8 lat mojego życia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 8 lat mojego życia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 45 ]

Temat: 8 lat mojego życia

Witam wszystkich czytających. Ja czytam te forum od kilku tygodni, jak bajki przed snem;)

Może ktoś przeczyta, może ktoś wyciągnie wnioski dla siebie bo jak mówią najlepiej uczyć się nie na swoich a na cudzych bledach.

W 2007 roku poznałam Holendra to było w maju, na początku tylko email, po kilku tygodniach telefony, codziennie, rozmowy o wszystkim i o niczym, powoli zapoznawalismy się.Bylam tez u niego dwa razy zanim zdecydowałam się na przeprowadzkę.Zakochalam się i pomimo sprzeciwu rodziny i porzucenie studiów zdecydowałam się na wyjazd.

Dodam ze razem z moja córka, mój ex ma dwoje dzieci z poprzedniego związku.Przyjechalam w wakacje, dzieci się poznały i utrzymują ciagle kontakty, powiem ze stały się przyjaciółkami, tyle jeśli chodzi o dzieci, teraz my.

Nie wiem kiedy coś zaczęło być nie tak, nie wiem.Jestem zamknięta osoba, ale daje tez wiele. Zajelam się domem, sprzątanie, gotowanie, pomagalam mu w sklepie, zawsze dbalam o siebie.Nie pracowałam,a lubię samodzielność finansowa.Po roku zaczęłam sprzątać u mojej sąsiadki żeby mieć coś dla siebie i dziecka, bo chociaż na początku mówił ze o ubrania i takie tam nie muszę się martwić, to jakoś z czasem chyba zmienił zdanie;)więc co zarobiłem u sąsiadki przeznaczalam dla mnie i mojego dziecka.

Dodam ze przez okres dwóch lat on nie płacił za mnie składek zdrowotnych i rodzinne jakie otrzymywałem na moje dziecko wpływały na jego konto, nigdy ich nie otrzymałam, bo jedzenie i życie kosztuje;)

Po roku pobytu jadę do mojej rodziny na wakacje i dostaje email nie chce żebyś do mnie wracała, itp.Szok bo muszę się przyznać ze raczej nic na to nie wskazywało, z tego szoku dzwonilam stałam maile,pan powiedział,ze łaskawie mogę wrócić.
Po powrocie i wyjaśnieniu tej sytuacji, on stwierdził ze nie akceptuje jego dzieci, życie potoczylo się swoim torem.tzn ja dwa razy w tygodniu do sąsiadki, oprócz tego dziecko do szkoły wyszykowac, śniadania, obiady, kolacje, sprzątanie, pomagania w sklepie, często zostawalam sama bo on jechał do klientów.
W weekendy często gdzieś wychodziliśmy , spacer, plaża, albo tak po prostu do miasteczka po sklepach i coś wypić na mieście.Nawetnczesto mówił ze kocha, ale...
Chyba powoli zaczęłam się czuć jak służąca
Znalazłam sobie dodatkowa prace, tylko rano, wstawalam o 5:30 żeby wszystko rano przygotować,jedzenie zawszebrano na stole było, wszystko top przygotowane, on musiał tylko zawieźć moje dziecko do szkoły, tu muszę dodać ze kontakty pomiędzy nim a moja córka zawsze były super.
Tak minął kolejny rok, wyjezdzalismy tez na wakacje, wszyscy razem.Caly czas było niby dobrze a jednak nie dobrze, jakieś ciche konflikty, w domu musiało być zawsze jak on chciał,każdy kwiatek stał w miejscu które jemu pasowało,przez okres dwóch latotrzymalam od niego kurtkę za 40 euro, dwie pary spodni i butów.nogdy nie miał na takie rzeczy pieniędzy;)
I niebzgadzalismy się co do sposobu, wychowywania dzieci, o to,bylynnasze największe konflikty.
Po trzecim roku i po wakacjach, na których zupełnie mnie ignorować przez trzy tygodnie postanowiłam wrócić do polski.
Zamieszkałam u rodziców, pomogli mi, znalazłam prace, podjęłam studia, jakoś było.
Cisza z Holandii i chociaż bolało,nie szukałam kontaktu.
Wysłałam tylko życzenia świąteczne , na które otrzymałam odpowiedz znacznie pózniej.napisal mi tez ze jest w nowym związku i tyle.
Bolało , bolało jak nie wiem.

Po kilku tygodniach dostałam email, służbowy, na który odpisalam i tak jakoś odnowił się kontakt.

Od słowa do słowa, ponowny szał, rzucilam ponownie studia, wszystko i wyladowalam w Holandii.

Początki znowu dobre, ale w miarę upływu czasu, znowu powrót do rytmu z wcześniej.Praca w domu, robiłam naprawdę wszystko, on nigdy nie pomagał w niczym.Jedyne co zrobił to dowodził moje dziecko od czasu do czasu do szkoły.
Zaczęłam szukać pracy i ja znalazłam, tym razem praca po osiem godzin i na zmiany, ale ja ciagle jeszcze robiłam wszystko w domu i pomagalam jemu w jego sklepie, i jeszcze opieka nad dzieckiem.
Nie wiem nie czułam się jak partner, w 2010 roku wyprowadzilam się na swoje, pomogli mi tutaj moi sąsiedzi.Mialam naprawdę super domek, inna już prace, stały kontrakt.

Ale coś nas z ex ciągnęło do siebie, zaszlam w ciążę będąc już na swoim odkryłem to i go poinformowalam.otzymalam odpowiedz ze muszę coś z tym zrobić bo zostanę sama w obcym kraju z dwójka dzieci.
W szoku umowilam się z klinika, na konsultacje to nawet on mnie zawiózł.Przyszedl dzień aborcji. On w tym czasie pojechał zevswoimi dziećmi do swoich rodziców a ja autobusem do kliniki, ciagle jestem w szoku, jak o tym myśle, usunelam moje dziecko dwa lata temu w lutym.

Wróciłam krwawiac tez autobusem i jeszcze praca iż nikim nie mogłam o tym porozmawiać, nie mam tutaj nikogo bliskiego.

Zerwalismy kontakt, ale znowu jakoś sie odnowił, od maja 2011 zaczęłam mieć leki, drgawki dziwne bóle głowy, ciagle odczuwalam niepokój.

Jakoś jeszcze mnie to nie zaniepokoiło, byłam zajęta praca i właśnie zaliczałem egzaminy z języka holenderskiego.

Wakacje znowu spędziliśmy razem, powoli znowu spedzalam wiecej czasu u niego niż u siebie.W kwietniu 2012 zrezygnowalam  mojego domku i znowu zamieszkalam u Nigo w domku, porositeit mnie o to.

Zarabiajac dziesiec razy mniej niz on, musialam kupowacjedzenie do domku, oprocz tego oplacac wszystkie  koszta zwiazane ze mna i moja corka.Nawet jak kieds raz zaplacil za chinszczyzne 20 euro to musialam oddac.

W lutym 2012 nerwica zaatakowala mnie maksymalnie, psychiatra, psycholog, terapia, leki.
Powiedziano mi ze to co sie ze mna dzieje to wynik mojej przeszlosci.

W ostatnie wakacje znowu zdecydowalam sie na poszukanie swojego kata, czulam sie niekochana, nieszanowana, sama po prostu sama w zwiazku.

Zaczelam sypiac oddzielnie, ale mieszkalismy razem i cala reszta sla normalnie.Tzn. Ja pomimo nerwicy, depresji, szlam do pracy i robilam, zmuszalam sie do prac w domu, normalnie spedzalismy czas ze soba.

Tak bylo az do grudnia, kiedy znowu zaczelismy spac ze soba.
Nie wiem kiedy, ale jednego wieczora umowil sie z kims i nastepnego mi powiedzial ze sie zakochal i nigdy jeszcze nie przezyl co's takiego.

To bylo przed swietami.Wigilie spedzil ze mna, pierwszy dzien swiat, tez u jego rodzicow.
W sylwestra, przeniosl mnie, bo wyszykowal mieszkanko, tymczasowe, w innej czesci jego domu.

Wyrzucil mnie z dnia na dzien i juz nastepnego tygodnia,ta nowa pani u niego nocowala i powoli, chyba sie przeprowadza.

Po tym co sie stalo, byl u mnie i nawet mielismy sex, moj szacunek do siebie jest zero.

