zerwałam w nerwach, strasznie żaluję... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Hej, jestem tu nowa, nie wiem czy podobny temat już był, a nawet jeśli każdy przypadek jest trochę inny. Pierwszy raz opisuje swoją historie na forum, ale już nie wiem co robić... Mam 22 lata, chłopak o którym opowiem również. Byłam z chłopakiem 4 lata, bardzo się kochaliśmy, wiadomo, były wzloty i upadki, ale ogółem było wszystko super. Bardzo często się kłóciliśmy, ale po paru dniach zawsze było wszystko jak dawniej. Poznaliśmy się w liceum, wszystko co najpiękniejsze w młodym wieku zrobiliśmy razem. Matura, studniówka, 18 urodziny, pierwsze poważne imprezy, pierwsze wakacje we dwoje. Był też moim pierwszym facetem i marzyłam, żeby zostało tak na zawsze. Mieliśmy tyle wspólnych planów, razem wkraczaliśmy w dorosłe życie i planowaliśmy w przyszłości ślub, dzieci... Traktowaliśmy siebie bardzo poważnie, rozmawialiśmy chyba o wszystkim. Można powiedzieć, że kłóciliśmy się jak włoska rodzina, ale związek był idealny... Niestety, wszystko "udało mi się" zepsuć... Od paru dni, jak to często bywało, kłóciliśmy się o głupoty. Strasznie mnie denerwował, nie mieliśmy dla siebie czasu, bo zaczął pracę (wczesniej bylismy przyzwyczajeni do spotkań codziennie). Przez to nie mieliśmy czasu rozmawiać o tym co nas denerwuje, tylko wszystko kryłam w sobie i z każdym dniem denerwowałam się coraz bardziej. Czułam się niekochana, jakby mu nie zależało na spotkaniach itp. Kiedy się kłóciliśmy, nie robił nic żeby było ok, tylko ja do niego wyciągałam rękę na zgodę. Ale tak akurat bylo prawie zawsze w naszym związku - takie mamy charaktery, on lubi ciche dni, a ja bym chciała się godzić za 5 minut. Kiedy było juz ok między nami, nie widziałam zaangażowania z jego strony, ja proponowałam spotkania, kiedy się spotykalismy tylko ja zabiegałam o bliskość, o przytulenie, czy pocałunek. W dzień kobiet przyjechał do mnie, też z fochem, bo był obrażony o kłótnie z poprzedniego dnia. Powiedział, że tylko chce mi dać prezent, zapytałam czy według niego to wszystko, czy nie mamy o czymś porozmawiać i czy tak ma wyglądać dzień kobiet... Odwrócil się i poszedł do auta. Wtedy uważałam, że to on przesadził dzień wcześniej, dlatego mega się wkurzyłam o ten dzień kobiet. I właśnie wtedy wszystko zepsułam.... z nerwów powiedziałam TO KONIEC. Za chwilę już tego żałowałam, ryczałam, nie wiedziałam co mam robić. Tego samego dnia zaczęłam go przepraszać. On był wściekły, odpisywał tylko chamsko, a pozniej juz w ogóle, telefonów nie odbierał. I tak od tygodnia... Przez ten czas zrozumiałam, że robienie tych pierdołowatych problemów było głupie. Zachowywałam się jak rozpieszczona księżniczka, od dłuższego czasu chciałam wszystkim rządzić, chciałam żeby wszystko było tak jak ja chce. On miał nową pracę, nie miał czasu, był zmęczony, a ja się o wszystko wkurzałam... Wtedy w piątek, powinniśmy usiąść i powinnam normalnie powiedzieć, ze czuję się ostatnio samotna itp. A nie zrywać... Strasznie tego żałuję. Przepraszam go od tygodnia, piszę, dzwonię. SPotkać się nie chciał w ogóle. Musiałam zrobić podstęp, czekałam pod jego domem 1,5 h w aucie żeby porozmawiać z nim 10 min jak wyjdzie z domu. Wiem,wiem...wariatka. Ale tak go kocham i wiem, ze zrobiłam źle zrywając, że musze zrobić wszystko żeby mi to wybaczył. On jest na mnie zły, mówi że mogłam myślec wczesniej i że on mi juz NIE UFA, ŻE SIĘ ZMIENIĘ. Tłumaczyłam, wtedy jak się spotkalismy, rozmawialismy nawet spokojnie, mówiłam mu wszystko to co tutaj napisałam, a nawet więcej. Widziałam po nim, że raczej nie jestem mu obojętna, że raczej mu na mnie zależy, tylko ma urażoną dumę, jest mu przykro i pewnie chce pokazać,  że nie może być tak, że ja bede sobie zrywać, na następny dzień wracać itp. Mamy wspólnych znajomych,widzieliśmy się 2 razy wszyscy razem,to rozmawialiśmy tak grupowo normalnie. Nie kłociliśmy się ani nic. Był między nami już spokój, bez nerwów przynajmniej. Dodatkowo, mam bardzo chorego dziadka, powiedziałam to dzisiaj chłopakowi, dopytywał, interesował się. Poczułam się znowu jak kiedyś, że się spotkamy i mi wybaczy. Ale on nadal nie chciał się spotkać i z powrotem przestał odpisywać, nie odbiera telefonów, spokój już się zburzył. Ciągle powtarza, że to spotkanie nie ma sensu, bo nie mamy o czym rozmawiać. Tak strasznie go kocham, tęsknie i żałuję... Nie wiem juz co mam robic. Latam za nim od tygodnia, rozumiem, że jest zły i urażony, ale aż tak?... Rozum podpowiada mi, że nie powinnam za nim latać, bo juz zrobiłam wszystko co mogłam, skoro on nie chce mi wybaczyć,to może już mnie nie kocha i jest mu to na ręke. Ale serce oczywiście podpowiada mi, że muszę walczyć, bo sama zawiniłam. Codziennie marzę o tym, żeby było jak dawniej. Żałuję tego jak niczego w życiu. Proszę o radę...
mal

