Mam 22 lata i od niedawna pracuje w firmie, wśród dużej grupy osób. Od kilku miesięcy mam wrażenie, że wszyscy mnie obgadują, plotkują o mnie i są wobec mnie nieszczerzy. Ja już niestety jestem z natury taka, że zabardzo ufam ludziom i za dużo im mówię o sobie. Mam od jakiegoś czasu coraz częściej dni, kiedy płaczę lub mówię tylko o śmierci. Ktoś mi powiedział, że to mogą być objawy depresji. Może i racja, ale ja już naprawdę nie wytrzymuję nerwowo tej atmosfery w pracy. Każdy jest wobec mnie fałszywy i od kilku dni praktycznie nikt ze mną nie gada. Nie mogę rzucić tej pracy, bo innej nie znajdę ze względu na miejsce zamieszkania. Może zbyt ogólnie opisałąm swój problem, ale nie wiem czy kogoś to zainteresuje i czy będzie chciał mi ktoś pomóc. Ja naprawdę potrzebuje pomocy i nie wiem gdzie już mam jej szukać. Jeżeli ktoś odpowie na mój post, będę bardzo wdzięczna;(
Mam 22 lata i od niedawna pracuje w firmie, wśród dużej grupy osób. Od kilku miesięcy mam wrażenie, że wszyscy mnie obgadują, plotkują o mnie i są wobec mnie nieszczerzy. Ja już niestety jestem z natury taka, że zabardzo ufam ludziom i za dużo im mówię o sobie. Mam od jakiegoś czasu coraz częściej dni, kiedy płaczę lub mówię tylko o śmierci. Ktoś mi powiedział, że to mogą być objawy depresji. Może i racja, ale ja już naprawdę nie wytrzumuję nerwowo tej atmosfery w pracy. Każdy jest wobec mnie fałszywy i od kilku dni praktycznie nikt ze mną nie gada. Nie mogę rzucić tej pracy, bo innej nie znajdę ze względu na miejsce zamieszkania. Może zbyt ogólnie opisałąm swój problem, ale niewiem czy kogoś to zainteresuje i czy będzie chciał mi ktoś pomóc. Ja naprawdę potrzebuje pomocy i niewiem gdzie już mam jej szukać. Jeżeli ktoś odpowie na mój post, będę bardzo wdzięczna;(
A co jest tego przyczyną.?
Rozumiem twoje rozterki. Źle sie tam czujesz i męczysz się. Spróbuj na spokojnie zastanowić się dlaczego ktoś cię nie lubi. Może być tak że odbiłaś któreś chłopaka. Może też być tak, że cos nieświadomie palnęłaś, albo kogoś uraziłaś. Jeśli tak mogło być przeproś tę osobę, powiedz że popełniłaś nietakt. Może problem jest błahy. Nie wierzę żeby każdy Cię tam nie lubił. Pomyśl, jeśli praca jest fajna waro zawalczyć o pozycję w grupie.
A może konfrontacja? I tak podobno nikt z Tobą nie rozmawia to raczej czyjejś obrazy nie ryzykujesz. Może by tak zebrać w jednym miejscu te osoby i powiedzieć o swoich odczuciach,zapytać w czym tkwi problem i chciałabyś to wyjaśnić. Być może jak wspomniała czasymira chodzi o błachostkę a jak to w pracy zawsze znajdzie się osoba chętnie rozsiewająca plotki i wyolbrzymiająca problem. I tak zrobiły się z igły widły...
Czasem tak się zdarza, że po prostu niektóre osoby nie pałają do nas sympatią, bez żadnej wyraźnej przyczyny. Jeśliby ich spytać, może się okazać, że sami nie są w stanie tego wyjaśnić, po prostu czują do danej osoby niechęć.
Może być też tak, że jednej osobie jakoś się naraziłaś, może nawet nieświadomie, a ona nastawiła resztę przeciwko Tobie.
