Witam
Proszę o pomoc a nie o potępienie jestem 20 lat po ślubie mam dwoje dzieci i na starość się zakochałem w innej kobiecie. W domu totalna rutyna jak w filmie ,nie potrafię znaleźć wspólnych tematów z żoną po prostu nuda .Dwa lata temu poznałem wspaniałą kobietę z biegiem czasu ją pokochałem i czuje się niesamowicie wolny wysłuchany czuje po prostu że to jest kobieta z moich snów nie potrafie bez niej normalnie egzystować.Ale całkiem niedawno wyszło wszystko na jaw że mamy romans tak u mnie jak i u niej i zaczęło się piekło.Gdzieś próbujemy walczyć o swoje rodziny ale cały czas jesteśmy potępiani choć dali nam szanse by to naprawić ale tak naprawde nie czujemy tego .Prawda jest taka że ja osobiście pokochałem ją przez tą sytuacje jeszcze bardziej .Strasznie ją kocham chciałbym z nią być a zarazem nie chcę skrzywdzić rodziny nie daje rady nie wiem co mam robić zostawić rodzine i być szczęsliwym czy walczyć o rodzine i zawsze do końca udawać i grać że jest ok.
Trzeba pamiętać, że kobieta u boku, ta żona, była kiedyś postrzegana tak samo prawdopodobnie jak obecna kobieta. Nie krzywdzi się osób, a jeśli to nieuniknione to postępuje się tak, by jak najmniej bólu wyrządzić. Po prostu porozmawiać zawczasu, czego nie było i ma prawo czuć się źle i oszukana.
Każdy mężczyzna ma w swoim życiu kilka miłości, nie jedną ale kilka kobiet, z którymi coś go łączyło, łączy albo będzie. Tylko nie wiadomo która jest tą ostatnią. Prawda jest taka, że każde uczucie można zabić, ale czy będzie się przez to szczęśliwym przez nast. 10,20 lat, czy czasem za rok, czy 2 nie pojawi się ktoś nowy...
Krzywdzisz rodzinę, bo zostajesz z nią dla obowiązku.
Tak nie postępuje dobry mąż i ojciec.
Ale całkiem niedawno wyszło wszystko na jaw że mamy romans tak u mnie jak i uniej i zaczęło się piekło.Gdzieś próbujemy walczyć o swoje rodziny ale cały czas jesteśmy potępiani choć dali nam szanse by to naprawić ale tak naprawde nie czujemy tego .
A na co liczyłeś na pogłaskanie po główce?
Próbujecie walczyć o swoje rodziny? widocznie mało się staracie, jeśli ktoś chce znajdzie sposób, jeśli nie chce znajdzie powód, Ty masz pretensje do żony, że nie czujesz tego, to Ty masz się teraz starać, bo Ty zawiodłeś. Porozmawiaj z żoną, a nie czekaj aż samo się poukłada.
69sla69 decyzja należy oczywiście do Ciebie, lecz jeśli nie wyrzucisz z serca tej wspaniałej kobiety małżeństwa nie uratujesz nie ma takiej opcji. Musisz wybrać i tego konsekwentnie się trzymać. Jeśli w domu taka "rutyna" to czemu nie odejdziesz i nie zostaniesz sam? Ty nie chcesz żony opuścić dopóki nie będziesz pewny, że tamta kobieta też odejdzie od swojego męża. Wtedy pewnie byś się zdecydował na jakiś konkretny krok. Teraz boisz się cokolwiek zrobić, aby nie zostać bez rodziny i bez tej wspaniałej kobiety. Czy gdyby się ona nie pojawiła pomyślałbyś o opuszczeniu żony? Podejrzewam, że nie, motylki się pojawiły to i myśli o opuszczeniu rodziny. Twój wybór, bo to Ty będziesz ponosił tego konsekwencje. A jak się nie uda myślisz, że żona się zgodzi na Twój powrót, liczysz się z tym że możesz być sam?
Sam musisz podjac decyzje i sam bedziesz ponosil konsekwencje tej decyzji...Ja powiem tylko tyle-warto mimo wszystko walczyc o wlasne szczescie czasem kosztem innych...powodzenia!
Sam musisz podjac decyzje i sam bedziesz ponosil konsekwencje tej decyzji...Ja powiem tylko tyle-warto mimo wszystko walczyc o wlasne szczescie czasem kosztem innych...powodzenia!
A rodzina? Szczęście dzieci, żony? Warto im zabrać to szczęśliwe i ułożone życie, by samemu sobie je zapewnić(choć tego nie wiesz na 100%). Czysty egoizm robić wszystko aby sobie dogodzić, nie patrząc na ludzi żyjących obok.
halina78 napisał/a:Sam musisz podjac decyzje i sam bedziesz ponosil konsekwencje tej decyzji...Ja powiem tylko tyle-warto mimo wszystko walczyc o wlasne szczescie czasem kosztem innych...powodzenia!
A rodzina? Szczęście dzieci, żony? Warto im zabrać to szczęśliwe i ułożone życie, by samemu sobie je zapewnić(choć tego nie wiesz na 100%). Czysty egoizm robić wszystko aby sobie dogodzić, nie patrząc na ludzi żyjących obok.
Często w życiu jest tak, że trzeba podejmować trudne decyzje. Wtedy kierujemy się egoizmem. Jeśli ktoś kocha a ty nie - odejdziesz i to niby egoizm, ale jednak tak trzeba, by dać szansę sobie i komuś innemu.
Często w życiu jest tak, że trzeba podejmować trudne decyzje. Wtedy kierujemy się egoizmem. Jeśli ktoś kocha a ty nie - odejdziesz i to niby egoizm, ale jednak tak trzeba, by dać szansę sobie i komuś innemu.
69sla69 nie pisze, że nie kocha żony, pisze, że jest nudno, a to można zmienić, trzeba tylko szczerze porozmawiać i ustalić, czy da się coś zmienić czy nie. Wszystko co nowe jest ciekawe, z czasem wdaje się rutyna i nie każdemu ona pasuje. Nowa znajoma też kiedyś może stać się nudna i już nie tak pociągająca. Może liczysz na to 69sla69, że to żona załatwi sprawę(wystawi walizki), wtedy nie będziesz musiał podejmować decyzji.
9 2013-03-06 23:48:10 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-03-06 23:51:30)
Co zrobiła ci twoja Zona ze traktujesz ja jak nic nie warty nudny przedmiot za który jestes na dodatek odpowiedzialny???
Chłopie. Daruj sobie. Dwuletni romans a ty ratunesZ rodzine?? Raczej przedłużasz jej Agonie.
Jak ci to powiedzieć. Twoja Zona zasługuje na cos wiecej. Na uczciwość szczerość i miłośc.
Nie masz tego dla niej to spadaj.
Uwolnij ja od siebie. Daj jej żyć. Zasłużyła by być kochana. Jak każdy człowiek. To co jej dajesz to popluczyny. Uszanuj jej wartość i godność.
Idź do kochanki. Napewno będziecie teraz szczęśliwi jak dwa wrobelki.
Żaden człowiek nie potrzebuje bylejakosci. Twoja Zona także.
Nawet sie nie zastanawiaj.
Odejdz. Daj jej być sZczesliwa.
Nie masz jej nic do zaoferowania.
Zupełnie nic.
Nie widzisz tego jeszcze? To zobacz. Po prostu.
Na jakiej podstawie zakładasz ze stanowisz dla swojej zony jakikolwiek wartość? Jestes balastem w jej życiu.
A ona w przeciwieństwie do ciebie moze czuc sie związana tymi dwudziestoma latami.
Więc zwróć jej wolność. Zasłużyła na to by ktoś ja kochał.
Nie rozumiesz tego??