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Uważasz, że zawiniłaś.
Przyznanie się do błędu - ok, przepraszanie - ok, latanie ciągle za nim - nie ok.
On już wie, on zrozumiał, że żałujesz, ale nie zmusisz go, żeby z Tobą był.
Jeżeli mu zależy to on zrobi jakiś krok.

Tak wogóle to widzę, że wasz związek to arytstokracja i wyższe sfery: ty wymagająca księżniczka, on hrabia z dąsem, fochem i urażoną dumą(?).

3 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-16 10:49:42)

Odp: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...
mal napisał/a:

Przez ten czas zrozumiałam, że robienie tych pierdołowatych problemów było głupie. Zachowywałam się jak rozpieszczona księżniczka, od dłuższego czasu chciałam wszystkim rządzić, chciałam żeby wszystko było tak jak ja chce. On miał nową pracę, nie miał czasu, był zmęczony, a ja się o wszystko wkurzałam... Wtedy w piątek, powinniśmy usiąść i powinnam normalnie powiedzieć, ze czuję się ostatnio samotna itp. A nie zrywać... Strasznie tego żałuję.

Otóż to... do bardzo dobrych wniosków doszłaś Mal smile
To oczywiście dotyczy jednej i drugiej strony. Ani kobieta nie powinna zachowywać się jak "rozkapryszona księżniczka", ani mężczyzna jak "rozkapryszony książę" wink
W związku, zawsze trzeba szanować się nawzajem. Nie może jedna strona być "ważniejsza". Musi zawsze być po równo.
Przede wszystkim należy pamiętać, że pomimo związku, każdy z partnerów jest nadal osobną jednostką, ma prawo do swojego życia, do swoich pasji, do swoich znajomych, nawet do chwili spokoju. Nie można oczywiście przeginać w żadną stronę, trzeba potrafić wypośrodkować wszystko tak, aby obie strony były zadowolone.
Z upływem czasu, dochodzi nam też obowiązków, praca zabiera nam sporo czasu, jak również energii. O tym też trzeba pamiętać. Czas codziennych romantycznych randek jest cudowny, jednak nie można tego wymagać nawet po powrocie z drugiej zmiany od swojej drugiej połówki wink
Miłość, szczerość i wzajemne zrozumienie smile