W pracy generalnie nie ma co się zbytnio spoufalać, to nie jest zdrowe ani wskazane. Uprzejmość, kultura, ale nie żadne głębsze relacje. Jeśli liczyłaś, że znajdziesz tam przyjaciół, to niestety, musisz zrewidować swoje oczekiwania. Po prostu pewnej granicy nie należy przekraczać.
Spróbuj może znaleźć osobę, co do której nie zauważyłaś żadnych oznak niechęci wobec Ciebie, tj. kogoś neutralnie nastawionego, i nawiązać z tą osobą kontakt w postaci jakichś nieistotnych rozmów w stylu 'o pogodzie'.
Czasem bywa tak, że ludzie widząc, iż z nikim nie rozmawiasz, myślą, że jesteś negatywnie do nich nastawiona albo że się wywyższasz.
Cieszę się, że ktoś odopwiedział na mojego posta. Niewiem co jest dokładnie przyczyną niechęci innych osób do mnie. W pracy wiem, że się sprawdzam, że przełożeni nie mają do mnie żadnych zastrzeżeń. Jedynym problemem jest tylko stosunek innych osób do mnie. Ja nie liczę, że wszyscy będą pałać nagle sympatią do mnie. Chce poprostu, żeby akceptowali mnie i nie traktowali mnie jak kogoś gorszego. Ja jestem z natury nieśmiała i trudno mi zagadać do drugiego człowieka. Próbuję to zmienić, ale narazie nie widać żadnych efektów. Chciałabym, żeby atmosfera w pracy choć trochę się zmieniła, ale niedawno chyba tylko pogorszyłam swoją sytuację. Jak tak dalej będzie to ja się tam chyba nerwowo wykończę. Do pracy nie powinno się chodzić z lękiem, jak to dzisiaj będzie. A ja niestety tak mam. Wiem, że pewnie to co piszę jest "trochę" nielogicznie napisane, ale trudno mi to wszystko ubrać w słowa. Czasami sobie myślę, czy byłoby mi łątwiej gdybym miała chłopaka. Mi się wydaję, że chyba tak, bo miałabym oparcie w tej osobie i dobre słowo. Ale nie zanosi się na to, żebym sobie kogoś znalazła, będąc dalej nieśmiałą i skrytą osobą.
No właśnie a może jesteś zbyt nieśmiała. Ja tam nie wiem jakie "obyczaje" panują u Ciebie w pracy ale może jest tak że zawsze wszyscy czekają aż ta nowa zrobi pierwszy krok.
Twoją nieśmiałość mogą odbierać w zupełnie inny sposób przecież Cię nie znają
Czasami sobie myślę, czy byłoby mi łątwiej gdybym miała chłopaka. Mi się wydaję, że chyba tak, bo miałabym oparcie w tej osobie i dobre słowo. Ale nie zanosi się na to, żebym sobie kogoś znalazła, będąc dalej nieśmiałą i skrytą osobą.
Wykorzystywanie drugiej osoby jako podnośnika własnej samooceny to nie jest zbyt dobry pomysł. Nie jest to też do końca w porządku. Poza tym pomyśl, jakie skutki przyniósłby koniec związku, jeśli byłabyś uzależniona psychicznie od swojego chłopaka. Mogłabyś się załamać i jeszcze bardziej zamknąć w sobie. Najpierw popracuj nad własną samooceną.
Chciałabym, żeby atmosfera w pracy choć trochę się zmieniła, ale niedawno chyba tylko pogorszyłam swoją sytuację.
A co takiego zrobiłaś?
Nic złego nie zrobiłam.Poprostu o moich podejrzeniach, że jestem obgadywana dowiedziała się osoba, która nie powinna, tzn. jakby moja przełożona.
Wracając do tematu chłopaka, to poprostu chciałabym go mieć, ale to nierealne. Trudno mi rozmawiać z kolegami, a co dopiero poznać chłoapaka i iść z nim na randkę. Pracuję nad swoją samooceną, ale brak mi pomysłu jak ją podnieść.
