Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » dlaczego stajemy sie nikim?
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
Najczęściej, bo staramy się za bardzo.
Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
Pytanie dość specyficznie skonstruowane i sugerujące, że to jest regułą
A tak nie jest. Stajemy się nikim tylko wówczas, gdy ofiarujemy to uczucie nieodpowiedniej osobie... I może nie od razu, ale z czasem tak bywa, że przestajemy istnieć.
Gdy to uczucie żywimy do odpowiedniej osoby - stajemy się wspaniałymi i lepszymi.
Ale to wymaga szczęścia, bo trafić, i to za pierwszym razem - to łut szczęścia właśnie...
Stac się ,,nikim ,, czyli poświęcić siebie dla kogoś, podporządkowac mu wszystko i zrezygnować dla tej osoby z własnych marzeń i pragnień. Poświęcenie na dłuższą metę sprawia że czujemy sie niespełnieni i rozczarowani własnym życiem. Znam kilka osób które tak zrobiły i nic dobrego z tego nie wyszło. Zostały same.
Hm stajemy się nikim kiedy poświęcimy się dla drugiej osoby, która jednak na to nie zasługuje, a nam się wydaje ze ona nas daży takim samym uczuciem. Też tak sie dzieje kiedy pomimo długiego związku "ukochana" osoba robi nam rogi...
Bo osoba ktorej poświęcamy wszystko co mamy najlepsze nie docenia tego...z czasem tracimy poczucie własnej wartości robimy różne, często glupie rzeczy których potem żałujemy!szkoda ze nie mozemy wtedy cofnąć czasu...
No ok ale dlaczego? Dlaczego to ,że oddajemy się w pełni, z wielkiej (rzekomo odwzajemnionej) miłości czyni nas takim właśnie 'nikim'?
To nie koniecznie jest rzekoma milosc...chcemy dać osobie ktora kochamy wszystko co mamy najlepsze jednak jesli ona tego nie widzi nie docenia nasze poczucie wartości spada...z czasem dochodzimy do wniosku ze wszystko co oferujemy jest poprostu niczym dla tego człowieka ...a przeciez to wszystko co najlepszego mamy. Nie rozumiemy ze to nie z nami jest problem tylko z tym kto nie potrafi docenić tego co dostal...ze taka osoba nie jest nas warta...
Nieprawda. Moja żona w moich oczach wcale nie jest "nikim". A ja w jej oczach też nie jestem "nikim".
Poczucie "bycia nikim" wg mnie zależy (1) od poczucia własnej wartości (2) szacunku osoby, z którą żyjemy. Jedno z tych dwóch musi być prawdą.
Np. moja żona może mnie nie szanować, ale wtedy mam to "gdzieś", ponieważ moje poczucie wartości jest niezachwiane; ja natomiast szanuję żonę, więc wszsytko jedno jakie ona ma poczucie wartości -- nawet jak ma niskie to wciąż może być szczęśliwa
PS. ale jesteśmy tak samo kiepskim małżeństwem jak "średnia krajowa" ze względu na zaborczość
Coś trudno mi uwierzyc ze mozna być szczęśliwym z niskim poziomem własnej wartości...
Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
jest takie powiedzenie,ile dajesz tyle do ciebie powraca,czesto jest tak ze my dajemy z siebie wszystko,a druga osoba to wykorzystuje nie dajac nic. i to taka pulapka,bo zazwyczaj jest to slepa milosc,chcesz dobrze,starasz sie,poswiecasz,a gdy zaczynasz sie buntowac stajesz sie nikim,zaczynasz przeszkadzac bo prosisz sie o troche milosci.
jest takie powiedzenie,ile dajesz tyle do ciebie powraca,czesto jest tak ze my dajemy z siebie wszystko,a druga osoba to wykorzystuje nie dajac nic. i to taka pulapka,bo zazwyczaj jest to slepa milosc,chcesz dobrze,starasz sie,poswiecasz,a gdy zaczynasz sie buntowac stajesz sie nikim,zaczynasz przeszkadzac bo prosisz sie o troche milosci.
zgadzam się tym w zupelnosci. to wszystko prawda, ale w tej sytuacji nie powinnismy miec sobie niz do zarzucenia, to my jestesmy ci "dobrzy".
