Witam
Przeglądam to forum od pewnego czasu i zawsze z uśmiechem czytam odpowiedzi na różne problemy. Czuję, że kobieta jednak najlepiej kobietę zrozumie, a zwłaszcza gdy ma neutralny ogląd na sprawę.
Mój problem mógłby się wydawać normalny i każdemu mógł się zdarzyć jednak sytuacja jest zupełnie chora. Otóż zacznę od początku: 2 lata temu zaczęłam widywać na mieście (w tramwaju ściślej ujmując) chłopaka. Zawsze wracałam z uczelni tą samą trasą i zorientowałam się, że często wracamy razem. Wystarczyło byśmy zetknęli się drugi raz i zaczęliśmy się uśmiechać do siebie nawzajem. W końcu zagadał do mnie i wymieniliśmy się numerami telefonu. Byłam absolutnie wniebowzięta... Zaczęliśmy się spotykać, bardzo intensywnie pisać. Inteligentny, przystojny, z dobrej rodziny, oblegany przez płeć piękną. Dowiedziałam się, że jest już po wielu związkach mimo młodego wieku (ja miałam wtedy 18 lat, on prawie 20). Był nieszczęśliwie zakochany w swojej koleżance już od początku liceum, ale ta skutecznie go ukrócała więc pogodził się z losem i jak to utrzymywał "z czasem wyzdrowiał z tej miłości"(dowiedziałam się tego zupełnie przypadkiem, nie mówił o tym długo, ale jak o zwyczajnym zdarzeniu z przeszłości). Prawdę mówiąc nie wierzyłam żeby tak po prostu mógł się odkochać. Wracając do tego co było między mną, a nim : Wszystko przybrało bardzo szybkie tempo chociaż nie mogę powiedzieć żeby mi się to nie podobało. Czułam coś do niego i już wtedy to wiedziałam. W końcu po paru miesiącach od naszego poznania dostałam deklarację. Chciałam, bardzo chciałam, ale coś powiedziało mi żeby się w to nie wpakować, coś mi zakazało (nie wspominając już o moich przyjaciółkach, które od początku nie były nim zachwycone, ale ich zdaniem wówczas najmniej się przejmowałam, niestety tak to działa choćby nie wiem jak się chciało). Odmówiłam związku, ale poprosiłam go żebyśmy nie tracili kontaktu bo mi na nim zależy. Przystał na to jednak szybko zaczęliśmy się kłócić. W końcu doszło do ostrzejszej kłótni i straciliśmy kontakt prawie na miesiąc, po którym to ja nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego. Umówiliśmy się i dowiedziałam się, że się z kimś spotyka. To był niesamowity cios. Nie długo później co było do przewidzenia zostałam poinformowana o tym, że ma dziewczynę. Nadal się spotykaliśmy i co dziwne nadal próbował zbliżać się do mnie w sposób raczej wykraczający poza koleżeński. Nie mogłam na to pozwolić i po jakimś czasie zaczął mnie olewać, a w końcu zupełnie się odciął. Odmawiał spotkań, mówił, że ma mało czasu. Wtedy dotarło do mnie : zakochałam się. Cierpiałam jak cholera, płakałam i właściwie nie wiedziałam co dalej. Po kilku miesiącach moich męczarni przypadkowo spotkaliśmy się na przystanku (nie spotykaliśmy się co kilka dni jak kiedyś bo się przeprowadził). Zaczęliśmy rozmawiać i jak gdyby nigdy nic wszystko wróciło do normy. Znów się spotykaliśmy, ale tym razem finał był inny. Nie da się chyba tego określić inaczej więc powiem dosadnie : stałam się jego kochanką. Po niedługim czasie dowiedziałam się, że jest nas więcej. Miał dwie, z którymi okazjonalnie sypiał, ale były to jakieś dziewczyny spoza miasta. Ze mną widywał się najczęściej, bywałam w jego domu, poznałam rodziców (oczywiście jako zwykła koleżanka). Już wtedy widziałam, że ta sytuacja jest po prostu nienormalna, ale nie potrafiłam się uwolnić. Międzyczasie on ciągle upierał się przy tym, że kocha swoją dziewczynę (ale oczywiście brakuje mu wrażeń) i byłam pewna, że robił wszystko bym była zazdrosna. Po pewnym czasie znów kontakt nam się nagle urwał. Nie wiedzieć czemu znowu mnie olał i przypomniał sobie o mojej egzystencji po jakiś dwóch miesiącach. Na facetów w moim życiu źle reagował, żadnego nie lubił i nie akceptował jako "mój przyjaciel". Teraz spotykamy się co jakiś miesiąc. Nie sypiamy już ze sobą. Uznał, że "dojrzał do pewnych spraw" i zaczął na poważnie planować życie z tamtą. Zwyczajnie czasem wychodzimy na kawę i rozmawiamy - zawsze z jego inicjatywy. Tylko, że mnie to męczy, za bardzo za nim tęsknie. Trudno widywać mi go co kilka tygodni lub miesięcy na moment bo myślę o nim każdego dnia. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że wtedy kiedy mnie chciał go odrzuciłam. Dobrze wiem, że jest draniem, ale gdy widuję czasem tą dziewczynę czuję, że ja mogłam mieć to wszystko co ona ma. Nie ma spokojnego dnia i jest tylko życie w przekonaniu, że straciłam swoją życiową szansę. Jestem prawie pewna, że nie żywi głębszych uczuć do swojej partnerki i nadal czuje coś do swojej koleżanki (o ile dobrze wiem nadal się widują czasami na stopie przyjacielskiej) to chyba dlatego wtedy się wycofałam, ale dziś żałuję. Czuję, że nigdy nikogo tak nie pokocham. Nie potrafię odmówić mu spotkania kiedy je zaproponuje bo wiem, że będę żałować bardziej niż gdy się na to zgodzę. Nie zwracam praktycznie uwagi na innych mężczyzn. Co robić drogie kobiety? Była któraś z was w podobnej sytuacji kiedyś? Czy jest szansa, że on kiedykolwiek coś do mnie czuł? Nie wiem co robić...
