Hej!
Szukam obiektywnej porady w sprawie, o której piszę. Mianowicie mam 21 lat, jestem z moim chlopakiem od ponad 3 lat. Jesteśmy rówieśnikami. Było nam ze sobą cudownie wręcz idealnie. Świata poza nim nie widziałam. W zeszłym roku, w kwietniu dopadły mnie straszne wątpliwości czy ten związek ma sens i czy go kocham. Nie mogłam spędzić dnia bez niego, tęskniłam, pisałam i w końcu zostaliśmy razem. I było super. Cudowne wakacje zagranicą, wyjazdy ze znajomymi, z jego rodzicami. W styczniiu na naszą rocznicę pojechaliśmy do Budapesztu i było idealnie. Zadnej kłótni, wszystkie decyzje razem, śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak dawniej. Niestety gdzieś od ponad miesiąca bylo tak, że prawie codziennie się kłóciliśmy. Ale tak strasznie. Do tego stopnia, że ze sobą zrywaliśmy. Był płacz, krzyki,wyzwiska, bardzo przykre słowa. Mój chłopak nigdy nie robił mi takich rzeczy, nie podnosił na mnie aż tak glosu, nie mówił aż tak przykrych słów, więc też musi być zmęczony całą tą sytuacją. Nawet wczoraj była taka sytuacja. Najgorsze jest to, że te kłótnie są naprawdę w większości z bardzo małych rzeczy. Są też większe, o pewne nasze zachowania, które wychodzą dopiero teraz. Bardzo mi na nim zależało i nie potrafię się z nim rozstać i nie wiem czy dlatego, że go wciąż jeszcze kocham i chcę walczyć czy dlatego, że boję się zycia bez niego. Ciągle pamiętam te supoer chwile i jak się nie kłócimy jest najlepiej jak tylko może być. Dodam, że w życiu seksualnum od jakiegoś czasu też niezbyt nam się układa. Coraz rzadziej mam ochotę na seks. Kiedyś uprawialiśmy seks kilka razy w ciągu dnia codziennie. Potem coraz rzadziej, a teraz to już naprawdę. Kiedyś nie przeszkadzało mi to, że rodzice są za ścianą, a teraz bardzo się stresuję. Fakt, że czasem mnie bardzo bolą jajniki, a czasem zwyczajnie nie mam ochoty. Ale kiedy już do czegoś dochodzi nie ma we mnie entuzjamu strasznego. I nie wiem czy to również przez to co się dzieje w naszym związku, czy przez to, że po prostu dojrzewa nasz związek i nie potrzebuję seksu codziennie. On nie robi mi żadnych wyrzutów itd. Co mam zrobić? Dodam, że czuję się taka przytłoczona w tym momencie i zmęczona całą tą sytuacją. Kłotnie często wynikały z mojej strony, bo jestem temperamentna. Myślicie, że można uratować nasz związek?
Ludzie się ścierają, to normalne, każdy z nas inny to dopasowuje się. Z tego co piszesz nie wynika nic złego, wam dobrze, ale za często kłócicie się. A czemu są kłótnie- bo mi coś nie pasuje, bo mi też nie, bo jak coś mu, jej nie pasuje, to mi też... Tak często. Może usiąść i porozmawiać o tych kłótniach... Dwoje osób zawsze coś wspólnie postanowi i to lepsze niżeli postanowi jedna osoba.
Hmm. Rozmowa to najlepsze wyjście. Problem w tym, że po naszych największych kłótniach, siadaliśmy, rozmawialiśmy i obiecywaliśmy sobie, że więcej tak nie będzie, że problemy rozwiążemy rozmowa. Niestety, zawsze kończy się tak samo. Moje nerwy nie wytrzymują, krzyczę z byle powodu, oskarżam go. Muszę znaleźć w sobie siłę, żeby tak łatwo nie wybuchać.
Ja tez tak mam,że kłocimy bardzo czesto z moim chłopaniem i to o głupoty ale przeszliśmy dużo.Jak się na prawde Kochacie to dacie rade .;) Tylko musiecie dużo rozmawiać .MÓj chłopak jest taki ze nie chce o tym rozmawiac ale zawsze jakos rozmawimy i też jest na jakis czas dobrze i jest to samo .Ale zawsze jakos dochodzimy do porozumienie.A bardz częto sie kłócicie ?