Czasem jest tak jak pisał Kosmiczny nick - oddaje się uczucia niewłaściwej osobie.
Jednak chyba częściej przyczyną "stawania się nikim" jest całkowite oddanie się drugiej osobie, całkowite poświęcenie. Jestem przeciwniczką takiego działania w związku. Nie można się oddawać całkowicie. Każdy musi pozostawić sobie "kawałek własnej podłogi" - praca, zainteresowania, przyjaciele i znajomi etc.
Widać to dobrze na tym forum. Ileż pisze kobiet, które po ślubie całkowicie poświęciły się dla drugiej osoby, nie podjęły pracy, same odcięły się od przyjaciół i po jakimś czasie czują pustkę.
Czasem jest tak ze nie zdajemy sobie sprawy z tego ze my dajemy z siebie wszystko a ta drugs osoba Nic...tylko ze jak sobie uswiadamiamy ten problem to my tracimy na wartosci sami dla siebie...
Bo generalnie poswiecanie sie dla kogokolwiek jest bezsensowne.
Taka postawa "matki Polki", pelikana co dzieci swa krwia karmi, jest zwykle podszyta bardzo niskim poczuciem wlasnej wartosci, gniewem i niesamowita roszczeniowoscia. Zwykle strona otrzymujaca takie dowody milosci, wcale nie zdaje sobie sprawy z tych poswiecen, by potem uslyszec w klotni, ze jest dla niego/ niej niczym, ze oni sie tak poswiecali, a sa niedocenieni...itd. Powiem wprost- zwykle na wlasne zyczenie zalatwiaja sobie taka sytuacje.
jest takie powiedzenie,ile dajesz tyle do ciebie powraca,czesto jest tak ze my dajemy z siebie wszystko,a druga osoba to wykorzystuje nie dajac nic. i to taka pulapka,bo zazwyczaj jest to slepa milosc,chcesz dobrze,starasz sie,poswiecasz,a gdy zaczynasz sie buntowac stajesz sie nikim,zaczynasz przeszkadzac bo prosisz sie o troche milosci.
zgadzam się tym w zupelnosci. to wszystko prawda, ale w tej sytuacji nie powinnismy miec sobie niz do zarzucenia, to my jestesmy ci "dobrzy".
Co to znaczy: "ci dobrzy"? Ci co się poświęcili?
Jeżeli ktoś się poświęca bo tak lubi to ok. Ale nie może oczekiwać, że z drugiej strony dostanie to samo. Bo nie zawsze dostanie. Wtedy takie oczekiwanie jest - delikatnie rzecz ujmując - naiwne.
W relacjach z innymi ludźmi ( z partnerem, dziećmi, przyjaciółmi) trzeba dawać coś od siebie, ale nie można dawać WSZYSTKIEGO.
Wyłączam z tego skrajne sytuacje gdy istnieje rzeczywista potrzeba poświęcenia czegoś (np. choroba bliskiej osoby).
Mówię o "normalnych" sytuacjach. Trzeba dawać, można oczekiwać, że się dostaje coś w zamian - nie można się poświęcać. Trochę zdrowego egoizmu wszystkim wychodzi na dobre.
Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
zacznę od końca. jak się uchronić (niesamowicie trudne do realizacji) - przestać oczekiwać. dlaczego się tak dzieje? dlatego że w większości przypadków "dajemy" by otrzymać w zamian. kocham by być kochaną troszczę się by ktoś się o mnie zatroszczył oczekuję że zostanie mi zwrócony mój wkład. przyczyny: to że kogoś kocham i się o niego troszczę wcale ale to wcale nie jest równoznaczne z tym że on się nam tym samym zrewanżuje, to że jestem uczciwa i nie zdradzam nie jest żadnym gwarantem że osoba wobec której w ten sposób się zachowuję zrobi/będzie się zachowywać tak jak ja. dlaczego się staliśmy nikim bo NIGDY NIE BYLIŚMY KIMŚ dla tego kogoś. ALBO BYLIŚMY KIMŚ ale to się zmieniło osoba która deklarowała nam przyjźń miłość zmieniła zdanie i już MY ją nie interesujemy. ot i cała filozofia. oczywiście według mnie. a nauczył mnie tej gorzkiej lekcji mój ex mąż który mi powtarzał jak mantrę gdy w kłótni jednym z argumentów moich było bo ja ci..... i lista dobrych uczynków odpowiedź niezmienna przez lata "ale ja cię o to NIE PROSIŁEM". bardziej łopatologicznie nie można było:-).
