?- W sumie ? stwierdził pewnego dnia Wilson ? najlepszym podróżnikiem jest człowiek, który wie, co trzeba zrobić, robi, co należy, i nic nie mówi na ten tamat. /.../ Nie ma chyba nic bardziej irytującego od człowieka, który wchodzi i oznajmia wszem i wobec, że właśnie naprawił sanie, zbudował wał, napełnił maszynkę do gotowania czy zacerował sobie skarpetki.? Apsley Cherry-Gerrard.
Zgadzacie się z takim spojrzeniem na sprawę (nie koniecznie w czasie podróży, chyba że podróży "przez życie") Macie w swoim bliskim otoczeniu takie marudy, którym nic nie pasuje, a jak już coś zrobią, to jest to takie wydarzenie, że należałoby przyznać order z kartofla
Jak sobie radzicie z nimi?