Społeczne postrzeganie chorób psychicznych - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 102 ]

1 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-02-21 22:01:00)

Temat: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Chcialabym znac Wasze zdanie na temat jak traktowane sa osoby chore psychicznie w naszym spoleczenstwie. Chodzi o rozne zaburzenia: schizofrenia, depresja, choroba dwubiegunowa...itd.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Jak są traktowane przez społeczeństwo zgodnie z naszymi obserwacjami czy jak my osobiście takie osoby traktujemy? Nie czepiam się, to po prostu dla mnie są osobne tematy. smile

3

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Vian napisał/a:

Jak są traktowane przez społeczeństwo zgodnie z naszymi obserwacjami czy jak my osobiście takie osoby traktujemy? Nie czepiam się, to po prostu dla mnie są osobne tematy. smile

Hmm, chyba faktycznie dwa zagadnienia. Interesuja mnie oba.

4

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Moje podejście do chorych i zaburzonych zależy przede wszystkim od tego, czy coś ze swoimi problemami robią i to SERIO robią, a nie np. łykają tylko antydepresany, bo tak jest wygodniej, bo na terapię szkoda im czasu. Jeśli widzę, że ktoś walczy z chorobą, stara się to i ja mogę się bardzo starać, żeby go zrozumieć, żeby wesprzeć, żeby mu to ułatwić. Ale jeśli ktoś nie ma zamiaru się leczyć, nie jest szczery z terapeutą, bo terapia dotyka bolesnych tematów, czy zwyczajnie mu się nie chce, bo tak mu wygodniej, bo ma pretekst do tego, żeby oczekiwać ulgowego traktowania, to ja w takie coś nie wchodzę.

Abstrahując też od tego są pewne zaburzenia i problemy, które trudno mi zaakceptować, przynajmniej w bliższych relacjach, ze wzgledu na samą ich naturę: kto nie zna żadnego bordera, dwubiegunowca albo choćby osoby z zaburzeniem negatywistycznym, nie wie, jak trudne i niszczące dla drugiej osoby to mogą być relacje. A psychopatia prawie w ogóle wyklucza bliższe kontakty.


Co do relacji chory - społeczeństwo, to zauważyłam bardzo skrajne postawy. Są ludzie, którzy w ogóle wieją jak tylko usłyszą słowo "leczenie psychiatryczne". Miałam taki przypadek, że przyszła do mnie dziewczyna lecząca się na PTSD po gwałcie z pytaniem, czy powinna powiedzieć facetowi, z którym od pewnego czasu się spotyka i z którym chce się związać o gwałcie i leczeniu, odpowiedziałam, że jeśli myśli o nim poważnie to tak, bo inaczej nie zrozumie pewnych jej zachowań nie mówiąc o tym, że trudno ukryć leczenie przed kimś, z kim się jest. Powiedziała i to było ich ostatnie spotkanie.

Słyszałam o wykorzystywaniu faktu, że partner czy przyjaciel ma problemy psychiczne: każda dyskusja zostaje sprowadzona do "przesadzasz, mówisz tak/chcesz tego bo jesteś chory/a", nawet kiedy chodzi o zwykłe ludzkie rzeczy np. podział obowiązków w domu.

Marnie też mają osoby leczące się na rynku pracy - jeśli nie ukrywają, że mają jakieś problemy z psychiką, muszą się liczyć z tym, że będą w pierwszej kolejce do zwolnienia.

Ogólnie mam wrażenie, że większość ludzi spokojnie podchodzi do ludzi z problemami, póki te ich problemy nie dotykają w żaden sposób. Nie przeszkadza im, że masz depresję, nerwicę, schizofrenię, póki tego po sobie nijak nie pokazujesz, ale jeśli się okaże, że za często jesteś smutna i ponura, zbyt łatwo płaczesz czy za często wpadasz w gniew, wtedy szybko się od Ciebie odsuwają.

No i ostatnia grupa to ci, którzy zaburzenia i choroby gloryfikują jako oznakę wybitnej wrażliwości, z reguły ludzie młodzi: nastolatki i ludzie w wieku studenckim. Taka trochę postawa emo: jak cierpisz, to znaczy, że jesteś artystyczna, wrażliwa, delikatna, a przez to bomba. Takie osoby często mają tendencję do rozdmuchiwania własnych problemów, bo to w końcu fajne je mieć. Niemniej zauważyłam, że ponieważ te ich problemy to w dużej mierze gra, to w chwili kiedy zauważają, że zachowanie chorych wymyka się spod kontroli, wtedy im to zaczyna przeszkadzać i przestają rozumieć, że to "oznaka wrażliwości". ;-)

Ogólnie mam wrażenie, że najzdrowsze podejście do chorych mają osoby (oczywiście nie jest to nienaruszalna reguła), które albo same miały jakieś problemy, albo mają/miały chorych w rodzinie.

5

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Interesujace. Dla mnie to zadna stygma, jakkolwiek zycie z kims kto chory jest, moze byc bardzo ciezkie. Mam znajomego, ktory jest dwubiegunowy, i szczerze mowiac, w fazie maniakalnej jest on nie do wytrzymania- leci jak motorek przez 10 godzin. Ja go bardzo lubie, znam pol dekady, ale w sumie ciesze sie, ze mieszka 200 km ode mnie...

Generalnie, tak jak Ty, jestem bardzo przyjazna osobom, ktore chca sie leczyc, chca cos zmienic. Bardzo moge byc cierpliwa. Sama w koncu chorowalam na depresje, i wiem jaka okropna s**a moglam byc w czasie nasilenia choroby. No, ale co z osobami, ktore zamiast starac sie zrozumiec, szafuja okresleniami "wariat"?

6 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-02-23 00:55:44)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Choroby psychiczne są różne, niektóre doprowadzają otoczenie osoby chorej do skrajności. Przeżyłem z taką osobą piekło nie raz i nie dwa. Latanie non stop kilkanaście godzin, robienie tysiąca bezsensownych rzeczy, wołanie co 5 minut żeby zrobić kolejny idiotyzm, bieganie po mieście, robienie awantur w bankach, urzędach, w domu. W końcu psychoza urojeniowa. Człowiek widzi, słyszy i pamięta rzeczy które nigdy nie miały miejsca. Nie rozumie co się do niego mówi. Skuteczniej rozmawia się ze ścianą. Jest absolutnie niekorygowalny, jest przekonany że wszyscy są chorzy psychicznie tylko nie on. Agresja, bluzgi i inne zachowania o których szkoda mówić. Ludzie ciężko chorzy psychicznie wyniszczają swoją rodzinę i fizycznie i psychicznie. Ciągła niepewność, strach, bycie doprowadzanym do szału przez taką osobę, prowadzi do szału, załamania i zezwierzęcenia. Członek rodziny takiej osoby w końcu sam znajduje się na granicy obłędu, jest doprowadzony sytuacji ekstremalnej w której nawet myśl o morderstwie z totalnej i nieakceptowalnej abstrakcji, staje się momentami realnie rozważaną opcją.

A niestety ustawodawca polski to największy debil i chory na głowę ktoś na świecie, bo polskie prawo przewiduje że osoba chora psychicznie musi wyrazić zgodę na leczenie! Tylko upośledzony debil mógł wymyślić tak nielogiczne prawo. Prawo które niszczy rodziny ludzi chorych, a ludziom chorym odbiera szansę na w miarę normalne życie. Ja się pytam, jak ciężko upośledzoną amebą której wóda obwód nerwowy wyżarła trzeba być, żeby stworzyć prawo w myśl którego człowiek chory psychicznie jest w stanie podejmować decyzje?!

7 Ostatnio edytowany przez MamaM (2013-02-23 02:04:37)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

jak ktoś choruje na raka to współczuję się i choremu i rodzinie. jak ktoś choruje na chorobę psychiczną chory i jego rodzina zostają odrzuceni społecznie. doświadczyłam.

8

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

no coz nie wiem skąd masz takie info Panie Lewski, na temat przymusowego leczenia bo niestety leczy sie bez zgody.Ciekawe jakby tobie było miło gdyby Cię ktoś zamykał bez twojego pozwolenia.chyba że chodzi o leczenie poza szpitalne-to sorry, masz racje.A tak to jezeli chodzi o postrzeganie osob chorych psychicznie- ja jeszcze nie widzialam zeby ktos zle reagowal na wiadomość ze ktos sie leczy,moze mialam szczescie. a nawet sadze ze w tym momencie mozna rozpoznać prawdziwych przyjaciol.

9 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-02-28 00:30:42)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
monnna napisał/a:

no coz nie wiem skąd masz takie info Panie Lewski, na temat przymusowego leczenia bo .chyba że chodzi o leczenie poza szpitalne-to sorry, masz racje.

Żeby zamknąć kogoś w szpitalu psychiatrycznym to ta osoba musi już nieźle narozrabiać. Mam takie info bo paranoik usiłował nas zniszczyć i nic nie mogliśmy zrobić.

monnna napisał/a:

niestety leczy sie bez zgody.Ciekawe jakby tobie było miło gdyby Cię ktoś zamykał bez twojego pozwolenia

Powtarzam jeszcze raz: Tylko skończony imbecyl może twierdzić że do leczenia chorób psychicznych jest potrzebna zgoda osoby chorej, ponieważ osoba faktycznie chora psychicznie, nie jest w stanie podejmować decyzji. To czysta logika. Poza tym przeszedłem kilkukrotnie gehennę z osobą chorą psychicznie i stwierdzam, że osoba z ewidentnymi urojeniami, nigdy nie zgodzi się na takie leczenie. Jeżeli ktoś myśli że chcesz go otruć albo zabić, albo że TY jesteś psychicznie chora ,a nie on, to tym bardziej nie zgodzi się by brać jakieś proszki. Będzie myśleć że chcesz tę osobę naćpać i okraść albo otruć. Po swoich doświadczeniach, nie zdziwiłbym się gdyby się okazało że większość osób złorzeczących na szpitale psychiatryczne, to osoby które faktycznie są chore psychicznie. Chory psychicznie uważa się za zdrowego, stąd zamknięcie go w szpitalu uważa za jawną niesprawiedliwość.