Bo generalnie poswiecanie sie dla kogokolwiek jest bezsensowne.
Taka postawa "matki Polki", pelikana co dzieci swa krwia karmi, jest zwykle podszyta bardzo niskim poczuciem wlasnej wartosci, gniewem i niesamowita roszczeniowoscia. Zwykle strona otrzymujaca takie dowody milosci, wcale nie zdaje sobie sprawy z tych poswiecen, by potem uslyszec w klotni, ze jest dla niego/ niej niczym, ze oni sie tak poswiecali, a sa niedocenieni...itd. Powiem wprost- zwykle na wlasne zyczenie zalatwiaja sobie taka sytuacje.
DOKŁADNIE!
I tu nie chodzi o to, żeby nic nie robić dla kogoś, ale żeby nie stawiać jego potrzeb ponad swoimi. Jeśli rezygnujemy z siebie dla kogoś zaczyna się w środku tworzyć żal i jest to naturalna konsekwencja. My zawsze jesteśmy na czyjeś skinienie, a on dla nas nie, bezczelny drań! My jesteśmy ci dobrzy, bo się staraliśmy, a on ten zły, bo nie chce tego "docenić" i robić dla nas tyle samo, co my dla niego! My rezygnowaliśmy z wielu rzeczy dla niego, a on dla nas nie chce! I zaczyna się tworzyć złość i gniew podszyta tym żalem, zaczyna bokami wyłazić jakaś bierna agresja, co tylko dodatkowo zniechęca drugą stronę, a nas utwierdza w poczuciu niesprawiedliwości, w tym, że zostaliśmy niecnie wykorzystani. I wszystko idzie w diabły.
Nie twierdzę oczywiście, że nie można trafić serio na drania, który zmanipuluje, wykorzysta i kopnie w tyłek, na jakiegoś emocjonalnego wampira, narcyza, bordera, psychopatę. Możemy. Ale chyba częściej jesteśmy sami sobie winni, bo chcemy kupić czyjeś zachowania, miłość, uwagę, własnym poświęceniem, które wcale nie jest bezinteresowne.
sosenek napisał/a:jest takie powiedzenie,ile dajesz tyle do ciebie powraca,czesto jest tak ze my dajemy z siebie wszystko,a druga osoba to wykorzystuje nie dajac nic. i to taka pulapka,bo zazwyczaj jest to slepa milosc,chcesz dobrze,starasz sie,poswiecasz,a gdy zaczynasz sie buntowac stajesz sie nikim,zaczynasz przeszkadzac bo prosisz sie o troche milosci.
zgadzam się tym w zupelnosci. to wszystko prawda, ale w tej sytuacji nie powinnismy miec sobie niz do zarzucenia, to my jestesmy ci "dobrzy".
Co to znaczy: "ci dobrzy"? Ci co się poświęcili?
Jeżeli ktoś się poświęca bo tak lubi to ok. Ale nie może oczekiwać, że z drugiej strony dostanie to samo. Bo nie zawsze dostanie. Wtedy takie oczekiwanie jest - delikatnie rzecz ujmując - naiwne.
W relacjach z innymi ludźmi ( z partnerem, dziećmi, przyjaciółmi) trzeba dawać coś od siebie, ale nie można dawać WSZYSTKIEGO.
Wyłączam z tego skrajne sytuacje gdy istnieje rzeczywista potrzeba poświęcenia czegoś (np. choroba bliskiej osoby).