Powiedzialam w jednej sytuacji jak ich razem zobaczylam Zeno przyszedl do mnie na sex, to zostalam k... i idiotka i pewnie maja racje.

Podsumowujac, zostalam tutaj sama z 12 letnim dzieckiem, czasowo mieszkam w garazu u mojego ex, gdzie codziennie musze sie konfrontowac z jego nowa relacja.

Straat sie o mieszkanie, ale to troche trawa;)

? tymczasem wykanczam sie psychicznie, o on w kazdej chwili moze mnie na bruk wyrzucic.


Boje sie tez ze moja depresja, ciagle jeszcze biore leki, wroci.

No coz, jak sobie poscielisz, tak sie wyspisz.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: 8 lat mojego życia

Przez wiele lat dawałaś sobie radę więc teraz też sobie poradzisz. Nie myślałam o powrocie w rodzinne strony?

3

Odp: 8 lat mojego życia

ojj co za historia, naprawdę można się wykonczyć.
jeszcze to mieszkanie u niego, sama pewnie wiesz ze popelnilas kilka błędow wracając do niego, ale czasu już nie cofniesz, mozesz jedynie sprobowac zrobić cos zeby było lepiej.

a czemu nie wynajmniesz sobie mieszaknia? albo pokoju u kogoś skoro masz pracę to podejrzewam ze stać Ciebie chociażby na pokój? To mieszaknie z nim tylko pogarsza twoją sytuacje i samopoczucie. Sama pewnie wiesz ze musisz sie ruszyć i coś zrobić.

a nie myslalas wrocic do polski? zacząc tutaj od nowa?

4

Odp: 8 lat mojego życia

Witam serdecznie,

Czy wrocic do Polski, nie juz nie.Mam tutaj prace, moje dziecko wlasnie idzie do sredniej szkoly, ona uwielbia Holandie, i nawet nie chce slyszec o powrocie, radzi sobie tutaj bardzo dobrze i jako dumna mama powiem ze jedna z leprzych w szkole.

Mieszkanie, tu wyszlo niedobrze, bo do 1 lutego mialam sie wyprowadzic, ale syn wlascicielki, potrzebowal go bardziej, inni tez maja jakies problemy.

I naprawde szukam, nie tylko ja ale moi znajomi tez, tylko teraz jak na zlosc nic, bo mieszkam w malutkiej miejscowosci tutaj i ze wzgledu na szkole corki, musze jeszcze do wakacji tutaj zostac.

Po wakacjach bede wolna od tego miejsca,wszystko jakos nie w tym czasie co trzeba;)

Dziekuje za reakcje,

5

Odp: 8 lat mojego życia

Witaj!
Ja na Twoim miejscu zglosilabym sie do gemeente i tam poprosila o mieszkanie socjalne tzw. urgent woning.

W jakiej miejscowosci mieszkasz?
masz meldunek u eks'a?

6

Odp: 8 lat mojego życia

Witam,


Pewnie ze mam meldunek.Do gemeente tez sie zglosilam tam mi powiedziano ze rozpad zwiazku nie jest podstawa do urgencji wink.

Jedyne co mi powiedzieli ze zobacza, podanie zawsze moge zlozyc i wplate zrobic, ale mnie ostrzegla ze szanse male.

Jutro mam spotkanie z maatschappij werker zobaczymy, ale nadziei nie mam duzych.

Pozdrawiam

7

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

Witam,


Pewnie ze mam meldunek.Do gemeente tez sie zglosilam tam mi powiedziano ze rozpad zwiazku nie jest podstawa do urgencji wink.

Jedyne co mi powiedzieli ze zobacza, podanie zawsze moge zlozyc i wplate zrobic, ale mnie ostrzegla ze szanse male.

Jutro mam spotkanie z maatschappij werker zobaczymy, ale nadziei nie mam duzych.

Pozdrawiam

Ale Ty masz maloletnie dziecko, takze takie mieszkanie Wam sie nalezy. Musialas trafic na jakiegos niekompetentnego pracownika.

Rowniez Pozdrawiam smile

8

Odp: 8 lat mojego życia

straszne... brak slow....

9

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

Witam wszystkich czytających. Ja mam czytam te forum od kilku tygodni, jak bajki przed snem;)

Może ktoś przeczyta, może ktoś wyciągnie wnioski dla siebie bo jak mówią najlepiej uczyć się nie na swoich a na cudzych bledach.

W 2007 roku poznałam Holendra to było w maju, na początku tylko email, po kilku tygodniach telefony, codziennie, rozmowy o wszystkim i o niczym, powoli zapoznawalismy się.Bylam tez u niego dwa razy zanim zdecydowałam się na przeprowadzkę.Zakochalam się i pomimo sprzeciwu rodziny i porzucenie studiów zdecydowałam się na wyjazd.

Dodam ze razem z moja córka, mój ex ma dwoje dzieci z poprzedniego związku.Przyjechalam w wakacje, dzieci się poznały i utrzymują ciagle kontakty, powiem ze stały się przyjaciółkami, tyle jeśli chodzi o dzieci, teraz my.

Nie wiem kiedy coś zaczęło być nie tak, nie wiem.Jestem zamknięta osoba, ale daje tez wiele. Zajelam się domem, sprzątanie, gotowanie, pomagalam mu w sklepie, zawsze dbalam o siebie.Nie pracowałam,a lubię samodzielność finansowa.Po roku zaczęłam sprzątać u mojej sąsiadki żeby mieć coś dla siebie i dziecka, bo chociaż na początku mówił ze o ubrania i takie tam nie muszę się martwić, to jakoś z czasem chyba zmienił zdanie;)więc co zarobiłem u sąsiadki przeznaczalam dla mnie i mojego dziecka.

Dodam ze przez okres dwóch lat on nie płacił za mnie składek zdrowotnych i rodzinne jakie otrzymywałem na moje dziecko wpływały na jego konto, nigdy ich nie otrzymałam, bo jedzenie i życie kosztuje;)

Po roku pobytu jadę do mojej rodziny na wakacje i dostaje email nie chce żebyś do mnie wracała, itp.Szok bo muszę się przyznać ze raczej nic na to nie wskazywało, z tego szoku dzwonilam stałam maile,pan powiedział,ze łaskawie mogę wrócić.
Po powrocie i wyjaśnieniu tej sytuacji, on stwierdził ze nie akceptuje jego dzieci, życie potoczylo się swoim torem.tzn ja dwa razy w tygodniu do sąsiadki, oprócz tego dziecko do szkoły wyszykowac, śniadania, obiady, kolacje, sprzątanie, pomagania w sklepie, często zostawalam sama bo on jechał do klientów.
W weekendy często gdzieś wychodziliśmy , spacer, plaża, albo tak po prostu do miasteczka po sklepach i coś wypić na mieście.Nawetnczesto mówił ze kocha, ale...
Chyba powoli zaczęłam się czuć jak służąca
Znalazłam sobie dodatkowa prace, tylko rano, wstawalam o 5:30 żeby wszystko rano przygotować,jedzenie zawszebrano na stole było, wszystko top przygotowane, on musiał tylko zawieźć moje dziecko do szkoły, tu muszę dodać ze kontakty pomiędzy nim a moja córka zawsze były super.
Tak minął kolejny rok, wyjezdzalismy tez na wakacje, wszyscy razem.Caly czas było niby dobrze a jednak nie dobrze, jakieś ciche konflikty, w domu musiało być zawsze jak on chciał,każdy kwiatek stał w miejscu które jemu pasowało,przez okres dwóch latotrzymalam od niego kurtkę za 40 euro, dwie pary spodni i butów.nogdy nie miał na takie rzeczy pieniędzy;)
I niebzgadzalismy się co do sposobu, wychowywania dzieci, o to,bylynnasze największe konflikty.
Po trzecim roku i po wakacjach, na których zupełnie mnie ignorować przez trzy tygodnie postanowiłam wrócić do polski.
Zamieszkałam u rodziców, pomogli mi, znalazłam prace, podjęłam studia, jakoś było.
Cisza z Holandii i chociaż bolało,nie szukałam kontaktu.
Wysłałam tylko życzenia świąteczne , na które otrzymałam odpowiedz znacznie pózniej.napisal mi tez ze jest w nowym związku i tyle.
Bolało , bolało jak nie wiem.

Po kilku tygodniach dostałam email, służbowy, na który odpisalam i tak jakoś odnowił się kontakt.

