i oszukany jak nigdy prosząc patrząc prosto w oczy o szczerość oraz prawdę i zostać oszukanym. Powiedziałem jej, że o wszystkim wiem. Wybaczyłem. Dalsze losy są mało istotne, jesteśmy razem, jest między nami dobrze. Ale, ale... nie ufam już jej tak jak dawniej. Bardzo chcę zaufać ale już tak nie potrafię. Nie uwiązałem jej przy sobie, nadal może iść z koleżankami na imprezę, domówkę, spotykać się z kim chce i gdzie chce, ma swoje zajęcia, ja swoje, nie wnikam szczegółowo ale o wszystkim mi mówi, a ja za każdym razem czuję wewnętrzny niepokój.
a) nie potrafię już tak zaufać jak dawniej chociaż bardzo chcę, czy to minie?, jak sobie z tym poradzić?
b) żałuję wypowiedzianych słów, że chciałem się jej oświadczyć i budować z nią przyszłość, co jeśli bym ich wtedy nie wypowiedział? może to zadecydowało, że chciała spróbować jeszcze raz?
c) szukała 'lepszej opcji' która się taką nie okazała i wróciła do mnie, do tego co jest bo już nie ma sił na kolejny i kolejny związek (powiedziała mi, że chce spokoju i stabilizacji, że nie ma już czasu na szukanie).
d) jeśli ktoś oszuka raz, to czy nie zrobi tego ponownie? w tak samo doskonały sposób który zdradził zwykły, najzwyklejszy przypadek?...
Niedawno z nią porozmawiałem, na poważnie. Że wszystko to pamiętam, nie potrafię zapomnieć, chcę zaufać, nie jest już tak jak dawniej + to co wydarzyło się ostatnio (emocjonalnie na coś zareagowała, a ja jestem bardzo uczuciowy, dotknęło mnie to, postarałem się ją pocieszyć, olała mnie, zerwała kontakt ale naprawiła swój błąd czym mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła gdyby tego w taki sposób nie naprawiła - byłem gotów nie tyle co zerwać, ale zrobić jakąś przerwę) i że nie wiem przez to wszystko co do niej czuję. Prawie się rozpłakała ale powiedziałem, że chcę z nią być i że bardzo kocham itp., Zapytała czy nie chciałbym się z kimś spotkać tak jak ona, zaprzeczyłem ale może tak właśnie powinienem zrobić? nie mam z kim porozmawiać niestety.
Wiem, że długie ale starałem się opisać w miarę to co najistotniejsze. Pozdrawiam ![]()