Mówię o "normalnych" sytuacjach. Trzeba dawać, można oczekiwać, że się dostaje coś w zamian - nie można się poświęcać. Trochę zdrowego egoizmu wszystkim wychodzi na dobre.
jest różnica wg mnie między ślepym poświęcaniem się i byciem "matką polką", a byciem dobrym zdroworozsądkowym partnerem. Niezaborczym, niezazdrosnym, niezdradzjącym, wyrozumiałym, troskliwym...i podpisuję się pod tym zdaniem ponieważ jest w nim zawarty fragment " my dajemy z siebie wszystko,a druga osoba to wykorzystuje ". Uważam, że takie świadome wykorzystywanie jest perfidne i egoistyczne i takie osoby są ZŁE. Bo my jesteśmy w porządku (nie żadne matki polki, tylko normalne fajne osoby) i dlatego uważam, że jesteśmy po tej DOBREJ stronie bartkady.
Tylko zdroworozsądkowe, to dla mnie nie jest poświęcenie.
Co to za poświęcenie, że komuś podam herbatę skoro mogę bez problemu? Poświęcenie jest wtedy, jak ja jestem powiedzmy obłożnie chora, a zwlekam się z łóżka, żeby ukochanemu zrobić herbatkę, który siedzi przed kompem i napiera w gry, żeby zobaczył, jak bardzo się staram, dbam o niego i jak mocno go kocham.
I żeby nie było - mnie się zdarzało trafiać na drani, którzy po prostu próbowali mnie wyssać i wykorzystać, a potem jeszcze śmiali mieć pretensje, jak w pewnym momencie mówiłam "Dość!", ale zdarzyło mi się też zatracić tę zdroworozsądkową granicę i robić za dużo, starać się za bardzo. Człowiek się uczy na błędach.
Jeśli rezygnujemy z siebie dla kogoś zaczyna się w środku tworzyć żal i jest to naturalna konsekwencja. ... My rezygnowaliśmy z wielu rzeczy dla niego, a on dla nas nie chce! ... zaczyna bokami wyłazić jakaś bierna agresja, co tylko dodatkowo zniechęca drugą stronę, a nas utwierdza w poczuciu niesprawiedliwości
To mniej więcej mój przypadek. Żona sama nigdzie nie chodzi a potem gdy ja idę sam to robi fochy przez parę dni.
widzę dużą dyskusję ...
dziękuje za odpowiedzi.
ile razy Waszym zdaniem można dawać szansę...?
zawiedlismy się, zostaliśmy zwyzywani, nasze uczucie zostało nazwane pseudo uczuciem....
gdzie widzicie koniec dla uczucia... bierzemy pod uwagę Milosc i przyjaźń.
widzę dużą dyskusję ...
dziękuje za odpowiedzi.
ile razy Waszym zdaniem można dawać szansę...?
zawiedlismy się, zostaliśmy zwyzywani, nasze uczucie zostało nazwane pseudo uczuciem....
gdzie widzicie koniec dla uczucia... bierzemy pod uwagę Milosc i przyjaźń.
Dołączam się, jestem bardzo ciekawa ![]()
alice in wonderland01 napisał/a:widzę dużą dyskusję ...
dziękuje za odpowiedzi.
ile razy Waszym zdaniem można dawać szansę...?
zawiedlismy się, zostaliśmy zwyzywani, nasze uczucie zostało nazwane pseudo uczuciem....
gdzie widzicie koniec dla uczucia... bierzemy pod uwagę Milosc i przyjaźń.Dołączam się, jestem bardzo ciekawa
Można dać drugą szansę, i ani jednej więcej.
Co do tematu, to zawsze gdy dla tej drugiej osoby pojawia się ktoś, kim się zainteresuje, wtedy traci zainteresowanie nami. Wtedy stajemy się nikim.
Uważam, że takie świadome wykorzystywanie jest perfidne i egoistyczne i takie osoby są ZŁE. Bo my jesteśmy w porządku (nie żadne matki polki, tylko normalne fajne osoby) i dlatego uważam, że jesteśmy po tej DOBREJ stronie bartkady.
Z tym się zgodzę, z tym że nie ma tu żadnej barykady (tak, wiem, że to przenośnia).
Są osoby, które innych wykorzystują i są osoby, które dają się wykorzystywać. Tych drugich nie krytykuję. Po prostu uważam takie zachowanie (czasem, nie zawsze) za naiwne. Nie trafiają do mnie argumenty, że tak się dzieje bo ktoś kocha i chce jak najlepiej dla osoby kochanej. Już pisałam - trochę zdrowego egoizmu.
