Witam wszystkich, postanowiłam napisać, bo nie umiem sobie poradzić z tym problemem sama. Wczoraj mój chłopak oświadczył mi się. Nie byłam bardzo zaskoczona, wiedziałam, że kiedyś to się wydarzy, jednak nie tak to sobie wyobrażałam... Lecz nie w tym rzecz. Mimo wszystko gdy On klęknął byłam w lekkim szoku, oszołomienie i niedowierzanie minęło mi dopiero po kilku godzinach. On źle to odebrał - cieszyłam się, lecz nie okazywałam tego szczęścia tak bardzo jak On to sobie wyobrażał. Poszliśmy świętować do przyjaciół, był alkohol... Zaczęliśmy się u nich sprzeczać. Dosłownie z niczego wybuchnęła awantura. W drodze powrotnej mój Narzeczony zrobił się agresywny, zaczął zaczepiać jakiegoś mężczyznę, o mały włos nie doszło do bójki. Popłakałam się, było jeszcze gorzej. W złości powiedziałam, że nie jestem pewna czy chcę z Nim być, jeśli ma się tak zachowywać. Zrobiło się jeszcze gorzej. Mój P. ma tendencje do tego, że całą winę bierze na siebie, po czym wmawia mi za chwilę, że to nie przez niego, tylko przeze mnie, że to ja Go sprowokowałam. Wiele razy się kłóciliśmy, trzy razy się zdarzyło, że powiedział, że chce ze sobą skończyć jeśli jest dla mnie "nikim", "zerem", po czym chwytał za nóż i chciał sobie podcinać żyły na moich oczach. Wtedy panikowałam. Tak było też wczoraj. Powiedział, że traktuję go jak śmiecia, że go nie kocham, że kogoś mam, słowem, szukał pretekstów do tego, żeby po raz kolejny próbować sobie zrobić krzywdę. Chciał, żebym się czuła winna. Nie dałam się, byłam twarda, pozabierałam mu noże. Chciałam dodać, że Jego słowa to tylko i wyłącznie Jego wymysły, nigdy nie dałam mu powodu, żeby tak mówił, a jednak to robi. Tak, Jestem świadoma tego, że oddziałuje na mnie psychicznie, próbuje mną manipulować, jednak nie wiem jak się mam wtedy zachować, co zrobić... Przytłacza mnie to. On był trudnym dzieckiem, jego ojciec jest alkoholikiem, gdy wypije też jest agresywny, oni się nienawidzą... Nie chcę Go w żaden sposób usprawiedliwiać. Nie czuję się winna wczorajszej sytuacji. Dziś siedzę z pierścionkiem i zastanawiam się co zrobić. Jeśli Go zostawię, On pewnie będzie chciał coś udowodnić, boję się, że sobie coś zrobi przeze mnie. Z drugiej strony kocham Go, na codzień mieszkamy razem, świetnie się dogadujemy. Problem pojawia się, gdy On wypije, chociaż nie zawsze. Ale jednak się to zdarza. Proszę, niech to ktoś oceni i napisze co o tym myśli... Nie wiem czy powinnam Mu wybaczyć, czy zrezygnować z tego związku skoro ten problem co jakiś czas się pojawia. Czy to ma sens?
Cóż można napisać. Nie ładuj się w ten związek, bo Twoje życie będzie koszmarem. To jest bardzo przewidywalne, że on się nie zmieni, że będzie pił i robił awantury. Daj spokój, szkoda życia i nerwów.
Ale On nie pije nałogowo, nie o to chodzi. Wódka jest u nas tylko na specjalne okazje. Piwo tylko w weekendy, i to góra dwa. Chodzi o Jego zachowanie właśnie przy tych okazjach, chociaż to wygląda tak, że gdy jesteśmy u moich rodziców to wychodzimy zadowoleni, natomiast gdy idziemy do znajomych, On zazwyczaj ma pretekst do tego, żeby się przyczepić do byle czego.
Nie powinnaś była się zgodzić na zaręczyny.
Musisz się dobrze zastanowić, czego chcesz - bo leczenie osoby z takimi zaburzeniami jest długie i meczące. Nie będzie Wam łatwo.
Jeśli nie masz wystarczająco dużo siły, by mu pomoc, lepiej odejdź.
Już go tłumaczysz, bo go kochasz. Czyli tak naprawdę oczekujesz odpowiedzi - "zostań z nim". Znam takich agresorów "artystów ze spalonego teatru", co chcą podciąć żyły przy publice. On będzie robił takie jazdy i będzie nerwowo. Ja od takich uciekałam. Ile masz lat?
Szantażysta, przemocowiec, manipulator - to skrócony opis Twego partnera.
Ty, być może nieświadomie, wchodzisz w rolę ofiary.
Poszukaj w internecie kampanii społecznej "Bo zupa była za słona". "Partnerzy" bohaterek tych plakatów też bywali przyjemnymi osobami.
Najgorsze jest to, że ja o tym doskonale wiem, a jednak się na to godzę. Sęk w tym, że to w gruncie rzeczy pomocny chłopak i zaradny, nie można powiedzieć złego słowa jeśli chodzi o jakieś prace domowe, w garażu, o samą pracę, bo z tym jest jak najbardziej w porządku. Chodzi właśnie o to, co zdarzyło się wczoraj. Myślę, że On ma jakiś kompleks przy mnie... Chociaż to może wydać się śmieszne, co napisałam.
Mam 21 lat, On 23.
O, to jesteście jeszcze młodzi, pewnie długo nie jesteście ze sobą. Wstrzymaj sie ze ślubem, po co tak wcześnie???? Tym bardziej , że masz wątpliwości. Pożyj jeszcze wolnością, a jego obserwuj.
Oj, jednak te ponad 4 lata związku to dość długi okres, więc nie tak krótko. Chciałam dodać, że On przy mnie się zmienił, gdy Go poznałam, On miał złe towarzystwo, Jego koledzy później mieli mi za złe, że jesteśmy razem. Do tej pory zresztą chyba mają. W każdym razie to chłopak z przejściami z naprawdę trudną sytuacją rodzinną. I biorę to pod uwagę, staram się to zrozumieć. Lecz nie mogę Mu wybaczyć tego, co zrobił wczoraj, po prostu nie umiem. Poza tym boję się, że gdy zerwę, On sobie coś zrobi... A jest do tego zdolny.
Nie wiem jak to rozegrać, dlatego napisałam.
Ale zrozum jedno - małżeństwo to poważna sprawa. Pojawią sie dzieci, różnego rodzaju problemy dnia codziennego. Jak on taki porywczy to nie będziesz miała wesoło. Ja wiem, ze kazdemu należy dać szanse. Prawdopodobnie Ty jesteś taka szansą dla niego. Ale nie on dla Ciebie!!! Jasne, ze po rozmowie tu na forum nie pójdziesz i nie zerwiesz z nim ot tak, dlatego proponuje Ci wstrzymanie sie od ślubu. Naprawdę nie pojmuję po co ludzie tak wcześnie się wiążą, i to na dodatek mający wątpliwości.
