Witam,dawno mnie tu nie bylo,ale jakos tak sie to wszystko poukladalo....Dzisiaj musialam tu zajrzec i sie komus wygadac bo zwariuje za chwile.....Chodzi o to ze jestem w pracy moim podopiecznym jest 90 letni pan i jego zona.Stan pana pogarsza sie z dnia na dzien,ale od wczoraj jest wyjatkowo zly.Nie je praktycznie wcale z dnia na dzien przestal stac na nogach.Caly czas tylko chce spac,jest u niego cala rodzina bo on chcial sie pozegnac.W pierwszym momencie bylam oburzona tym ze oni nic z tym nie robia.u nas w takich momentach zabiera sie ludzi do szpitala jakies kroplowki podaje czy cos a tutaj nic.Ale jak tak pogadalam z jego corka to zastanawiam sie czy warto komus na sile przedluzac zycie?jego cierpienie i udreke rodziny bo spojrzmy prawdzie w oczy rodzina sie meczy przy takim chorym,tylko nikt nie chce sie do tego przyznaac....Co wy o tym myslicie
ze najlepsza jest godna smierc
gdyby to byl ktos bliski tez bys tak o tym myslala?nie wydaje ci sie to bezduszne
Dajcie mu umrzec w spokoju i godności ...
to nie takie latwe jak ktos w pokoju obok chce umrzec....to juz nie nam wyrokowac co ma zapisane to to bedzie ale jednak bym wolala zeby przy mnie nie umieral wien ze to egoistycznie brzmi ale kazdy by chcial tego uniknac
Godnie jest umierać wśród bliskich ....i w wieku 90 lat nie liczmy na cuda , kiedys przychodzi czas pozegnania.
mam nadzieje ze to jeszcze nie jego czas,w takich chwilach czlowiek sobie uswiadamia jak kruche jest zycie.....tydzien temu chodzil,plaowalismy moj powrottu za dwa m-ce,wspolne spacery a dzis....
Godna śmierć to oksymoron.
Znaczenie ma czego on chce lub chciał.
to nie takie latwe jak ktos w pokoju obok chce umrzec....to juz nie nam wyrokowac co ma zapisane to to bedzie ale jednak bym wolala zeby przy mnie nie umieral wien ze to egoistycznie brzmi ale kazdy by chcial tego uniknac
Matka mojego męża ma 86 lat i z dnia na dzień.....gaśnie. Nie oddam jej do szpitala, nie pozwolę by ostatnie dni czy tygodnie jej życia były okrutne. Kroplówki, wenflony, bezduszność szpitalnej sali....tylko dlatego, żeby uniknąć NASZEGO dyskomfortu. Niech odejdzie we własnym łóżku, wśród bliskich, w miejscu które jest przyjazne. Nie pozwolimy jej męczyć!
jescze" chce",zobaczymy co przyniesie jutro,ale znalesc sie w takiej sytuacji daje bardzo duzo do myslenia.szkoda mi go ale nic na to nie poradze
jescze" chce",zobaczymy co przyniesie jutro,ale znalesc sie w takiej sytuacji daje bardzo duzo do myslenia.szkoda mi go ale nic na to nie poradze
Przeżyłam dokładnie to samo co Ty teraz.
Również dziwiłam się, że nikt nic nie robi, jednak musiałam pogodzić się z myślą, że to była wola Babci.
Ona nie chciała w razie czego żadnych rurek, sond, kroplówek.
Najgorsze było jednak czekanie na śmierć.
Stało się to gdy na chwilę wyszłam do drugiego pokoju.
Babcia umarła w obecności swoich dwóch córek, spokojnie i cichutko.
I powiem szczerze, że poczułam ulgę, że w końcu stało się to czego chciała. Przestała się męczyć i w końcu mogła spotkać się z rodzicami i siostrą, o czym od dłużeszego czasu mówiła ![]()
Oczywiście był smutek i łzy. Normalne.
Ale też moja reakcja na to wszystko kompletnie mnie zaskoczyła.
Nie było strachu, czego się bardzo obawiałam, nie czułam przerażenia czy lęku.
Nic...kompletny spokój...