Byliśmy razem 4 lata. 4 lata rozstań, powrotów, wzlotów, upadków, szczęścia, łez... Byłam z nim szczęśliwa tylko na początku, potem zaczął coraz gorzej mnie traktować. Czułam się jak śmieć... Mimo to kochałam go... I najgorsze jest to, że kocham nadal... Nie jesteśmy razem 3 tygodnie. Poszedł do innej... Pomimo tego, że go kocham poczułam ulgę w pewnym sensie, że to się skończyło. Z czasem się podniosę i będę żyć normalnie. Bez niego.
Nie będę się z nim więcej męczyć, bo ten związek i tak nie miał przyszłości, a jeśli już by się tak stało, że wzięlibyśmy ślub to nie miałabym z nim łatwego życia- tak sobie przetłumaczyłam. Zrozumiałam wszystko, zaczynałam układać sobie życie bez niego, pogodziłam się ze wszystkim.
I w 1 sekundzie świat znowu runął mi na głowę! Okazało się, że jestem w ciąży! Teraz nie mam z nim żadnego kontaktu. W mojej głowie tylko 1 pytanie: co dalej?? Jestem załamana. Nie mam gdzie mieszkać, nie mam pieniędzy, pracy, jestem na lodzie...
Nie mam w ogóle ochoty z nim rozmawiać, boję się też jego reakcji... Nie wiem co robić ![]()
Musisz jemu powiedzieć teraz. Jeśli powiesz mu gdy będzie widać ciąże albo urodzisz to sądzę, że wtedy będzie miał wątpliwości czy to jego. Poza tym on dopiero z tą nową zaczyna i może jeszcze się w niej tak mocno nie zakochał i wróci do Ciebie ![]()
Jest kilka opcji i nikt nie wybierze za Ciebie.
1. Możesz urodzić i pozwać go o alimenty.
2. Możesz urodzić i oddać do adopcji.
3. Możesz usunąć.
Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji wybór ogranicza się raczej do tych trzech. Bo skoro nie masz pieniędzy i mieszkania, to na pewno odpada opcja z urodzeniem i nie informowaniem go nawet o niczym. A możesz liczyć na czyjąś pomoc? rodziców?
Musisz jemu powiedzieć teraz. Jeśli powiesz mu gdy będzie widać ciąże albo urodzisz to sądzę, że wtedy będzie miał wątpliwości czy to jego. Poza tym on dopiero z tą nową zaczyna i może jeszcze się w niej tak mocno nie zakochał i wróci do Ciebie
Młoda a masz rodzinę, na której mogłabyś choć trochę polegać?Zdaję sobie sprawę, że myśl o niespodziewanym macierzyństwie jest dla ciebie szokiem.Naprawdę współczuję ci bardzo, dziecko, które ma się narodzić nie jest niczemu winne, jest darem.Wiele dziewczyn musi się z tym uporać w sytuacji, gdy zostają same.Z jednym się zgadzam z autorką postu, powiedz byłemu, że bd tatą, ale jeśli źle cię traktuje nie wracaj do niego tylko ze względu na dziecko.Głupotą jest myśleć, że "może mocno się nie zakochał" i wróci.Ale po co, by nadal nie szanować i ranić?Dasz radę sama i jeszcze odnajdziesz w życiu szczęście.Od byłego tylko DNA gdyby się domagał po urodzeniu dziecka i alimenty.Nie bd przy nim szczęśliwa, jeśli zostaniesz.Zdrówka dla bd i dla maleństwa.Trzymam za cb kciuki
.
Młoda, byłam w bardzo podobnej sytuacji, dowiedziałam się o ciąży po rozstaniu z mężem, czułam jednocześnie radość i strach, właściwie nie wiedziałam co czuć. Mąż jak się dowiedział nie był zachwycony, potem chciał wracać, próbować na nowo, ale ja już nie chciałam, bałam się go, bo wcześniej nie żyło się nam łatwo. Teraz mój synuś ma 2 miesiące, nie jest lekko, ale jakoś dajemy rade, pomagają mi rodzina i przyjaciele, czuję, że nie jestem sama.
