Mój problem zaczął się kiedy wydało się, że ojciec zdradził (lub zdradzał) mamę z własną pracownicą. W skrócie mama kazała ojcu ją zwolnić i na jej miejsce wziąć mnie. Choć byłam niepewna swojej decyzji podjęłam się wyzwania. Ale teraz żałuję. Nie cierpię tej pracy. Myślałam w końcu zmienię pracę, nie będę się męczyć z tamtym szefostwem. Z ojcem będzie lepiej. Poza tym było mi żal ojca. Widziałam, że bardzo żałuje. Ale początki były trudne. Ojciec nie mógł się skupić, chodził załamany, nie potrafił przekazać mi wiedzy, co niestety odbijało się na moją pracę. W domu jak na polu minowym. Ciągły stres. I chociaż moja mama jest w gorszej sytuacji to ja czuję się obecnie gorzej. Zanim się wszystko wydało i ówczesna praca nie dawała mi już satysfakcji próbowałam namówić chłopaka na wspólny wyjazd za granice za zarobkiem. Gdyby nie on to już dawno by mnie tu nie było. Już pracowałam za granicą i bardzo tęsknie za tamtym życiem. Ale wyszło jak wyszło. na początku stycznia wyprowadziłam się z domu. Namówiłam chłopaka, żeby zamieszkać w końcu po 4 latach razem, ale on się zgodził głównie dlatego, że widział jak się męczę w domu rodzinnym. Dla mnie to świetna sprawa, ale teraz tego też zaczynam żałować. On nie czuł się zbyt dobrze bo kupił samochód miał wydatki. Czuł jakby porzucił rodziców, facet 28 letni. Jest przywiązany ok. Ale żyć na garnuszku rodziców. Ja wzięłam kredyt, żeby kupić sprzęt i meble. Ale to jemu pozwoliłam wybierać meble i takie tam. A teraz żałuje, żałuje najbardziej tego, że wróciłam do Polski. Może to wszystko nie miałoby miejsca. Tzn na pewno nie miałoby miejsca. A teraz nie wiem co robić. Czuję, że wsiądę w autobus pojadę i zapadnę się pod ziemię. Mam już dość. Jak mam wstać i jechać do pracy to mam nadzieję, że zachoruję. Mam nadzieję, że może już jestem chora na jakiegoś raka albo inną poważną chorobę. Czasem myślę, że ciąża by mi pomogła, ale potem stwierdzam, że nie chcę sprawiać kłopotów chłopakowi. Czasem drżą mi ręce. Czasem ot tak boli mnie głowa i chce mi się wymiotować, a czasem mam duszności i robię się słaba. Ostatnio wszystko mnie boli. Ciężko mi wstać z łóżka. Czy powinnam iść do psychologa? Czy wizyty są drogie? Tego też nie wiem.
basia Co się tyczy psychologa; możesz iść na NFZ. Poszukaj tylko przez wujka Google odpowiedniej placówki w swoim mieście. Zwykle pod hasłem Poradnia Zdrowia Psychicznego. Na wizytę z tego co wiem długo się nie czeka, około kilku dni. Prywatnie psycholog bierze około 80-100zł, przynajmniej z tego, co mi koleżanka mówiła i były to ceny na rok 2010.
Co do twojego stanu.... ja bym powiedziała, że masz depresję, ale to powinien stwierdzić psycholog i warto z nim porozmawiać. Twój obecny stan ma najprawdopodobniej głębsze podłoże, bo z tego co piszesz, wnioskuję, że czujesz się SAMA ze swoimi problemami.