Witam
Proszę o pomoc a nie o potępienie jestem 20 lat po ślubie mam dwoje dzieci i na starość się zakochałem w innej kobiecie.W domu totalna rutyna jak w filmie ,nie potrafię znaleźć wspólnych tematów z żoną po prostu nuda .Dwa lata temu poznałem wspaniałą kobietę z biegiem czasu ją pokochałem i czuje się niesamowicie wolny wysłuchany czuje po prostu że to jest kobieta z moich snów nie potrafie bez niej normalnie egzystować.Ale całkiem niedawno wyszło wszystko na jaw że mamy romans tak u mnie jak i uniej i zaczęło się piekło.Gdzieś próbujemy walczyć o swoje rodziny ale cały czas jesteśmy potępiani choć dali nam szanse by to naprawić ale tak naprawde nie czujemy tego .Prawda jest taka że ja osobiście pokochałem ją przez tą sytuacje jeszcze bardziej .Strasznie ją kocham chciałbym z nią być a zarazem nie chcę skrzywdzić rodziny nie daje rady nie wiem co mam robić zostawić rodzine i być szczęsliwym czy walczyć o rodzine i zawsze do końca udawać i grać że jest ok.
Normalnie jakbym mojego byłego męża czytała....z tym, że nigdy między nami nudy nie było...a jednak wdał sie w romans...."męczył" się biedaczek rok z rodziną, ze swoimi wyrzutami sumienia....ale w końcu spakował się i patrząc jak wyję z bólu wyszedł bez mrugnięcia okiem...
Uczucie które mi wtedy towarzyszyło jest nie do opisania...najgorszemu wrogowi nie życzę!
Powodzenia!
I dobrze pisze Endaluzja...nie przedłużaj agonii...odejdź!
69sla69
nie zauważyłeś niczego w swoim poście?
NUDA.
Jasne że po tylu latach jest nuda i monotonia.
A co Ty zrobiłeś aby ta nuda się nie zakradła?
I nie zwalaj tu winy tylko na kobietę.
I myślisz że Ty tę nową kochasz? Nie kochasz.
Jesteś zauroczony nowością...a po nowości przyjdzie...nuda. I co poszukasz sobie nowej? A latka uciekają....
12 2013-03-07 08:38:23 Ostatnio edytowany przez betina2 (2013-03-07 08:40:37)
Och ... sa panowie co szukaja czegos nienudnego do poznej starosci wrecz.
A jedynym lekarstwem zas jest kobitka na boku.
Jezeli jest pustostan w glowie, to nudno sie zrobi w kazdym nastepnym zwiazku.
Zeby bylo interesujaco, to trzeba samemu tez cos interesujacego zaproponowac.
Najlepiej siasc na przyzbie i wzdychac ..jak nudno............... .
Zdaje sie, ze masz juz posprzatane.
Pozostaje uregulowac sprawy rozwodowo- majatkowe i hop w nowe zycie.
Tylko dbaj mocno coby znowu nuda nie zawialo.
Moze zawczasu znajdz jakies hobby - rybki, znaczki........
Endi - pieknie napisalas - nic dodac,ani ujac!!!!
Co zrobiła ci twoja Zona ze traktujesz ja jak nic nie warty nudny przedmiot za który jestes na dodatek odpowiedzialny???
Chłopie. Daruj sobie. Dwuletni romans a ty ratunesZ rodzine?? Raczej przedłużasz jej Agonie.
Jak ci to powiedzieć. Twoja Zona zasługuje na cos wiecej. Na uczciwość szczerość i miłośc.
Nie masz tego dla niej to spadaj.
Uwolnij ja od siebie. Daj jej żyć. Zasłużyła by być kochana. Jak każdy człowiek. To co jej dajesz to popluczyny. Uszanuj jej wartość i godność.
Idź do kochanki. Napewno będziecie teraz szczęśliwi jak dwa wrobelki.
Żaden człowiek nie potrzebuje bylejakosci. Twoja Zona także.
Nawet sie nie zastanawiaj.
Odejdz. Daj jej być sZczesliwa.
Nie masz jej nic do zaoferowania.
Zupełnie nic.
Nie widzisz tego jeszcze? To zobacz. Po prostu.Na jakiej podstawie zakładasz ze stanowisz dla swojej zony jakikolwiek wartość? Jestes balastem w jej życiu.
A ona w przeciwieństwie do ciebie moze czuc sie związana tymi dwudziestoma latami.
Więc zwróć jej wolność. Zasłużyła na to by ktoś ja kochał.
Nie rozumiesz tego??
Racja.
Kolejny miś z mokrym noskiem co to żona - nudna żona stoi na drodze do szczęścia.
Żal.
Czy mój narzeczony też taki będzie za 20 lat?
Strach się bać ![]()
Czytam was i nie rozumiem!Czyli byc z kims pomimo tego ze sie jest nieszczesliwym?Ludzie!
Czytam was i nie rozumiem!Czyli byc z kims pomimo tego ze sie jest nieszczesliwym?Ludzie!
Chyba zle czytalas........
Wręcz przeciwnie halinko. Niech sobie weźmie to co uważa za szczescie. I niech korzysta. Ale nie kosztem swojej zony. Niech da jej święty spokój i prawo do szczescia...
Strasznie ją kocham chciałbym z nią być a zarazem nie chcę skrzywdzić rodziny (...)
Ależ Ty już skrzywdziłeś swoją rodzinę! I nie rozumiem tego stwierdzenia, że zabiła Was rutyna, że było nudno - przecież za rutynę, bylejakość w związku i wypalenie się uczucia zwykle odpowiada nie jedna, a obydwie strony. Badania pokazują, że zauroczenie mija najpóźniej w szóstym roku od wzajemnego poznania się partnerów - to wtedy właśnie zaczyna opadać poziom chemii, która do tej pory była za ten stan odpowiedzialna. I to też właśnie wtedy, aby związek miał szansę być nadal ekscytujący, trzeba zacząć starać się podwójnie. Jeśli ktoś tego nie rozumie, nie powinien potem narzekać, przypuszczalnie doszukując się winy wszędzie, byle nie u siebie, a przy tym oddalając się w zupełnie inną stronę.
Niemniej jeśli żony nie kochasz, to odpuść - dla dobra własnego i dla jej dobra, bo musisz zdać sobie sprawę, że od tej pory nic już nie będzie takie samo. I jeśli zabraknie Ci ogromnych pokładów miłości, cierpliwości, pokory, szacunku i rzeczywistej chęci zmiany, to tego już nie uratujesz, a skoro tak, to lepiej oboje dajcie sobie szansę na zbudowanie swojego życia od nowa.
OLINKO,nie jestem w stanie cos jeszcze dodać do tego co napisałaś. AMEN
Moje odczucia są dokładnie takie same. A to czego nie toleruje naprawdę to przekonania takich facetów ze jak sie poświęca i zostaną z żonami to zrobią jej dobrze.
W momencie zdrady stajecie sie oprawcami. Jako sprawcy przemocy i gwałtu na uczuciach kogoś kto wam ufał...
I jeśli nie ma tobie przekonania ze kochasz zone i chcesz zostać z nią ... To nie ponizaj jej swoim poświęceniem.
Jest warta miłości. A nie poświęcenia.
Witaj podsumowując zdradziłeś no i nadal to robisz , co gorsza nie zrozumiałeś błędu nie chcesz naprawiać Więc po co jesteś z Żoną uszanuj Ją i powiec że to koniec . Przeżyłeś z nią tyle lat należy Jej się to Ty jej nie potrafisz dawać szczęścia tylko ją krzywdzisz swoim postępowaniem Tak będzie ją cholernie boleć ale bedzie jej lepiej jak zakończysz ją krzywdzic!