Dobrze powiedziane, że jestem szansą dla Niego... Wyrwał się z domu, mieszkamy razem, można powiedzieć, że jesteśmy niezależni i źle się nam nie powodzi mimo tak młodego wieku. Dlatego nie widziałam przeszkód w tym, żeby się zaręczyć. Właśnie do wczoraj. Dziś siedzę i myślę co powinnam zrobić po tym wszystkim, po tej awanturze. Zdaję sobie sprawę, że to szantażysta, wiem, że ulegam tym szantażom, kocham Go, jestem tego świadoma, i to chyba jest najgorsze w tym wszystkim. Ta świadomość i pewnego rodzaju niemoc
Przyjęłaś pierścionek, więc go noś. Zaręczyny zawsze można zerwać
gorzej jest z małżeństwem. Po prostu zwlekaj, nie wiem...może skończenie szkoły ( czy zakonczyliscie edukację?), znalezienie pracy, wymyśl coś. Pożyjcie razem i zobaczysz. Tak naprawdę te 4 lata chodzenia to nic - zaczynaliście jako dzieci, a małżeństwo to nie zabawa. Jak ci wywinie jeszcze parę takich numerów, wtedy zadecydujesz.
Ja jeszcze się uczę, On pracuje. Pewnie, że na razie nie mamy zamiaru brać ślubu... Na pewno nie w najbliższym czasie. Nie wiem co z tym zrobić. Tak naprawdę boli mnie, że ten dzień nie był szczęśliwy, tylko wynikła z tego wszystkiego jedna wielka kłótnia, żadne przeprosiny tego czasu nie cofną i nie zmienią. Nie wiem czy nie byłoby lepiej zakończyć tego wcześniej, od razu, niż czekać na kolejne takie (oby nie!) ekscesy.
Czy on myślał kiedykolwiek o terapii?
Terapii dotyczącej czego?
Na pewno nie, przynajmniej nic mi o tym nie mówił.
Czytając Twoją historię, czuję się jak bym to ja była na Twoim miejscu .
Twój narzeczony nie pije nałogowo dzisiaj , później będzie , dogadujecie się jak jest trzeźwy ?
Z biegiem czasu to minie i będziecie kłócić się o bzdury i nigdy nie będzie dobrze .
Ja przyjęłam zaręczyny , wyszłam za mąż , dzisiaj tego żałuję , bo miałam
świadomość tego co robię, ale też uparcie wierzyłam , że ,,to,, się zmieni , że
przecież , nie pije nałogowo , a agresja minie , bo to pewnie przez alkohol .
Jakże się myliłam , niestety nastąpił całkowity odwrót moich myśli i zamiast lepiej, jest gorzej i
wątpię , że kiedyś się to zmieni .
Zastanów się czy chcesz tkwić w takim związku , mimo tego , że kochasz , ja kochałam , ale
błąd popełniłam, nie będę pisac , co masz robić, bo to Twoja indywidualna decyzja, ale ja mając
ten rozum co dzisiaj, a tamte lata, postąpiła bym inaczej , uwierz .
Jestem wdzięczna za wszystkie opinie, jednak nie rozumiem jednego, dlaczego większość z Was twierdzi, że on będzie alkoholikiem, i że ma problem z alkoholem? Dlatego, że napisałam, że jego ojciec nałogowo pije? On moim zdaniem ma problem z zachowaniem po spożyciu, ale nie ze spożywaniem... Wytłumaczcie mi to proszę, bo nie rozumiem naprawdę, a chciałabym zrozumieć co macie na myśli
Marina, chodzi o to , że tutaj ewidentnie widać, że Twój narzeczony lubi wypić .
Tym bardziej , że jego ojciec jest alkoholikiem .
Mój teść, tez jest alkoholikiem , i mój mąż na początku też tak popijał .
Po ślubie wszystko zmieniło się o 360 stopni, zaczynał popijać coraz częściej i częściej .
I tak jest do dzisiaj . U nich to chyba jest dziedziczne .
Nie wiadomo czy u Was nie jest podobnie .
Ja Cię po prostu ostrzegam , daje Ci swój przykład, niczego nie
insynuując . ![]()
Nie neguję tego co napisałaś, jednak nie do końca się zgodzę, bo chyba większość "lubi" się napić, gdy jest jakaś okazja. No, chyba, że obracam się wśród samych alkoholików i w dodatku jestem jedną z nich ![]()
Mam pełno obaw związanych z przyszłością tego związku... Nadal nie wiem jaką decyzję podjąć. Wycinając tych kilka przykrych incydentów mogę stwierdzić, że ten związek jest niemal idealny...
Witam wszystkich, postanowiłam napisać, bo nie umiem sobie poradzić z tym problemem sama. Wczoraj mój chłopak oświadczył mi się. Nie byłam bardzo zaskoczona, wiedziałam, że kiedyś to się wydarzy, jednak nie tak to sobie wyobrażałam... Lecz nie w tym rzecz. Mimo wszystko gdy On klęknął byłam w lekkim szoku, oszołomienie i niedowierzanie minęło mi dopiero po kilku godzinach. On źle to odebrał - cieszyłam się, lecz nie okazywałam tego szczęścia tak bardzo jak On to sobie wyobrażał. Poszliśmy świętować do przyjaciół, był alkohol... Zaczęliśmy się u nich sprzeczać. Dosłownie z niczego wybuchnęła awantura. W drodze powrotnej mój Narzeczony zrobił się agresywny, zaczął zaczepiać jakiegoś mężczyznę, o mały włos nie doszło do bójki. Popłakałam się, było jeszcze gorzej. W złości powiedziałam, że nie jestem pewna czy chcę z Nim być, jeśli ma się tak zachowywać. Zrobiło się jeszcze gorzej. Mój P. ma tendencje do tego, że całą winę bierze na siebie, po czym wmawia mi za chwilę, że to nie przez niego, tylko przeze mnie, że to ja Go sprowokowałam. Wiele razy się kłóciliśmy, trzy razy się zdarzyło, że powiedział, że chce ze sobą skończyć jeśli jest dla mnie "nikim", "zerem", po czym chwytał za nóż i chciał sobie podcinać żyły na moich oczach. Wtedy panikowałam. Tak było też wczoraj. Powiedział, że traktuję go jak śmiecia, że go nie kocham, że kogoś mam, słowem, szukał pretekstów do tego, żeby po raz kolejny próbować sobie zrobić krzywdę. Chciał, żebym się czuła winna. Nie dałam się, byłam twarda, pozabierałam mu noże. Chciałam dodać, że Jego słowa to tylko i wyłącznie Jego wymysły, nigdy nie dałam mu powodu, żeby tak mówił, a jednak to robi. Tak, Jestem świadoma tego, że oddziałuje na mnie psychicznie, próbuje mną manipulować, jednak nie wiem jak się mam wtedy zachować, co zrobić... Przytłacza mnie to. On był trudnym dzieckiem, jego ojciec jest alkoholikiem, gdy wypije też jest agresywny, oni się nienawidzą... Nie chcę Go w żaden sposób usprawiedliwiać. Nie czuję się winna wczorajszej sytuacji. Dziś siedzę z pierścionkiem i zastanawiam się co zrobić. Jeśli Go zostawię, On pewnie będzie chciał coś udowodnić, boję się, że sobie coś zrobi przeze mnie. Z drugiej strony kocham Go, na codzień mieszkamy razem, świetnie się dogadujemy. Problem pojawia się, gdy On wypije, chociaż nie zawsze. Ale jednak się to zdarza. Proszę, niech to ktoś oceni i napisze co o tym myśli... Nie wiem czy powinnam Mu wybaczyć, czy zrezygnować z tego związku skoro ten problem co jakiś czas się pojawia. Czy to ma sens?
