Witam wszystkich ![]()
Piszę tutaj ponieważ już sama nie potrafię sobie z tym poradzić. Mój problem jest może trochę dziwny, z lekka śmieszny może nawet. Czasami wydaje mi się, że mi już przeszło, ale jednak TO cały czas powraca... Przechodząc do sedna. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Dosyć krótko, acz intensywnie. Widywaliśmy się codziennie. Było na prawdę miło, był we mnie wpatrzony jak w obrazek i świetnie nam się rozmawiało i ogólnie spędzało razem czas. On powtarzał mi, że nigdy czegoś takiego nie czuł. Nie, nie mówił, że mnie kocha, ale, że jest mu ze mną dobrze. Bardzo trudno otworzyć mi się przed ludźmi, a przed nim wyszło wszystko jakoś tak naturalnie. Pewnego dnia spojrzałam w te jego oczy i poczułam, że się zaczynam zakochiwać. Powiedziałam mu, że zaczynam coś do niego czuć , a on... "że mu się tylko wydawało"
Myślałam, że umrę w tym momencie
Stwierdził, że on nie nadaje się do związków i że ja zasługuję na kogoś lepszego:( było mi źle jak cholera, ale co miałam zrobić do miłości nikogo nie zmuszę. eh... wyobrażacie sobie, że po pół roku zadzwonił do mnie i się spotkaliśmy. Odczytałam to jako znak, że może dojrzał, że chce spróbować... ale nie. po tym spotkaniu milczał miesiąc, aż ja w końcu zaproponowałam kolejne. Spotkaliśmy się. Dziwnie było. Usłyszałam tekst "że ty to musisz sobie porządnego faceta znaleźć". Myślę, że nie miał siebie raczej na myśli, więc skoro każe mi kogoś innego szukać to nie chce być ze mną. Wtedy już przestałam się łudzić, że coś jeszcze z tego będzie. Nie chce być ze mną to nie, żyje się dalej. Tylko wiecie co, ja nie potrafię o nim zapomnieć... ![]()
Raz na jakiś czas wraca do mnie taka nadzieja głupia, że jeszcze nic straconego, że możemy żyć razem, że się kiedyś odezwie... Choć wiem, że tak nie będzie. Tłumaczę temu swojemu mózgowi: Ej dziewczyno on Cię nie chce! Daj spokój! odpuść!... no i odpuszczam, a potem ta nadzieja wraca znów... irracjonalne wiem. Może to wynika z mojej romantycznej duszy, bo jak go spotkałam, to pamiętam, że pomyślałam, że to może być ten jedyny. Pierwszy raz w moim 25-letnim życiu coś takiego poczułam. I moim problemem jest męcząca mnie właśnie ta przeklęta beznadziejna nadzieja ![]()