Wystarczy tylko jak wyobrazisz sobie sytuację odwrotną,ciekawe co byś zrobił i jak byś się czuł?
No i jeszcze pozostaje kwestia Pani od zakochania, czy ona rowniez "nie chce krzywdzic rodziny", czy moze sklonna rzucic sie na gleboka wode?
Założyciel wątku się nie odzywa. Podjął decyzję? 69sla69 napisz jakie poczynisz kroki w rozwiązaniu tej sytuacji.
24 2013-03-09 14:38:10 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-03-09 20:53:15)
Czytam i dalej nie wiem co robić większość z was mnie oskarża macie racje to ja zdradziłem ale nikt nie pyta dlaczego ?Napisałem ogólnikowo NUDA Tak naprawdę nie zaczęło to się od romansu miałem dość już dużo wcześniej często z żona rozmawiałem co mnie boli co mi nie pasuje ale ona zawsze podczas rozmowy pokazywała nerwy i uciekała do drugiego pokoju ,robiłem wiele nie raz proponowałem wyjście gdziekolwiek spacer,kino czy wyjazd ale zawsze słyszałem "jestem zmęczona".A co do romansu tak trwał 2 lata ale nie został zbudowany na sexie tylko na rozmowach na przyjaźni kobiety z facetem razem się wspieraliśmy co zrobić by nasze życie rodzinne było lepsze wspieraliśmy się w trudnych decyzjach życiowych nie ma przed nami tematów tabu ,sex przyszedł później .Macie racje sytuacja bardzo trudna tylko ile z was było czy jest w takiej sytuacji ile z was ma odwagę przyznać się że gdzieś popełniliście błąd ? Naprawdę chce ratować rodzinę choć robię wszystko by moja żona była szczęśliwa ona mi nie pomaga tylko cały czas krytyka przerasta mnie to bo jak ktoś komuś daje szanse to tak jak by komuś dał nowe życie bul pozostanie wiem o tym ale czy tak naprawdę musi być dziennie na jej ustach ? Wiele pytań bez odpowiedzi.Tak kocham jak to piszecie kochankę ale nie za sex tylko za to kim dla mnie jest za to że mnie wspiera że jest kiedy jej potrzebuje i za to że jest całkowicie ze mną szczera czego mi brakuje i brakowało w moim życiu Ale i tak tego nie zrozumiecie
Pozdrawiam...
25 2013-03-09 19:25:22 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-03-09 19:55:45)
Wybacz to pytanie, ale...czy spośród łopatologicznych metod przełamania rutyny w małżeństwie zaproponowałeś żonie wspólną sesję w poradni małżeńskiej lub psychologa? Sam jestem w trakcie rozwodu i choć mój związek trwał 4 lata + 2 lata małżeństwa, to po półrocznym "byciu sam" przemyślałem wiele ze swojego życia małżeńskiego i doszedłem do wniosku, że czasem milczenie, próby ucieczki od rozmów ze strony partnera/partnerki są wołaniem o pomoc, ale w sposób ukryty...
Niestety, niepokoi mnie stwierdzenie z Twojej strony "często z żona rozmawiałem co mnie boli co mi nie pasuje". Ona też czuje, też cierpi. Ona też miała problemy. Może tu leży Twój błąd? Za bardzo skupiałeś się na swoich problemach? Może zacząć należało od zrozumienia problemów żony a w następnej kolejności naprawieniu Waszych wspólnych ? Nie stricte Twoich?
Bardzo podoba mi się, że to, że nie wypierasz się swoich błędów. Doceniam to, bo to wymaga dojrzałości i odwagi spojrzenia w lustro życia. Tylko, czy masz tą pewność, że zrobiłeś absolutnie wszystko, by przepracować problemy małżeńskie zanim uznałeś, że to Cię przerosło? Nie zapominajmy, że kiedyś powiedzieliśmy sobie coś, co jest fundamentem wartości którymi powinniśmy się kierować..."w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i nieszczęściu...nie opuszczę Cię aż do śmierci...".
""I know, here is my secret, a very simple secret: it`s only with the heart that one can see rightly, what is essential invisible to the eye". Warto się nad tym zastanowić.
Nie potępiam Twojego posunięcia, ale też go nie popieram, bo nie znam wszystkich aspektów Twojej sprawy. Ale zawsze warto walczyć do samego końca o coś, czemu oddaliśmy kiedyś całe serce.
Pozdrawiam serdecznie
26 2013-03-09 20:48:04 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-03-09 21:28:20)
Ja jestem facetem 36 lat po ślubie a razem 42 lata i w związku z tą rutyną jaka jest w małżeństwie ja walczę o swój związek. Nigdy nie zostawiłbym dzieci,
Dziwię się Tobie.
Dla mnie jesteś zdrajcą i usunięte przez moderatora.
Odpowiedz mi na pytanie.
Bzykałeś żonę, była dobra i co teraz jest be........, to usunięte przez moderatora i szanuj matkę swoich dzieci.
Naprawde chce ratować rodzinę choć robię wszystko by moja żona była szczęśliwa ona mi nie pomaga tylko cały czas krytyka przerasta mnie to bo jak ktoś komuś daje szanse to tak jak by komuś dał nowe życie ból pozostanie wiem o tym ale czy tak naprawdę musi być dziennie na jej ustach ? Wiele pytań bez odpowiedzi.Tak kocham jak to piszecie kochankę, ale nie za sex tylko za to kim dla mnie jest za to że mnie wspiera że jest kiedy jej potrzebuje i za to że jest całkowicie ze mną szczera czego mi brakuje i brakowało w moim życiu Ale i tak tego nie zrozumiecie
Pozdrawiam
A skąd wiesz, że tego nie zrozumiemy? Ale nawet jeśli nie zrozumiem, to mogę Ci wytłumaczyć co masz robić, aby naprawdę zawalczyć o rodzinę. Po pierwsze i najważniejsze - kochankę zupełnie wyrzucić ze swojego życia, definitywnie urwać tę znajomość i zapomnieć - wyrzucić numer oraz adres z komórki i z pamięci, nie szukać kontaktu, nie dążyć do spotkań, dać jej do zrozumienia, że walczysz o małżeństwo i dla niej nie ma już miejsca. Inaczej się po prostu nie da!
Oczywiście, że najprościej byłoby, żeby żona przeszła nad tym, co jej zafundowałeś, do porządku dziennego, ale jeśli jej choć odrobinę na Tobie zależy, to jest to zwyczajnie niemożliwe - zraniłeś ją, zawiodłeś, zdeptałeś wszystkie wspólnie przeżyte lata. Uwierz, ona też chciałaby, ale nie potrafi, bo jej świat właśnie się zawalił, straciła poczucie bezpieczeństwa, wiarę w Ciebie i Wasze małżeństwo, zaufanie, być może jej własne poczucie wartości i kobiecości też z hukiem legło w gruzach, a Ty chciałbyś, aby znosiła to po cichutku i w pokorze? Dlaczego? Przecież to nie ona nawaliła. Jeśli więc naprawdę chcesz walczyć, to nie ona, a Ty powinieneś ze spuszczoną głową, po cichutku i w pokorze znosić to wszystko, co właśnie się dzieje. Mało tego, to Ty musisz jej teraz udowodnić, że ten ból w ogóle ma sens. I powiem Ci, że tak - naprawdę on musi być codzienne na jej ustach, bo ona w ten sposób nie tylko z nim walczy, ale też daje upust swoim emocjom. Przygotuj się też, że to potrwa nie tydzień, nie dwa, ale co najmniej kilka miesięcy, może rok, dwa lata, trzy.
Nikt Ci tutaj nie powie, że będzie łatwo, dlatego, choć już raz napisałam, raz jeszcze powtórzę - jeśli jednak Cię to wszystko przerasta, a Tobie szczerze i głęboko nie zależy, to odpuść.