Prawdopodobnie Twój facet jest chory psychicznie. Chcesz sobie zmarnować życie przez kogoś takiego. Chcesz żeby Twoje dzieci oglądały takie sceny? Odejdź od niego póki możesz.
22 2013-02-26 12:28:16 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2013-02-26 12:33:45)
On moim zdaniem ma problem z zachowaniem po spożyciu, ale nie ze spożywaniem...
No i właśnie to jest najbardziej niebezpieczne. Tym bardziej, że nie ma oporów robić tego w towarzystwie.
Dlaczego jedni po alkoholu się umieją bawić i pod rękę wracać wspólnie śmiejąc i zataczając, a drugi po spożyciu staje się agresywny, nieobliczalny i szuka zaczepki?
Alkohol rozwiązuje język. Pozwala fikcyjnie pozbywać się problemu. Po alkoholu ma się wrażenie, że problemy nie są już takie straszne jakie były. Osoba, która po alkoholu jest agresyjna, musi mieć w sobie duże problemy, z którymi nie potrafi sobie poradzić. To może być nieumiejętność pogodzenia się z przeszłością.
Po drugie schemat picia jaki wyniósł z domu.... Człowiek pije, a potem się awanturuje. Tego się nauczył.
Po trzecie osoby DDA mają dużo większe skłonności do alkoholizmu. I ja sama jestem tego przykładem. Ostatnio mam bardzo dużo problemów. Z wieloma sprawami nie umiem sobie poradzić. A największy problem dotyczy mnie. Jako DDA ostatnio straciłam cel w życiu. Niby wszystko mam a mimo to czuję w środku pustkę, która strasznie doskwiera. Zaczęłam sobie piwkować i stwierdziłam, że jest mi wtedy lepiej. Mam dobry humor, wszystko dopiera stłumione, ale też w sytuacjach nerwowych łatwiej mi zranić drugą osobę. W pewnym momencie dostrzegłam, że zaczynam stąpać po cienkim lodzie i zdałam sobie sprawę, że mam skłonności do alkoholizmu.
Po tym co mówi Twój mężczyzna uważam, że ma jakieś problemy ze sobą. Może czuje się niedowartościowany, ma niską samoocenę. Weź z nim tak szczerze porozmawiaj i postaw pewne ultimatum. Całkowity zakaz picia albo zacznie walczyć z tym co ma w głowie.
Po czwarte. Twój facet teraz straszy, że sobie coś zrobi i albo w końcu sobie coś zrobi żeby Ci udowodnić albo zrobi Tobie.
Ja nie wiem czy on zostanie alkoholikiem czy nie. Ale Ty z czasem zaczniesz unikać imprez, spotkań ze znajomymi, zaczniesz unikać wszystkich sytuacji gdzie pojawi się alkohol. Tego chcesz?
EDIT: Znajdź w necie artykuł o DDA z wyszczególnionymi objawami. Niech w pierwszej kolejności uświadomi sobie, że ma problem.
LeeBee, tak, on ma problemy ze sobą, ta przeszłość się na nim odbija. Od małego wychowywała go babcia, która go gnębiła, mama umarła na jego oczach gdy był dzieckiem, w domu siostra niepełnosprawna, w dodatku ojciec alkoholik... Dlatego jego pewne zachowania mnie nie dziwią. On odbijał od rzeczywistości szukając ukojenia w używkach, między kolegami, byle tylko nie być w domu. Z chęcią bym go zabrała gdzieś do dobrego psychologa, gdyby tylko chciał pójść. Co do imprez to masz rację, właśnie zdałam sobie sprawę, że niechętnie wychodzę gdzieś, bo się boję, że coś się stanie złego. I boję się odejść, bo teraz on ma tylko mnie, i te "straszenia", że coś sobie zrobi są całkiem realne.
24 2013-02-26 13:00:28 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-02-26 13:01:59)
Kobieto, on Cie najzwyczajniej szantazuje. Poza tym jego zachowanie po spozyciu alkoholu jest dowodem na to jak wiele ma problemow sam ze soba. No, tylko on ich nie chce rozwiazac. On woli od czasu do czasu sie napic, popuscic pary i zwalic je na Ciebie. I to jest podstawowym problemem, nie to, ze wychyli pare kieliszkow.
Prawda jest taka, ze Ty nie jestes odpowiedzialna za jego stan psychiczny. Jest doroslym facetem.Dorosla osoba, jak sobie nie radzi, to idzie do specjalisty, a nie szantazuje partnerke. Takie straszenie "bo jak mnie zostawisz to ja sobie cos zrobie" jest ewidentnym przykladem manipulacji, bo on wie, ze Tobie na nim zalezy. Niedojrzale, conajmniej, jezeli nie wprost wskazujace na typ zaburzenie osobowosci jak borderline czy histrioniczne, ktorych leczenie jest trudne, meczace i czesto zupelnie bez rezultatow.
Chcesz naprawde wyjsc za maz za czlowieka, ktory bedzie Cie traktowal w ten sposob?
Po trzecie osoby DDA mają dużo większe skłonności do alkoholizmu. I ja sama jestem tego przykładem. Ostatnio mam bardzo dużo problemów. Z wieloma sprawami nie umiem sobie poradzić. A największy problem dotyczy mnie. Jako DDA ostatnio straciłam cel w życiu. Niby wszystko mam a mimo to czuję w środku pustkę, która strasznie doskwiera. Zaczęłam sobie piwkować i stwierdziłam, że jest mi wtedy lepiej. Mam dobry humor, wszystko dopiera stłumione, ale też w sytuacjach nerwowych łatwiej mi zranić drugą osobę. W pewnym momencie dostrzegłam, że zaczynam stąpać po cienkim lodzie i zdałam sobie sprawę, że mam skłonności do alkoholizmu.