10

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

To może ja wyklaruję - żeby dorosłą osobę skierować przymusowo na leczenie psychiatryczne musi ona stanowić zagrożenie dla kogoś lub dla siebie. Sam fakt, że ktoś jest dajmy na to schizofrenikiem nie daje prawa do zamknięcia go wbrew woli w szpitalu, ale jeśli kogoś zaatakuje i pobije albo spróbuje zabić siebie lub kogoś - wtedy już tak.

11 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-02-28 02:22:49)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Vian napisał/a:

Sam fakt, że ktoś jest dajmy na to schizofrenikiem nie daje prawa do zamknięcia go wbrew woli w szpitalu, ale jeśli kogoś zaatakuje i pobije albo spróbuje zabić siebie lub kogoś - wtedy już tak.

Dokładnie tak. Na tym właśnie polega problem, że kiedy taka osoba np. zrujnuje rodzinę, spowoduje swoimi decyzjami ze wszyscy pójdą na bruk, to wszystko jest w świetle prawa w porządku i osoba ta nie wymaga leczenia, nawet kiedy wszyscy twierdzą że wygaduje bzdury, jest agresywna ,a każdy kto widział coś takiego wcześniej, lub jest psychologiem, poznaje oczy paranoika. Natomiast kiedy rodzina jest zaciupana siekierą i martwa, albo wykrwawia się na podłodze- wtedy dopiero osoba kwalifikuje się do przymusowego leczenia. Sytuacja chora, co logika przewidziała już wcześniej. Ale po co kierować się logiką, skoro to wymaga specjalnych umiejętności. Lepiej poczekać aż ktoś kogoś zabije.

12

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

A jakie Twoim zdaniem powinny być kryteria, kiedy można SIŁĄ (i to podkreślam) zamknąć chorą osobę w zakładzie?

13

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Siłą zamknąć z zakładzie. Czyli tak: Diagnoza dwóch psychiatrów wskazująca na konieczność podjęcia leczenia i raport rodziny chorego że nie bierze on leków dobrowolnie. Alternatywnie odmowa poddania się diagnozie powinna być wystarczającym powodem. Jeżeli ktoś jest zdrowy to czego ma się bać? Że dwóch psychiatrów uzna go za chorego?

14

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Drogi Panie Lewski, zdajesz sobie sprawę, że w takim układzie na oko 1/3 forumowiczów kwalifikowałaby się do zamknięcia siłą w zakładzie? smile

Przede wszystkim masa ludzi COŚ ma - stany depresyjne, nerwicowe, nerwicę taką czy owaką, zaburzenia osobowości, syndrom DDD/DDA... MNÓSTWO. Ja tu prawie codziennie piszę w jakimś temacie, że podejrzewam to czy tamto, a zaglądam tylko do niewielkiego ułamka tematów.

Po drugie masa osób uważa, że żaden psycholog - a więc tym bardziej psychiatra! - im nie jest potrzebny, również z najróżniejszych przyczyn, przy czym dwie najpopularniejsze to "jestem silny/a dam sobie radę sam/a" i negatywne konotacje takich wizyt. Strach przed łatką wariata.

Po trzecie, nawet osoby, które chcą się leczyć, chcą chodzić na terapię, uznają, że mają problem, z różnych powodów przerywają leczenie farmakologiczne, przy czym tu najpopularniejszą przyczyną są skutki uboczne leków albo fakt, że początkowo chory może się czuć gorzej, a dopiero potem lepiej.

Stosując takie metody de facto cofnęlibyśmy się w czasie o jakieś 150 lat.

Poza tym czy serio uważasz, że taki przymusowy pobyt w szpitalu sprzyja leczeniu? Ja tak nie uważam. Uważam, że większość chorych zaczęłaby kłamać, udawać byle tylko się stamtąd wyrwać, a wbrew pozorom nawet specjalistów można oszukać jak się jest relatywnie bystrym lub/i trochę się poćwiczy. A potem jak ognia unikaliby wszystkiego, co mogłoby ich znowu do tego szpitala wpędzić, na pewno nie zaryzykowaliby kolejnej wizyty i kolejnej diagnozy. Ja bym nie zaryzykowała.

Osobiste pytanie na które nie musisz odpowiadać mnie tu, publicznie, ale sobie odpowiedz - czy Ty po tych swoich trudnych związkach poszedłeś do psychologa po ewaluację i ewentualne skierowanie na terapię?

15 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-02-28 14:21:56)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Bardzo trudny problem.
Po pierwsze - rozpoznanie / przyznanie się do choroby. Jak ma się katar to sprawa jest ewidentna, ale jak ma się depresje... to już nie jest to takie oczywiste. Poza tym choroby psychiczne jak sama nazwa mówi dotykają psychiki, więc czasem jest to blokada nie do przejścia - jak osoba mająca ciężką depresję, myśli samobójcze, ma się zmobilizować i szukać pomocy.
Po drugie - zrozumienie choroby. Czasem czytam dyskusję czy ADHD to choroba, czy złe wychowanie, czy to już jest depresja czy tylko zły nastrój, czy alkoholizm, zakupoholizm (i inne -holizmy) to choroba czy fanaberia, kogoś kto zachowuje się infantylnie kupując wszystko, czy natręctwa - to już choroba, czy głupie, irracjonalne zachowanie, itd. Nie mówię już  o poważniejszych chorobach psychicznych.
Ludzie są skłonni akceptować chorych, o ile żyją z boku i nie robią problemów, ale niestety oni często robią problemy. Niestety, w tym układzie i chory, i rodzina chorego jest ofiarą choroby.

Problem leczenia to kolejny trudny punkt.
Znam rodzinę, gdzie gość się rozpił, stracił pracę, nie kontroluje swojego picia, awanturuje się, jest agresywny, itd, ale oczywiście nie chce się leczyć, bo we własnym mniemaniu nie jest alkoholikiem. Jego żona stara się przetrzymać, ale już miała 2 próby samobójcze. Po ostatniej była ze 2 tygodnie w szpitalu psychiatrycznym. Kto w takim układzie powinien się leczyć? 

Rozumiem stanowisko Pana Lewskiego, że w takich sytuacjach, chciałoby się wymusić na takiej osobie leczenie. Jeżeli ktoś jest agresywny i ta agresja wzmacnia się na skutek choroby, kto chciałby być tym, który zostanie dotkliwie pobity, aż zajdzie przesłanka do przymusowego leczenia.

Niestety to jest błąd współczesnej medycyny, podejścia do leczenia - medycyna zajmuje się skutkami choroby, a nie przyczynami choroby. W przypadku chorób psychicznych wychwycenie niepokojących objawów, które mogą świadczyć o rozwijającej się chorobie psychicznej jest bardzo trudne dla laika.

Z drugiej strony - myślę, że wiele osób szybko rozwiązałoby problem z chorym zamykając go w szpitalu. A przecież nie chodzi o to, by wyizolować chorych od społeczeństwa, tylko by im pomóc walczyć z chorobą.

16 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-02-28 16:26:18)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Znam rodzinę, gdzie gość się rozpił, stracił pracę, nie kontroluje swojego picia, awanturuje się, jest agresywny, itd, ale oczywiście nie chce się leczyć, bo we własnym mniemaniu nie jest alkoholikiem. Jego żona stara się przetrzymać, ale już miała 2 próby samobójcze. Po ostatniej była ze 2 tygodnie w szpitalu psychiatrycznym. Kto w takim układzie powinien się leczyć?

Oczywiście oboje.
On z uzależnienia, ona ze WSPÓŁuzależnienia.

kto chciałby być tym, który zostanie dotkliwie pobity, aż zajdzie przesłanka do przymusowego leczenia.

Ja.
Jeśli kogoś nie stać na zaryzykowanie paru siniaków moim zdaniem nie ma moralnego prawa decydować o zmuszaniu kogokolwiek do czegokolwiek.

A poza tym agresja chorych jest zdecydowanie dużo częściej skierowana na siebie niż na otoczenie.

17

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Zostałam w pewien sposob zmuszona do pojscia do szpitala.nastepnie po jakims czasie chcialam z niego wyjsc.przez pewne niedomówienie uznano ze nie ma mojej zgody na leczenie wiec wkroczyl sąd. na szczescie zorientowano sie ze popelniono bląd bo wyszlam jeszcze przed rozprawa.ale to co przezyłam to byl jakis koszmar.A wracajac do tematu- nie kryje tego ze jestem chora ale nie chwale sie tym tez.wie o tym troche osob i żadna mnie nie odrzucila i nie zawiodła choć bylam na to przygotowana.mam nadzieje ze nikt bliski nie odrzuci mnie nigdy tylko z uwagi na to ze sie lecze.

18

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Patrzysz się na indywidualne przypadki nie na problem całościowo. Jesteś psychologiem?

Vian napisał/a:
Averyl napisał/a:

Znam rodzinę, gdzie gość się rozpił, stracił pracę, nie kontroluje swojego picia, awanturuje się, jest agresywny, itd, ale oczywiście nie chce się leczyć, bo we własnym mniemaniu nie jest alkoholikiem. Jego żona stara się przetrzymać, ale już miała 2 próby samobójcze. Po ostatniej była ze 2 tygodnie w szpitalu psychiatrycznym. Kto w takim układzie powinien się leczyć?

Oczywiście oboje.
On z uzależnienia, ona ze WSPÓŁuzależnienia.

OK, alkoholizm dotyczy ich obojgu, ale zgodnie z tym, co napisałaś: to ona zagraża swojemu życiu, więc to ona mogłaby zostać zamknięta w szpitalu. Ona była bardzo sympatyczną, otwartą osobą, to alkoholizm ją złamał. To on zagraża otoczeniu! Problem polega na tym, że po alkoholu nie kontroluje siebie. Jak ocenisz zagrożenie jeśli kierowca-pijak z dużym doświadczeniem będzie prowadził samochód?