Od słowa do słowa, ponowny szał, rzucilam ponownie studia, wszystko i wyladowalam w Holandii.

Początki znowu dobre, ale w miarę upływu czasu, znowu powrót do rytmu z wcześniej.Praca w domu, robiłam naprawdę wszystko, on nigdy nie pomagał w niczym.Jedyne co zrobił to dowodził moje dziecko od czasu do czasu do szkoły.
Zaczęłam szukać pracy i ja znalazłam, tym razem praca po osiem godzin i na zmiany, ale ja ciagle jeszcze robiłam wszystko w domu i pomagalam jemu w jego sklepie, i jeszcze opieka nad dzieckiem.
Nie wiem nie czułam się jak partner, w 2010 roku wyprowadzilam się na swoje, pomogli mi tutaj moi sąsiedzi.Mialam naprawdę super domek, inna już prace, stały kontrakt.

Ale coś nas z ex ciągnęło do siebie, zaszlam w ciążę będąc już na swoim odkryłem to i go poinformowalam.otzymalam odpowiedz ze muszę coś z tym zrobić bo zostanę sama w obcym kraju z dwójka dzieci.
W szoku umowilam się z klinika, na konsultacje to nawet on mnie zawiózł.Przyszedl dzień aborcji. On w tym czasie pojechał zevswoimi dziećmi do swoich rodziców a ja autobusem do kliniki, ciagle jestem w szoku, jak o tym myśle, usunelam moje dziecko dwa lata temu w lutym.

Wróciłam krwawiac tez autobusem i jeszcze praca iż nikim nie mogłam o tym porozmawiać, nie mam tutaj nikogo bliskiego.

Zerwalismy kontakt, ale znowu jakoś sie odnowił, od maja 2011 zaczęłam mieć leki, drgawki dziwne bóle głowy, ciagle odczuwalam niepokój.

Jakoś jeszcze mnie to nie zaniepokoiło, byłam zajęta praca i właśnie zaliczałem egzaminy z języka holenderskiego.

Wakacje znowu spędziliśmy razem, powoli znowu spedzalam wiecej czasu u niego niż u siebie.W kwietniu 2012 zrezygnowalam  mojego domku i znowu zamieszkalam u Nigo w domku, porositeit mnie o to.

Zarabiajac dziesiec razy mniej niz on, musialam kupowacjedzenie do domku, oprocz tego oplacac wszystkie  koszta zwiazane ze mna i moja corka.Nawet jak kieds raz zaplacil za chinszczyzne 20 euro to musialam oddac.

W lutym 2012 nerwica zaatakowala mnie maksymalnie, psychiatra, psycholog, terapia, leki.
Powiedziano mi ze to co sie ze mna dzieje to wynik mojej przeszlosci.

W ostatnie wakacje znowu zdecydowalam sie na poszukanie swojego kata, czulam sie niekochana, nieszanowana, sama po prostu sama w zwiazku.

Zaczelam sypiac oddzielnie, ale mieszkalismy razem i cala reszta sla normalnie.Tzn. Ja pomimo nerwicy, depresji, szlam do pracy i robilam, zmuszalam sie do prac w domu, normalnie spedzalismy czas ze soba.

Tak bylo az do grudnia, kiedy znowu zaczelismy spac ze soba.
Nie wiem kiedy, ale jednego wieczora umowil sie z kims i nastepnego mi powiedzial ze sie zakochal i nigdy jeszcze nie przezyl co's takiego.

To bylo przed swietami.Wigilie spedzil ze mna, pierwszy dzien swiat, tez u jego rodzicow.
W sylwestra, przeniosl mnie, bo wyszykowal mieszkanko, tymczasowe, w innej czesci jego domu.

Wyrzucil mnie z dnia na dzien i juz nastepnego tygodnia,ta nowa pani u niego nocowala i powoli, chyba sie przeprowadza.

Po tym co sie stalo, byl u mnie i nawet mielismy sex, moj szacunek do siebie jest zero.

Powiedzialam w jednej sytuacji jak ich razem zobaczylam Zeno przyszedl do mnie na sex, to zostalam k... i idiotka i pewnie maja racje.

Podsumowujac, zostalam tutaj sama z 12 letnim dzieckiem, czasowo mieszkam w garazu u mojego ex, gdzie codziennie musze sie konfrontowac z jego nowa relacja.

Straat sie o mieszkanie, ale to troche trawa;)

? tymczasem wykanczam sie psychicznie, o on w kazdej chwili moze mnie na bruk wyrzucic.


Boje sie tez ze moja depresja, ciagle jeszcze biore leki, wroci.

No coz, jak sobie poscielisz, tak sie wyspisz.

Emigrantko, jesteś tu jeszcze? Jestem ciekawa, jak potoczylo się twoje życie i czy jesteś szczesliwa... Ja tez jestem na emigracji, mamy podobne historie...przyjechałam tu do ukochanego (jest Polakiem i byliśmy ze sobą już wcześniej, jest rozwodnikiem ) zostawiłam w Polsce wszystko, a teraz zostalam tu sama i na lodzie(dodam, że to już moja druga przeprowadzka tutaj i nie pierwsze nasze rozstanie, z jego inicjatywy oczywiście...). Nie wiem co robić dalej... Rozpacz.
(

10

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, zagladam tutaj jeszcze:)

Nie wiem co Tobie poradzic, naprawde nie wiem.
Za to wiem ze najwazniejsze to odciac sie od takiej osoby.

Ja dostalam mieszkanie , juz rok mieszkam oddzielnie, jestem szczęśliwa.
Ja tez rzuciłam sie troszke w randkowanie, juz na swoim;) Poznałam naprawde kilku fajnych facetów , jestem teraz z jednym chociaż mieszkamy oddzielnie;)
Czas pokaże to juz 9 miesięcy razem.
Sama zeszłam z leków , jestem dumna z siebie, antydepresiwa nie sa najlatwieszymi lekami do "odwyku".
Mam prace, bez polotów , ale w trudnym okresie praca ta była dla mnie wybawieniem, ja nigdy, nigdy nie ide i nie wracam ze stresem z i do pracy;)
Mam tez skończona terapie, pomogła , medytuje prawie codziennie, robię to dla siebie.
Wiesz, ja teraz to wszystko robię juz dla SIEBIE i to jest właśnie to Ty jestes najważniejsza .

Zrobiłam sie tez bardziej cyniczna i nonszalancka, ale lubię to w sobie;)
Dodam jeszcze ze nawroty choroby sa i moze zawsze beda, te juz prawie"oswoiłam"

Zosiu, prosze uciekaj od tego, ze mnie był naprawde wrak człowieka , sama siebie juz nie szanowalam.
Naprawde najlepszym sposobem jest ciecie przeszłości , zero Facebooka, zero maili, wszystko zero.
Mnie ten człowiek przestał zupełnie interesować ,ale MUSIAŁAM sie wyprowadzić i nie widzieć i nie słyszeć wink
Tak tylko dodam ze moj były zostawił te dziewczynę , chyba juz 3 po Niej obraca, nadal tez próbuje sie kontaktować , przynajmniej raz na trzy miesiące .
To jest Dupek, tak samo jak ten Twoj, i ja mam go w D....

Zosiu , mozesz sie sama utrzymać , uciekaj, na jakaś tzw. Stancje, na taki pokój to nawet sprzątaniem zarobisz , troszke dołoży Ci tez państwo , ale uciekaj zeby nie wiem co i nie oglądaj sie za siebie, da sie, naprawde da;)

11

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko, dziękuję ze się odezwałaś :-)
Dajesz nadzieję... Dziś przekonałam się do bólu ze nie będzie tu łatwo z tym wszystkim wyjść na prostą,.z samym załatwianiem konta bankowego to jest jakaś droga przez mękę i maskarada, jestem bez pieniędzy bo od dwóch tygodni "powstaje" moje konto i nie mogę zrealizować żadnego czeku... Musze sue go prosić o pieniądze na bilety do pracy, co jest dla mnie upokarzajace totalnie... Nie mogę uwierzyć, że do tego doszło, że muszę przez coś takiego przechodzić...dlatego ze...dałam mu szansę, o którą blagal mnie...
Nie wyobrażam sobie jednak powrotu do polski, bo tam się całkiem zalamie, nie mam do czego wracać, na wieś do rodziców?? Oni zresztą byli przeciwni temu związkowi... Poza tym nic nie wiedzą o tym, co się u mnie dzieje, bo uznałam ze maja wystarczająco dużo własnych problemów, a i tak na odległość mi nie pomogą...Musze szukać chyba jakiejś pracy z zamieszkaniem, bo przecież z wypłaty 400euro nie wyzyje:-(
Przeraza mnie to wszystko... Mam chwile, że zastanawiam się, po co się dalej w ogóle męczyć na tym świecie... Jak cis takiego zapomnieć??  Wspomnienia, niedoszłe plany, miejsca "nasze" to mnie zabija od środka... Nie wyobrażam sobie siebie w jakimś kolejnym związku. Patrzę na niego i zastanawiam się jak to możliwe ze w przeciągu miesiąca stał się Takim człowiekiem??? Skąd brać siłę?  Jakie medytacje ci pomogły?? Ja już straciłam chyba swoją wiarę...

