3 lata temu poznałam pewnego chłopaka, wtedy oboje byliśmy w związkach więc spotykaliśmy się jedynie na imprezach, domówkach czy grupowych spotkaniach. W wakacje 2012r oboje zakończyliśmy związki i spotykaliśmy się od czasu do czasu, już nie tylko w większym gronie ale też we dwójkę. Wychodziliśmy na piwo czy pizzę, czasami przesiadywaliśmy u mnie. Przez chwilę spotykałam się z kimś kto bardzo mnie skrzywdził, mój przyjaciel był wielkim wsparciem, bardzo się wtedy zbliżyliśmy bo wiele razy rozmawialiśmy do 2-3 w nocy, dosłownie o wszystkim. Wtedy nie było między nami żadnych podtekstów ani uczuć, po prostu kumpelstwo.
Jakiś miesiąc temu siedzieliśmy u mnie jak zwykle w piątek wieczorem ale wypiliśmy o jeden kieliszek wina za dużo, zaczęły się jakieś intymne tematy i przytulanie. Pocałowaliśmy się i było to naprawdę niesamowite... chemia, pożądanie, ciekawość. Mimo wszystko ostudziłam atmosfere, bo obawiałam się że następnego dnia będziemy tego żałować. Powiedziałam, że nie chcę aby to wpłynęlo na naszą przyjaźń a nie widzę siebie w żadnym układzie opartym tylko na seksie. On przyznał że obecnie nie chce żadnych zobowiązań ale jednoczesnie ciągnie go do niego i nie spodziewał się tego. Ustaliliśmy że byla to jednorazowa sytuacja. Od tamtego czasu widzielismy się kilka razy, czasami w gronie znajomych a czasami tylko we dwojke i wszystko było tak jak przed incydentem, czasami tylko śmialiśmy się sami z siebie. Do poprzedniego piątku. Dostalam awans i świetowalismy na mieście ze znajomymi, wracając do domu naklonil mnie zebysmy wstąpili do niego... zaczęło się niewinnie a skonczylo na spędzeniu razem nocy (tak, poszliśmy na całość). Było fantastycznie ale poczułam że tracę grunt pod nogami. Nie potrafię oddzielić cielesności od uczuć i zaczynam patrzeć na niego w inny sposób, czuje motylki w brzuchu kiedy dostaję smsa, czekam na kontakt, myślę o nim.
Kilka dni później zaprosił mnie do siebie na pyszny obiad, widziałam że bardzo się postarał i gadaliśmy o pierdołach, oglądaliśmy film, przytulaliśmy się. Zaczynam się naprawdę wkręcać. On czasami zachowuje się jakby mu na mnie zależało, komplementuje, deklaruje swoją pomoc w niektórych sytuacjach, pisze do mnie od czasu do czasu, jednak nie wychodzi z żadną deklaracją, nie porusza "naszego" tematu, nie pyta czy coś do niego czuję.
Zastanawiam się czy chodzi tylko o seks czy może on też coś czuje. Macie jakieś rady albo może byłyście w podobnej sytuacji?
Nie jesteśmy dzieciakami, mam 27 lat a on 30. Dogadujemy się świetnie i lubimy spędzać ze sobą czas, nie wiem czy powinnam iść za głosem rozsądku i ukrócić fizyczne zbliżenia zanim się zaangażuje i dzięki temu ocalić naszą przyjaźń czy może "chwytać dzień" i zobaczyć jak to wszystko się rozwinie?