Vian napisał/a:
Averyl napisał/a:

kto chciałby być tym, który zostanie dotkliwie pobity, aż zajdzie przesłanka do przymusowego leczenia.

Ja.
Jeśli kogoś nie stać na zaryzykowanie paru siniaków moim zdaniem nie ma moralnego prawa decydować o zmuszaniu kogokolwiek do czegokolwiek.

A poza tym agresja chorych jest zdecydowanie dużo częściej skierowana na siebie niż na otoczenie.

Nie chodzi o kilka siniaków. Co powiesz o rodzinach, w których są to siniaki na psychice całej rodziny, dzieci, które są ofiarami alkoholików.
Poza tym temat dotyczy ogólnie chorób psychicznych. Słyszałam kiedyś historię człowieka chorego (chyba na schizofrenie). Problemy pojawiały się jak przestawał brać leki. Były sytuacje, kiedy znikał z domu. Zanim go rodzina znalazła po 2-3 dniach jednego razu wydał prawie 70 tysięcy i kompletnie nie wiedział, co zrobił, nie pamiętał tego okresu. Jak wymusisz branie leków u dorosłego człowieka, który odmawia ich zażywania? Nie zagraża otoczeniu, nie jest agresywny, jeśli sam nie wyrazi woli, to może się nie leczyć.

Nie jestem za tym, by zamykać ludzi w szpitalach, bo tak jak napisałaś pewnie 1/3 forumowiczów by się tam znalazła. Raczej chodzi mi o to, że nie ma takich metod, które pozwoliłyby uniknąć tragedii.

19

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Aaa..! ^^
Ok, nie zrozumiałam Cię za pierwszym razem po prostu. Masz oczywiście rację. smile

Nie ma, bo można kogoś zmusić do przebywania w określonym budynku czy brania określonych substancji, ale nie można go zmusić do szczerego udziału w terapii, nie można wymusić chęci zmian, pracy nad sobą etc.

20 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-02-28 18:30:02)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Vian napisał/a:

Drogi Panie Lewski, zdajesz sobie sprawę, że w takim układzie na oko 1/3 forumowiczów kwalifikowałaby się do zamknięcia siłą w zakładzie? smile

Oczywiście że nie kwalifikowałoby się do umieszczenia w takim zakładzie. Skąd taki pomysł?

Vian napisał/a:

Przede wszystkim masa ludzi COŚ ma - stany depresyjne, nerwicowe, nerwicę taką czy owaką, zaburzenia osobowości, syndrom DDD/DDA... MNÓSTWO.

Zakładam że dyplomowany psychiatra ma dość oleju w głowie by stwierdzić, kogo należy zamknąć ,a kto może sobie chodzić gdzie mu się podoba. Depresja czy nerwice to nie powód żeby kogoś zamykać. Wydawało mi się oczywiste że do leczenia przymusowego kwalifikują się osoby które straciły kontakt z rzeczywistością i mogą być potencjalnie niebezpieczne lub wyniszczające dla siebie i otoczenia. np. paranoicy.


Vian napisał/a:

Po drugie masa osób uważa, że żaden psycholog - a więc tym bardziej psychiatra! - im nie jest potrzebny, również z najróżniejszych przyczyn, przy czym dwie najpopularniejsze to "jestem silny/a dam sobie radę sam/a" i negatywne konotacje takich wizyt. Strach przed łatką wariata.

I co to ma do sprawy paranoików którzy np. rozbierają się na ulicy albo zatłukują rodziny siekierami bo nikt w porę nie skierował ich na leczenie?


Vian napisał/a:

Poza tym czy serio uważasz, że taki przymusowy pobyt w szpitalu sprzyja leczeniu? Ja tak nie uważam. Uważam, że większość chorych zaczęłaby kłamać, udawać byle tylko się stamtąd wyrwać, a wbrew pozorom nawet specjalistów można oszukać jak się jest relatywnie bystrym lub/i trochę się poćwiczy.

A ja na to że trudno oszukiwać lekarzy, kiedy się jest pod wpływem takiego zastrzyku że przez tydzień się nie pamięta własnego nazwiska. W niektórych przypadkach człowieka po prostu trzeba potraktować silną farmakologią żeby się uspokoił i zaczął w miarę normalnie funkcjonować. Taki człowiek na dłuższą metę nikogo też nie oszuka, zwłaszcza gdy nie jest leczony. John Forbes Nash Jr. był więcej niż bystry, był genialny, ale nie potrafił skutecznie ukryć faktu że jest chory psychicznie. Z czasem podobno udało mu się odróżnić urojenia od rzeczywistości i żyć nie brać leków (choć kto wie czy mu czegoś cichcem nie podawali) ale to wyjątkowy przypadek, i w dalszym ciągu miewał napady zachowań które wskazywały że nie jest do końca normalny.

Vian napisał/a:

Osobiste pytanie na które nie musisz odpowiadać mnie tu, publicznie, ale sobie odpowiedz - czy Ty po tych swoich trudnych związkach poszedłeś do psychologa po ewaluację i ewentualne skierowanie na terapię?

Nie wiem skąd pomysł że miałem jakiś trudny związek ale co ma trudny związek wspólnego z chorobą psychiczną? Jeżeli spadłem z roweru i stłukłem sobie kolano, to znaczy że mam stłuczone kolano, a nie że jestem chory na białaczkę. Kolano się zagoi, to nie choroba tylko przejściowe obrażenie. Białaczka sama się nie wyleczy. Podobnie jest z ciężkimi chorobami psychicznymi. Część z nich, także jest wywołana urazami fizycznymi. Jak można twierdzić że np. człowiek z wyraźnym uszkodzeniem mózgu, cierpiący na bezsenność, odczuwający przymus bezustannego mówienia, przy czym mówiący rzeczy idiotyczne, który nie potrafi nawet zapłacić rachunku za prąd, bo wszystko mu się miesza, któremu wydaje się że miały miejsce rzeczy które się nie zdarzyły, do tego z oczami paranoika, nie wymaga leczenia?

21

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

jak wygladaja "oczy paranoika" ?

22

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Pan Lewski napisał/a:
Vian napisał/a:

Drogi Panie Lewski, zdajesz sobie sprawę, że w takim układzie na oko 1/3 forumowiczów kwalifikowałaby się do zamknięcia siłą w zakładzie? smile

Oczywiście że nie kwalifikowałoby się do umieszczenia w takim zakładzie. Skąd taki pomysł?

Vian napisał/a:

Przede wszystkim masa ludzi COŚ ma - stany depresyjne, nerwicowe, nerwicę taką czy owaką, zaburzenia osobowości, syndrom DDD/DDA... MNÓSTWO.

Zakładam że dyplomowany psychiatra ma dość oleju w głowie by stwierdzić, kogo należy zamknąć ,a kto może sobie chodzić gdzie mu się podoba. Depresja czy nerwice to nie powód żeby kogoś zamykać. Wydawało mi się oczywiste że do leczenia przymusowego kwalifikują się osoby które straciły kontakt z rzeczywistością i mogą być potencjalnie niebezpieczne lub wyniszczające dla siebie i otoczenia. np. paranoicy.


Vian napisał/a:

Po drugie masa osób uważa, że żaden psycholog - a więc tym bardziej psychiatra! - im nie jest potrzebny, również z najróżniejszych przyczyn, przy czym dwie najpopularniejsze to "jestem silny/a dam sobie radę sam/a" i negatywne konotacje takich wizyt. Strach przed łatką wariata.

I co to ma do sprawy paranoików którzy np. rozbierają się na ulicy albo zatłukują rodziny siekierami bo nikt w porę nie skierował ich na leczenie?


Vian napisał/a:

Poza tym czy serio uważasz, że taki przymusowy pobyt w szpitalu sprzyja leczeniu? Ja tak nie uważam. Uważam, że większość chorych zaczęłaby kłamać, udawać byle tylko się stamtąd wyrwać, a wbrew pozorom nawet specjalistów można oszukać jak się jest relatywnie bystrym lub/i trochę się poćwiczy.

A ja na to że trudno oszukiwać lekarzy, kiedy się jest pod wpływem takiego zastrzyku że przez tydzień się nie pamięta własnego nazwiska. W niektórych przypadkach człowieka po prostu trzeba potraktować silną farmakologią żeby się uspokoił i zaczął w miarę normalnie funkcjonować. Taki człowiek na dłuższą metę nikogo też nie oszuka, zwłaszcza gdy nie jest leczony. John Forbes Nash Jr. był więcej niż bystry, był genialny, ale nie potrafił skutecznie ukryć faktu że jest chory psychicznie. Z czasem podobno udało mu się odróżnić urojenia od rzeczywistości i żyć nie brać leków (choć kto wie czy mu czegoś cichcem nie podawali) ale to wyjątkowy przypadek, i w dalszym ciągu miewał napady zachowań które wskazywały że nie jest do końca normalny.

Vian napisał/a:

Osobiste pytanie na które nie musisz odpowiadać mnie tu, publicznie, ale sobie odpowiedz - czy Ty po tych swoich trudnych związkach poszedłeś do psychologa po ewaluację i ewentualne skierowanie na terapię?

Nie wiem skąd pomysł że miałem jakiś trudny związek ale co ma trudny związek wspólnego z chorobą psychiczną? Jeżeli spadłem z roweru i stłukłem sobie kolano, to znaczy że mam stłuczone kolano, a nie że jestem chory na białaczkę. Kolano się zagoi, to nie choroba tylko przejściowe obrażenie. Białaczka sama się nie wyleczy. Podobnie jest z ciężkimi chorobami psychicznymi. Część z nich, także jest wywołana urazami fizycznymi. Jak można twierdzić że np. człowiek z wyraźnym uszkodzeniem mózgu, cierpiący na bezsenność, odczuwający przymus bezustannego mówienia, przy czym mówiący rzeczy idiotyczne, który nie potrafi nawet zapłacić rachunku za prąd, bo wszystko mu się miesza, któremu wydaje się że miały miejsce rzeczy które się nie zdarzyły, do tego z oczami paranoika, nie wymaga leczenia?