Ostatmio bardzo często. Też wiele przeszliśmy i daliśmy radę. Pomimo, że jesteśmy młodzi to nasz związek miał niejedną próbę. Na szczęście mój chłopak chce rozmawiać i to zazwyczaj on wychodzi z inicjatywą. Ja jestem bardzo nerwowa i wybucham o byle co. ![]()
Ale o co się tak kłócicie?
. Ja jestem bardzo nerwowa i wybucham o byle co.
O widzisz. I tu widzę problem.
Zapewne większość kłótni wywołujesz Ty. Pora zacząć pracować nad sobą i nad swoją wybuchowością. Ja też niestety należę do nerwusów, a mój mąż do ludzi spokojnych, więc wyobrażam sobie jak musisz dać w kość swojemu chłopakowi, że i jemu puszczą nerwy.
Pracuj nad sobą. Samo się nie zmieni.
Bierzesz pigułki? To niestety tez może być przyczyna Twoich irracjonalnych reakcji.
A mi się wydaje, że to walka o to, kto ma rację i jest ważniejszy. Każdy tak ma. Po pewnym czasie bycia ze sobą próbujemy zaakceptować tą drugą osobę z jej wadami, próbując zmienić jak najwięcej się da.
Ja uważam, że to po protu chwilowy kryzys. W związkach nigdy nie jest idealnie, a bardzo często jest tak że są okresy, gdy czujemy się jak w niebie, ponieważ jest tak dobrze. Jednak za chwilę sytuacja w związku się zmienia i nadchodzi okres burz.
Postaraj się panować nad swoimi wybuchami np. jak będziesz czuła że chcesz kłócić to idź pobiegać czy wsiądź na rower czy po prostu idź na spacer. Jak wrócisz będziesz spokojniejsza i będziesz mogła SPOKOJNIE porozmawiać z Twoim chłopakiem.
P.S. Dużo osób by zrozumieć sytuację związków czy relacji kobieco-męskich poleca książkę "Mężczyźni są z Marsa, akobiey z Wenus" autorstwa John'a Gray'a.
A może spróbujcie jakiejś terapii wspólnej? Ktoś z zewnątrz czasem może pomóc...
Hej !
Mam okropny problem. Z moim partnerem i jego rodzicami mieszkam już od ponad pół roku . Co 2 lub trzy tygodnie zdarzają nam się ostre kłótnie. uważają,że zawsze ja jestem wszystkiemu winna, bo na siłę chcę się pokłócić . Pochodzę z rodziny rozbitej , patologicznej . jestem ciągle zdołowana , płaczliwa nerwowa . dopiero dochodzę do siebie po ucieczce z domu . Próbuję organizować sobie życie tak by móc spokojnie żyć i niczego nie żałować . rodzina całkowicie się ode mnie odwróciła . Do tego mój M ciągle ma do mnie zastrzeżenia ,że mu wszystkiego zabraniam , ograniczam wręcz ,strzelam fochy o byle co . Mimo,że próbuje unikać tematów, które mogą wywołać kłótnię . W Sylwestra mieliśmy taką kłótnie ,że szarpał mnie , przeklinał... mówił,że nie odejdę dopóki z nim nie porozmawiam , bo to jest jego dom i zasady panują tu inne niż w moim. że mam pop***dolone myślenie , tak jak moja matka . rzekomo od pół roku traktuje go jak śmiecia , bo śniadanka i prezenty nie wystarczą aby wynagrodzić to co mu robię . PO tym pamiętnym Sylwestrze jego rodzice kazali nam się rozstać , a mi szukać nowego lokum . a jego ojciec uważa ,że za 2-3 tygodnie będzie następna kłótnia. Nie wiem co robić , pomóżcie .. [ ZDESPEROWANA ] ;(
Poprostu ludzie musza sie dobrac bylem w zwiazku dluzszym bez klotni wielkich moze spreczka mala bez podnoszenia glosu z raz dwa w roku i to wszystko kwestia charakterow , ja jak bym sie tak cigle klocil ni wytrzymal bym co to za zycie szkoda zdrowia i wogole na klotnie a jezeli powstaja ciagle z byle czego to najwyrazniej nie pasuja osoby do siebie.