1 2013-03-10 17:36:50 Ostatnio edytowany przez oasisofinsane (2013-03-10 17:40:30)
Jeśli sama się nie szanujesz nie oczekuj że ktoś będzie szanował Ciebie.. życie jest niestety brutalne a Twój "przyjaciel" wcale nie jest przyjacielem, tylko wykorzystuje łatwe naiwne panienki..
Przyjaciel to osoba która dba o nasze uczucia i w życiu by czegoś podobnego nie zrobił - już prędzej sam by zerwał kontakt z Tobą dla Twojego dobra gdyby coś więcej do Ciebie czuł niż chęć zaspokojenia potrzeby.
Zerwij z nim kontakt. Nie pisz nie dzwoń nie umawiaj się - a kiedyś poznasz kogoś kto odwzajemni Twoje uczucia. Jedno jest pewne - to nie będzie ten facet z którym jesteś obecnie.
Na co czekasz?
Chcesz być świadkiem na ich ślubie? eh.
Urwij kontakt, zostaw wszystko za sobą. Nie myśl już po co, dlaczego, jak, nie analizuj- wiem, że to będzie trudne. Ale bądź dzielna! I zobaczysz jak bardzo będziesz dumna siebie jak kiedyś spotkasz go przypadkiem na ulicy, on zobaczy Cię szczęśliwą i go zatka. A Ty poczujesz, że w sumie to on Cię nie obchodzi. I będziesz żyć dalej, nawet zapomnisz, że istniał. Naprawdę
3mam kciuki!
Ja tylko zadam pytanie...
Dlaczego chcialabys byc na miejscu jego dziewczyny i czego jej mozesz zazdroscic.
Przeczytaj jeszcze raz swoj post, wyobrazajac sobie, ze jestes tamta dziewczyna.
Ja juz teraz jej nie zazdroszcze takiego zaklamanego faceta, latajacego od kochanki do kochanki, z miasta do miasta...
po tym co piszesz najgorsze masz chyba za sobą - przejrzałaś na oczy, a to już pierwszy krok to tego żeby skończyć tą znajomość , ja jednak nie radziłabym całkowicie o tej sytuacji zapominać wręcz przeciwnie - wyciągnąć z niej wnioski (a tego nie da się zrobić całkiem zapominając
) aby nie popełnić takiego błędu w przyszłości (być czyjąś 2, 3 , 10 ... ) i przede wszystkim szanować się
a co się stało to się nie odstanie, nie ma co gdybyać , widocznie tak miało być a tobie jest pisany inny dżentelmen
powodzenia !
Ja myślę, że gdybyś wtedy zgodziła się, żeby z nim być, to dzisiaj napisałabyś post: "mój facet mnie zdradza z kilkoma dziewczynami". Dobrze zrobiłaś. I zgadzam się z poprzedniczką, nie powinnaś odbierać od niego telefonów, nie odpisywać na smsy, w końcu zapomnisz. Nie myśl, że nigdy nikogo tak nie pokochasz. Ja też tak kiedyś myślałam. Podkochiwałam się po kryjomu w chłopaku prawie 10 lat, on nie miał o tym pojęcia. Zaczęliśmy się spotykać i tak strasznie mnie zranił, że myślałam wtedy, że świat mi się zawalił i że nikogo już tak nie będę umiała pokochać. Dzisiaj się cieszę, że tak się stało, bo wyleczyłam się z tego wieloletniego uczucia. A dzisiaj nie dotknęłabym go kijem przez szmatę ![]()
7 2013-03-11 19:44:10 Ostatnio edytowany przez oasisofinsane (2013-03-11 19:47:32)
Dziękuję bardzo za te wszystkie słowa otuchy.
Niestety to bardzo trudne po prostu nie odpisywać... Wiem, że jeśli tego nie zrobię to będę miała jeszcze bardziej sobie za złe. To moja pierwsza miłość (byłam wcześniej w kilku związkach, ale to zdecydowanie nie były głębsze uczucia jak się potem miałam okazję przekonać) i stąd myśl, że to już nigdy się nie zdarzy. Boję się, że spotkam go nawet za kilka lat na ulicy i wszystko wróci skoro po przerwach w kontakcie nigdy nie jest nawet odrobinę lżej... Co do dziewczyny... Żyje w nieświadomości. Wiem tyle, że jest od nas młodsza i jest żelazną, bardzo ułożoną dziewicą. Tak, nie usprawiedliwia... niestety.
Pierwsza miłość, nie zawsze musi być tą największą. Gdy trafi sie taki wstrętny oszust, to warto o tej pierwszej miłości szybko zapomnieć. Nie warto sobie niszczyć życia dla "iluzji", bo to zwykła iluzja jest..."on jako wierny i kochający partner". Z Tobą pewnie robił by to samo, zdradzał i oszukiwał, więc nie warto... życie jest zbyt krótkie, żeby je marnować na byle kogo...