PANIE LEWSKI ZGADZAM SIE Z TOBA W 100%widze ,ze tu ludzie nie maja pojecia o czym pisza...........poprostu moga sie zglosic do szpitala  jako wolontariusze i tam bezblednie sami wskarza chorego psychicznie.Panie Lewski ty bardzo dobrze wiesz,ze chory ,ktory nie bierze lekow jest niebezpieczny i trudno z taka osoba zyc i przebywac.Wiem cos o tym,bo moj bliski sasiad choruje na schizofrenie i cala rodzina sie go boi,a i czesto przed nim sie chowia,bo bywa taki czlowiek bardzo nie obliczalny jak nie bierze lekow!!!! Leki  najnowszej generacji sa dobrymi lekami nie maja takich dzialan ubocznych i taki czlowiek moze swobodnie zyc i pracowac,ale tylko wtedy kiedy sam zda sabie sprawe,ze jest czlowiekiem chorym.

23

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Nikogo  nie mozna zmusic do brania lekow. Chyba, ze jest niebezpieczny dla siebie albo otoczenia. W sumie jest to klauzula, ktora chroni wiele osob od bycia medykowanymi na sile przez rodzine, ktora z roznych powodow moze chciec "uciszyc" niewygodnego, ekscentrycznego czlowieka.

24

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
adlernewman napisał/a:

Nikogo  nie mozna zmusic do brania lekow. Chyba, ze jest niebezpieczny dla siebie albo otoczenia. W sumie jest to klauzula, ktora chroni wiele osob od bycia medykowanymi na sile przez rodzine, ktora z roznych powodow moze chciec "uciszyc" niewygodnego, ekscentrycznego czlowieka.

ADLERNEWMAN
No wlasnie ....jak piszesz ,ze jest c niebezpieczny dla otoczenia.Poczytaj sobie na temat  schizofrenikow,ktorzy nie biora lekow..................ja uwazam,ze na sile powinni te leki brac!!!!!
Nie leczona choroba  jaka jest schizofrenia jest niebezpieczna dla pacjeta,ale i dla calej jego rodziny i strach  sie bac!!!!Nie masz pojecia do czego ona prowadzi sad

25 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-03-03 01:40:30)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
adlernewman napisał/a:

Nikogo  nie mozna zmusic do brania lekow. Chyba, ze jest niebezpieczny dla siebie albo otoczenia.

Niestety, bywa że przebieg choroby jest taki że komuś mocno odbija ale pozornie nie wydaje się niebezpieczny (dla osób z zewnątrz bo chory jakkolwiek bywa widocznie popieprzony, potrafi sprawiać wrażenie nieszkodliwego, a zaraz po wyjściu patrolu policji urządzić piekło)

Poza tym, nawet jeżeli chory nie jest jednego dnia agresywny, to następnego może mu już mocno odpieprzyć, ponieważ nie panuje nad emocjami, a może podczas bezsennej nocy uznać że rodzina chce go zamordować.

monnna napisał/a:

jak wygladaja "oczy paranoika" ?

Trudno to określić. Łatwo zauważyć różnicę gdy ktoś jest zdrowy, a później ta sama osoba poważnie choruje. Widać że osoba chora patrzy inaczej, oczy są jakby usztywnione i osobiście odnosiłem wrażenie jakby patrzyły w dal, ale w dosyć "dziwny" sposób. Po prostu paranoik np. podczas rozmowy, nie patrzy na ciebie tak jak to robił gdy był zdrowy. Poza tym osoba chora może wykazywać szereg innych reakcji które ją demaskują. Niewspółmierne napady gniewu lub smutku, nagła utrata zorientowania w podstawowych rzeczach jak np. sposób uregulowania rachunków, nagła chęć zmieniania wszystkiego, np. sprzątania piwnicy nie sprzątanej od 20 lat uzasadniana tym że "ci z kontroli licznika będą się ze mnie śmiać jaki mam bałagan w piwnicy i rozpowiadać wszystkim", następnie sprzątanie tej piwnicy na zarżnięcie, czy proszenie listonosza by odesłał 10 letnią zepsutą suszarkę do włosów do fabryki na naprawę gwarancyjną. Bywa też że z taką osobą rozmawia się jak z zaciętą płytą gramofonową. W moim przypadku bałem się czterech rzeczy: Po pierwsze że chory sam się zarżnie swoją opętańczą aktywnością. Po drugie że zaciągnie ogromne długi... Raz sobie wykombinował że zarobi zaciągając duży kredyt i wpłacając pieniądze na lokatę... Po trzecie że zrobi komuś krzywdę. Po czwarte że w końcu mnie samego doprowadzi do takiego szału lub desperacji że w końcu sam go zabiję, albo pobiję. W toku tych strasznych doświadczeń, przekonałem się na szczęście że nawet owładnięty nieludzkim gniewem, potrafię jednak w ostatniej chwili się opanować.

26

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

no coz co moge powiedziec....ja jestem po drugiej stronie barykady i mam odmienne zdanie.dobrze jest miec takie podejscie jakie ma "zdrowa" czesc spoleczenstwa jest to i wygodne i poprawne.zapewne tez bym tak podchodzila do sprawy gdybym nie zobaczyla wszystkiego od drugiej strony.tak to jest mi po prostu przykro czytajac takie slowa.chodzi glownie o to w jaki sposob jest to napisane.czuje jakbyscie traktowali ludzi z jakas choroba psychiczna jak cos gorszego.cos strasznego.niebezpiecznego.powiem wam ze naprawde mala czesc ludzi chorym jest taka.glownie meczymy sie sami ze soba i walczymy ze światem.pocieszam sie ze podobno sa ludzie chorzy i niezdiagnozowani. i ze ludzie zdrowi robia nieraz duzo gorsze rzeczy i sa tego w pełni świadomi.

27

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
monnna napisał/a:

no coz co moge powiedziec....ja jestem po drugiej stronie barykady i mam odmienne zdanie.dobrze jest miec takie podejscie jakie ma "zdrowa" czesc spoleczenstwa jest to i wygodne i poprawne.zapewne tez bym tak podchodzila do sprawy gdybym nie zobaczyla wszystkiego od drugiej strony.tak to jest mi po prostu przykro czytajac takie slowa.chodzi glownie o to w jaki sposob jest to napisane.czuje jakbyscie traktowali ludzi z jakas choroba psychiczna jak cos gorszego.cos strasznego.niebezpiecznego.powiem wam ze naprawde mala czesc ludzi chorym jest taka.glownie meczymy sie sami ze soba i walczymy ze światem.pocieszam sie ze podobno sa ludzie chorzy i niezdiagnozowani. i ze ludzie zdrowi robia nieraz duzo gorsze rzeczy i sa tego w pełni świadomi.

Monnna czy moglabys  bardziej wytlumaczyc swoje przemyslenia .Uwazam,ze po to sa takie tematy zeby sobie wyjasnic  inne poglady i inne ujrzenie  wszystkich spraw,i po to sa dyskusje!
Kazdy ma prawo wypowiadac swoje opinie!Pozdrawiam !

28

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

masz racje, po to sa takie tematy.dlatego tez napisalam co sadze.ale szanuje i rozumiem zdanie innych.bardziej wytlumaczyc? Chcialabym aby ludzie mieli w sobie troche wiecej empatii kiedy chodzi o ludzi chorych psychicznie.wiem ze ciezko sie z nami zyje.Ale to jest chyba jedna z najgorszych rzeczy ktora moze sie przydarzyć czlowiekowi.Kiedy jest sie chorym fizycznie, wszystko jest raczej jasne.Cierpi sie ale i tak uwazam ze cierpienie psychiczne jest gorsze.Nie masz nawet tej jedynej rzeczy ktorej nikt nie odbierze czlowiekowi zdrowemu-umysl. Nie masz siebie.Nie rozumiesz co sie dzieje dookola, trudno ci czasem dodac 2 do 2. Wszystko jest jak w jakims sennym koszmarze.no i leki. Wydaje mi sie ze wiekszosc ludzi mysli ze one i dosc szybko dzialaja, i ze dosc latwo je dobrac.Ja lecze sie juz 3 lata, i jeszcze nie mam dobrych lekow.Jedyne co mi do tej pory daly to drżenie rak, sen po 20h na dobe i bóle mięsni.ale dalej je biore.Dla rodziny.aby przynajmniej robic to co moge.

29

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Strasznego, niebezpiecznego... W niektórych przypadkach tak właśnie jest. Nie atakuję osób chorych, tylko nielogiczne prawo które uniemożliwia im powrót do normalności.

Z doświadczenia wiem że trudno być empatycznym w stosunku do kogoś kto w ogóle przestał być sobą i prawie zrobił ze mnie mordercę.

A leki owszem, działają powoli.

30 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-03-14 18:34:23)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Lewski, po pierwsze leki nie zawsze dzialaja. Zalezy tu wiele od chorego i od tego na co choruje. Po drugie, wiekszosc osob chorych na schizofrenie wcale nie jest agresywna. Nie wiem, kto Ci bajek naopowiadal, mitow, ktore glosza, ze jak sie choruje na schizofrenie, to czlowiek zaraz z siekiera lata. Oczywiscie, sa ludzie, ktorzy reaguja groznie wzgledem innych, ale jest to maly odsetek. Przewazajaca liczba jest conajwyzej niebezpieczna dla samych siebie (glownie przez zaniedbanie, niejedzenie, odwodnienie, czasem proby samobojcze).

I przepraszam bardzo, ale nie traktowalbys tak lekko brania lekow psychotropowych, gdybys wiedzial jakie maja skutki uboczne. Jest to glownym powodem dla ktorego pacjenci przestaja je brac, nie dlatego, ze maja "widzimisie" i wola byc nekani przez glosy albo poczucie paranoji.