Czytam i dalej nie wiem co robić większość z was mnie oskarża macie racje to ja zdradziłem ale nikt nie pyta dlaczego ?Napisałem ogólnikowo NUDA Tak naprawdę nie zaczęło to się od romansu miałem dość już dużo wcześniej często z żona rozmawiałem co mnie boli co mi nie pasuje ale ona zawsze podczas rozmowy pokazywała nerwy i uciekała do drugiego pokoju ,robiłem wiele nie raz proponowałem wyjście gdziekolwiek spacer,kino czy wyjazd ale zawsze słyszałem "jestem zmęczona".A co do romansu tak trwał 2 lata ale nie został zbudowany na sexie tylko na rozmowach na przyjaźni kobiety z facetem razem się wspieraliśmy co zrobić by nasze życie rodzinne było lepsze wspieraliśmy się w trudnych decyzjach życiowych nie ma przed nami tematów tabu ,sex przyszedł później .Macie racje sytuacja bardzo trudna tylko ile z was było czy jest w takiej sytuacji ile z was ma odwagę przyznać się że gdzieś popełniliście błąd ? Naprawdę chce ratować rodzinę choć robię wszystko by moja żona była szczęśliwa ona mi nie pomaga tylko cały czas krytyka przerasta mnie to bo jak ktoś komuś daje szanse to tak jak by komuś dał nowe życie bul pozostanie wiem o tym ale czy tak naprawdę musi być dziennie na jej ustach ? Wiele pytań bez odpowiedzi.Tak kocham jak to piszecie kochankę ale nie za sex tylko za to kim dla mnie jest za to że mnie wspiera że jest kiedy jej potrzebuje i za to że jest całkowicie ze mną szczera czego mi brakuje i brakowało w moim życiu Ale i tak tego nie zrozumiecie
Pozdrawiam...
Jak chcesz zobaczyć jak walczy się o związek to poczytaj moje posty.
Ja wielokrotnie mogłem zdradzić żonę, ale ja jej nie zdradzę. Pójdę do łóżka z inną kobietą jak będę wolny.
Nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy jestem z nią a bzykam się z inną.
Zdrajcą nigdy nie będę, a miałem wiele okazji.
liczyłem na zrozumienie na pomoc ale zostałem potępiony ok rozumie was wasze udane związki miłosc wirnośc tylko pozostaje pytanie jak jest tak ok to co tu robicie dorabiacie za psychologa ? tak ja osobiście byłem rozmawiałem on mnie zrozumiał ale potrzebowałem czegos więcej pomyślałem o ludziach w podobnymi problemami a co dostałe w zamian że mam walić konia chłopie zastnów się co piszesz jak ci tak dobrze to sobie wal konia mnie to nie interesuje potrzebowałem miłości zrozumienia i to dostałe ale nie od własnej żony pokochałem tą kobiete nie za sex tylko za to kim dla mnie jest.
a jeśli chodzi o dzieci to one zawsze będą przezemnie kochane bo są też moje może odejde może teraz tego nie zrozumią ale kiedys dorosna i zrozumią moją decyzje jak taka podejme
Pozdrawiam
69.
Dlaczego chcesz zostać z Zona?
Kochasz inna.
Ja. Chociaż jestem kobieta Zdradzona. Uważam. Ze w tej sytuacji powinieneś odejść od zony. Po prostu. Ani ty ani ona nie poradzicie sobie w tej sytuacji.
69dla69, mnie najbardziej razi to zakłamanie - ,,chcę żeby żona była ze mną szczęśliwa, ale kocham kochankę", ,,chcę mieć w domu spokój, ale nie zrobię nic w tym kierunku, aby żonie pokazać, że warto na powrót mi zaufać". Ten spokój i ta cisza mają po prostu być, przyjść same, bez miłości, pracy nad związkiem i pewnie też bez rezygnacji z kochanki. Ty zwyczajnie chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko, ale nie rozumiesz, że tak się nie da.
Ja naprawdę wiem o czym piszę, bo przez wszystkie wspólne lata walczę o swoje małżeństwo i swoje w nim szczęście jak lwica, choć czasem wątpiłam, że to ma jeszcze sens, czasem mi się wymykało, to jednak zawsze wiedziałam, co jest dla mnie najważniejsze. Z kolei doświadczenie i obserwacje pokazały mi na czym to wszystko polega i jak to osiągnąć.
ile z was ma odwagę przyznać się że gdzieś popełniliście błąd?
Nie wiem ilu z nas, ale ja na pewno.
Olinko bardzo dziękuje tak jak pisałem jestem 20 lat po ślubie poświęciłem wszystko dla rodziny znajomych kolegów wszystkich bo dla mnie była ważna rodzina co dostałe w zamian oskarżanie przez prawie 15 lat o żeczy których nie robiłem wyżuty i inne sesje miałem okazje zrobić coś o wielwcześniej mam prace i czasmi mam wyjazdy zawsze byłem sobą nic głupiego nie robiłem a byłem oskarżany szykanowany i potepiany .Zostałe z problemami sam nikt mi nie pomagał wychowanie synów w tych czasach jest trudne też byłem sam ale co tam bede sie rozpisywał zaraz ktoś powie że sie bronie a to nie oto chodzi dawałem miłośc oparcie a nie dostawałem tego w zamian choć o to prosiłem prosiłem o zrozumienie ale ja miałem wszystko rozumiec tylko nikt nie chciał zrozumieć mnie dlatego jest mi tak trudno.Tak boje sie odejś bo wiem że sobie nie dadzą rady bezemnie tak kocham dzieci ale nic juz nie czuje do żony nawt nie mam juz siły walczyć tu nie chodzi o to że odejde i pujde do kochanki poprostu bo to nie jest rozwiązanie bo nie buduje sie szczęscia naczyimś nieszczęściu !
Pozdrawiam
Ale jakieś rozwiazanie musisz znaleźć.
Nie da sie tak po prostu trwać....
Wybacz to pytanie, ale...czy spośród łopatologicznych metod przełamania rutyny w małżeństwie zaproponowałeś żonie wspólną sesję w poradni małżeńskiej lub psychologa? Sam jestem w trakcie rozwodu i choć mój związek trwał 4 lata + 2 lata małżeństwa, to po półrocznym "byciu sam" przemyślałem wiele ze swojego życia małżeńskiego i doszedłem do wniosku, że czasem milczenie, próby ucieczki od rozmów ze strony partnera/partnerki są wołaniem o pomoc, ale w sposób ukryty...
Niestety, niepokoi mnie stwierdzenie z Twojej strony "często z żona rozmawiałem co mnie boli co mi nie pasuje". Ona też czuje, też cierpi. Ona też miała problemy. Może tu leży Twój błąd? Za bardzo skupiałeś się na swoich problemach? Może zacząć należało od zrozumienia problemów żony a w następnej kolejności naprawieniu Waszych wspólnych ? Nie stricte Twoich?
Bardzo podoba mi się, że to, że nie wypierasz się swoich błędów. Doceniam to, bo to wymaga dojrzałości i odwagi spojrzenia w lustro życia. Tylko, czy masz tą pewność, że zrobiłeś absolutnie wszystko, by przepracować problemy małżeńskie zanim uznałeś, że to Cię przerosło? Nie zapominajmy, że kiedyś powiedzieliśmy sobie coś, co jest fundamentem wartości którymi powinniśmy się kierować..."w zdrowiu i chorobie, w szczęściu i nieszczęściu...nie opuszczę Cię aż do śmierci...".""I know, here is my secret, a very simple secret: it`s only with the heart that one can see rightly, what is essential invisible to the eye". Warto się nad tym zastanowić.