Po tym co mówi Twój mężczyzna uważam, że ma jakieś problemy ze sobą. Może czuje się niedowartościowany, ma niską samoocenę. Weź z nim tak szczerze porozmawiaj i postaw pewne ultimatum. Całkowity zakaz picia albo zacznie walczyć z tym co ma w głowie.
Miałam dosłownie identyczną sytuację w swoim życiu , również pochodzę z rodziny alkoholików i zawsze alkohol
był dla mnie czymś , jak chleb powszedni , nigdy w życiu mi nie przeszkadzał , w końcu widziałam , że jest u mnie w domu rodzinnym niemalże codziennie . Wychodząc za mąż , miałam pewne obawy co do zachowania męża , jego agresji skłonności do alkoholu , ale uważałam , że to ja przesadzam , w końcu wszyscy pili, to co ja będę z męża abstynenta robić ? Jakże się myliłam . Jak już pisałam on też pochodzi z rodziny alkoholików .
Miałam wówczas 21 lat , kiedy jeszcze nie po ślubie, ani po narodzinach syna, zaczęłam popijać też .
I tak jak Lee Bee czułam się szczęśliwsza, wyluzowana , inaczej niż na trzeźwo . Nie była, i nie jestem alkoholiczną, ale
również zauważyłam , że mam skłonności do picia alkoholu . Wtedy nie miał mi kto tego wytłumaczyć, aż sama tego nie zrozumiałam .
Wiedziałam, że mam większe skłonności do alkoholu niż inne młode osoby nie będące DDA , i przestałam piwkować ,ale to dopiero wtedy, kiedy mieliśmy z mężem rozpocząć starania o dziecko , jeszcze wtedy nie wiedziałam , co mnie czeka w życiu, byłam przekonana, że każdy facet lubi wypić i tak ma być, a kobieta to kobieta, jej nie wypada .
Myliłam się Droga Marino, weź sobie słowa Lee Bee głęboko do serca, i jeśli chcesz moje też .
Pozdrawiam .
Kochana xxmarinaxx ludzie którzy na prawdę chcą ze sobą skończyć nigdy o tym nie mówią, więc nie bój się!
Nie tak dawno i ja tkwiłam w chorym związku, kilka razy próbowałam zerwać i tak jak Ty słyszałam od mojego byłego, że świat beze mnie nie ma sensu i jeżeli go zostawię to rzuci się pod pociąg. Moi rodzice widząc ciągłe kłótnie i mój płacz nie spali po nocach widząc, w co się pakuję. Prosili mnie, żebym to zakończyła, ale ja byłam "zakochana". Pewnego dnia powiedziałam dość i podziękowałam mu za wspólny czas. Nie było łatwo, wiele tygodni przepłakałam lecz dziś wiem, że decyzja o rozstaniu była najlepsza jaką mogłam podjąć. No i oczywiście nikt pod pociąg się nie rzucił.
xxmarinaxx pomyśl, czy chcesz całe życie spędzić z kimś takim jak Twój chłopak ?
Dziękuję za trzeźwe spojrzenie na sytuację, daje mi to wiele do myślenia.
Adlernewman, gdybym próbowała walczyć o ten związek, to gdzie powinnam szukać pomocy? Jak go np. próbować uświadomić, że to może być bardzo złożony problem? Boże, już nie wiem co robić... Jest mi żal zakończyć ten związek, ale z drugiej strony przestaje mieć siły na to, żeby walczyć, bo i tak usłyszę kiedyś, że mi nie zależy i traktuję go jak "śmiecia"
LadyAga, podziwiam Cię. Jak na razie biję się z myślami jaką decyzję podjąć. Wiesz, u Ciebie zakończyło się wszystko szczęśliwie, ja natomiast boję się, że będę miała życie ludzkie na sumieniu... Na samym początku naszego związku, jeszcze za czasów "gnojka" rozstaliśmy się, ja zerwałam... Na drugi dzień on był z zabandażowanym nadgarstkiem, blizny ma do dziś. Dlatego jestem pewna, że na gadaniu się nie skończy i to jest chyba największy problem.
29 2013-02-26 13:34:03 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-02-26 13:34:55)
Dziękuję za trzeźwe spojrzenie na sytuację, daje mi to wiele do myślenia.
Adlernewman, gdybym próbowała walczyć o ten związek, to gdzie powinnam szukać pomocy? Jak go np. próbować uświadomić, że to może być bardzo złożony problem? Boże, już nie wiem co robić... Jest mi żal zakończyć ten związek, ale z drugiej strony przestaje mieć siły na to, żeby walczyć, bo i tak usłyszę kiedyś, że mi nie zależy i traktuję go jak "śmiecia"
Jedyne co mozesz zrobic to spokojnie z nim porozmawiac i wyjasnic mu, ze nie bedziesz reagowala na tego typu teksty, poniewaz nie sa one odzwierciedleniem Twojej opinii o nim, ale zaczepka. Powiedz mu: "Kocham Cie, zalezy mi na Tobie, cenie Cie, dlatego mysle, ze moze warto by bylo bys porozmawial o swoich problemach z kims obiektywnym.". Nie gwarantuje powodzenia takiego podejscia, ale musisz mu wyraznie dac do zrozumienia, ze albo on cos ze soba zrobi albo Wasz zwiazek nie ma przyszlosci, z mocnym naciskiem na to, ze to jego decyzja, ze jest dorosly, ze nie bedziesz tolerowala bycia traktowana jak przyslowiowy kosz na jego kompleksy czy trudnosci. Okaz mu wsparcie, ale takie twarde, bez rozczulania sie i ulegania jego manipulacjom. Jezeli podniesie glos, zacznie "strzelac fochy", powiedz mu, ze porozmawiasz z nim jak sie uspokoi. Wyjdz z mieszkania. Daj mu ochlonac. Po drugim, trzecim razie zrozumie, ze szantaze nie dzialaja.
To jest tylko rada. Moze byc tak, ze do niego nic nie dotrze.
30 2013-02-26 13:35:04 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2013-02-26 13:38:20)
xxmarinaxx zacznij od dostarczenia mu lektury na temat DDA, a potem ultimatum albo zacznie pracować nad sobą albo koniec, oddaj pierścionek i czekaj. Oczywiście jak powiedziała moja poprzedniczka: zapewnij o wsparciu, szacunku itp., ale tylko w sytuacji kiedy będzie chciał się zmienić. W takimi ludźmi trzeba twardo postępować. Na prawdę.
To wcale nie powiedziane, że Twój facet jest już na starcie przekreślony, ale najwyższa pora uporać się z demonami przeszłości.
xxmarinaxx zacznij od dostarczenia mu lektury na temat DDA, a potem ultimatum albo zacznie pracować nad sobą albo koniec, oddaj pierścionek i czekaj. W takimi ludźmi trzeba twardo postępować. Na prawdę.
To wcale nie powiedziane, że Twój facet jest już na starcie przekreślony, ale najwyższa pora uporać się z demonami przeszłości.