Nic złego nie zrobiłam.Poprostu o moich podejrzeniach, że jestem obgadywana dowiedziała się osoba, która nie powinna, tzn. jakby moja przełożona.
Czyli powiedziałaś jej? A jest taka możliwość, że skoro jest Twoją przełożoną to spróbuje jakoś naprawić sytuację, jakoś pomóc, czy nie bardzo?
Tzn. wiesz, jak mówisz o podejrzeniach, to tak naprawdę jakieś mętne jest, zamiast tego lepiej skup się na konkretach, spróbuj sobie przypomnieć konkretne zachowania któregoś ze współpracowników i jeśli masz co do tego zastrzeżenia, to możesz o nich powiedzieć wprost.
Wracając do tematu chłopaka, to poprostu chciałabym go mieć, ale to nierealne. Trudno mi rozmawiać z kolegami, a co dopiero poznać chłoapaka i iść z nim na randkę. Pracuję nad swoją samooceną, ale brak mi pomysłu jak ją podnieść.
Ale że jak, mieć chłopaka dla samego faktu posiadania statusu zajętej?
Wszystko jest realne, ale jeśli nie masz o czym rozmawiać z facetami, to o czym rozmawiałabyś z tym swoim?
Sama niewiem po co mi facet skoro ja nie umiem ani nawiązać ani podtrzymać rozmowy z facetem. Może nie będę rozwijać tego tematu, bo widzę, że to nie ma sensu.
Jeśli chodzi o pracę to ta moja "przełożona" niby wydaje się, że chce mi pomóc, a tak naprawdę to nic z tym nie robi. Ale mam nadzieję, że może jakoś z czasem się poprawi ta sytuacja i nie będzie beznadziejnie. Dziękuje za wszystkie porady.
Powodzenia, trzymam kciuki ![]()
13 2013-03-08 15:57:01 Ostatnio edytowany przez domingo (2013-03-08 15:57:44)
Rozumiem Cię. Wiem coś o takich dziwnych sytuacjach w pracy, gdzie ludzie sobie podszeptują i obgadują. Wiem też że jest to wkurzające i dziwnie się z tym czujesz. Może podpytaj kogoś o co im chodzi, może jest chociaż jakaś jedna w miare życzliwa osoba ktora zdradzi Ci o co chodzi i poczujesz sie lepiej. Życzę powodzenia:)
Właśnie się zwolniłam z pracy, w której czułam, że nikt mnie nie lubi.
Odczucie oczywiście oparte na fałszywych przesłankach. Były tam osoby, z którymi czułam wzajemną sympatię, tylko czasu nie było na zacieśnianie kontaktów. Za to bliżsi współpracownicy mieli powody mnie nie lubić, za trudny charakter: czepialstwo o szczegóły (częściowo spowodowane specyfiką obowiązków zawodowych), zbyt szybkie przechodzenie do meritum, brak zainteresowania rozmówcą, narzekanie na problemy z klientami i brak uśmiechu. Ale nie utrudniało to kontaktów zawodowych. Najbardziej mnie wkurzała "silna grupa pod wezwaniem", której niechęć do mnie do tej pory jest dla mnie zagadką. Może irytowałam swoją doskonałością?
Zawsze mi pomagało myślenie uproszczone: to tylko praca; mam tam pracować a nie zyskiwać popularność. Nie narzekać, nie opowiadać o sobie.
Wiem, że to trudne, przebywać w takiej atmosferze, a w dodatku osobie nieśmiałej. Ale to praca, robisz swoje i jesteś głucha na plotki.
Moją metodą było utrzymywanie dobrego kontaktu z przełożoną, najlepiej z bezpośrednią. To od niej spodziewałam się dostać wsparcie, kiedy sobie z czymś nie radziłam, kiedy nie umiałam podjąć właściwej decyzji zawodowej, kiedy miałam wątpliwości. Szkoda, że tak późno domyśliłam się, że szefowa też czegoś ode mnie chce - żeby ją od czasu do czasu rozbawić, zainteresować się nią. Szef też przecież człowiek.