Nie potępiam Twojego posunięcia, ale też go nie popieram, bo nie znam wszystkich aspektów Twojej sprawy. Ale zawsze warto walczyć do samego końca o coś, czemu oddaliśmy kiedyś całe serce.
Pozdrawiam serdecznie
W całości popieram....nie oceniam tylko zadaj sobie pytanie czy zrobiłeś absolutnie wszystko, żeby uratować związek z żoną.Te przestarzałe słowa: Kocham cię i nie opuszczę, aż do śmierci...przecież maja jakiś większy wydźwięk....zastanów się czy bolałoby cię, gdyby żony nie było obok, czy byś tęsknił, co byś czuł, gdyby ona tak zrobiła.....Być może wystarczy trochę zaangażowania, by ten związek odżył, spróbuj to uratować.....dopiero jeśli poczujesz, że nie ma nic podejmuj decyzję, za coś ją w końcu pokochałeś....w życiu wspólnym nie liczą się tylko te motylki w brzuchu, ale wsparcie, poczucie miłości, szacunek, gotowość do poświęceń, życzę ci podjęcia właściwej decyzji byście jak najmniej cierpieli.....
Czytam i dalej nie wiem co robić większość z was mnie oskarża
A na co liczyłeś?
Pewnie, ze wszyscy ci napiszą: zostaw tą starą, jędzowatą i oziębłą żonę, która tylko cię krzywdzi i nie potrafi zadbać o ciebie i biegnij do młodej, pięknej, powabnej i rozgrzanej na maksa kochanki. Będziecie szczęśliwi!!! A twoja obłudna małżonka nie tylko powinna smażyć się w piekle, ale jeszcze płacić tobie i twojej kochance alimenty do końca życia i dłużej.
macie racje to ja zdradziłem ale nikt nie pyta dlaczego ?
Bo jesteś głupim i prymitywnym człowiekiem. Madry zaradny facet nie poleci do pierwszej lepszej zapchaj dziury, tylko dlatego, bo mu się nudno w małżeństwie zrobiło. Mało tego, mądry i wartosciowy facet nie dopuści w swoim malżeństwie do totalnej nudy i zupełnego oddalenia się żony, a ty doprowadziłeś do tego, że własna żona patrzeć na ciebie nie może.
Napisałem ogólnikowo NUDA Tak naprawdę nie zaczęło to się od romansu miałem dość już dużo wcześniej często z żona rozmawiałem co mnie boli co mi nie pasuje ale ona zawsze podczas rozmowy pokazywała nerwy i uciekała do drugiego pokoju ,robiłem wiele nie raz proponowałem wyjście gdziekolwiek spacer,kino czy wyjazd ale zawsze słyszałem "jestem zmęczona".
Tak piszą nic warte zapchajdziury. Chyba zbyt długo przebywałeś w ich towarzystwie, skoro zaczynasz gadać ich językiem i myśleć ich mikromużdżkami.
A co do romansu tak trwał 2 lata ale nie został zbudowany na sexie tylko na rozmowach na przyjaźni kobiety z facetem razem się wspieraliśmy co zrobić by nasze życie rodzinne było lepsze wspieraliśmy się w trudnych decyzjach życiowych nie ma przed nami tematów tabu ,sex przyszedł później .Macie racje sytuacja bardzo trudna tylko ile z was było czy jest w takiej sytuacji ile z was ma odwagę przyznać się że gdzieś popełniliście błąd ? Naprawdę chce ratować rodzinę choć robię wszystko by moja żona była szczęśliwa ona mi nie pomaga tylko cały czas krytyka przerasta mnie to bo jak ktoś komuś daje szanse to tak jak by komuś dał nowe życie bul pozostanie wiem o tym ale czy tak naprawdę musi być dziennie na jej ustach ? Wiele pytań bez odpowiedzi.Tak kocham jak to piszecie kochankę ale nie za sex tylko za to kim dla mnie jest za to że mnie wspiera że jest kiedy jej potrzebuje i za to że jest całkowicie ze mną szczera czego mi brakuje i brakowało w moim życiu Ale i tak tego nie zrozumiecie
Im dłużej cię czytam, tym bardziej się przekonuję, że nie jesteś facetem, tylko rozgoryczoną i upodloną kochanką.
liczyłem na zrozumienie na pomoc ale zostałem potępiony ok rozumie was wasze udane związki miłosc wirnośc tylko pozostaje pytanie jak jest tak ok to co tu robicie dorabiacie za psychologa ?
Tak i za to placą nam niezłą kasę, ale do tego trzeba myśleć głowa, a nie tą dolną częścią ciała.
tak ja osobiście byłem rozmawiałem on mnie zrozumiał ale potrzebowałem czegos więcej pomyślałem o ludziach w podobnymi problemami a co dostałe w zamian że mam walić konia chłopie zastnów się co piszesz jak ci tak dobrze to sobie wal konia mnie to nie interesuje potrzebowałem miłości zrozumienia i to dostałe ale nie od własnej żony pokochałem tą kobiete nie za sex tylko za to kim dla mnie jest.
Tak tak. Kochanka jest cudowna, a żona bee. Pasuje?
a jeśli chodzi o dzieci to one zawsze będą przezemnie kochane bo są też moje może odejde może teraz tego nie zrozumią ale kiedys dorosna i zrozumią moją decyzje jak taka podejme
No i o czym dyskutować z próżną babą bez jaj.
tak jak pisałem jestem 20 lat po ślubie poświęciłem wszystko dla rodziny znajomych kolegów wszystkich bo dla mnie była ważna rodzina co dostałe w zamian oskarżanie przez prawie 15 lat o żeczy których nie robiłem wyżuty i inne sesje miałem okazje zrobić coś o wielwcześniej mam prace i czasmi mam wyjazdy zawsze byłem sobą nic głupiego nie robiłem a byłem oskarżany szykanowany i potepiany
I przez 15 lat znosiłeś cierpliwie i ze spuszczoną glową oskarżenia o nic? Nigdy nie zaprotestowałeś?
To z tobą człowieku jest cos nie tak.
Uwolnij żonę od siebie, nie męcz już jej. Ona też ma prawo ułożyć sobie życie z normalnym człowiekiem i być szczęsliwą kobietą.
z problemami sam nikt mi nie pomagał wychowanie synów w tych czasach jest trudne też byłem sam ale co tam bede sie rozpisywał zaraz ktoś powie że sie bronie a to nie oto chodzi dawałem miłośc oparcie a nie dostawałem tego w zamian choć o to prosiłem prosiłem o zrozumienie ale ja miałem wszystko rozumiec tylko nikt nie chciał zrozumieć mnie dlatego jest mi tak trudno.
Typowy zyciowy nieudacznik, dla ktorego wszystko jest trudne i którego nikt nie rozumie., bo nie sposób zrozumieć.
Tak boje sie odejś bo wiem że sobie nie dadzą rady bezemnie
Śpij spokojnie, na 100% dadzą sobie radę, a może nawet będzie im lepiej niż z tobą.
Popieram. Na pewno będzie im lepiej. Patrzenie dzien w dzien na zdrajce i oszusta. Świadomość ze twój ojciec rznie inna i jeszcze medzi ze inni go nie rozumia... Rozumieją się pisze....
Życie z kimś kto jest z tobą z litości. I kto uważa ze jest taki cenny dla zony...
Jesteś jej oprawca. Jesteś zdrajca.
Zostaw ja.
Ja mam podobnie i Cię doskonale rozumiem. Bardzo łatwo jest rzucać oskarżenia jak się samemu w takiej sytuacji nie znalazło. Życzę Wam wszystkim żebyście nigdy się nie dowiedzieli jak to jest. Jaki to jest ból jakie rozdarcie. Z jednej strony czeka na Ciebie szczęście, o którym zawsze marzłeś, którego pragniesz z całego serca a z drugiej dzieci, które niczemu nie są winne. Za co je karać?