12

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, gdzie Ty mieszkasz?
Wiem ze za granica , tylko gdzie?

Zosiu, poszukaj czegoś o maindfulness i o osobistym rozwoju.
Jak rozumiem nie macie dzieci, wiesz jaka to w tej sytuacji "ulga".

Ja jeszcze i przede wszystkim musiałam myślec o córce , ze względu na szkole , no i z nastoletnim dzieckiem nie mogłam iść gdzieś na pokoje.

Zosiu masz niskie dochody , zainteresuj sie pomocą socjalna z państwa i z urzędu miasta.

Ja naprawde robiłam tu wszystko sama, mam tu tylko jedna koleżankę i to wszystko, dałam radę wink
I tez myśle ze powinnaś zostać gdzie jestes, powrót do Polski to juz chyba nie najlepszy pomysł .
Postaw sobie cel: szukam innego mieszkania, tak na początek wink

13

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

Zosiu, gdzie Ty mieszkasz?
Wiem ze za granica , tylko gdzie?

Zosiu, poszukaj czegoś o maindfulness i o osobistym rozwoju.
Jak rozumiem nie macie dzieci, wiesz jaka to w tej sytuacji "ulga".

Ja jeszcze i przede wszystkim musiałam myślec o córce , ze względu na szkole , no i z nastoletnim dzieckiem nie mogłam iść gdzieś na pokoje.

Zosiu masz niskie dochody , zainteresuj sie pomocą socjalna z państwa i z urzędu miasta.

Ja naprawde robiłam tu wszystko sama, mam tu tylko jedna koleżankę i to wszystko, dałam radę wink
I tez myśle ze powinnaś zostać gdzie jestes, powrót do Polski to juz chyba nie najlepszy pomysł .
Postaw sobie cel: szukam innego mieszkania, tak na początek wink

Emigrantko, mieszkam we Francji i tu jest bardzo ciężko z załatwianiem różnego rodzaju spraw w urzedach...a ja na razie muszę sobie radzić głównie w języku angielskim, bo francuskiego się dopiero uczę i jak się domyślasz nie jest to łatwy język. W każdym razie mój m. Zna świetnie język i realia tutejsze, a ileż problemów mieliśmy z załatwianiem różnych dokumentów czy choćby z załatwianiem telefonu na Abonament- potrzebna była sterta
dokumentów. Nie mam szans na żadną pomoc od państwa, niestety..tu jest mnóstwo emigrantów, Francja się broni przed ich napływem i stad tyle problemów.

Jedyne rozwiązanie dla mnie to szukanie pracy z zamieszkaniem. Niania lub sprzątanie.

Pomimo wszystko uważam ze tu powinnam zostać i spróbować. Po prostu nie wyobrażam sobie powrotu do polski.

Emigrantko, nie mamy dzieci. Na pewno jest to na plus.
Z drugiej strony zazdroszczę Ci, bo na pewno w tych wszystkich trudnych momentach wiedziałas ze masz dla kogo żyć i ze musisz iść do przodu, choćby właśnie dla swojego dziecka...
Ja nie wiem skąd znaleźć sile. Tak, dobrze że jest praca, zmusza mnie, by wstawać rano i iść do ludzi. Ale niestety z niej się nie utrzymam:-(  Po pracy jest mega ciężko, Zwłaszcza, że jesteśmy pod jednym dachem. I stała się nagła zmiana. Odkąd powiedzialam mu, ze niebawem powiem mu kiedy się wyprowadzam,, zaczął ze mną inaczej rozmawiać i inaczej się zachowywać..,.jak nie wiadomo o co chodzi to zazwyczaj chodzi o pieniądze albo..sex. Ja akurat bez kasy jestem, wiec wiadomo..No i widzę te podchody... Wiem, że taka sytuacja nie może długo trwać...
Tylko czy dasz wiarę Emigrantko, że ja go nadal kocham?? I ze nie wyobrażam sobie wejścia w jakiś kolejny związek?

14

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, kochasz jego, a kochasz tez Siebie?

Patrzysz na siebie w lusterko i myślisz , ale dzisiaj ładnie wyglądasz wink
Wypijesz kawę tylko w swoim towarzystwie, pójdziesz na spacer tylko ze sobą ?

Zosiu mówisz ze go kochasz, czym jest , ale poważnie , czym jest Twoja miłość do niego, jak go kochasz?

15

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

Zosiu, kochasz jego, a kochasz tez Siebie?

Patrzysz na siebie w lusterko i myślisz , ale dzisiaj ładnie wyglądasz wink
Wypijesz kawę tylko w swoim towarzystwie, pójdziesz na spacer tylko ze sobą ?

Zosiu mówisz ze go kochasz, czym jest , ale poważnie , czym jest Twoja miłość do niego, jak go kochasz?

Emigrantko, zawsze uważałam, że kocham siebie. Ja przez wiele lat byłam sama i nie rozpaczalam z tego powodu. Spełniałam swoje marzenia, studiowałam i rozwijałam się, podróżowalam, potrafiłam jechać sama w góry na 2 tygodnie, choć inni pukali się w czoło i pytali z niedowierzaniem: sama 2 tygodnie??! A potem poznałam m. pojechaliśmy razem w góry i pomyślałam sobie:  Boże, to jest dopiero piękne podróżować RAZEM,  z facetem z którym można gadać bez końca, wydurniac się, mieć wspólne zainteresowania i spojrzenie na wiele spraw, przy którym mogę być sobą i czuć się bezpiecznie ...

Tak Emigrantko, potrafię wypić kawke sama, ale wiem też już jak smakuje ona we dwoje... A często też gadam do lustra, czyli do siebie;-)

Emigrantko, ja go kocham jako osobe, jego cechy, sposób bycia, poczucie humoru, podejście do wielu spraw, jest też dla mnie mega atrakcyjny fizycznie, chemia zawsze była ogromna. Po prostu wiem, że kogoś takiego zawsze szukałam i kiedy się poznaliśmy nie mogłam uwierzyć, że mi się ktoś taki "napatoczyl";-) Nie wiem jak to wyrazić, ale po prostu lubię z nim być, uwielbiam codzienność z nim... Dlatego wydaje mi się nie do wyobrażenia przekreslenie tego wszystkiego... Nie potrafię się z tym pogodzić...:-(

16

Odp: 8 lat mojego życia

To widzisz Zosiu zmień ponownie RAZEM na SAMA.:)

Zosiu, wiesz ze te cechy , które wymieniłaś to sa tutaj na tym forum powtarzane jak jakaś mantra, razem sie śmiać , rozmawiać, przytulać....itp.

No pomyślał by ktoś same ideały wink Jak dla mnie to sa cechy bardziej kumpla niż mojego partnera, wiesz?
Partner powinien Cie przede wszystkim szanować , tutaj u Ciebie tego absolutnie nie ma, powinno być zaufanie, opieka obustronna i empatia.
Tego wszystkiego trzeba powoli sie uczyć , u Ciebie tego nie ma.
Jest kumpel, który jak jest fajnie i dobrze to sie swietnie bawi , oj bawi , a jak troszke coś nie tak to do widzenia.
A chemia Zosiu to nie uczucie, to właśnie tylko chemia.

Uciekaj bo za lat kilka po tych szarpaninach nic Ci nie zostanie.

17

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko, przeczytalam Twoja historie. To takie przykre, ile czasem czlowiek musi przejsc, zeby odnalezc samego siebie. Zciskam Cie mocno i pozdrawiam.

