Beznadziejna nadzieja... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Beznadziejna nadzieja...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Beznadziejna nadzieja...

Witam wszystkich smile

Piszę tutaj ponieważ już sama nie potrafię sobie z tym poradzić. Mój problem jest może trochę dziwny, z lekka śmieszny może nawet. Czasami wydaje mi się, że mi już przeszło, ale jednak TO cały czas powraca... Przechodząc do sedna. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Dosyć krótko, acz intensywnie. Widywaliśmy się codziennie. Było na prawdę miło, był we mnie wpatrzony jak w obrazek i świetnie nam się rozmawiało i ogólnie spędzało razem czas. On powtarzał mi, że nigdy czegoś takiego nie czuł. Nie, nie mówił, że mnie kocha, ale, że jest mu ze mną dobrze. Bardzo trudno otworzyć mi się przed ludźmi, a przed nim wyszło wszystko jakoś tak naturalnie. Pewnego dnia spojrzałam w te jego oczy i poczułam, że się zaczynam zakochiwać. Powiedziałam mu, że zaczynam coś do niego czuć , a on... "że mu się tylko wydawało" sad Myślałam, że umrę w tym momencie sad Stwierdził, że on nie nadaje się do związków i że ja zasługuję na kogoś lepszego:( było mi źle jak cholera, ale co miałam zrobić do miłości nikogo nie zmuszę. eh... wyobrażacie sobie, że po pół roku zadzwonił do mnie i się spotkaliśmy. Odczytałam to jako znak, że może dojrzał, że chce spróbować... ale nie. po tym spotkaniu milczał miesiąc, aż ja w końcu zaproponowałam kolejne. Spotkaliśmy się. Dziwnie było. Usłyszałam tekst "że ty to musisz sobie porządnego faceta znaleźć". Myślę, że nie miał siebie raczej na myśli, więc skoro każe mi kogoś innego szukać to nie chce być ze mną. Wtedy już przestałam się łudzić, że coś jeszcze z tego będzie. Nie chce być ze mną to nie, żyje się dalej. Tylko wiecie co, ja nie potrafię o nim zapomnieć... hmm
Raz na jakiś czas wraca do mnie taka nadzieja głupia, że jeszcze nic straconego, że możemy żyć razem, że się kiedyś odezwie... Choć wiem, że tak nie będzie. Tłumaczę temu swojemu mózgowi: Ej dziewczyno on Cię nie chce! Daj spokój! odpuść!... no i odpuszczam, a potem ta nadzieja wraca znów... irracjonalne wiem. Może to wynika z mojej romantycznej duszy, bo jak go spotkałam, to pamiętam, że pomyślałam, że to może być ten jedyny. Pierwszy raz w moim 25-letnim życiu coś takiego poczułam. I moim problemem jest męcząca mnie właśnie ta przeklęta beznadziejna nadzieja sad

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez tiaMaria (2013-03-13 15:03:45)

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Żeby Ci było nieco lepiej - jakieś 3 lata temu zaczęłam się spotykać z facetem któremu (jak wtedy to wyglądało) bardzo na tym zależało. Ja po prostu chciałam go bliżej poznać, on dość szybko okazywał ,że mu zależy, ale ... jednocześnie mówił z powalającą szczerością ,że on nie jest dość dobry dla mnie. Trwało to jakieś pół roku, ja się zakochałam, sprawy się rozwinęły, tylko po to by w wakacje nas skreślił.
Uznał, że on nie "może mi wiele dać" - szkoda, że tyle to jego myślenie trwało, że się zakochałam, że przedstawiłam rodzinie, etc.

Zaufaj mu jak mówi, że "musisz sobie porządnego faceta znaleźć" - widocznie jego intencje nie są porządne i tylko dołaczysz do grona kobiet które przez niego płaczą.

Skreśl go i szukaj kogoś sensownego !

P.S.
Oczywiście ok.3mieś po zakończeniu znajomości zadzwonił i proponował spotkanie - ZA godzinę, bo ledwo wpadł do miasta 2dni wcześniej i nie ma czasu big_smile musiałabym na głowę upaść ,ale przynajmniej przekonałam się że to kawał gnoja i nigdy więcej go nie zobaczyłam.

