Denerwuje mnie pewne zjawisko. Kiedy argumentuje się, że np. aborcja albo eutanazja, mogą być w pewnych przypadkach dobre, bo np. zapobiegną urodzeniu się osób nieuleczalnie chorych i tym samym zapobiegną skazaniu ich na gehennę, albo pozwolą skrócić męki osób umierających w terminalnym stadium raka, albo w ogóle mogą pozwolić zapobiec rozprzestrzenianiu się chorób dziedzicznych i tym samym zapobiec wielu ludzki tragediom. To wtedy zaraz wielu katolików podnosi krzyk: "morderca", "zbrodniarz", "żal mi ciebie człowieku!"
A tymczasem przedstawiciele tej samej religii, którzy tak zacietrzewienie walczą o życie, nienarodzonych embrionów, życie które może być usłane przykrościami, potrafią już urodzonego, ukształtowanego, myślącego i czującego człowieka wyrzucić na śmietnik z byle powodu. W pewnym temacie w którym mężczyzna opisywał problem z religijną żoną która nie chciała podjąć współżycia i jest zdystansowana, ktoś napisał że "rodzina tej kobiety powinna się jej wyrzec".
Przecież to jest bezduszne i podłe podejście! Kobieta ma jakiś problem, zagubiła się w życiu, potrzebuje pomocy, a ten katolik mówi żeby jeszcze ją pognębić. Co to jest? Katolicyzm czy KATolicyzm? Dodam że nie jest to jedyny raz kiedy słyszę hasło o wyrzekaniu się rodziny katolickiej ich córki. Znam nawet taki przypadek: dobrzy ludzie, dobra para, porządny chłopak. A rodzina wyklęła córkę i odcięła się od niej, bo zaszła w ciążę przed ślubem.
Wygląda to wszystko tak, jakby niektórzy katolicy byli sadystami którzy chcą wydobyć na ten padół płaczu jak najwięcej istnień, żeby potem móc je gnębić. Krótko mówiąc, podle. Bardzo podle. Co to ma wspólnego z miłością bliźniego, nie wiem. Dla mnie to przykład czystego zła płynącego z głupoty.