31

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
monnna napisał/a:

no coz co moge powiedziec....ja jestem po drugiej stronie barykady i mam odmienne zdanie.dobrze jest miec takie podejscie jakie ma "zdrowa" czesc spoleczenstwa jest to i wygodne i poprawne.zapewne tez bym tak podchodzila do sprawy gdybym nie zobaczyla wszystkiego od drugiej strony.tak to jest mi po prostu przykro czytajac takie slowa.chodzi glownie o to w jaki sposob jest to napisane.czuje jakbyscie traktowali ludzi z jakas choroba psychiczna jak cos gorszego.cos strasznego.niebezpiecznego.powiem wam ze naprawde mala czesc ludzi chorym jest taka.glownie meczymy sie sami ze soba i walczymy ze światem.pocieszam sie ze podobno sa ludzie chorzy i niezdiagnozowani. i ze ludzie zdrowi robia nieraz duzo gorsze rzeczy i sa tego w pełni świadomi.

pseudo przyjaciele i znajomi  odrzucili mnie
ale pozotali Ci wartościowi lol
nadal jest zaszufladkowanie
przyczepiona łatka WARIATKI - tego się nie zmieni ..... pozdrawiam monnna ...

32

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
adlernewman napisał/a:

Lewski, po pierwsze leki nie zawsze dzialaja. Zalezy tu wiele od chorego i od tego na co choruje. Po drugie, wiekszosc osob chorych na schizofrenie wcale nie jest agresywna. Nie wiem, kto Ci bajek naopowiadal, mitow, ktore glosza, ze jak sie choruje na schizofrenie, to czlowiek zaraz z siekiera lata. Oczywiscie, sa ludzie, ktorzy reaguja groznie wzgledem innych, ale jest to maly odsetek. Przewazajaca liczba jest conajwyzej niebezpieczna dla samych siebie (glownie przez zaniedbanie, niejedzenie, odwodnienie, czasem proby samobojcze).

I przepraszam bardzo, ale nie traktowalbys tak lekko brania lekow psychotropowych, gdybys wiedzial jakie maja skutki uboczne. Jest to glownym powodem dla ktorego pacjenci przestaja je brac, nie dlatego, ze maja "widzimisie" i wola byc nekani przez glosy albo poczucie paranoji.

adlernewman skutki uboczne są prawie we wszystkich lekarstwach ...

np. przez pierwsze 2 tygodnie zażywania  mogą nasilić się myśli samobójcze hmm
proszę powiadomić rodzinę - dla obserwacji ...

to co ??? psychiatra daje świadomie taki leki , żeby ktoś w końcu to zrobił ....  ??
odpowiedź krótka : NIE ....

33

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Jennifer, a co ma piernik do wiatraka? Ja pisalam o lekach przeciwpsychotycznych, nie antydepresantach. Jezeli w wypadku wiekszosci SRI i SSRI faktycznie moze wystapic nasilenie mysli samobojczych, osoba z depresja jest w stanie zrozumiec gdy lekarz ostrzeze ja o tym. Poza tym, trwa to krotko, max dwa tygodnie.

W przypadku lekow przeciwpsychotycznych (chloropromazyna, risperidon, olanzapine itd) skutki uboczne wystepuja caly czas, a takze moga byc po zazywaniu ich przez dlugi czas trwale. Wsrod nich jest: zespol poneuroleptyczny, zaburzenia pracy watroby, cukrzyca, zaburzenia funkcji seksualnych, duzy przyrost masy ciala. I to Pan Lewski chce przymusowo zafundowac kazdemu choremu, poniewaz ma wypaczony obraz jak wyglada osoba chora na schizofrenie. Oczywiscie sa chorzy, ktorzy sami z siebie chca przyjmowac leki, poniewaz objawy ich choroby sa dla nich okropnym ciezarem, lub tez chorzy, ktorzy po prostu sa hospitalizowani przymusowo, poniewaz sa niebezpieczni dla otoczenia lub samych siebie, ale nie mozna na sile medykowac ludzi niegroznych, jezeli sami nie chca sie leczyc.

34

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
adlernewman napisał/a:

Lewski, po pierwsze leki nie zawsze dzialaja. Zalezy tu wiele od chorego i od tego na co choruje. Po drugie, wiekszosc osob chorych na schizofrenie wcale nie jest agresywna. Nie wiem, kto Ci bajek naopowiadal, mitow, ktore glosza, ze jak sie choruje na schizofrenie, to czlowiek zaraz z siekiera lata. Oczywiscie, sa ludzie, ktorzy reaguja groznie wzgledem innych, ale jest to maly odsetek. Przewazajaca liczba jest conajwyzej niebezpieczna dla samych siebie (glownie przez zaniedbanie, niejedzenie, odwodnienie, czasem proby samobojcze).

I przepraszam bardzo, ale nie traktowalbys tak lekko brania lekow psychotropowych, gdybys wiedzial jakie maja skutki uboczne. Jest to glownym powodem dla ktorego pacjenci przestaja je brac, nie dlatego, ze maja "widzimisie" i wola byc nekani przez glosy albo poczucie paranoji.

Ale czy tak trudno zrozumieć gdy piszę że dwóch specjalistów ma orzec czy branie leków jest konieczne?! Czy nikt już nie czyta postów na które odpowiada? Pisałem wyraźnie. Poza tym z Twojej wypowiedzi logicznie wynika że istnieją przypadki kiedy pacjent musi brać lek dla własnego dobra. Co mu bardziej zaszkodzi, skutki uboczne leku, czy samobójstwo?

Poza tym, ile razy mam powtarzać że wymaganie od człowieka chorego psychicznie żeby świadomie o sobie decydował jest nielogiczne?

adlernewman I to [b napisał/a:

Pan Lewski[/b] chce przymusowo zafundowac kazdemu choremu, poniewaz ma wypaczony obraz jak wyglada osoba chora na schizofrenie. Oczywiscie sa chorzy, ktorzy sami z siebie chca przyjmowac leki, poniewaz objawy ich choroby sa dla nich okropnym ciezarem, lub tez chorzy, ktorzy po prostu sa hospitalizowani przymusowo, poniewaz sa niebezpieczni dla otoczenia lub samych siebie, ale nie mozna na sile medykowac ludzi niegroznych, jezeli sami nie chca sie leczyc.

Przymusowo to bym chciał ministrowi zalecić totalną reformę edukacji, bo widzę że dyskusja zbyt często robi się nieproduktywna bo rozmówca nie potrafił przeczytać ze zrozumieniem czyjejś wypowiedzi. Wyraźnie pisałem że niektórzy ludzie są niebezpieczni (sama to stwierdziłaś!), że nie chcą się leczyć i że specjaliści powinni móc leczyć przymusowo w przypadkach o których uznają to za konieczne, żeby nie było tak jak jest że wiele rodzin przeżywa traumy bo jest terroryzowana albo po prostu boi się o chorego który odmawia leczenia bez którego totalnie nie radzi sobie z rzeczywistością.

35

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

myslę ze takie sytuacje nie czesto sie zdarzają. ale jak juz sie zdarza to rodzina bierze chorego do samochodu albo wzywa karetke- jezeli sa jakies podstawy to biora do szpitala.nie wiem w czym tu problem.jak chodzi o taki terror rodziny to juz wiekszym problemem w społeczeństwie jest alkoholizm.

36

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

jak wg was osoba z problemami może sama sobie zacząć pomagać? bez ingerencji innych

37

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

jest na to wiele sposobów.czy to cwiczenia relaksacyjne, joga, medytacja.pilnowanie rytmu dobowego.zwykly sport.podczas poznawania siebie mozna rowniez wiele zyskać.wystarczy tylko chcieć i sie starać.

38

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
monnna napisał/a:

myslę ze takie sytuacje nie czesto sie zdarzają. ale jak juz sie zdarza to rodzina bierze chorego do samochodu albo wzywa karetke- jezeli sa jakies podstawy to biora do szpitala.nie wiem w czym tu problem.jak chodzi o taki terror rodziny to juz wiekszym problemem w społeczeństwie jest alkoholizm.

Na tym polega problem że tak właśnie nie jest. Owszem, jeżeli chory zatłucze kogoś siekierą, odkręci gaz, będzie próbował się zabić, albo kogoś pobije- to wówczas stanowi zagrożenie i faktycznie można go leczyć. Gorzej jeżeli jeszcze nie zrobi nikomu krzywdy. Agresywna postawa i groźby, którym chory zaprzecza i nie ujawnia w obliczu służb, mianiakalne bieganie po mieście czy robienie porządków, do stanu skrajnego wyczerpania fizycznego, albo zaciąganie kredytu i wpłacanie kredytowanych pieniędzy na lokatę "żeby zarobić", to w świetle prawa nie jest żadne zagrożenie.

39

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

nie wiem skąd masz takie informacje.Poznałam wiele osob ktore do szpitala poszly bo rodzina zadzwonila po karetke.Oczywiscie duzo łatwiej jest jezeli osoba byla juz kiedys w szpitalu- wtedy nawet jak jest spokojna i nic nie robi zlego, a rodzina powie cos w stylu 'jeszcze 10min temu krzyczal i rzucał rzeczami" to mimo zaprzeczania tej osoby biora od razu.Wystarczy agresja slowna, slowotok, badź mocne rozkojarzenie i do psychiatryka.byłam świadkiem kiedy brali takiego "świeżaka" co to nigdy w szpitalu nie byl.Kolega miał mocną depresję. nie chcial isc do szpitala. Wezwano karetkę.mimo jego próśb,zabrano go w wiadome miejsce.byl zdolowany, nie umyty i ogolnie rozbity.P o rozmowie z rodzina ktora powiedziala co i jak zaprano go mimo jego niechęci.

40

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Lewski ?????? a skąd Ty masz taką wiedzę teoretyczną      jak na swój wiek ????
jesteś częstym pacjentem czy jak??