18

Odp: 8 lat mojego życia
Binonade napisał/a:

Emigrantko, przeczytalam Twoja historie. To takie przykre, ile czasem czlowiek musi przejsc, zeby odnalezc samego siebie. Zciskam Cie mocno i pozdrawiam.

Bardzo dziekuje.To naprawde jest wazne i budujace czytac takie slowa.

Dodam tylko od siebie ze naprawde chcialam komus pomoc zeby nie zszedl ta sama droga, to taka Moja Golgota.

19

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko, goed gedaan!
Przeczytalam cala historie i bardzo sie ciesze ze twoj upor sie oplacil.
Powinnas byc z siebie dumna.

20

Odp: 8 lat mojego życia
Sienna napisał/a:

Emigrantko, goed gedaan!
Przeczytalam cala historie i bardzo sie ciesze ze twoj upor sie oplacil.
Powinnas byc z siebie dumna.

Dziekuje;)
Moze to i nie skromnie, ale sie nawet usmiecham jak rozgladam sie po tym moim mieszkanku.
Nawet lampy sama wieszalam;)
To tez bylo cos w rodzaju self- therapy.

Aj i juz nie wspomne o nakladaniu na sciany farby ze struktura;)tez potrafie;)

21

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

To widzisz Zosiu zmień ponownie RAZEM na SAMA.:)

Zosiu, wiesz ze te cechy , które wymieniłaś to sa tutaj na tym forum powtarzane jak jakaś mantra, razem sie śmiać , rozmawiać, przytulać....itp.

No pomyślał by ktoś same ideały wink Jak dla mnie to sa cechy bardziej kumpla niż mojego partnera, wiesz?
Partner powinien Cie przede wszystkim szanować , tutaj u Ciebie tego absolutnie nie ma, powinno być zaufanie, opieka obustronna i empatia.
Tego wszystkiego trzeba powoli sie uczyć , u Ciebie tego nie ma.
Jest kumpel, który jak jest fajnie i dobrze to sie swietnie bawi , oj bawi , a jak troszke coś nie tak to do widzenia.
A chemia Zosiu to nie uczucie, to właśnie tylko chemia.

Uciekaj bo za lat kilka po tych szarpaninach nic Ci nie zostanie.

Emigrantko, dziękuję za te słowa! Zwłaszcza odnośnie tego, jak powinien wyglądać zwiazek. Powinnam je sobie chyba wydrukować i na ścianę powiesić! Serio! Wczoraj poszłam na kawę z koleżanką z pracy i pomyślałam sobie potem, że to przecież nie jest tak ze zupełnie nikogo i nic tu nie mam, więc może jakoś będzie.... Szukam pozytywów i rozglądam się za jakimś pokojem i praca...

Nadal nie mam dostępu do pieniędzy :-( bo nie przyszedł pin z banku i to mnie niesamowicie frustruje, nigdy nie byłam w takiej sytuacji...:-( i w takich momentach ogarnia mnie bezsilność i rozpacz...

A ciebie naprawdę podziwiam Emigrantko , musi być z ciebie super babka:-) Jak rozumiem to wszystko osiągnęłas w przeciągu zaledwie roku?? Nie tyle mam na myśli mieszkanko, choć i tutaj szacun;-) co Twoja siłę i sposób patrzenia na życie i związki..

22

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, tak naprawde spojrz ile to czasu mnie kosztowalo zeby zrozumiec, to bylo kilka lat.
Kilka lat mieszania w glowie, humorow, manipulacji i co tam jeszcze.
Oszczedz sobie tego prosze.

I ja wiem ze nie wszystko na raz, Zosiu badz cierpliwa, dzialaj ale juz sie nie daj zadnym manipulacjom.
Beda i gorsze dni, mysli beda przychodzic, a moze jednak....., ale on teraz taki biedaczek....ale mi go szkoda...tip. Beda Zosiu Ciebie nachodzic jak jakas epidemia. Nie daj sie, szkoda czasu, Francja to naprawde piekny kraj, pociesz sie nim, rozejrzyj sie.Odkryj go na nowo, po swojemu.

Zaszalej;) tak dla siebie, ja stalam sie wlascicielka tatuazu, ktory naprawde uwielbiam i piercingu;)
A i z tymi randkami, to wcale nie musisz miec od razu kogos, chodzi o flirt, zabawe, o to ze podobasz sie mezczyzna, bo jestes piekna kobieta;)a jak przyjdzie czas na wiecej to przyjdzie, nie ma co popedzac;)

Zosiu i zadzwon do tego banku, bo to cosik dlugo;)

23

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko, tak, dokładnie tak jak piszesz, nachodzą mnie. skrajne myśli... Nieustanna wewnętrzna walka. Ale rzeczywiście uświadomiłam sobie, że ta ciągła zmienność (=niepewność) jest nie do zniesienia, zapragnelam spokoju, ale takiego, że nic i nikt nie może go zburzyć...

Nie mam pojęcia jak go osiągnąć...

Emigrantko, dziękuję Ci za to co napisałaś.. Wiem, ile przeszłas i każde Twoje słowo jest dla mnie mega wiarygodne, bo poparte ogromnym i trudnym doświadczeniem...

Tak, uświadomiłam sobie, że przez dłuższy okres zwiazku żyłam w ciągłym ( w dużej mierze podświadomym) strachu...którego mam dosyć...

Jestem w takim punkcie, że wiem wszystko i nic. Totalne zawieszenie i brak sił.

24

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, jedno , naprawde jedno jest wazne, odciac sie=wyprowadzic.

To troszke jak amputacja, ale jest niezbedna, bo niestety widzenie siebie praktycznie codziennie, wydawaloby sie normalne funkcjonowanie sprawia ze Twoj cel blednie, zapominasz troszke o nim...i niestety Zosiu do nastepnego razu.
A bedzie i za kazdym razem bedzie gorzej, bo szacunek coraz mniejszy.
Trzymam kciuki Zosiu.
Mi to zawsze zajmuje troszke czasu, ale ide do przodu.
I naprawde ten zwiazek byl dla mnie ciezki, ale dziecko mam ze zwiazku z kims kto byl uzalezniony od heroiny, to tez byla walka.
Ech, Zosiu gdybym tutaj opisala cala moja historie to bylo by prawie jak sciencefiction wink

Glowka do gory.

Acha, wiesz , ja uwielbiam czytac i to ksiazki wlasnie pozwalaja mi na relaks, zapomnienie, tak zeby nie myslec, poczytaj;)

25 Ostatnio edytowany przez zosia17 (2014-12-03 11:56:42)

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko,

Jeśli pozwolisz będę tu pisać w twoim wątku i próbować ratować się, bo to forum to jedyna rzecz, która mi pomaga w tym momencie, a twoja historia spowodowała, że i ja postanowiłam tutaj pisać...

U mnie widać zmiany. Znalazłam nowa prace jako niania z zamieszkaniem. Dziś idę oglądać pokój i poznać właścicieli, bo mój pracodawca będzie za to płacić. Mam zacząć od lutego, ale uprosilam, bym mogła zamieszkać juz w styczniu i to chyba cud ze obcy chcą za mnue wyłożyć pieniądze, kiedy nie znają mnie jeszcze i kiedy nie pracuje jeszcze... Wiem, powinnam się cieszyć...
Z jednej strony czuje wielka ulgę, a z drugiej....

No właśnie, Emigrantko...
Nie potrafię się niczym cieszyć... Ataki rozpaczy, bólu i bezsilności napadaja mnie w różnych, najmniej oczekiwanych momentach....:-(  boje się strasznie wyprowadzki i tej amputacji... Po prostu boje się ze wspomnienia i myśli o tym ze jest z inną będą mnie zabijać od środka...:-( 
Dostałam wolne na święta i chce jechać do polski. Nie potrafię sue jednak tym cieszyć, wybrałam po prostu mniejsze zło, bo nie wyobrażam sobie siedzieć tu sama w taki czas... Świeta... Po prostu przeraza mnie myśl o nich...  To miały być nasze pierwsze wspólne święta razem... A teraz on planuje je z nią... A ja widząc to umieram od środka. Jak ja przeżyje ten czas? Będę siedzieć przy stole wigilijnym i płakać na oczach całej rodziny?:-(  przeraza mnie to wszystko...
Emigrantko, jak ty sobie radziłas w takich sytuacjach? Jest mi słabo na myśl o tym, że on będzie z nią... Nie wiem jak przeżyć ten ból. Przeraża mnie to, Emigrantko, przeraża...