Co do Was, to nie możesz też biegać za nim codziennie i nękać wciąż telefonami. To nic nie pomoże.
Może napisz do niego list smile
Tam opisz wszystko raz jeszcze, napisz że chcesz aby Wasz związek był teraz bardziej dojrzały i pełen zrozumienia i że masz nadzieję iż da Ci jeszcze jedną szansę.
Napisz, że zrozumiałaś błędy jakie popełniałaś i chcesz wiele zmienić.
Żeby przemyślał sobie wszystko, i gdy opadną emocję odezwał się, abyście mogli na spokojnie, poważnie porozmawiać.
Jeśli odpowie, to znaczy że i on zrozumiał, że uciekanie od rozmowy nie jest wyjściem.
Jeśli nie zrozumie, trudno...
Będziesz miała doświadczenie na przyszłość... że nerwy nie są dobrym doradcą...

Życzę powodzenia!

4

Odp: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Dzięki Wam za te dwie odpowiedzi:)
Co do listu, myślałam nad tym, ale ciągle nie wiem... To wszystko co napisałaś, że powinnam zawrzeć w tym liście, już mu powiedziałam. Emocje, przynajmniej te pierwsze już opadły, umiemy komunikować się spokojnie. Ale zastanowie się jeszcze nad tą radą:)
Chciałabym żeby on podjął jakąś decyzje, już wolałabym negatywną, ale zawsze JAKĄŚ. Bo najgorsza jest na niepewność, nie mówi ani "tak", ani "nie". Mówi, że nie ma sensu nasza rozmowa, ale jednocześnie nie powie wprost "nigdy nie będziemy razem, nie wybacze Ci". Myślę, że on ciągle gryzie się sam ze swoimi uczuciami. Myślę, że z jednej strony zależy mu na mnie, a z drugiej nie wierzy, że się coś zmieni. Chyba powinnam dać mu czas i milczeć. Jeśli mu zależy to się prędzej, czy później odezwie, a jeśli się nie odezwie, to znaczy, że pewnie już mu nie zależało...
mal

5

Odp: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

No to jeśli chcesz decyzję, bez względu na to czy pozytywna, czy negatywną... to mu to napisz.
Napisz, że chcesz wiedzieć na czym stoicie. Czy chce przemyśleć tylko i możesz liczyć na to że wrócicie do siebie, czy tez nie masz na co czekać i się łudzić? Napisz, że wolisz jakąkolwiek odpowiedz, od niepewności i życia w zawieszeniu.
Przecież nie ma co czekać w nieskończoność.

6

Odp: zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Właśnie dzisiaj rano mu to napisałam. Napisałam, że wiem, że pewnie męczy go to że nie daję mu spokoju i że mnie też ta sytuacja męczy. I że mam propozycje, żeby zdecydował albo wóz albo przewóz. Że go kocham, chce być z nim, ze sie zmienie, juz nigdy nie popełnie takiego błedu itp. I jeśli mu na mnie zależy, to żeby juz odpuscil, wybaczył mi i żebysmy zaczeli od nowa z całych sił. A druga możliwość jest taka, ze jesli nie chce lub nie potrafi, to zeby mi to powiedział i dam i sobie i jemu spokój. Że nie bede juz na nic nalegać. I że bardzo bym chciała żeby podjął decyzje, bo najgorsza jest ta niepewność, czy mam walczyć, czy nie. Żeby uszanował nas i zdecydował. Poźniej napisałam czy sie zgadza na ta propozycje i ja czekam na odpowiedź? Nie odpisał. Zadzwoniłam. Nie odebrał, oddzwonił za chwile (nie mógł chyba gadac) i mowi "dzwoniłas?" ja mowie ze chcialam zapytac co mysli o mojej propozycji, czy mogę czekać na odpowiedz. On odpowiedzial moje imię z westchnieniem... ja mowie "no co? ...czemu się na mnie wkurzasz? to ja mam tak ciągle być w kropce? Nie rozumiem cie...". Nic nie odpowiedział, to się rozłączyłam.
Dzisiaj idziemy ze wspólnymi znajomymi do baru, zobaczymy jak będzie, pewnie będziemy rozmawiać tylko "grupowo".
Poczekam kilka dni na jego odpowiedź, a jak nadal nic nie odpowie, to sobie odpuszcze...
mal

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » zerwałam w nerwach, strasznie żaluję...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024