I do tego właśnie potrzebna będzie terapia.
Trzymam kciuki.
Dziękuję bardzo, chyba właśnie potrzebowałam takich porad.
Będę próbować, chcę próbować. Chociaż kiedyś też mu powtarzałam, żeby zmienił swoje zachowanie, to w odpowiedzi usłyszałam pytanie czy mało się zmienił przez ten czas co jesteśmy razem. Dużo, ale pewnych zachowań nie wyeliminował, niestety. Właśnie np. tego głupiego gadania po imprezach, że on dla mnie nic nie znaczy, że na niego nie zwracam uwagi przy innych, itd. To boli, bo tak nie jest, to jest jego wyobrażenie w większości i takie nakręcanie spirali myśli.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję jeszcze raz za pomoc
Dziękuję bardzo, chyba właśnie potrzebowałam takich porad.
Będę próbować, chcę próbować. Chociaż kiedyś też mu powtarzałam, żeby zmienił swoje zachowanie, to w odpowiedzi usłyszałam pytanie czy mało się zmienił przez ten czas co jesteśmy razem. Dużo, ale pewnych zachowań nie wyeliminował, niestety. Właśnie np. tego głupiego gadania po imprezach, że on dla mnie nic nie znaczy, że na niego nie zwracam uwagi przy innych, itd. To boli, bo tak nie jest, to jest jego wyobrażenie w większości i takie nakręcanie spirali myśli.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję jeszcze raz za pomoc
On musi dotrzeć do źródła swojego problemu, korzeni, przerobić to wszystko.
Sami niestety bez terapii nie jesteście w stanie tego zrobić.
Trzymam kciuki.
LadyAga, podziwiam Cię. Jak na razie biję się z myślami jaką decyzję podjąć. Wiesz, u Ciebie zakończyło się wszystko szczęśliwie, ja natomiast boję się, że będę miała życie ludzkie na sumieniu... Na samym początku naszego związku, jeszcze za czasów "gnojka" rozstaliśmy się, ja zerwałam... Na drugi dzień on był z zabandażowanym nadgarstkiem, blizny ma do dziś. Dlatego jestem pewna, że na gadaniu się nie skończy i to jest chyba największy problem.
Ja miałam wielkie oparcie w mojej przyjaciółce, która studiuje psychologie. Ona również namawiała mnie do zakończenia związku i przez cały czas mi mówiła, że bez względu na to co się stanie po rozstaniu, bez względu na to co zrobi sobie D. mam pamiętać że to nie będzie moja wina, że ludzie którzy popełniają samobójstwo mają problem sami ze sobą. Powtarzała mi to dziesiątki razy dziennie
oczywiście ja tam wiedziałam swoje, lecz dziś jestem jej wdzięczna, że pomogła mi przez to przejść.
Teraz ja chcę powiedzieć Tobie Marina, że jeżeli podejmiesz decyzję o rozstaniu i gdyby cokolwiek się stało to nie będzie to Twoja wina! Pewnie nic się nie stanie, ale wiem że dziś trudno Ci w to uwierzyć. Decyzję jednak musisz podjąć sama.
Ściskam Cię mocno!
Może zaproponuj mu jakąś terapię dla osób nie panujących nad emocjami. Jeśli się zgodzi jest ok, jeśli nie......cóż, ja bym uciekła.
Teraz są to sporadyczne przypadki, ale on jest niezrównoważony emocjonalnie, co bedzie jak przyjdą poważne problemy. A jeśli kiedyś tym nożem wskaże na Ciebie?
Wiesz, w gazetach jest teraz głośno o żonie która zadzgała męza. To był mój znajomy. Ona początkowo miałą takie jazdy jak Twój chłopak/narzeczony. Ale przy ostatniej różnicy zdań to on dostał cios.
I on też nie wierzył że jej agresja obróci się kiedyś przeciw niemu. Przemyśl to spokojnie
MARINKO TO JEST PRZEDSMAK TEGO ,CO DOSWIADCZYSZ W POZNIEJSZYM ZYCIU.Nawet sie nie zastanawiaj,bo i tak sie nie zmieni,zycie Twoje i zycie pozniej waszych dzieci bedzie koszmarne
Pozniej bedzie Cie obwinial o wszystko,nawet o to ,ze deszcz pada,albo swieci slonce,kazdy pretekst bedzie dobry.Jestes mloda i cale zycie przed Toba !Zycie ma sie tylko jedno i nie ma sie zycia do powtorki....a czy chcialabys ,aby kiedys twoje dziecko zwiazalo sie z kims o podobnym charakterze do twojego nazeczonego!
Dziękuję za trzeźwe spojrzenie na sytuację, daje mi to wiele do myślenia.
Adlernewman, gdybym próbowała walczyć o ten związek, to gdzie powinnam szukać pomocy? Jak go np. próbować uświadomić, że to może być bardzo złożony problem? Boże, już nie wiem co robić... Jest mi żal zakończyć ten związek, ale z drugiej strony przestaje mieć siły na to, żeby walczyć, bo i tak usłyszę kiedyś, że mi nie zależy i traktuję go jak "śmiecia"
Juz Ci pisałam wcześniej - zignorowałaś moj post - ze masz dwa wyjścia:
albo od niego odchodzisz;
albo zaczynacie wspólna terapie, OBOJE. Tylko dobrze sie zastanow, bo terapia DDA do latwych nie nalezy, potrzeba kupe cierpliwosci, mnostwo konsekwencji i duuuuzo milosci - wiem, co pisze, bo rowniez pochodze z domu, gdzie alkohol i przemoc byly codziennoscia, mialam przez to kupe problemow w zyciu (do tej pory miewam), ale pomogla mi terapia i to bardzo.
Dowiedz sie, gdzie w Twoim miescie odbywaja sie spotkania AA, tam powiedza Ci, gdzie mozna popytac o DDA.
Ewentualnie poszukaj od razu terapii DDA w Twoim miescie.