Na domiar złego jak juz się sypie to się sypie. Wczoraj wyladowalam u dentysty ze wściekłym bolem zęba...na szczęście koleżanka z pracy poleciła mi jakąś półkę i przyjęła mnie od razu, jestem na antybiotyku, jakieś zapalenie ropne mi się zrobiło, najgorzej ze nadal boli a nie powinno.. I znowu stracę mnóstwo pienuedzy:-(  ex nawet nie zapytał dziś rano jak się czuje choć widział wczoraj jak zwijam się z bólu...

Emigrantko, póki co nie jestem w stanie skupić się na książkach choć lubię czytać... Może kiedyś ty napiszesz własną ;-) a wtedy na pewno po nią sięgnę :-) BTW, bardzo fajnie się ciebie czyta, wiec może pomysł o tym :-)
Emigrantko, chodzisz nadal do psychologa czy juz nie potrzebujesz? Ja się zastanawiam nad tym, ale nie wiem czy znajdę tu kogoś za darmo...
Ech, ciężko Emigrantko :-(  wiesz, chętnie bym z tobą usiadła przy kawie i posłuchała jak przejść przez te wszystkie etapy... Nie chce mi się myśleć nawet o przyszłości, świętach... W ogóle nie wiem, jak ludzie po rozstaniach dają radę w takie dni jak święta,  sylwester, urodziny... Jak godnie przeżyć. Ja tego nie widzę.Płakać się chce.

26

Odp: 8 lat mojego życia

Pewnie ta moja byla tak samo przechodzi jak wy przechodziłyście czy przechodzicie. Zachcialo jej się zmienić faceta, poczuła motylki, ale motylki się skończyły. Zaczął się horror. Tylko jest mężatką, a tu dupa. Teraz trzeba się męczyć. Wcale mi jej niej jest żal. Jak się mówi "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
Od taka moje spostrzeżenie
Mimo wszystko życzę wam dużych zmian na lepszę.

27

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, właśnie mi sie post skasował , a niech go;)
Zacznę od początku.

Zosiu, teraz to najstarszy banał na świecie , jakkolwiek prawdziwy, czas, czas, czas...
On płynie , cokolwiek sie z Toba nie będzie działo , to wskazówki beda tykać dalej, kiedyś pomyślisz o tym czasie teraz juz spokojnie, ale to zależy tez w dużej mierze od Ciebie, kiedy

Ja chciałam wyprowadzki, właściwie to chciałam jej juz wcześniej , wiec u mnie nie było obawy przed tym ze zostanę sama, zreszta byłam juz sama;)
To tez pewnie było mi lżej niż Tobie, spróbuj Zosiu sie nie bać , tam w główce wink

Bardzo dobrze ze zniknie Ci z oczu, to juz tylko trzy tygodnie i .....będzie dobrze.;)
Dobrze tez ze jedziesz do rodziny na święta , dobrze Ci to zrobi, a to ze bedziesz , smutna, zdołowana , no wiesz Zosiu, a wcześniej to nie byłaś ?...
I nie myśl o tym z kim on jest i co robi, a niech sobie robi co chce, kij mu w oko;)
Fajnie by wyglądał co?;)

Do psychologa juz nie chadzam, jakkolwiek dodam ze była mi potrzebna do ogarnięcia mojej nerwicy,mam nawroty, praktycznie codziennie, ale tez muszę sie na to zgodzić , na to nie ma cudownej pigułki wink
Zosiu, jesli masz ubezpieczenie, to powinnaś mieć i psychologa, moj był na ubezpieczenie, jakkolwiek warto zacząć od lekarza rodzinnego, ten tez moze pokierować Cie dalej.
Jakkolwiek , wiedz ze musisz pomoc sobie tez sama i zacząć robić coś , co sprawia Ci przyjemność , choćby robienie na drutach;)
Zosiu, zobaczysz to z czasem, czasem minie, a mężczyzn na tym świecie jeszcze troszke chyba zostało;)
Trzymam kciuki i jak to mówią głowa do góry, cycki do przodu ...;) i dalej

28

Odp: 8 lat mojego życia
paulo71 napisał/a:

Pewnie ta moja byla tak samo przechodzi jak wy przechodziłyście czy przechodzicie. Zachcialo jej się zmienić faceta, poczuła motylki, ale motylki się skończyły. Zaczął się horror. Tylko jest mężatką, a tu dupa. Teraz trzeba się męczyć. Wcale mi jej niej jest żal. Jak się mówi "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
Od taka moje spostrzeżenie
Mimo wszystko życzę wam dużych zmian na lepszę.

Paulo, nie wiem czy dobrze sie zrozumieliśmy , bo My jesteśmy te porzucone;) Nas zmieniono na lepszy model, pewnie sie zepsulysmy;)

29

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:
paulo71 napisał/a:

Pewnie ta moja byla tak samo przechodzi jak wy przechodziłyście czy przechodzicie. Zachcialo jej się zmienić faceta, poczuła motylki, ale motylki się skończyły. Zaczął się horror. Tylko jest mężatką, a tu dupa. Teraz trzeba się męczyć. Wcale mi jej niej jest żal. Jak się mówi "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
Od taka moje spostrzeżenie
Mimo wszystko życzę wam dużych zmian na lepszę.

Paulo, nie wiem czy dobrze sie zrozumieliśmy , bo My jesteśmy te porzucone;) Nas zmieniono na lepszy model, pewnie sie zepsulysmy;)

Mnie też moja pożuciła dla lepszego modela, i z tego co się dowiedziałem model zaczął szwankować. NIe jest już słodko, a wręcz zrobiło się goszko. Chodziło mi o to co żeście przechodziły czy przechodzicie. Ona też na początku było sielankowo. WIdocznie ja też się zepsułem dla niej, zasmakowała jakiegoś pajaca , który jej zamydlił oczy a może ona sama sobie zamydliła. Jest mi to teraz obojętne, jej problem. Ja mam swoje do rozwiązania.

30

Odp: 8 lat mojego życia
paulo71 napisał/a:
Emigrantka1978 napisał/a:
paulo71 napisał/a:

Pewnie ta moja byla tak samo przechodzi jak wy przechodziłyście czy przechodzicie. Zachcialo jej się zmienić faceta, poczuła motylki, ale motylki się skończyły. Zaczął się horror. Tylko jest mężatką, a tu dupa. Teraz trzeba się męczyć. Wcale mi jej niej jest żal. Jak się mówi "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
Od taka moje spostrzeżenie
Mimo wszystko życzę wam dużych zmian na lepszę.

Paulo, nie wiem czy dobrze sie zrozumieliśmy , bo My jesteśmy te porzucone;) Nas zmieniono na lepszy model, pewnie sie zepsulysmy;)

Mnie też moja pożuciła dla lepszego modela, i z tego co się dowiedziałem model zaczął szwankować. NIe jest już słodko, a wręcz zrobiło się goszko. Chodziło mi o to co żeście przechodziły czy przechodzicie. Ona też na początku było sielankowo. WIdocznie ja też się zepsułem dla niej, zasmakowała jakiegoś pajaca , który jej zamydlił oczy a może ona sama sobie zamydliła. Jest mi to teraz obojętne, jej problem. Ja mam swoje do rozwiązania.

Paulo, nie będę robić Ci psycho-bio-energetycznej analizy, ale widzę ze u Ciebie to wszystko jeszcze pod skóra plyciutko siedzi.
Ja jestem , jesli chodzi o byłego na pełnej prostej, teraz jeszcze tylko zmagam sie z nerwica, bo to taka podstępna , wredna, nieprzewidywalna Suka;)

31

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:
paulo71 napisał/a:
Emigrantka1978 napisał/a:

Paulo, nie wiem czy dobrze sie zrozumieliśmy , bo My jesteśmy te porzucone;) Nas zmieniono na lepszy model, pewnie sie zepsulysmy;)

Mnie też moja pożuciła dla lepszego modela, i z tego co się dowiedziałem model zaczął szwankować. NIe jest już słodko, a wręcz zrobiło się goszko. Chodziło mi o to co żeście przechodziły czy przechodzicie. Ona też na początku było sielankowo. WIdocznie ja też się zepsułem dla niej, zasmakowała jakiegoś pajaca , który jej zamydlił oczy a może ona sama sobie zamydliła. Jest mi to teraz obojętne, jej problem. Ja mam swoje do rozwiązania.

