Witam!
Postanowiłam poradzić się Was, bo sama nie umiem już sobie dać rady...
Jestem z chłopakiem od 6 miesięcy, mieszkamy daleko od siebie, więc widujemy się (ja to nazywam) na długie weekendy...
Ale nie w tym problem, ostatnio nie mieliśmy okazj się spotkać i mój chłopak powiedział mi, że mam go zostawic, bo on za bardzo się martwi...
Martwi się, ale nie o to, ze mogę go tutaj zdradzić, mieć kogoś innego. Ufa mi bezgranicznie, jak i ja jemu.
Wyznał mi, że po ostatnim związku, który był jakieś 3lata temu, leczył się przez 2lata u psychologa, jego była go zdradzała...
Ma napady lęku, nie może złapać oddechu, czuje niepokój... i to wszystko, przyszło teraz, kiedy zaczął poważnie o nas myśleć.
Nie mógł spać przez kilka nocy. Udał sie do swojego psychologa dzisiaj... i kobieta poleciła mu, żebyśmy do następnej jego wizyty nie rozmawiali ze sobą...
Nie wiem, w czym ma to mu, nam pomóc??
Czy faktycznie, mam przestać z nim rozmawiać??
Fakt-to jest tylko weekend tzn. do poniedziałku(kolejnej wizyty), ale ja nie potrafię. Kiedy mi o tym powiedział, zaraz zalałam się łzami na myśl o tym, że nie będę wiedziała, czy wszystko z nim ok, czy nic mu sie nie stało...
Kiedy on jest zajęty pracą, cały dzień i się nie odzywa, ja już odchodzę od zmysłów, że mogło się coś stać... Zależy mi na nim bardzo i wiem, że on czuje to samo. Jeśli faktycznie, jest to potrzebne, mogę to zrobić, ale wiem, że będę niesamowicie cierpiała przez ten czas, i nie będę mogła nic zrobić... bo kiedy pokłócimy się o jakieś głupstwo i nie rozmawiamy, przez kilka godzin, ja już jestem nie do wytrzymania, nie mogę nawet z nikim porozmawiać, bo myślami jestem z nim...
Proszę o pomoc, czy niepotrzebnie panikuje? Czy dać sobie spokój na ten weekend? Przestać z nim rozmawiać?
Co o tym w ogóle myślicie??
A może on chce tej przerwy na weekend? Może to nie jest porada psychologa?
Już nie wiem co myśleć- mam milion myśli w głowie i jedna gorsza od drugiej ;(