Nastepnie czeka Cie szczera rozmowa z partnerem - osoby wykwalifikowane pomoga Ci, jak sie do niej przygotowac.
dziwie sie ze nie widzisz tego uzaleznienia swego faceta... dlatego dobrze ci radza abys poszla takze na terapie
chyba nie umiem przectawic ci twojej sytulacji swymi oczami
wiec ci cos opowiem, cos by doradzila mnie:
gdy zbliza sie czas wyjscia na impreze czy to do rodziny czy do znajomych ja juz sie przejmuje co to bedzie po imprezie, moj facet zawsze mnie uspokaja ze bedzie wszystko ok, no i po imprezie gdy on jest juz napity szuka zaczepki aby sie poklocic...dlugos wytrzymania tego dreczenia jest rozna, czasem juz w drodze nie mam sil i jest wojna albo dopiero w domu, zawsze konczy sie tak ze on wychodzi, dalej pije i nie odpiera tel a ja cala noc placze bo nie wiem co sie dzieje
kazdego nastepnego dnia on przeprasza a ja wybaczalam
widzisz podobienstwo??
dalej...
ten chlopak wywodzi z rodziny alkoholowej, matka pijaczka, ojca nigdy nie bylo, ojczym byl pare lat ale potem rozowd, bil wszystkich...pozniej jakies drobne kradzierze, alkohol wczesnie przed 18stka... cala rodzina dysfunkcyjna, niezaradna.
i ja...
ja to wszytsko zmienie, i owszem przestal pic, przeciez tak duzo nie pije, tylko tyle co na imprezach(co jest po imprezach to jzu wiesz) on nie bedzie jak jego rodzina itd...
a ja ci teraz powiem jak to wyglada teraz po 6latach...
ten chlopak jest moim mezem juz
w wieczor paneinski znow si eupil i robil awantury...wtedy ja zucilam pierscionkiem, pojechalismy do rodzicow na drugi dzien i powiedzialam ze slubu nie bedzie, tydzien przed slubem...
5dni prosil zebym zmienila zdanie, zmienilam bo przysiagl ze jzu nigdy wiecej nie zrobi tak, ze nie bedzie jak jego rodzina itd...
od donia slubu maz ani razu niespedzila nocy poza domem, ani razu nie awanturowal sie po alkoholu,
zarabia dobrze, jest bardzo pracowity, mamy 2 dzieci dla ktorych nieba by przechylil, do tego odcial sie od rodziny, nie ma jej w naszym zyciu, powiedzial ze nigdy nie bedzie jak oni, chce kupic dzialke, stawiac dom, ma cele i zmienil sie tylko dla tego ze ziemia mu si epod nogami zatrzesla!
jak mysle jaki byl przed slubem(taki jak twojm, na trzezwo skarb, po pijaku djabel) to nie wiem skad we mnei tyle odwagi na slub....
nie mowie ze u ciebie tez slub cos zmieni i skonczy sie dobrze
chcem ci tylko pokazac ze problem napewno jest a to ze pochodzi z takiej rodziny poterznie oslabia jego odpornosc na jakiekolwiek urzywki!
trzmam kciuki
a ja po 6-ciu latach widze to tak
" byłam głupia,że nie reagowałam na jego zachowanie przed ślubem. Mam 2 dzieci, mąż pije, awanturuje się i bije mnie i dzieci. Nie mam już sił. Chciałabym odejść, ale nie mam gdzie i boję się."
I niestety takie zakończenie wydaje mi się bardziej prawdopodobne.
Witam
Uważam że Twój "narzeczony" nigdy się nie zmieni, z jego strony czy to jest miłośc to niewiem ale w kazdym badz razie uwazam ze on bardziej boi sie zostac sam..
Ty natomiast w takim zwiazku meczysz sie, ciagle wmawiasz sobie i masz nadzieje na to ze on sie zmieni, co zrobisz w sytuacji kiedy bedziecie miec dziecko a przy pierwszej klotni Twoj "maz" chwyci za noz? wtedy Twoje dziecko bedzie miec dziecinstwo takie jak Twoj maz a tego zapewne nie chcesz, Twoj narzeczony powinien zgloscic sie na terapie - on ma problemy psychiczne, manipuluje Toba a Ty sie dajesz w to wciagac. jestem pewna ze gdybys nawet sie z nim rozstala On nic by sobie nie zrobil, nie bylby na tyle odwazny. Pozatym kazda z nas jako mala dziewczynka marzy o pieknych zareczynach jak z bajki, tymczasem Twoj partner zepsul Ci jeden z najpiekniejszych dni w zyciu...
To juz koniec radze ci uciekac od tego kolesia to jakis czubek chyba.
To juz koniec radze ci uciekac od tego kolesia to jakis czubek chyba.
Żaden czubek, po prostu chory człowiek z trudna przeszłością.
Tu trzeba albo silnej woli i chęci pomocy, albo po prostu dać nogi za pas i nie robić mu złudnych nadziei.
Dziś i wczoraj z nim rozmawiałam, jak na razie odnoszę wrażenie, że zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ma problem ze sobą. Nie zaprzecza, nawet dziś stwierdził, że powinien zmienić otoczenie lub się (!) zaszyć. Długo tłumaczyłam na różne sposoby, ciężko było... ale chyba w jakiś sposób dotarłam do niego. Postawiłam ultimatum: albo pójdziemy razem do specjalisty, który pomoże mu poradzić sobie z własnym zachowaniem i z własnymi myślami, albo zaczyna sobie szukać mieszkania i się rozstajemy. Cały czas powtarza, że nie chce mnie stracić i przysięga, że nie tknie alkoholu. Jak na razie jestem pełna wątpliwości, bo jeszcze nie zdecydował czy spróbuje pójść na terapię. No ale wkrótce to się okaże. Na początku chyba myślał, że żartuję - takie sprawiał wrażenie. Teraz mi napisał czy nie ma innego wyjścia niż terapia. Odpisałam, że to jego decyzja, jeśli się zdecyduje to mu pomogę, jeśli nie - wie co się stanie. Jednak mam przeczucie, że spróbuje...
Mam tylko obawy, że jeśli już do tego dojdzie to trafi na nieodpowiedniego lekarza, który nie będzie umiał się nim zająć. W zasadzie nie wiem do kogo się zwrócić; do kogoś, kto zajmuje się problemami z alkoholem, czy może do zwykłego psychologa?
Cynicznahipo, ewaaa, Zielony_Domek, LeeBee, adlernewman, bardzo Wam dziękuję za cenne opinie.
Dziś i wczoraj z nim rozmawiałam, jak na razie odnoszę wrażenie, że zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ma problem ze sobą. Nie zaprzecza, nawet dziś stwierdził, że powinien zmienić otoczenie lub się (!) zaszyć. Długo tłumaczyłam na różne sposoby, ciężko było... ale chyba w jakiś sposób dotarłam do niego. Postawiłam ultimatum: albo pójdziemy razem do specjalisty, który pomoże mu poradzić sobie z własnym zachowaniem i z własnymi myślami, albo zaczyna sobie szukać mieszkania i się rozstajemy. Cały czas powtarza, że nie chce mnie stracić i przysięga, że nie tknie alkoholu. Jak na razie jestem pełna wątpliwości, bo jeszcze nie zdecydował czy spróbuje pójść na terapię. No ale wkrótce to się okaże. Na początku chyba myślał, że żartuję - takie sprawiał wrażenie. Teraz mi napisał czy nie ma innego wyjścia niż terapia. Odpisałam, że to jego decyzja, jeśli się zdecyduje to mu pomogę, jeśli nie - wie co się stanie. Jednak mam przeczucie, że spróbuje...
Mam tylko obawy, że jeśli już do tego dojdzie to trafi na nieodpowiedniego lekarza, który nie będzie umiał się nim zająć. W zasadzie nie wiem do kogo się zwrócić; do kogoś, kto zajmuje się problemami z alkoholem, czy może do zwykłego psychologa?