Paulo, nie będę robić Ci psycho-bio-energetycznej analizy, ale widzę ze u Ciebie to wszystko jeszcze pod skóra plyciutko siedzi.
Ja jestem , jesli chodzi o byłego na pełnej prostej, teraz jeszcze tylko zmagam sie z nerwica, bo to taka podstępna , wredna, nieprzewidywalna Suka;)

Nic u mnie nie siedzi, po prostu tak sobie o niej pomyślałem czytając wasze wątki. Jej życie, tak sobie wybrała , miała bardzo dobrze można tak powiedzieć. Nie będę o tym pisał bo szkoda czasu. Jest jak jest, ja teraz jestem wolny i mogę na spokojnie poznać fajną dziewczynę, wiek od 30 do 36 najlepiej. Zresztą mnie otaczają kobiety,nawet mnóstwo do mnie pisze. Nie mniej, nie jestem zainteesowany ich podrywaniem.

32

Odp: 8 lat mojego życia
paulo71 napisał/a:
Emigrantka1978 napisał/a:
paulo71 napisał/a:

Mnie też moja pożuciła dla lepszego modela, i z tego co się dowiedziałem model zaczął szwankować. NIe jest już słodko, a wręcz zrobiło się goszko. Chodziło mi o to co żeście przechodziły czy przechodzicie. Ona też na początku było sielankowo. WIdocznie ja też się zepsułem dla niej, zasmakowała jakiegoś pajaca , który jej zamydlił oczy a może ona sama sobie zamydliła. Jest mi to teraz obojętne, jej problem. Ja mam swoje do rozwiązania.

Paulo, nie będę robić Ci psycho-bio-energetycznej analizy, ale widzę ze u Ciebie to wszystko jeszcze pod skóra plyciutko siedzi.
Ja jestem , jesli chodzi o byłego na pełnej prostej, teraz jeszcze tylko zmagam sie z nerwica, bo to taka podstępna , wredna, nieprzewidywalna Suka;)

Nic u mnie nie siedzi, po prostu tak sobie o niej pomyślałem czytając wasze wątki. Jej życie, tak sobie wybrała , miała bardzo dobrze można tak powiedzieć. Nie będę o tym pisał bo szkoda czasu. Jest jak jest, ja teraz jestem wolny i mogę na spokojnie poznać fajną dziewczynę, wiek od 30 do 36 najlepiej. Zresztą mnie otaczają kobiety,nawet mnóstwo do mnie pisze. Nie mniej, nie jestem zainteesowany ich podrywaniem.

Paulo, jak mogę coś od siebie, taka pisanina to trochę na czczo, wiesz najlepiej to poprostu spotkać sie z kimś na kawę . Wiec jesli poczujesz leciutkie zainteresowanie, to kubek kawy i ciacho mogą być przyjemne i nie od razu coś z tego musi być.
Ważne zeby było interesująco wink

33

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko ,  ciężko, ech, ciężko... Nie wiem co ze sobą zrobić, wiec pisze tutaj... To strasznie ciężki wieczór, poklocilismy sie... Boli mnie jego obojętność, boli mnie to co się dzieje, boli mnie ze dziś byłaby kolejna rocznica...boli mnie.

Żyć mi się nie chce... Słabo mi gdy widzę te atmosferę świat... Próbuje żyć,  udaje przez tel ze wszystko ok. A Nie ma siły. Nie ma nadziei. Chciałabym zniknąć by już nic nie czuć.

34

Odp: 8 lat mojego życia
zosia17 napisał/a:

Emigrantko ,  ciężko, ech, ciężko... Nie wiem co ze sobą zrobić, wiec pisze tutaj... To strasznie ciężki wieczór, poklocilismy sie... Boli mnie jego obojętność, boli mnie to co się dzieje, boli mnie ze dziś byłaby kolejna rocznica...boli mnie.

Żyć mi się nie chce... Słabo mi gdy widzę te atmosferę świat... Próbuje żyć,  udaje przez tel ze wszystko ok. A Nie ma siły. Nie ma nadziei. Chciałabym zniknąć by już nic nie czuć.

Zosiu, to moze zmień taktykę i teraz moja rada będzie taka, ze w miejsce szukania czegoś interesujacego, czegoś co Cie zajmie, to użalaj sie nad sobą , myśl jaka jestes biedna, porzucona, sama na świecie itp....
Zosiu Ty tego chcesz, chcesz sie użalać , a i wiecej , chcesz zeby i On to robił.
To ja Ci powiem Zosiu, w tej chwili to on ma Cie głęboko w nosie i żadne Twoje nieszczęśliwe wzdechy, czerwone oczy i co tam jeszcze nie robia na Nim wrażenia , a wręcz przeciwnie odrzuca Go jeszcze bardziej.
Ale Ty tego chcesz, litości , żalu . Nie wiem Zosiu, moze Ty musisz mieć taki etap na swojej drodze do wolności , ja osobiście wolałabym zeby mnie ktoś nie lubił , nawet bardzo, niż sie nade mną litował.
Jedz do Polski i nabierz troszke dystansu;)

35

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:
zosia17 napisał/a:

Emigrantko ,  ciężko, ech, ciężko... Nie wiem co ze sobą zrobić, wiec pisze tutaj... To strasznie ciężki wieczór, poklocilismy sie... Boli mnie jego obojętność, boli mnie to co się dzieje, boli mnie ze dziś byłaby kolejna rocznica...boli mnie.

Żyć mi się nie chce... Słabo mi gdy widzę te atmosferę świat... Próbuje żyć,  udaje przez tel ze wszystko ok. A Nie ma siły. Nie ma nadziei. Chciałabym zniknąć by już nic nie czuć.

Zosiu, to moze zmień taktykę i teraz moja rada będzie taka, ze w miejsce szukania czegoś interesujacego, czegoś co Cie zajmie, to użalaj sie nad sobą , myśl jaka jestes biedna, porzucona, sama na świecie itp....
Zosiu Ty tego chcesz, chcesz sie użalać , a i wiecej , chcesz zeby i On to robił.
To ja Ci powiem Zosiu, w tej chwili to on ma Cie głęboko w nosie i żadne Twoje nieszczęśliwe wzdechy, czerwone oczy i co tam jeszcze nie robia na Nim wrażenia , a wręcz przeciwnie odrzuca Go jeszcze bardziej.
Ale Ty tego chcesz, litości , żalu . Nie wiem Zosiu, moze Ty musisz mieć taki etap na swojej drodze do wolności , ja osobiście wolałabym zeby mnie ktoś nie lubił , nawet bardzo, niż sie nade mną litował.
Jedz do Polski i nabierz troszke dystansu;)

Tak, masz rację Emigrantko. Użalam się nad sobą. Ale nie robie tego przy nim, bo ja generalnie nie znoszę przy kimś płakać, że nie wspomnę o litości. To o czym tu pisze to sa stany, w jakich jestem w samotności. Na co dzień normalnie chodzę do pracy, rozmawiam z ludźmi, uśmiecham się jakby się nic nie stało. Ale w środku jest ciężko, nie wytrzymuje momentami... Ból sam daje o sobie znać...

I masz rację. Powinnam znaleźć coś, co mnie zajmie...

36

Odp: 8 lat mojego życia

Tak wiec Zosiu dajesz rade, troche ten usmiech przylepiony ale moze za niedlugo bedzie prawdziwy, moze to byc miesiac a moze dwa a moze nawet rok....ale bedzie lepiej.

Zosiu, ucztez sie jezyka, czy jestes juz sfrancuzczona;)
Wez te szanse Zosiu, ze mieszkasz gdzies w naprawde pieknym kraju;) do Polski zawsze do rodziny dojedziesz;)
Tak jak teraz na swieta, te nie musza byc wesole, ale kto wie co bedzie w nastepnym roku...

A i dobrze ze wywalasz te emocje tylko sie w nie  nie zaplataj;)
Ja tez chodze i smutna i zla i przestraszona i wszystko na raz, ale coz z tym nie wygramy, musimy pozwolic im byc.
Glowka do gory;)

37

Odp: 8 lat mojego życia
Emigrantka1978 napisał/a:

Tak wiec Zosiu dajesz rade, troche ten usmiech przylepiony ale moze za niedlugo bedzie prawdziwy, moze to byc miesiac a moze dwa a moze nawet rok....ale bedzie lepiej.