3

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Dziękuję tiaMaria za odpowiedź smile Eh... ja po prostu chyba tak boję się samotności i do tego uwierzyłam w to, że to jednak "ten" tylko niezdecydowany, że pewnie jakby mi zaproponował kolejne spotkanie to znów bym poleciała. Taka jestem głupia sad

4

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Rozejrzyj się, facetów jest nieco więcej niż tylko ten jeden "niezdecydowany".
Nie przekonuj nikogo do tego ,że warto dać Wam szansę, skoro on sam zapowiada,że powinnaś szukać kogoś porządnego.
"Mój epizod" nalegał na spotkania, nalegał na rozwój znajomości, a jak układ stał się bardziej wymagający to on zawinął ogon, mimo że deklarowałam że z wieloma rzeczami możemy sobie poradzić. Ale on tego tak nie widział. Ujmując prosto - dostał co chciał, urządził sobie namiętny romansik i "dorósł" do tego by mnie rzucić. Chcesz być taka żałosna ? Nie sądzę, takie sprawy bolą.

Masz sporo czasu na znalezienie TEGO jedynego.

5

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Niestety, ponoc leczenie ran trwa rok. To oczywiscie duze uogolnienie, ale faktem jest, ze po stracie trzeba troche pocierpiec. Ja mam niestety ten problem, ze nigdy nie okazuje facetowi, ze sie angazuje - nie moglabym pierwsza powiedziec, ze go kocham, pierwsza poprosic o spotkanie... Jestem zdania, ze to facet ma zdobywac. Ma to swoje dobre strony - nigdy nikt nie dal mi jeszcze ˝kosza˝, ale z drugiej strony, nawet nie chce wiedziec, ile przez to stracilam...

Szczerze mowiac, dla mnie odzywanie sie do faceta, ktory chociaz raz powiedzialby mi, ze mnie nie chce, byloby jakims rodzajem dyshonoru... Na twoim miejscu pewnie bym go znienawidzila i chciala jak najszybciej zapomniec. Wiem, ze to nie latwe, ale trzeba zacisnac zeby i otworzyc sie na innych.

6

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Niestety, a może stety wink, nie potrafię go znienawidzić. Zanim rozpoczął się nasz romans byliśmy na prawdę fajnymi kumplami. i tego chyba żałuję najbardziej... nadal moglibyśmy się kumplować, od czasu do czasu wyjść na piwo, pośmiać... Ale trudno jest wrócić od "miłości" do przyjaźni... wręcz niemożliwe wydaje mi się to...

a co do odzywania się do niego. Może to był dyshonor, nie wiem. Ale jedno wiem, że gdybym się nie odezwała i nie zaproponowała tego naszego spotkania to dziś miałabym jeszcze większy mętlik w głowie, a tak wiem, że mnie NIE CHCE sad Strasznie to przykre i boli. Uważam się raczej za rozsądną dziewczynę i wiem, że muszę przeczekać, przecierpieć jeszcze troszeczkę. Nie odezwę się już do niego nigdy więcej. Tylko w chwilach samotności nachodzi mnie to dziwne uczucie, że straciłam mężczyznę swojego życia...

Bardzo chciałabym sobie znaleźć kogoś, na pewno łatwiej bym o nim zapomniała. Ale to jest już mój kolejny problem. Mam 25 lat i całym swoim życiu spotykałam się tylko z 2 facetami sad Płeć przeciwna się mną raczej nie interesuje... hmm

7

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Nic sie nie martw...ja tez zakochuje sie powaznie raz na ruski rok:) Nie wpadaj w panike i czekaj cierpliwie. Jestes jeszcze mloda! Moze rzeczywiscie dobrze zrobilas, przanajmniej masz jasna sytuacje. Jesli bedziesz miala ochote sie do niego odezwac, pamietaj, co tu napisalas, zamknij oczy, policz do 10, napisz szybko do kogos (nawet do mnie na maila), zeby cie od tego odwiodl.

8

Odp: Beznadziejna nadzieja...

Jula22 dzięki:*

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Beznadziejna nadzieja...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024