Poświęcę się i będę je kochał jeszcze mocniej dam im wszystko dam im tyle miłości ile jestem w stanie.
Tylko dlaczego serce ciągle boli, dlaczego krwawi.
Wszystko jest super jak po rozwodzie ludzie dbają przede wszystkim o dobro dzieci, ale ile jest takich przepadków?
Zawsze starałem się dawać z siebie wszystko. Skomlałem jak pies przytul mnie, porozmawiaj ze mną i tak przez lata.
Pustka, niezrozumienie........... szkoda gadać.
Najpierw "zmieni się jak będziemy po ślubie bo mam konserwatywną rodzinę, trudną rodzinę, problemy w okazywaniu uczuć".
Potem nic się nie zmieniło.
Psycholog, dobre sobie "nigdzie nie pójdę to ty jesteś nienormalny".
Najlepiej by było jakbym kasę przynosił i o nic nie pytał dużo kasy więcej kasy jeszcze więcej kasy. W końcu to mój obowiązek.
Wiem że walka, WIECZNE STARANIE SIĘ przez 10 lat było bez sensu.
Dobra rada do tych co są na starcie OD RAZU PODZIĘKUJCIE PÓŹNIEJ BĘDZIE JESZCZE GORZEJ.
Nasłuchałem się wyzwisk pod moim adresem, aż zobojętniałem. I stwierdziłem, że żył będę dla dzieci by wiedział co to jest miłość, szacunek zrozumienie.
To się miało nigdy nie zdarzyć aż tu nagle iskierka wskrzesiła płomień, o którym dawno zapomniałem.
I co teraz? To pytanie retoryczne wiem co mam zrobić!
38 2013-11-06 18:22:24 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-11-06 20:33:01)
OD RAZU PODZIĘKUJCIE PÓŹNIEJ BĘDZIE JESZCZE GORZEJ.
tak, ale Ty tego nie zrobiłeś więc czemu udzielasz takich rad ?
Ja mam podobnie i Cię doskonale rozumiem. Bardzo łatwo jest rzucać oskarżenia jak się samemu w takiej sytuacji nie znalazło. Życzę Wam wszystkim żebyście nigdy się nie dowiedzieli jak to jest. ....
...To się miało nigdy nie zdarzyć aż tu nagle iskierka wskrzesiła płomień, o którym dawno zapomniałem.
I co teraz? To pytanie retoryczne wiem co mam zrobić!
W domu totalna rutyna jak w filmie ,nie potrafię znaleźć wspólnych tematów z żoną po prostu nuda .
Trzeba było wziąć rozwód skoro było tak strasznie.
Tak naprawdę jesteście schematyczni, tak piszą i mówią wszyscy zdradzacze !!!!
Panowie próbujecie zakrzyczeć, swoje kłamstwa, niewierność, Waszą winę. Wmówić, że Wy jesteście bez skazy, że to żona jest be, bo nuda, rutyna, trzęsienie ziemi na Madagaskarze i wszystkie plagi egipskie to wszystko z jej winy.
Trzeba było odejść gdy było źle!!
Bylibyście wiarygodni, gdybyście zadecydowali o odejściu od tego "be" skoro było takie "be" ale było Wam za dobrze. Teraz z dobrego idziecie do lepszego (tak Wam się wydaje). Ktoś tu napisał, że jak opadną różowe okulary, motylki zdechną i się obudzisz stwierdzisz, że jest ten sam syf co wcześniej tylko ryje będą inne.
Znów będzie nuuuudaaa .... i co wtedy ?
Nie życzę Wam byście poczuli to co czuje druga strona ... albo nie, życzę byście poczuli, to co zafundowaliście. Tak naprawdę nie myślicie o dzieciach ale o sobie. Tylko i wyłącznie o sobie, bo ja, bo nuda, bo się starałem. Naprawdę ? Gdybyś się starał to byś osiągnął sukces, uratował małżeństwo. Ale po co skoro łatwiej znaleźć iskierkę, która rozpali płomień.
Jedyną instytucją, w której wasze dzieci czują się bezpiecznie i mają do niej zaufanie jest rodzina, małżeństwo. Niestety to stracą bo "zupa była za słona".
Dobrowolnie się umartwialiście, w tym tkwiliście i dopiero ta "iskierka" Wam uświadomiła jacy jesteście nieszczęśliwi.
nifares: żona nie chce iść do psychologa, czy Ty byłeś ?
Dziwicie się krytyce ? Dobre sobie. Przychodzi wilk do owiec i prosi o zrozumienie.
Reasumując: nie zasługujecie na to co macie.
39 2013-11-06 18:47:08 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-06 18:53:03)
Uważam, że zarówno autor wątku jak i nifares kochają, ale samych siebie - swoje żony jak i kochanki traktują przedmiotowo. Żony zapewniają jakąś tam (wprawdzie nudną) stabilizację i chowają dzieci, a kochanki dostarczają emocji i powiewu świeżości bez zobowiązań.
Gdyby naprawdę kochali kochanki, toby się rozeszli - mężczyzna, który kocha, nie naraża ukochanej na cierpienie (vide wątek http://www.netkobiety.pl/t61496.html - zakładając, że nie jest to podpucha)
Gdyby naprawdę kochali żony, toby kochanek nie było, byłyby za to próby ratowania małżeństwa (rozumiane tak, jak napisał to Fevers)
Zasłanianie się szczęściem dzieci - cytuję za nifaresem ("I stwierdziłem, że żył będę dla dzieci by wiedziały, co to jest miłość, szacunek zrozumienie") uważam za szczyt kołtuństwa.
To jak: żona i małżeństwo beee, ale nifares siedzi z nią, aby dzieci poznały smak miłości, szacunku i zrozumienia? Jak dzieci mają poznać miłość i szacunek WYCHOWUJĄC SIĘ W RODZINIE, W KTÓRYCH TYCH DWÓCH RZECZY NIE MA (lub też nifares twierdzi, że nie ma, bo wersji jego żony niestety nie możemy poznać)??
Jeden z drugim jesteście wygodniccy i nie macie jaj, potraficie tylko jęczeć i wyskakiwać z pretensjami na forum. Mężczyzna działa, a nie użala się nad sobą, zwłaszcza w Internecie do obcych sobie ludzi.
Takie biedne misie.
Złe zony. Hetery. Niespelnieni w małżeństwie. A przeciez tacy gotowi do miłości. Tacy otwarci na potrzeby partnerki. KOmunikatywni. Otwarci. Uczuciowi. Nigdy. Nigdy nie przekladali pracy nad związek. Pamiętali o wszystkich rocznicach... Dwa razy dziennie kocham cie. Jestes cudowna. Romantyczni rycerze.
Niestety trafili na potwory megiery hetery i babochlopy.
Tak sie starali. Tak sie starali... Tacy dzielni.
Dzieciaki robiły sie same. Nie ich wina ze rodzina sie powiekszala
Bo jakby nie dzieci... To przeciez by sie nie poświęcili.
A nagle. Bach!!! Kobiety ich życia sie pojawiły. Takie świeże. Takie słodkie. Takie bez warunków. Mietkie takie kobialki. Objawienie. Inne.
Całe zycie na nie czekali!!
Ale biedni o tym nie wiedzieli.
Wreszcie prawdziwa miłośc.
Dotychczasowe zycie to porażka.
No ale nie wiedzieli....
Biedni tacy.
Ale to nie ich wina... To takie świeże. Młode. Ładne. Naiwne. Cudowne jedrne dupki z pracy. Tyle ich łączy!! Namiętność. I wspolne zainteresowania!!! Na przykład materiały budowlane... Albo paliwa lotne.. Och ach!!! Cudo!!!