Co komu po świadomości, że jest "po dobrej stronie barykady" kiedy zostanie skrzywdzonym? Lepsze samopoczucie? Może, ale lepiej nie stawiać się w takiej pozycji.
Co do drugiej szansy - tak, czasem warto dać drugą, ale dawanie ich w nieskończoność to już nawet nie naiwność lecz głupota.
Można dać drugą szansę, i ani jednej więcej.
Niezależnie od wszystkiego? Czy ktoś tej jednej nie wykorzystał z wyrachowania, czy może dlatego, że chociaż się starał jak mógł z jakiegoś powodu mu nie wyszło? Dziwne podejście...
U mnie nie ma reguły. Jednej osobie dam 150 szans, a innej ani jednej. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i osoby, czy widzę, że stara się nad sobą pracować, czy tylko kolekcjonuje kolejne szanse.
Niezależnie od wszystkiego? Czy ktoś tej jednej nie wykorzystał z wyrachowania, czy może dlatego, że chociaż się starał jak mógł z jakiegoś powodu mu nie wyszło? Dziwne podejście...
U mnie nie ma reguły. Jednej osobie dam 150 szans, a innej ani jednej. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i osoby, czy widzę, że stara się nad sobą pracować, czy tylko kolekcjonuje kolejne szanse.
Jeżeli ktoś się stara jak może i dajemy mu "kolejną" szansę, to oznacza, że wykorzystano szansę pozytywnie. Czyż nie?
Gdy ktoś nie umie się odmienić po jednej szansie, przy której zarzeka się, że to zrobi, dalszych szans nie ma co ciągnąć.
Trzeba wyjść z założenia, że osoba, której zależy nie wykorzysta ani jednej szansy. Nie będzie potrzeby.
Oczywiście, ze nie. ![]()
Załóżmy, że ktoś ma z jakiegoś powodu problem z kontrolowaniem gniewu, powiedzmy, że jest z jakiejś dysfunkcyjnej rodziny. Przy okazji jakiejś sprzeczki zbluzga mnie, bo go poniesie, ale ponieważ chodzi na terapię, walczy z tym, ja daję mu kolejną szansę. No ale przy którejś kolejnej sprzeczce znowu mnie zbluzga, bo tego się nie da wyleczyć tak hop-siup, tylko trwa to lata. Więc tu nie tyle potrzeba jednej czy dwóch szans, a całego stada.
Oczywiście zupełnie inaczej by to wyglądało, gdyby ten mężczyzna nic kompletnie nie robił, nie uważał swojego zachowania za problem, wtedy pewnie nie dałabym mu nawet jednej szansy.
No i nie przepadam za zarzekaniem się. Sama staram się tego nie robić. Z doświadczenia też wiem, że mało kto się tak cudownie z dnia na dzień odmienia, nawet jeśli bardzo bardzo mocno chce.
Dlaczego stajemy się nikim dla kogoś komu ofiarowaliśmy miłość/ przyjaźń? Jakie są tego przyczyny? Dlaczego tak się dzieje i jak się od tego uchronić?
Wolna dyskusja
Ja w moim związku dostałam od partnera, to czego mi bardzo brakowało. Stał się dla mnie jak powietrze, bez którego nie umiałam żyć. Oczywiście byłam gotowa zrobić wszystko, żeby tylko nie stracić tego powietrza. Nawet się nie zorientowałam kiedy on przestał mnie szanować, a może nigdy nie szanował. To że mówił mi, że jestem nikim powodowało, że chciałam mu udowodnić, że się myli i w ten sposób nie jedno mi się w życiu udało. Niestety w pewnym momencie zorientowałam się, że ten mój najdroższy tak naprawdę mnie nie szanuje i uważa za nic, a mnie jest z tym bardzo źle. Wyraźnie odczuwam w tym powietrzy ogromne zanieczyszczenie i jak z tym żyć?
Nie mogę pojąć jednego. Dlaczego Ci którzy uważają nas za nic i nie szanują są z nami? Czy nie stać ich na kogoś kogo będą mogli podziwiać i obdarzać należytym szacunkiem? Dlaczego są z nikim?
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » dlaczego stajemy sie nikim?
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024