Zosiu, ucztez sie jezyka, czy jestes juz sfrancuzczona;)
Wez te szanse Zosiu, ze mieszkasz gdzies w naprawde pieknym kraju;) do Polski zawsze do rodziny dojedziesz;)
Tak jak teraz na swieta, te nie musza byc wesole, ale kto wie co bedzie w nastepnym roku...

A i dobrze ze wywalasz te emocje tylko sie w nie  nie zaplataj;)
Ja tez chodze i smutna i zla i przestraszona i wszystko na raz, ale coz z tym nie wygramy, musimy pozwolic im byc.
Glowka do gory;)

Emigrantko, potrafisz człowieka postawić na nogi :-)
Tak, póki co przyklejam raczej uśmiech, nie robie żadnych scen, płacze tylko w samotności, stroje się i dbam o siebie jak nigdy ;-) posypały się też nowe oferty pracy, wiec tak sobie pomyślałam, że to chyba znak ,  żeby tu zostać, przynajmniej na jakiś czas. Do polski zawsze można wrócić - tak jak mówisz.

Święta na pewno będą trudne, ale też nie zamierzam niczego udawać... Jest we mnie wiele leku przed przyszłością i samotnością, ale jak popatrzę wstecz, na ostatnie miesiące, to myślę że już tyle przeszłam i dałam radę, to chyba jakoś będzie. Jakoś.
Tak Emigrantko, uczę się ciągle języka, bo to niezbędne tu do życia. Może właśnie na tym musze się skupić.
A co u ciebie?:-)

38

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, uważam właśnie ze na nauce sie skup, zeby trochę myśli oderwać . Nie martw sie, bo i tak beda wracać;)
A tak dla rozładowania nastroju smutnego, to
Pies mi sie dzisiaj rano zrzygal;)
W drodze do pracy(rowerkiem6km)wiało w porywach do 100km/h;)
Po pracy juz nie wiało , lało wink

A wiec Zosiu , głowa do góry ;)teraz to herbatka i troszke odpoczynku;)
Uśmiechnij sie , Tobie sie chyba pies nie zrzygal;)

39

Odp: 8 lat mojego życia

Haha, doprawdy Emigrantko wywołalas serdeczny śmiech :-) dzięki! :-) Nie, nie zrzygal mi się pies, ale myślałam o tym, żeby kota sobie sprawić ;-)

Wiem, że te myśli będą wracać, ale tak sobie myślę co zrobić, żeby się w nich nie babrac zbyt długo...:-/ bo przecież wiem ze w nieskończoność tez można... Jak przeżyć żałobę. ( godnie!) i ile to może trwać?
Dziś w końcu w pracy powiedzialam jaka mam sytuacje, ludzie okazali się naprawdę kochani, każdy chce jakoś pomóc,  doradzić... Dodaje to siły...
On w piątek wyjeżdża. Ja zostaje jeszcze kilka dni, oj nie będzie łatwo...

40

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu,
To juz tydzień bez Pana;)
Przeżyłaś ?, złapałaś tez troszke Atmosfery?
Baw sie dobrze w Polsce, mimo wszystko;)

41

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko, to dopiero pierwszy dzień, pojechał wczoraj... No cóż, nie będę ściemniac, jest rozpacz, jest bardzo ciężko, do tego rozchorowalam się, a jutro do pracy. Z moim wyjazdem tez wyszły problemy, bo chcieli mi cofnąć urlop, no i jeszcze znów problemy z pieniędzmi- musiałam od niego pożyczyć...:-/ ostatecznie jadę do polski w pon ale atmosfera przedświąteczna mnie raczej boli, nie potrafię się dziś zebrać, by wyjść i kupić upominki...:-( myślę o tym, co powiem rodzinie, ale najbardziej boli konfrontacja z rzeczywistością, ciagle powracające myśli o tym, że te święta mieliśmy po raz pierwszy spędzać razem, często o tym rozmawialiśmy, a teraz on jest w drodze do niej... Dziś uświadomiłam sobie, że moje poczucie własnej wartości jest chyba zerowe...czuje się słaba, beznadziejna i gorsza... Wybrał tamtą.
A Ty, Emigrantko, spędzasz święta w Holandii?

42

Odp: 8 lat mojego życia

Tak Zosiu w Holandii, ja wogole nieczęsto jezdze do Polski.

A wczoraj udekorowalysmy dom , jest i choinka. wink
Zosiu, jak dobrze zrozumiałam , rozstawaliscie sie juz wcześniej , wiec ja bym powiedziała ze to szczęście ze wybrał tamta, niech juz Tobie da spokój.
Przecież Ona nie jest w niczym od Ciebie lepsza, jest po prostu Inna i tyle.
A codzienność i tak weryfikuje wybory.

Zosiu od stycznia idziesz na swoje, zamknij te drzwi. Poboli , ale dasz radę, jesli zostawisz je choć trochę uchylone masz załatwiona szarpaninę , jak w banku.
Zadaj sobie pytanie, czy po tym wszystkim naprawde chcesz go z powrotem, zeby z Toba jadł , spał, chodził na zakupy?

Tak na marginesie, pies jest zainteresowany choinka, obawiam sie ze jak pójdę w pon.do pracy to mi ja podleje;)
A to wielkie psisko;)

43

Odp: 8 lat mojego życia

Emigrantko,  jak dobrze się czyta wieści od ciebie:-) Widać, że jesteś szczesliwa, a twój psiak mnie rozbraja;-) jak rozumiem w tym roku w święta będzie obok ciebie córka i jeszcze jedna bliska ci osoba? A jak spedzalas te święta po rozstaniu?

To był dla mnie baardzo ciężki dzień. Siedzę pod kocem i próbuje dodatkowo walczyć z grypa. Poszłam na zakupy przedświąteczne, ale kosztowało mnie to wiele, WIELE siły,  te szczęśliwe pary i rodziny wokół... Ja kompletnie sama, chora, rodzina 2000km stąd, on w drodze...bolało...Nigdy nie doświadczyłam jeszcze chyba takiej samotności jak tutaj.

Tak, rozstawalismy się wcześniej, ale to była jego decyzja. A potem długo przekonywał mnie, żebym wróciła. Zanim się to stało, ciężko pracował na moje zaufanie, naprawdę się starał i zależało mu, wracając tutaj byłam pewna że naprawdę mnie kocha i chce ze mną być...
Tak, od stycznia idę na swoje, ale myśl o tej przeprowadzce niestety paraliżuje mnie. Juz raz sue wyprowadzalam i dobrze pamiętam ten ból. Przeraza mnie ta samotność w czterech ścianach. Juz dziś mam jej przedsmak. Nic się nie chce, gotować się nie chce, cisza boli, swiateczna tv boli. Chce być silna, ale nie potrafię. Emocji jest zbyt wiele..

Emigrantko, co dla ciebie było takim impulsem ostatecznym, żeby powiedzieć sobie dość, że to koniec, że nie chcesz powrotu? Jak radziłas sobie z tymi wszystkimi dobrymi wspomnieniami (mam ich mnóstwo pomimo wszystko), a przede wszystkim jak radziłas sobie z samotnością? Wiesz, zazdroszczę Ci, że masz corcie:-)

44

Odp: 8 lat mojego życia

Zosiu, ja juz naprawde miałam dosyć , wiec święta mi nie dokuczały ze sama, ja wogole jestem samotnica i nie bardzo mi przeszkadza bycie w pojedynkę;)
Ze mną juz tak jest i raczej nie nudze sie sama.
Zosiu ja nie mam wspomnień , tzn. mam, ale nie przychodzą najcześciej .
A te co przychodzą to po prostu akceptuje bez wgłębiania sie za bardzo. One po prostu przychodzą , tak jak wspomnienia z dzieciństwa.
Ja po prostu Zosiu Nie Chce juz i nie chciałam tego człowieka w życiu. Zajęło mi to troszke czasu i dlatego ten post, ja naprawde ostrzegam przed powrotami, po każdym następnym, jak juz euforia minie, a minie, jest gorzej i gorzej.
Ale to trzeba zrozumieć rozumem.

Zosiu, u Ciebie to jeszcze wszystko świeże , przejdź żałobę i żyj wink

Posty [ 45 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 8 lat mojego życia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024