Tacy biedni. Taki nieszczęśliwi.
Nikt ich nie zrozumie... Dopóki sam nie znajdzie sie w takiej sytuacji...
Jak tO możliwe ze takie biedne misie takie biedne są.....
Żal. Żal dupe sciska.
A nie. Wam ścisnie. Jak sie żona dowie... I nagle sie okaże ze to nie piekne romantyczne uniesienie.. A goooofno w zlotku.
End_aluzja lubię Cię czytać gdy "wchodzisz w akcję".
Zresztą powyżej ludzie również zdrowo pisali.
Do "pokrzywdzonych" kolegów : betony z Was. Wielcy pokrzywdzeni, ble, ble.
Rozumiem...
A czy wy rozumiecie co tu ludzie piszą?
Na co, więc czekasz? Tak, tak, masz moje "błogosławieństwo" - odejdź od żony zołzy i bądź szczęśliwym.
Drogi autorze czy potarfisz odpowiedziec na pytanie dlaczego jak bylo Ci tak zle i malzonka byla fuj, ble i w ogole nie odszedles od zony wczesniej tylko po tym jak poczules miete do "swojej przyjaciolki"?
Bales sie? dzieci bylo szkoda? czy po prostu nie bylo nikogo "swiezego" na zamiane, kto tak rozumie, jest tak czuly jak nikt inny?
znów się panoszę, bo nie zgadzam się z tym co Ludzie tutaj wypisują,
ja myślałem że ludzie na tym Forum doradzają pozytywnie,
ile w Was jadu,
ten chłop na pewno coś czuje do żony, bo gdyby tak nie było, to sprawę dawno już by zakończył,
i nigdy by tu nie trafił,
a jednak coś jeszcze w nim jest, coś tam głęboko, na ostatnim przystanku,
szuka, szuka,
a on chce wrócić, i żyć tak jak kiedyś, na początku
tak, zranił,
i ma problem, nie pochwalam tego, wielu by go wykastrowało
ale tak postępuje się z psami, a nie z ludźmi,
ja nie mam dzieci, i zazdroszczę innym, nie jestem po 20 latach małżeństwa, i zazdroszczę innym,
nie uszanowałeś tego co masz, a to bardzo złe,
ludzie nie idą w swoją ścieżkę bez przypadku,
popieram Olinkę, ja bym walczył o żonę,
a z tamtą dałbym sobie spokój,
skrzywdzisz dzieci, żonę już tak,
postaw się na jej miejscu,
tylko teraz będziesz miał najtrudniejszy etap, bo najpierw żona musi Ci wybaczyć,
co będzie cholernie trudne, ale możliwe,
jeśli chodzi o nudę,
może ona tez się zanudziła,
codziennie to samo,
nie można być egoistą,
podstawowa sprawa, trzeba rozmawiać,
moi starzy całe życie, się żarli, dzisiaj chodzą obok siebie,
żadne nie potrafi ustąpić, bo jest tyle jadu,
ktoś musi u Was ustąpić, ale nie odchodzić
Ty popełniłeś błąd, więc powinieneś Ty to zrobić,
ja swojej żonie pomagałem, w kuchni, sprzątaniu, chciałem z nią być, nawet odciągałem ją od gotowania,
żebyśmy byli razem,
ale ona dzisiaj odwraca kota ogonem, ale to wina teściowej, bo razem mieszkaliśmy, więc to inna bajka,
ja jestem po 2 takich związkach, gdzie mamusia decydowała,
a jeśli Twoja żona poszła z Tobą, to Cię kochała, moja żona została z mamusią,
to jest wystarczający dowód na miłość,
pewnie masz już swoje lata, wiele rzeczy Ci się nie chce,
pomagaj żonie, a nóż może w pewnej godzinie się otworzy, będzie patrzeć na Ciebie inaczej
wyjeżdżasz, przestaje ufać, zostawiasz ją samą,
z całym domem na głowie, chce przytulenia,
ja swoją żonę tuliłem, ale co z tego woli mamusię
kiedy się kłóciliśmy, wolałem wyjść żeby się uspokoić, ochłonąć, bo mogłem ją skrzywdzić słowem, dzwoniłem, do rodziny, wykrzyczałem się
to nic nie dało, bo mamusia
ale Twoja Żona jest od 20 lat z Toba, więc Cię kocha, więc uszanuj to i nie patrz tylko w swój tyłek
i powalcz o żonę, bo na pewno jest tego warta, dała Ci dzieci,
ja ich nie ma i zazdroszczę
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
i Kobiety które same decydują o sobie bez mamuś
MariuszS2006 z tą mamusią to dotknąłeś sedna sprawy.
A jeżeli chodzi o przytulanie i rozmowy to nie da się przytulić i rozmawiać z kimś kto tego nie chce.
Ile można próbować?
Może ktoś się wypowie kto ma dzieci i trochę doświadczenia w życiu.
A do tych co z nich jad i żółć kapie, radzę zapiszcie sobie linka do tego tematu i przeczytajcie za 10 lat
Do Luna33 bo od razu się kogoś nie przestaje kochać, tylko się ma nadzieję, że jak się będzie bardziej starać to się wszystko zmieni i w końcu będzie lepiej. Jak to się mówi nadzieja umiera ostatnia. Na początku związku rzadko się ktokolwiek zastanawia nad tym, że druga strona po prostu nie lubi się przytulać wręcz brzydzi się kontaktu fizycznego, że ma totalnie inne potrzeby. Rozumiem, że można wybrnąć z takiej sytuacji jeżeli chce się rozmawiać, chce się zrozumieć drugiego człowieka bo jeżeli się kogoś kocha to się pragnie dać mu szczęście.
Ale gorzej jest w sytuacji jeżeli ma się postawę roszczeniową. Wtedy po jakimś czasie dłuższym czasie nie chce się już starać i wszystko powoli umiera i odchodzi, zostaje tylko przywiązanie
End_aluzja, a żebyś wiedziała pamiętali o rocznicach kwiaty i prezenty przynosili wieczory przy świeczkach i winie organizowani. I co z tego jak kwiaty to "zdechlaki", świeczki są niefajne wszystko jest wiecznie źle i nie tak. A na pytanie to co mam zrobić słyszeli wiecznie odpowiedź tyle mnie już znasz, że sam powinieneś wiedzieć.
Witam,
no tak bo nie mam dzieci, to nie mam doświadczenia, tzn że nie mam świadomości,
wielokrotnie moje przepowiednie co do mojego chrześniaka się sprawdzały w kwestii wychowania,
ale mniejsza z tym
facet 69sla69 ma identyczną sytuacje jak moi starsi,
on wiecznie prosił, błagał, zróbmy tak czy tak, nie
czy w kwestiach moralnych, czy rodzinnych, nie
właściwie we wszystkim
na każdym polu,
niestety cierpliwość ma swoje granice, bo ile można prosić
próbować, to co pisze nifares
kiedy kończy się cierpliwość zaczyna się złość
a wraz ze złością i złe słowa, nieraz nieprzyjemne, niemiłe, chamskie, wulgarne
ale można też spojrzeć na to w trochę innych sposób
są ludzie którzy mają też marzenia (nawet te materialne), tak jak mój ojciec, i liczył na to że żona będzie mu pomagać,
narzucił te marzenia na nią, a czy ona tego chciała?
może 69sla69 chciał więcej od życia, marzył żeby coś osiągnąć, a kiedy prosił, nie dostawał nic w zamian,
tylko kopniaka, czy mógł liczyć na żonę? pewnie nie
to w takim razie, czego ona chciała?
może trzeba zadać jej to pytanie?