Cynicznahipo, ewaaa, Zielony_Domek, LeeBee, adlernewman, bardzo Wam dziękuję za cenne opinie.
Uważam, iż najlepszy będzie spec od uzależnień bądź DDA.
Dziś i wczoraj z nim rozmawiałam, jak na razie odnoszę wrażenie, że zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ma problem ze sobą. Nie zaprzecza, nawet dziś stwierdził, że powinien zmienić otoczenie lub się (!) zaszyć. Długo tłumaczyłam na różne sposoby, ciężko było... ale chyba w jakiś sposób dotarłam do niego. Postawiłam ultimatum: albo pójdziemy razem do specjalisty, który pomoże mu poradzić sobie z własnym zachowaniem i z własnymi myślami, albo zaczyna sobie szukać mieszkania i się rozstajemy. Cały czas powtarza, że nie chce mnie stracić i przysięga, że nie tknie alkoholu. Jak na razie jestem pełna wątpliwości, bo jeszcze nie zdecydował czy spróbuje pójść na terapię. No ale wkrótce to się okaże. Na początku chyba myślał, że żartuję - takie sprawiał wrażenie. Teraz mi napisał czy nie ma innego wyjścia niż terapia. Odpisałam, że to jego decyzja, jeśli się zdecyduje to mu pomogę, jeśli nie - wie co się stanie. Jednak mam przeczucie, że spróbuje...
Mam tylko obawy, że jeśli już do tego dojdzie to trafi na nieodpowiedniego lekarza, który nie będzie umiał się nim zająć. W zasadzie nie wiem do kogo się zwrócić; do kogoś, kto zajmuje się problemami z alkoholem, czy może do zwykłego psychologa?
Cynicznahipo, ewaaa, Zielony_Domek, LeeBee, adlernewman, bardzo Wam dziękuję za cenne opinie.
Przepraszam, że będę sceptyczna, ale to z doświadczenia. Ale to się nie uda.
Tej terapii musiałby chcieć on sam, sam dojść do tego, sam poprosić o pomoc.
A Ty cały czas go usprawiedliwiasz, szukasz mu pomocy, chcesz go zmieniać. A skoro chcesz go zmieniać (bo nie odpowiada Ci jego zachowanie) to po co ładować się w ten związek? Po co kontynuujesz to? Jeśli powiesz, że z miłości to zadaj sobie pytanie - czy potrzebujesz takiej miłości?
Mam pytanie - dlaczego przy stawianiu ultimatum powiedziałaś, że "razem pójdziecie do specjalisty"? Wydaje mi się, że to on ma jakiś problem, a nie wy?
Mojemu byłemu też kiedyś postawiłam ultimatum, że albo pójdzie do specjalisty, albo koniec. Tak samo jak u Ciebie - powtarzał, że nie chce mnie stracić, długo nie nie mógł zdecydować się zadzwonić do specjalisty i umówić wizytę, pytał czy nie ma innego wyjścia niż terapia, twierdziłam że jeśli zdecyduje się na terapie to mu pomogę.
Wiesz co zrobił? Poszedł na wizytę. Mówił tak pięknie, tak dorośle, tak mądrze, że specjalista nie wiedział o co chodzi i nawet nie zaproponował za bardzo żadnej terapii...
Oczywiście związek się sypnął całkowicie. Na koniec zapytałam dlaczego tak zachował się u specjalisty, usłyszałam: "a co? miałem tam chodzić dłużej?"
A wiesz, że największy błąd popełniasz Ty? Zachowujesz się egoistycznie twierdząc, że on zmieni się dla Ciebie, że mu pomożesz, że miłość przezwycięży wszystko. Egoistyczne zachowanie, przy którym nie szanujesz siebie. Zamiast dbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo, o swoje szczęście - Ty ładujesz się w związek, którego tak naprawdę nie ma już, bo każdy z Was jest inny, nie akceptujecie pewnych zachowań, coś Ci w nim nie odpowiada, masz inne potrzeby. Walisz głową w mur.
I pamiętaj, że nie masz takiej władzy, żeby kogoś zmienić, albo żeby ktoś zmienił się dla Ciebie.
Piszę tak, bo wiem to wszystko już z doświadczenia. Uwierz.
xxmarinaxx napisał/a:Dziś i wczoraj z nim rozmawiałam, jak na razie odnoszę wrażenie, że zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ma problem ze sobą. Nie zaprzecza, nawet dziś stwierdził, że powinien zmienić otoczenie lub się (!) zaszyć. Długo tłumaczyłam na różne sposoby, ciężko było... ale chyba w jakiś sposób dotarłam do niego. Postawiłam ultimatum: albo pójdziemy razem do specjalisty, który pomoże mu poradzić sobie z własnym zachowaniem i z własnymi myślami, albo zaczyna sobie szukać mieszkania i się rozstajemy. Cały czas powtarza, że nie chce mnie stracić i przysięga, że nie tknie alkoholu. Jak na razie jestem pełna wątpliwości, bo jeszcze nie zdecydował czy spróbuje pójść na terapię. No ale wkrótce to się okaże. Na początku chyba myślał, że żartuję - takie sprawiał wrażenie. Teraz mi napisał czy nie ma innego wyjścia niż terapia. Odpisałam, że to jego decyzja, jeśli się zdecyduje to mu pomogę, jeśli nie - wie co się stanie. Jednak mam przeczucie, że spróbuje...
Mam tylko obawy, że jeśli już do tego dojdzie to trafi na nieodpowiedniego lekarza, który nie będzie umiał się nim zająć. W zasadzie nie wiem do kogo się zwrócić; do kogoś, kto zajmuje się problemami z alkoholem, czy może do zwykłego psychologa?
Cynicznahipo, ewaaa, Zielony_Domek, LeeBee, adlernewman, bardzo Wam dziękuję za cenne opinie.
Przepraszam, że będę sceptyczna, ale to z doświadczenia. Ale to się nie uda.
Tej terapii musiałby chcieć on sam, sam dojść do tego, sam poprosić o pomoc.A Ty cały czas go usprawiedliwiasz, szukasz mu pomocy, chcesz go zmieniać. A skoro chcesz go zmieniać (bo nie odpowiada Ci jego zachowanie) to po co ładować się w ten związek? Po co kontynuujesz to? Jeśli powiesz, że z miłości to zadaj sobie pytanie - czy potrzebujesz takiej miłości?
Mam pytanie - dlaczego przy stawianiu ultimatum powiedziałaś, że "razem pójdziecie do specjalisty"? Wydaje mi się, że to on ma jakiś problem, a nie wy?