Chciałabym się zwrócić do osoby pod pseudonimem "piosenka". Ty się zwolniłaś z pracy, a ja byłam naprawdę bliska tego kroku. Chciałam się zwolnić i wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Ale kiedy wszystko dokładnie, na spokojnie przemyślałam to postanowiłam narazie z niej nie rezygnować i nauczyć się nie zwracać uwagi na te dziwne zachowania innych pracowników. To, że są plotki na mój temat i inni kiedy rozmawiają, śmieją się patrząc w moim kierunku to wiem, że ta rozmowa mnie dotyczy. Szkoda, że nikt nie chce być szczery wobec mnie i powiedzieć chociaż ogólnie dlaczego inni mnie obgadują. Pewna osoba powiedziała mi, że praca to tylko praca - idziesz, pracujesz, a potem wychodzisz i masz wszystko gdzieś. Może to i jest dobry sposób, szkoda tylko, że ja nie potrafię się tego nauczyć.
Pewna osoba powiedziała mi, że praca to tylko praca - idziesz, pracujesz, a potem wychodzisz i masz wszystko gdzieś. Może to i jest dobry sposób, szkoda tylko, że ja nie potrafię się tego nauczyć.
Dobrze byłoby, ale chyba tak nie jest. Praca to min. 8 godzin + dojazdy, czyli 9-10 godzin, ~3 godziny dla siebie (higiena, jedzenie), sen 6-7 godzin.
Ile czasu zostaje ci dla siebie? 2-4 godziny kontra 8 godzin w pracy? Właśnie dlatego nie warto męczyć się w złej atmosferze, jeśli jest tylko tak możliwość lepiej mniej zarabiać, ale w sympatycznej atmosferze. Wiadomo jednak, że z pracą nie jest tak łatwo. To co napisałaś, to raczej kierunek, w którym należałoby podążać.
Dobrze jest mieć jakieś hobby - coś takiego, co nakręca cię do życia, pomimo pracy, albo kogoś przyjaźnie nastawionego w życiu prywatnym, kto pomógłby przetrwać. (może psycholog? - jeśli nie masz komu wygadać się)
Dobrze jest też wyeliminować przyczyny zdrowotne np. niedobory magnezu, B6 (które wspomagają pracę ukł. nerwowego), żelazo - anemia, czy choroby z tarczycą, czasem mogą być to objawy choroby.
Często jest tak, że to my sami wyobrażamy sobie, że wszyscy są przeciwko nam, bo ktoś dziwnie się spojrzał, czy usłyszałaś fragment wypowiedzi (i założyłaś, że to o tobie). Może być tak, że ludzie w pracy widzą, że coś się dzieje z tobą, jesteś smutna, przygnębiona, ale nie chcą wchodzić buciorami w twoje prywatne sprawy, czują się skrępowani by zadawać osobiste pytania i dlatego cię trochę omijają.
Elsje ładny masz obrazek....No cóż...ja też nie najlepiej czuję sie w pracy...ogólnie nie chce mi sie pracować, czasem myślę że muszę tam byc tam jak pszczoła, tak sie ruszać i bzyczeć , bo jak stoję zwyczajnie to mam wrażenie że nic nie robie..to smutne..ale wpadaszw taki tygiel pracy, tygiel obowiązków.....czuję czasami to co czułam w w szkole, że nikt mnie lubi, że jestem nudna, brzydka i takie tam.....poza tym jestm stara już, a chciałabym sie pobawić , pofiglować......no ogólnie tez sobie wydedukowałam cos takiego, że skoro źle sie czuję tam to znaczy, że jestem nie lubiana ale ponoć nie zawsze tak jest, nikt nie siedzi w twojej głowie i nie wie tego..wiec może powiedź im o swoich obawach itd. , moze po prostu wyluzuj "bądź sobą", no nie wiem jak Ci pomóc, ale ja mam i miałam w wielu miejscach podobnie i często mi pomagała rozmowa z innymi. Pozdrawiam