41

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
monnna napisał/a:

nie wiem skąd masz takie informacje.Poznałam wiele osob ktore do szpitala poszly bo rodzina zadzwonila po karetke.Oczywiscie duzo łatwiej jest jezeli osoba byla juz kiedys w szpitalu- wtedy nawet jak jest spokojna i nic nie robi zlego, a rodzina powie cos w stylu 'jeszcze 10min temu krzyczal i rzucał rzeczami" to mimo zaprzeczania tej osoby biora od razu.Wystarczy agresja slowna, slowotok, badź mocne rozkojarzenie i do psychiatryka.byłam świadkiem kiedy brali takiego "świeżaka" co to nigdy w szpitalu nie byl.Kolega miał mocną depresję. nie chcial isc do szpitala. Wezwano karetkę.mimo jego próśb,zabrano go w wiadome miejsce.byl zdolowany, nie umyty i ogolnie rozbity.P o rozmowie z rodzina ktora powiedziala co i jak zaprano go mimo jego niechęci.

100% racji. Wiem to za autopsji. Sama tak robiłam. Nigdy nie było problemów, zeby przyjechała karetka i zabrała na oddział. Problem pojawiał sie wtedy, kiedy ta osoba chciała uniknąć leczenia i mogla wobec prawa wypisać sie na własna odpowiedzialność. Ale i tak załapywała zazwyczaj kilka dawek przymusowych leków w szpitalu. Wtedy mogliśmy, konstruktywnie z nią pomówić o sensie dalszego leczenia. Po 3 razach sama zgłosiła sie na oddział.

42

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Dobra, dobra takie pisanie to teoria, a praktyka pokazuje co innego.

Mam do czynienia ze schizofrenikiem. Niestety...
Nigdy sam dobrowolnie nie zgłosił się na oddział. Musieli go brać siłą i to w przypadku, gdy stanowił zagrożenie dla siebie i mieszkańców bloku, w którym mieszka.
Pech, że akurat dostał mieszkanie, które kiedyś było kotłownią i są w nim wszelakie zawory...

I pisanie głupot pod tytułem- "nie mam nic do takich ludzi, o ile coś ze sobą robią" też mnie denerwuje.
Akurat on coś ze sobą robi, ale zdarzają się w ciągu roku takie chwile, gdy choroba bierze górę i nie ma zmiłuj- nic ze sobą nie zrobi (nie weźmie leków, nie myje się, nie je, nie śpi), ponieważ nie jest w stanie. Taka specyfika schizofrenii.

Na dodatek  naszym chorym państwie jest takie prawo, że jeżeli ma chociaż cień świadomości, to na oddział go nie przyjmą w przypadku, gdy się na to nie zgodzi, mimo iż stanowi zagrożenie.

Ot, polska rzeczywistość. Nawet telefon rodziny w tym przypadku nie pomoże. Musiałby być ubezwłasnowolniony, żeby pogotowie mogło go wziąć do szpitala.

43

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Jennifer napisał/a:

Lewski ?????? a skąd Ty masz taką wiedzę teoretyczną      jak na swój wiek ????
jesteś częstym pacjentem czy jak??

Nie, ale przyzwyczaiłem się już że ludzie poszkodowani przez polską edukację często uznają mnie za człowieka chorego i nigdy nie potrafią uzasadnić takiej opinii.

44 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-06 15:12:39)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Widzę, że w tym "nie cierpiącym zwłoki" temacie wywiązała się zaciekła dyskusja z podziałem na dwa obozy: tych co się leczą - znając swoją przypadłość, jak i tych, którzy chcą tych "ułomnych" leczyć na siłę; niemalże z procy.
Jesteście jak dwie osoby stojące plecami do siebie i obrzucające się inwektywami po obwodzie kuli ziemskiej, tudzież jak dwie armie toczące ze sobą zaciekły bój w okopach, lecz kompletnie nic nie wiedzące o sobie na wzajem.
A prawda jest w tym taka, że leży ona po środku. Nie mniej jednak jako takiej prawdy nie ma, są jedynie punkty odniesienia. A że za każdym razem bywają one sporne, tak też nie było by powodu do jakiejkolwiek dyskusji wink

Z własnego ponad ćwierć wiekowego doświadczenia wiem, że wina w tym wszystkim leży nie w kulejącej służbie zdrowia - choć poniekąd tego dobrego zdania o niej powiedzieć nie mogę, wynikającego również z autopsji - a w niedouczeniu i niewiedzy - ciemnocie społeczeństwa odnośnie zagadnień okołochorobowych; nie tylko lekarzy.

Jestem osobą będącą ofiarą zaniedbań lekarskich - choć i to jest mocno naciągany i dyskusyjny temat, znany nie tylko mi od podszewki - potocznie zwanego wypadkiem przy pracy - błędu lekarskiego. I choćbym nie wiem jak chciał dochodzić swoich roszczeń - ukarać winnego nie mam jak. Temat mój jest zawiły i trudny do jednoznacznego zdiagnozowania, ale nie o tym mowa w temacie wątku, choć poniekąd mógłbym posłużyć jako "królik doświadczalny" w tej tematycznej materii.
Aby ułatwić mi dostęp do specjalistycznej pomocy medycznej w zamierzchłych czasach poczciwej komuny wpisano mi tylko raz w papierach, a dokładniej we wniosku na zapotrzebowanie na obuwie ortopedyczne skrótowe określenie schorzenia jako MPD. Dla lekarzy była to wytyczna jak maja mi pomagać, dla ludzi z otoczenia - powód do wyśmiewania, krytykowania - ogólnie mówiąc dyskwalifikacji w społeczeństwie. Prawie jak u Kochanowskiego - jeden "głupi" wpis i tyle zawistnego ludzkiego mieszania z błotem.
Ze swoim schorzeniem z pomocą specjalistów z renomowanego szpitala w Trzebnicy wyszedłem na prostą; znając podejście społeczeństwa do takich osób wyrobiłem pozazusowską grupę inwalidzką i temat praktycznie poszedł w niepamięć.
Nie mniej jednak nie było tak kolorowo, jak się początkowo wydawało, temat powrócił jak bumerang w wydawać by się było u ludzi z jednego pokroju, bo też niepełnosprawnych.
Najbliższa osoba z "nowej" rodziny zanurkowała w internecie, by rozwikłać skrót MPD i doczytując się między wierszami, że jest to temat pochodnie związany z procesorkiem pod czuprynką, momentalnie wystawiła potłuczoną odgórnie diagnozę - facet psychicznie chory. Absurd za absurdem goni inny absurd. Moje tłumaczenia czy też kogokolwiek z mojej rodziny nie są ważne - pisze w skupiskowym elektronicznym kotle głupoty, że tak TAK JEST, to tak ma być! Koniec i kropka.

Reasumując...
Głupotę sięgającą zenitu kosmicznego horyzontu tworzycie zazwyczaj Wy - zupełnie zdrowi i niekiedy wmawiający choremu, że ma setkę innych przypadłości niż ta pierwotnie u Niego zdiagnozowana. Brutalne ale prawdziwe i doskonale wiem, że ciężkie dla Was jest to do przełknięcia.
Czasem On sam wie lepiej od Was, co ma, co mu dolega i z czym to się je niż Wy z Jego otoczenia razem wzięci. Nie wspominając już o tym, że to właśnie na Was lekarze patrzą jak na wariatów, a nie na winnego całego zamieszania - rzeczonego chorego.

Krytykę Innych najlepiej jest zacząć od własnego podwórka, a dosadniej mówiąc od czubka własnego nosa. Bo jak ktoś Wam go utrze, to będzie bardzo boleć i jeszcze niewspółmiernie dłużej do tego się goić.
Ludzie bywają mądrzy w swych wydumanych wywodach, lecz niekiedy są potwornie żałośni.

45

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
bags napisał/a:

Ludzie bywają mądrzy w swych wydumanych wywodach, lecz niekiedy są potwornie żałośni.

Ooo, wypraszam sobie.
Akurat ja temat znam niestety z autopsji.

Od kilku tygodni walczymy z policją oraz chorym psychicznie panem, który jest moim ojcem. Aczkolwiek nie mieszka z nami i nigdy nie mieszkał, natomiast rości sobie do nas prawa.

I wina nie leży w służbie zdrowia, a raczej w legislacji. Można by gdybać i pisać, co powinno być, a czego nie.
Ale od tego, by zająć się tematem osób chorych psychicznie, którzy na dobrą sprawę są pozostawieni sami sobie, powinni zająć się panowie i panie, którzy rozprawiają o tym, czy zamykać sklepy w niedziele, czy nie. Wiadomo, jak jest, gdy choroba daje się we znaki (chyba że ktoś tego nie przeżył i nie wie), to nie tylko cierpi chory, ale także otoczenie. Przepisów nikt nie reguluje i jest, jak jest.

A jeżeli już chorego przyjmą do szpitala, to się go "zalecza" i robi miejsce dla kolejnego, którego trzeba "zaleczyć"

46

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Jaga Baba07 napisał/a:
bags napisał/a:

Ludzie bywają mądrzy w swych wydumanych wywodach, lecz niekiedy są potwornie żałośni.

Ooo, wypraszam sobie.
Akurat ja temat znam niestety z autopsji.
Od kilku tygodni walczymy z policją oraz chorym psychicznie panem, który jest moim ojcem. Aczkolwiek nie mieszka z nami i nigdy nie mieszkał, natomiast rości sobie do nas prawa.
I wina nie leży w służbie zdrowia, a raczej w legislacji. Można by gdybać i pisać, co powinno być, a czego nie.

No to widzę, że jedziemy na jednym wózku i znamy temat z obu stron tej barykady.

Jaga Baba07 napisał/a:

I wina nie leży w służbie zdrowia, a raczej w legislacji. Można by gdybać i pisać, co powinno być, a czego nie.

Złoty środek ciężko znaleźć i wyważyć wink
Lekarze zganiają temat na "obłożenie"; "ograniczone" kontrakty z NFZ regionalnym - a w rzeczywistości siedzą z rękami w kieszeni, kawki popijają romansując z pigułami, byle tylko do potocznej 15, kapotka na grzbiet i bye - a ten zaś odsyła do ministerstwa; ministerstwo do kółka wzajemnej adoracji pt "sejm" i koło graniaste się z hukiem zamyka, bo każdy potencjalny pacjent jest łojony na podatki i składki z pensji.
Rotacja być musi, bo inaczej służba zdrowia się udusi.