czego oczekiwała żona od męża?
czego chciała od życia?
może to jeszcze pokolenie wstecz, i żyła bo nie wypadało inaczej,
a może żyje bo jednak kocha? jeśli by nie kochała, to spakowała by się i poszła w siną dal
jest też prawdą, że kobiety żyją też tylko dla bezpieczeństwa,
wiążą się z chłopami, bo nie trafił się inny, ma krzywe nogi i krzyczy donośnie,
ale jest zaradny i zarabia kasę
to bardzo przykre, ale prawdziwe, z doświadczenia nie własnego
twoja Żona rozumuje sama, no bo jest z Tobą od 20 lat,
wiec nie ma obawy że ktoś ma zły wpływ na nią, miejmy nadzieję (mamusia)
uważam że powinieneś zrobić ostatnie próby,
to wkurza, to zniechęca, to odpycha,
ale dla tych 20 lat trwania, powinieneś powalczyć,
ja bym pytał bez ogródek, czego chce, czy kocha, czy masz jeszcze o co walczyć?
pewnie to głupie pytania, chociaż mówi się że są głupie odpowiedzi
ale same słowa nie wystarcza, możesz pytać a nic nie robić, to raczej nic nie da
moi starsi stanęli w miejscu, on zaparty i ona,
Wy też stanęliście, i pogrążacie się coraz bardziej
ani jedno ani drugie nie chce odpuścić, może spróbuj Ty to zrobić, szczególnie po tym że ją zraniłeś,
sam się wyłamałeś, ja bym walczył, bo poszła za Tobą,
to że nie spełnia wszystkich twoich próśb(nakazów), to inna sprawa,
ale dała Ci dzieci, stawiała obiad na stół,
była z Tobą przez 20 lat, a to szmat czasu, przez tyle lat, przechodziliśmy razem, i wiele kryzysów,
wzlotów i upadków,
kiedyś usłyszałem w radio pewne słowa
ktoś na forum napisał, że to nie jego wina
a słowa brzmiały
"SZATAN JEST OJCEM PODZIAŁÓW"
nie dzielcie się tylko walczcie
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
I Kobiety które same podejmują decyzje bez mamuś
Wiesz co nifares mniemam ze autor watku to dorosly mezczyzna i jesli " z czasem pokochal ta cudowna kobiete" aa w jego zwiazku bylo " nudno" to siada sobie i spokojnie szczerze pyta sie czego sam chce a nie ciagnie ta farse az do momentu wydania sie romansu i wtedy biedaczyna ma "pieklo" bo wszyscy ich potepiaja. Najpierw sie cos definitywnie konczy a potem zaczyna cos nowego.
47 2013-11-07 16:04:42 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-11-07 16:11:05)
Katarzyna zarzuciła mi, ze bronię facetów ale trudno jest bronić powyższego.
Spartanie mieli zasadę, że z bitwy można wrócić z tarczą lub na tarczy, wygrać lub przegrać. Nie ma innej opcji.
Jak widać jest inna opcja. STCHÓRZYĆ. Wyrzucić tarczę i uciec lub co gorsza przejść na stronę wroga i walczyć przeciwko swoim.
To, że rejterujesz mogłoby być zrozumiałe. W końcu kto chce żyć w takim związku - wracasz na tarczy.
Ale nie jest zrozumiałe, że rejterujesz i starasz się wmówić całemu światu dookoła, że robisz to, bo zona jest "be".
Zdradzaczu nie jest to prawdą. Nie zdradziłeś bo nie możesz dogadać się z żoną, nie macie tematu, lub inaczej świeczki się nie podobały, kwiaty to zdechlaki. Zrobiłeś to bo jest inna osoba, która zawróciła Ci w głowie. Uświadomiła Ci, ze jesteś nieszczęśliwy. I to jest główny powód !
Czemu nie odszedłeś od żony skoro było tak źle ? Czemu robisz to teraz ?
To proste. Tu na forum funkcjonuje pojęcie małpy i Ty jak małpa nie potrafiłeś puścić gałęzi dopóki nie złapałeś innej.
Dlaczego w tym tkwiłeś ? Bo Ci to odpowiadało. Tak naprawdę nie próbowałeś zmienić nic. To co napisałeś to wyimaginowane próby, przemyślenia, które zatrzymywałeś dla siebie. Teraz masz inną gałąź i wymachujesz szabelką. Patrzcie jaki bylem dzielny, ile walczyłem itp.
End_aluzja 100/100.
Moja szczera rada dla Ciebie jest inna niż ta, której oczekujesz ale jeśli chcesz zachować minimum honoru i być uczciwym to złóż pozew rozwodowy, z Twojej winy. Zostaw wszystko żonie i dzieciom, które (jak napisałeś) kochasz i idź do nowej lepszej rzeczywistości. Żaden zdradzacz nie jest wart tego by małżonek cierpiał. Twoja żona również. Niech w spokoju ułoży sobie życie, rozpad małżeństwa jest w końcu z Twojej winy. Za jakiś czas będziesz chciał wrócić ale prawdopodobnie usłyszysz "too late".
48 2013-11-07 16:40:16 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-11-07 16:41:21)
tak bullet
to jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe
na jakiej podstawie te biedne misie uwazają, że zycie z nim- tchórzem, oszustem i kłamcą, miałoby byc w jakikolwiek sposób lepsze niż zycie bez nich??
nie potrafię tego pojać
co trzeba mieć w głowie i jak nisko oceniać swoją zyciową partnerkę, żeby wierzyć w to, że jedyne, na co zasługuje to zdeterminowany chujopląt, który utrzymuje chore status quo
czy one nie zasługuja na miłość? szczerość? intymność? czy nie zasługują na szacunek?
czy zasłużyły sobie na krzywdzenie i zło, jakie dostają??
czy ktokolwiek zasłużył na to by spać OBOK OSOBY KTÓRA ŚNI O KIMS INNYM??
czy ktokolwiek zasłuzył na zycie z kimś, kto uważa, że ta osoba jest dla niego karą, piekłem, tragedią?
czy naprawde partnerki tych biednych misiów to samo nic nie warte dno??
czy naprawdę, naprawdę ONE sobie nie poradzą?>???
\NO ŻESZ .... NA PEWNO RADZĄ SOBIE DOSKONALE!!!
przecież mówimy o związkach z dziećmi, w której facet zamiast rozumu ma sieczkę w głowie i napalonego fiutopląta!!! mówimy o związkach z nieobecnymi mentalnie i fizycznie facetami...
jaka to róznica, czy taki facet jest "teoretyczne przecież" obok, czy go nie ma???
przecież każdy z tych facetów głownie kombinuje co zrobić, żeby go nie było
przecież oni na pewno - niby - cięzko pracują
no kiedyś w końcu musza dopieszczac swoje wymarzone, wyśnione matresy heheheheheh
więc spójrzmy na to realnie... po co komu taki partner??
chyba, żeby było kim pogardzac na co dzien....
69sla69 napisał/a:Czytam i dalej nie wiem co robić większość z was mnie oskarża
A na co liczyłeś?
Pewnie, ze wszyscy ci napiszą: zostaw tą starą, jędzowatą i oziębłą żonę, która tylko cię krzywdzi i nie potrafi zadbać o ciebie i biegnij do młodej, pięknej, powabnej i rozgrzanej na maksa kochanki. Będziecie szczęśliwi!!! A twoja obłudna małżonka nie tylko powinna smażyć się w piekle, ale jeszcze płacić tobie i twojej kochance alimenty do końca życia i dłużej.69sla69 napisał/a:macie racje to ja zdradziłem ale nikt nie pyta dlaczego ?
Bo jesteś głupim i prymitywnym człowiekiem. ....
Vice versa.