Mojemu byłemu też kiedyś postawiłam ultimatum, że albo pójdzie do specjalisty, albo koniec. Tak samo jak u Ciebie - powtarzał, że nie chce mnie stracić, długo nie nie mógł zdecydować się zadzwonić do specjalisty i umówić wizytę, pytał czy nie ma innego wyjścia niż terapia, twierdziłam że jeśli zdecyduje się na terapie to mu pomogę.
Wiesz co zrobił? Poszedł na wizytę. Mówił tak pięknie, tak dorośle, tak mądrze, że specjalista nie wiedział o co chodzi i nawet nie zaproponował za bardzo żadnej terapii...
Oczywiście związek się sypnął całkowicie. Na koniec zapytałam dlaczego tak zachował się u specjalisty, usłyszałam: "a co? miałem tam chodzić dłużej?"A wiesz, że największy błąd popełniasz Ty? Zachowujesz się egoistycznie twierdząc, że on zmieni się dla Ciebie, że mu pomożesz, że miłość przezwycięży wszystko. Egoistyczne zachowanie, przy którym nie szanujesz siebie. Zamiast dbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo, o swoje szczęście - Ty ładujesz się w związek, którego tak naprawdę nie ma już, bo każdy z Was jest inny, nie akceptujecie pewnych zachowań, coś Ci w nim nie odpowiada, masz inne potrzeby. Walisz głową w mur.
I pamiętaj, że nie masz takiej władzy, żeby kogoś zmienić, albo żeby ktoś zmienił się dla Ciebie.
Piszę tak, bo wiem to wszystko już z doświadczenia. Uwierz.
Popieram każde słowo
Jestem wdzięczna za wszystkie opinie, jednak nie rozumiem jednego, dlaczego większość z Was twierdzi, że on będzie alkoholikiem, i że ma problem z alkoholem? Dlatego, że napisałam, że jego ojciec nałogowo pije? On moim zdaniem ma problem z zachowaniem po spożyciu, ale nie ze spożywaniem... Wytłumaczcie mi to proszę, bo nie rozumiem naprawdę, a chciałabym zrozumieć co macie na myśli
Poczytaj sobie mój wątek http://www.netkobiety.pl/t50844.html
Jak dasz radę to uciekaj, potem będzie gorzej. Zamęczy Cie psychicznie. Odzyskanie własnej równowagi jest bardzo trudne.
Witam po dość długiej nieobecności.
Niestety musiałam zmienić nick, bo nie pamiętałam hasła do poprzedniego konta.
Mieliście wszyscy rację - on się nie zmieni nigdy... Zakończyłam ten związek 3 tygodnie temu. Nie wiem skąd znalazłam tyle sił, by w końcu wziąć się w garść i skończyć z tą chorą sytuacją, z tym toksycznym "związkiem"...
Od tamtego feralnego dnia zaręczyn te awantury z nożami powtórzyły się jeszcze dwa razy. Raz w Wielkanoc, drugi raz - wczoraj. Na obiecankach, że pójdzie na terapię zwlekał 3 miesiące; w końcu nie wytrzymałam, gdzieś to we mnie wszystko narosło, pękło... i stało się, tak zupełnie bez powodu powiedziałam, że to nie ma sensu dalej ciągnąć. Zaraz po tym on poszedł do psychologa. Rychło w czas, co? Niestety, nie wiem dokładnie co naopowiadał pani psycholog, w każdym razie wywnioskowałam, że przekonała go, że warto walczyć, nie takie rzeczy się ludziom zdarzały i żeby nie odpuszczał. Powiedziała mu, że spokojną rozmową może wiele zdziałać. I chyba w to tak mocno uwierzył, że kilka razy dziennie niemalże zmuszał mnie do rozmów, trudnych rozmów... Gdy nie wytrzymywał nerwowo, odliczał do 10, odchodził, po czym znowu przyciszonym głosem zaczynał wszystko od nowa. Nie dałam się wyprowadzić z równowagi dosłownie niczym... po czym wpadał w szał i walił pięściami w futrynę
próbował mnie przekonać, że się zmienił, że chce to zmienić... Gdy odpowiadałam, że trzy wizyty u psycholog to za mało na zmianę, zaczynało się branie na litość, szantaż, manipulacja. Chwytał się dosłownie wszystkiego żebym zmieniła decyzję. Oczywiście nie wspomnę o obwinianiu, że to też moja wina, że ja powinnam iść do psychologa, bo pani terapeutka też stwierdziła, że coś jest ze mną nie tak, a poza tym on ma syndrom odrzucenia. Wyobraźcie sobie, że chciałam pójść tam i z nią porozmawiać. Jakie było moje zdziwienie, gdy w żadnej placówce nie było tej pani psycholog, którą mój ex opisywał
W zasadzie do dzisiaj nie wiem czy on tam poszedł czy sobie wszystko wymyślił, a ja, głupia, poszłabym sama. Nie chcę wspominać już o listach, wyznaniach miłości, straszenia samobójstwem... Tydzień nie jadł, nie chodził do pracy, nie wychodził z domu. I nie mógł znieść tego, że ja zaczynam się spotykać ze znajomymi, że jakoś sobie ze wszystkim radzę, a on zamknął się w czterech ścianach i oczekuje pomocy. Próbowałam, ale on nie dał i nie daje sobie pomóc. Ucieka się do wszystkiego, żeby zwalić winę na mnie w jakimś stopniu. Zbyt wiele tego wszystkiego było. Wczoraj mój ex po 2 piwach zrobił awanturę o północy, jaki był powód? Był u siebie w domu, pokłócił się z rodziną, musiał sobie gdzieś odreagować. Padło na mnie. Było ubliżanie, nękanie, za chwilę spokojna rozmowa, za chwilę furia, szantaż, mówienie, że on mnie tak bardzo kocha, że sobie nie radzi. Byłam przerażona, ale nie dałam tego po sobie poznać, w jego oczach był obłęd... wykrzykiwał, że skoro sobie daje tak świetnie radę bez niego i jestem tak odporna psychicznie, to zobaczymy czy zniosę TO. Cokolwiek to miało znaczyć. Po czym chwycił za nóż i wybiegł z domu. Po chwili wrócił, skruszony...
Nie wiem dlaczego, ale nie czuję żalu, złości... Nie czuję nic. Jest mi to obojętne co się stanie. Żyję chwilą, staram się nie myśleć o przeszłości. Modlę się teraz tylko o to, żeby on jak najszybciej wyprowadził się z domu i żeby o mnie zapomniał.
Uff, wyrzuciłam to z siebie... Staraliście się mi pomóc, chciałam teraz to napisać żeby jakaś dziewczyna w przyszłości w podobnej sytuacji zastanowiła się milion razy, nim znowu mu przebaczy i da kolejną szansę... Mi niestety musiało to zająć trochę czasu nim przekonałam się, że wybaczanie do niczego w tym przypadku nie prowadzi, i że szkoda zdrowia, a przede wszystkim zszarganej psychiki i nerwów na kogoś kto w rzeczywistości na to nie zasługuje. Niech to będzie przestrogą dla innych.