47

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
bags napisał/a:

Lekarze zganiają temat na "obłożenie"; "ograniczone" kontrakty z NFZ regionalnym - a w rzeczywistości siedzą z rękami w kieszeni, kawki popijają romansując z pigułami, byle tylko do potocznej 15, kapotka na grzbiet i bye - a ten zaś odsyła do ministerstwa; ministerstwo do kółka wzajemnej adoracji pt "sejm" i koło graniaste się z hukiem zamyka, bo każdy potencjalny pacjent jest łojony na podatki i składki z pensji.
Rotacja być musi, bo inaczej służba zdrowia się udusi.

Ale jedno drugiego nie wyklucza. Lekarz może mieć cały dzień wolny i nie móc przyjąć ciebie z NFZ, bo miał podpisany kontrakt np. na 100 wizyt i już 100 wizyt było. Przyjmie ciebie jak zapłacisz z własnej kieszeni, bo NFZ nie chce za ciebie płacić.
Postrzeganie chorób psychicznych to jedno, natomiast jest problem z tymi najciężej chorymi, ponieważ to właśnie ci najciężej chorzy nie chcą się leczyć bo np. uważają że są zdrowi i że ci którzy chcą ich leczenia to spiskowcy, mordercy itp. I teraz problem polega na tym że nie ten najciężej chory człowiek, nie wyraża zgody na leczenie i nic się nie da zrobić póki nie zacznie biegać po mieście z siekierą. Owszem, istnieje procedura ubezwłasnowolnienia, ale też jest trudna do wykonania.

48

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Pan Lewski napisał/a:
bags napisał/a:

Lekarze zganiają temat na "obłożenie"; "ograniczone" kontrakty z NFZ regionalnym - a w rzeczywistości siedzą z rękami w kieszeni, kawki popijają romansując z pigułami, byle tylko do potocznej 15, kapotka na grzbiet i bye - a ten zaś odsyła do ministerstwa; ministerstwo do kółka wzajemnej adoracji pt "sejm" i koło graniaste się z hukiem zamyka, bo każdy potencjalny pacjent jest łojony na podatki i składki z pensji.
Rotacja być musi, bo inaczej służba zdrowia się udusi.

Ale jedno drugiego nie wyklucza. Lekarz może mieć cały dzień wolny i nie móc przyjąć ciebie z NFZ, bo miał podpisany kontrakt np. na 100 wizyt i już 100 wizyt było. Przyjmie ciebie jak zapłacisz z własnej kieszeni, bo NFZ nie chce za ciebie płacić.

No dobrze, tylko jak tak lekarz pierdzieli, to niech wykaże się "listą obecności", że przyjął normę kontraktową lub też recepcjonistka o tym poinformuje. Takie kontrakty to jest paranoja, rozbój w biały dzień gdy tysiące obywateli jest co pensję okradany na rzecz tej wielogłowej ośmiornicy.
Taki przykład
W swoim mieście jak chodziłem do lekarzy, to poczekalnie pękały w szwach a lekarze kiwali się na stołkach albo uskuteczniali tour de po gabinetach, obmacując siostrzyczki i spoglądając spod byka na oczekujących. A w recepcjach - przyjdz pan za tydzień, miesiąc, kwartał a jak sprawa nagła i nie cierpiąca z bólu górnej 4 pod wątrobą to zapraszamy... za rok.
Tylko wyjechałem - po ślubie - za rogatki swojego miasta do ościennego, to dosłownie przy tym samym natłoku pacjentów, każdy z Nich wychodził w 5 min "z filiżanką po kawie" i obsłużony od a do z oblizywał się ze smakiem. Lekarz zacierał ręce, kroił ciasto i wołał kolejnego petenta na kozetkę lub przysiadkę do stolika na dymka przy kawie. Pieczątki rozgrzane do czerwoności waliły po stołach jak młot udarowy na robotach drogowych, że tylko rękę podstawić, to w czółko by pierdyknęli stempla idąc po żyłce; siwy dym i popelina... nawet nie zdążyłem zerknąć na zegarek, nacisnąć klamki a już byłem z receptami, skierowaniami, rentgenami i innymi pierdołami w drodze do domu. Herzlich willkommen Panie sąsiedzie zza rogatek!!! tylko brakowało big_smile
Ten sam rejon, te same "kasy chorych" a komfort obsługi nieporównywalnie gigantyczny i gdzie tu są kontrakty??? Czasem się zastanawiałem, czy jakiegoś pierwszorzędnego koniaczka, beczułki okowity albo innej brandy nie wtargać za pazuchą, bo sceneria na obiektach NFZ prawie jak z rozdania oscarów. big_smile
Szczęka z łoskotem rypnęła mi nieraz na ziemię rysując kafelki ze zdumienia. Jak tylko puściłem parę z ust jak to moje konowały mędrkują nad każdym petentem zapuszczającym korzenie w poczekalni, to szyby w oknach leciały od decybeli śmiechu.
Wpadłem przypadkiem z tamtejszymi papierami do swojego rdzennego lekarza, to były yikes i gadka "czemu z miasta X a nie stąd, czemu nie u Nas Pan tego nie (z)robił" itp. Qrwica na zawołanie.
Teraz jak mam pójść do swojego lekarza, to się grubo zastanawiam, czy  nie poświęcić deko więcej czasu i śmignąć tam na ex małżeńskie "saksy", bo... no właśnie.

Pan Lewski napisał/a:

Postrzeganie chorób psychicznych to jedno, natomiast jest problem z tymi najciężej chorymi, ponieważ to właśnie ci najciężej chorzy nie chcą się leczyć bo np. uważają że są zdrowi i że ci którzy chcą ich leczenia to spiskowcy, mordercy itp. I teraz problem polega na tym że nie ten najciężej chory człowiek, nie wyraża zgody na leczenie i nic się nie da zrobić póki nie zacznie biegać po mieście z siekierą. Owszem, istnieje procedura ubezwłasnowolnienia, ale też jest trudna do wykonania.

Wszyscy stoją ponad prawem a przestępca... zwykły w pełni zdrowy człowiek. Kuriozalnie dziki zachód w środku Europy. To je Unia Panie, ale cóż...

49

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Ja się osób chorych psychicznie (to jest nieleczona schizofrenia na przykład) zwyczajnie boję, a konkretnie tego, że ktoś może być nieobliczalny, niebezpieczny itd. Pewnie, że to też są ludzie i że trzeba ich po prostu leczyć, ale mnie na samą myśl kontaktu z takim człowiekiem zwyczajnie paraliżuje.

50

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

No można się bać ale czy na pewno zasadnie? Znałem kiedyś miłego, starszego pana, no dusza człowiek. A zabił w młodości człowieka, bo ten go zdenerwował. I ten starszy pan nie chorował na żadne choroby psychiczne, był w pełni poczytalny i świadomy tego co zrobił. Miałem w rodzinie bliską osobę z jakimś zespołem depresji i urojeń. Osoba ta brała leki ale jak już tu pisano leki te miały swoje efekty uboczne. Czasem więc przestawała brać leki, a czasem może halny wiał mocniej i efekty były widoczne, bo rozmowy z tą osobą stawały się trudne ale wykonalne. Zagrożenia nigdy nie zauważyłem. Znam też jednego gościa, który ma jakieś schorzenie acz nie dopytywałem jakie. Kiedy zbliża się jego zła faza, gość znika na jakiś czas lecząc się. Potem wraca i ot zwykły człowiek. Zresztą obrotny w interesach. Mój syn na przykład ma nawracające ataki tików i też ludzie się oglądają i dziwnie patrzą. Bo co, ma tiki, to im siekierę w plecy wbije?

51

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Nie mówię o tikach, leczonej depresji, czy świadomym zabiciu kogoś. Mówię o tym, gdy ludzie chorzy na schizofrenię stają się realnie niebezpieczni, bo mają stany lękowe, urojenia itd. Czegoś takiego się boję. Chorych na depresję i mających tiki raczej nie.

52

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Pierwsza sprawa to choroba chorobie nierówna.
Ostatnio nawet częściej mówi się o zaburzeniach niż o chorobie.

Dobra, jako że jestem posiadaczką nerwicy ze stanami depresyjnymi wypowiem się z mojej perspektywy. Jak mam gorszy dzień to wolę znieść go sama ze sobą, bo ani nie byłoby mi lepiej opierając się na kimś, ani temu komuś nie mogąc mi pomóc. Baa! Ja sama nie lubię jak ktoś marudzi. No, a zdrowe osoby, które są pesymistami i narzekają bo lubią- ah nie mogę powiedzieć co o nich myślę.

Nie chełpie się tym, że jestem "cool" wrażliwa, ale w sumie musiałam w sobie to polubić, bo inaczej idzie zwariować. No cóż wrażliwcem byłam od urodzenia. Dodatkowo miałam historie nerwic w rodzinie, więc poniekąd dostałam ją w krwi i nie była w rodzinie tematem tabu. Cóż po za rodziną to już bywa różnie, ale w moim wypadku to nie problem. Po pierwsze nie ukrywam zaburzeń wśród znajomych i o dziwo wielu z nich ma podobne problemy.

W pracy- pracuję i wykonuję swoje zadania tak jak powinnam, a wszystko co nie wiąże się z pracą uważam za moją prywatność.

Mimo wszystko uważam że społeczeństwo nie akceptuje takich wyznań. Będą oczywiście "mili", pomocni", a dobrze wiem że szukają stygmatów. Ma problemy, więc coś z nią musi być nie tak.... Na szczęście takich "życzliwych" ludzi się szybko wyczuwa  ;-D.

Uważam, że powinien nastąpić definitywny koniec z uznawaniem osoby korzystającej z psychologa bądź psychiatry, za kogoś WIELCE CHOREGO, NIEPOCZYTALNEGO, SŁABEGO, INNEGO. Myślę, że za jakiś czas takie leczenie będzie tak powszechne jak każde inne. Trochę jeszcze wody upłynie, ale trzeba temu pomóc.

Jeżeli mogę mieć jakiś apel to mam jeden. Jak dojdzie do sytuacji, że dowiecie się że ktoś się leczy to nie róbcie z tego wielkiego WOW.

53

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Jeśli chodzi o depresję, to społeczeństwo powoli pozbywa się swoich uprzedzeń wobec chorych. Zasługę w tym mają znane osoby z życia publicznego, które odważyły się opowiedzieć o swoim problemie.

Inaczej sprawa wygląda ze schizofrenią. Nawet zagranicą trudno znaleźć kogoś kto przyznałby się na forum publicznym do takiego zaburzenia. Jedynym, który odważył się o tym powiedzieć, był Anthony Hopkins. Z tym że nie był to typowy coming out, aktor w jednym z wywiadów tylko napomknął o tym.

54

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

tykwer- hymm... nie wiedziałam że ma schizo.. ale to BOSKI AKTOR.

comming out'y to wciąż rzadkość. No i sławnym więcej się wybacza. Tzn. sławny jak idzie na odwyk to jest hiroł, a jak ktoś z normalsów przyznaje się do alkoholizmu to leci na bruk.

55

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
sluuu napisał/a:

tykwer- hymm... nie wiedziałam że ma schizo.. ale to BOSKI AKTOR.

comming out'y to wciąż rzadkość. No i sławnym więcej się wybacza. Tzn. sławny jak idzie na odwyk to jest hiroł, a jak ktoś z normalsów przyznaje się do alkoholizmu to leci na bruk.

No właśnie schizo. To jest typowe, że ludzie używają takich określeń wobec ludzi chorych. Nie mówią, że chorują, tylko traktują ich jako zupełnie inne istoty, niczym przybyszów z kosmosu, których można określać takimi pejoratywnymi słowami. Jest normalny człowiek i schizofrenik. A oni po prostu gorzej reagują na bodźce z otoczenia, dlatego uciekają w swój urojony świat.

Tak naprawdę to nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu ludzi ma potencjał, żeby rozwinęła się u nich choroba psychiczna, ale tak się nie dzieje, ponieważ mają wokół siebie przyjazne otoczenie, kochającą rodzinę, swoje pasje, pracę.

56

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Mam koleżankę chorą na schizofrenię. Kiedy ją poznałam była zupełnie "normalna", ale wrażliwa i nieco zagubiona. Choroba rozwinęła się w chwili, kiedy życie rozsypałao jej się na kawałki - zawaliła szkołę, przeżyła zawód miłosny, zupełnie nie potrafiła porozumieć się z rodzicami. Tak się złożyło, że miałam możliwość to wszystko obserwować - początki, pierwsze objawy, pierwsze zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym, powrót do realności, nasilenie choroby, kolejne ataki, kolejne przymusowe pobyty w placówce zamkniętej.

Jak to u niej wygląda obecnie? Oczywiście stale musi przyjmować leki, za to między atakami wydaje się być taka, jak dawniej, choć może nieco bardziej przygaszona, chwilami zdystansowana, kiedy jednak zaczyna zamykać się we własnym świecie, absolutnie nikomu nie udaje się nawiązać z nią kontaktu. Niestety obecnie już częściej jest "tam" niż z nami.

Nie zauważyłam, aby otoczenie zepchnęło ją na margines, wciąż ma pewne grono znajomych, z którymi się spotyka, za to jestem pewna, że po kątach zdarzają się niemiłe komentarze. Sama kiedyś dosyć ostro zareagowałam na hasło starszej pani (notabene uważającej się za gorliwą katoliczkę), która w rozmowie z sąsiadką użyła zwrotu: "no wiesz, Gośka, ta psychiczna".

57

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Myślę, że spojrzenie na takie osoby jest, z tego co obseruwuję, dość nieludzkie a wynika to często z niewiedzy.
Ludzie chorzy psychicznie często postrzegani są jako albo jako kompletni "dziwacy" (np. schizofrenia) albo nieudacznicy lub użalający się nad sobą (np. depresja, nerwice).
Jest to duże uproszczenie, ale w wielu kręgach tak jest.

Personalnie uważam, że choroba psychiczna to choroba jak każda inna, nikt jej sobie nie wybiera. Podobnie - może dopaść praktycznie każdego, bez względu na pochodzenie społeczne, status, zawód, wykształcenie, sytuację rodzinną czy poziom inteligencji. Oraz charakter.

Lekki offtop:

Moje podejście do chorych i zaburzonych zależy przede wszystkim od tego, czy coś ze swoimi problemami robią i to SERIO robią, a nie np. łykają tylko antydepresany, bo tak jest wygodniej, bo na terapię szkoda im czasu. Jeśli widzę, że ktoś walczy z chorobą, stara się to i ja mogę się bardzo starać, żeby go zrozumieć, żeby wesprzeć, żeby mu to ułatwić. Ale jeśli ktoś nie ma zamiaru się leczyć, nie jest szczery z terapeutą, bo terapia dotyka bolesnych tematów, czy zwyczajnie mu się nie chce, bo tak mu wygodniej, bo ma pretekst do tego, żeby oczekiwać ulgowego traktowania, to ja w takie coś nie wchodzę.

Szczerze mówiąc nie rozumiem o co chodzi z "ulgowym traktowaniem", w jaki sposób ma ono się przejawiać. I na jakiej stopie ? Towrzyskiej ? Zawodowej ? Myślę, że osoby chore psychicznie można traktować zupełnie normalnie, jak każdego innego, zdrowego czy chorego na nerki lub migreny człowieka i nie trzeba akcentować, że wyrozumiałość wobec trudności, z jakimi się zmagają to jakiś ekstra-super przywilej nadawany warunkowo (w zależności czy z chorobą "obchodzą" się tak jak się nam podoba czy nie).
Natomiast kwestia wyboru leczenia (farmako- czy też psychoterapia) powinna leżeć w gestii lekarza prowadzącego, jako osoby kompetentej do orzekania jaki sposób terapii jest stosowny w danym przypadku. Na marginesie: ja akurat nie uważam uczestnictwa w psychoterapii za przejaw większej troski o siebie niż poddanie się farmakoterapii, choćby sprowadzała się do "łykania" czegokolwiek. Równie dobrze można sprowadzać psychoterapię do "paplania o czymkolwiek".

58

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

W moim bliskim otoczeniu jest osoba chora na psychoze/ schizofrenie..jk jest postrzegana?? Mysle ze powoduje nizrozumienie,irytacje,wspolczucie cZasem tez wywoluje agresje ale u nie licznych..bardzo przykra sprawa..osoba ta nie zdaje sobie sprawe ze swojej choroby..

59 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2020-08-16 06:45:44)

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Takie osoby są traktowanie żle. Niestety, często wykluczane są z życia społecznego nie mają przyjaciuł, popadają w problemy finansowe. Często zastanawiam się czemu współczujemy osobą chorym na raka ake nie starcza nam już empatii dla chorych psychicznie. Przecież ( w ogromnej większości przypadków) nie są oni winni swojej choroby. Dla zrozumienia tych osób należy lepeij poznać czym są zaburzenia i problemy, z kórymi oni się spotykają. Osd choćby wspomniana w tym temacie wieloktornie
nieregulaminowy link

60

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Najczesciej ludzi z depresja inni ludzie traktuja normalnie (choc zdarzaja sie jakies podsmiechujki przez kretynow nie rozumiejacych problemu), schizofrenikow sie boja, a z tych z borderline sie smieja zwlaszcza gdy jest to czlowiek plci zenskiej. Sama choruje na to drugie - schizofrenie, ale malo kto wie o moim chorowaniu.

61

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Zdarzają się niestety takie aparaty, dla których chororba o podłożu psychicznycm to powód do żartów..W dodatku nie wiem, czy tacy agenci odróżniają psychiatrę od psychologa..

62

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

A jakie zaburzenie psychiczne zaakceptowalibyście u partnera lub partnerki?

63

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
rossanka napisał/a:

A jakie zaburzenie psychiczne zaakceptowalibyście u partnera lub partnerki?

Bardzo trudne pytanie. Przede wszystkim jest różnica, przynajmniej dla mnie, czy dopiero wchodzi się w związek z kimś zaburzonym/chorym, czy jednak zaburzenie/choroba pojawia się po jakimś czasie, kiedy relacja jest już zaawansowana. Ja sama patrzę na to przez pryzmat wielu lat małżeństwa i dziś moje podejście do problemu na pewno byłoby inne niż na początku związku.
Kolejna kwestia - zaburzenia, choroby mogą mieć różne nasilenie i albo pomimo pewnych ograniczeń można z partnerem wciąż coś wartościowego budować, albo okazują się zupełnie dezorganizować wspólne życie, na relację i nas samych wpływać destrukcyjnie. Ważne jest również podejście tej drugiej osoby do problemu - czy się leczy, czy jest świadoma własnych ograniczeń oraz na ile potrafi panować nad swoim życiem.

Reasumując, chyba nie potrafię na Twoje pytanie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny.

64

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych
Olinka napisał/a:

Kolejna kwestia - zaburzenia, choroby mogą mieć różne nasilenie i albo pomimo pewnych ograniczeń można z partnerem wciąż coś wartościowego budować, albo okazują się zupełnie dezorganizować wspólne życie, na relację i nas samych wpływać destrukcyjnie.

Jestem tego samego zdania.
Podczas gdy pewne zaburzenia życia psychicznego np. depresja, albo jakieś nerwice mogą być swego rodzaju uciążliwością, która może przeszkadzać, ale nie dezorganizuje życia, to głębsze psychopatologie, gdzie człowiek chorujący „nie spostrzega, że spostrzega”, powodują, że wspólne życie staje się pasmem udręk.

65

Odp: Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

A sama nerwica lękowo depresyjne może być, czy człowiek jest na wejściu skreślony?

Posty [ 1 do 65 z 102 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Społeczne postrzeganie chorób psychicznych

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024