Nie wracaj do niego ze względu na dziecko, nawet jakby chciał, dziecko nie naprawi tego co było złe między wami, poszukaj ludzi, którzy Ci pomogą, na pewno masz takich wokół siebie.
writtenin napisał/a:Musisz jemu powiedzieć teraz. Jeśli powiesz mu gdy będzie widać ciąże albo urodzisz to sądzę, że wtedy będzie miał wątpliwości czy to jego. Poza tym on dopiero z tą nową zaczyna i może jeszcze się w niej tak mocno nie zakochał i wróci do Ciebie
Młoda a masz rodzinę, na której mogłabyś choć trochę polegać?Zdaję sobie sprawę, że myśl o niespodziewanym macierzyństwie jest dla ciebie szokiem.Naprawdę współczuję ci bardzo, dziecko, które ma się narodzić nie jest niczemu winne, jest darem.Wiele dziewczyn musi się z tym uporać w sytuacji, gdy zostają same.Z jednym się zgadzam z autorką postu, powiedz byłemu, że bd tatą, ale jeśli źle cię traktuje nie wracaj do niego tylko ze względu na dziecko.Głupotą jest myśleć, że "może mocno się nie zakochał" i wróci.Ale po co, by nadal nie szanować i ranić?Dasz radę sama i jeszcze odnajdziesz w życiu szczęście.Od byłego tylko DNA gdyby się domagał po urodzeniu dziecka i alimenty.Nie bd przy nim szczęśliwa, jeśli zostaniesz.Zdrówka dla bd i dla maleństwa.Trzymam za cb kciuki
.
Sądzę, że ludzie się zmieniają. Nie wiadomo moż jak usłyszy o dziecku "zwariuje ze szczęścia" ![]()
Jest kilka opcji i nikt nie wybierze za Ciebie.
1. Możesz urodzić i pozwać go o alimenty.
2. Możesz urodzić i oddać do adopcji.
3. Możesz usunąć.
Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji wybór ogranicza się raczej do tych trzech. Bo skoro nie masz pieniędzy i mieszkania, to na pewno odpada opcja z urodzeniem i nie informowaniem go nawet o niczym. A możesz liczyć na czyjąś pomoc? rodziców?
O usunięciu czy adopcji nawet nie ma mowy. Przecież mimo wszystko to MOJE dziecko i co by się nie działo muszę jakoś dać radę. Na razie nie widzę żadnego dobrego rozwiązania, ale może z czasem...
Dziewczynki, to że on będzie chciał do mnie wrócić to ja wiem. Bez względu na to, czy byłabym w ciąży czy nie. Już to przerabialiśmy i wiem, że niedługo wróci z podkulonym ogonem. Kiedyś jak się rozstaliśmy i za miesiąc wrócił to powiedział, że przez ten czas cały czas miał nadzieję, że dostanie ode mnie telefon, że będziemy mieć dziecko. Że to wszystko by zmieniło i bardzo chciałby mieć ze mną dzidziusia. Tylko, że ja mu w to nie wierzę. Nie wiem, co on chciał tym osiągnąć. Zresztą jak byliśmy razem to cały czas mówił o tym, ale ja nie chciałam ze względu na naszą sytuację finansową i życiową. On to widział inaczej.
Mówił, że nigdy by nie skrzywdził swojego dziecka, że nie chciał by, żeby go własne dziecko znienawidziło, tak jak on swojego ojca. Co do tego to mam różne teorie. Może być tak, że rzeczywiście nie dopuścił by do tego po swoich przeżyciach, ale może być też tak że postąpi tak, jak jego ojciec właśnie. Przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni, prawda?
Jakie macie zdanie na temat takich właśnie osób? Czy robiłby wszystko, żeby nie zafundować takiego piekła swojemu dziecka jak jemu ojciec, czy pójdzie w jego ślady? A charakter to ma baaaaardzo podobny do niego. I dlatego właśnie nie wiem co o tym myśleć. czy to dziecko rzeczywiście by coś między nami zmieniło?
A co do mojej sytuacji:
1. ja mieszkam z rodzicami i braćmi w małym mieszkaniu, gdzie sami ledwo się mieścimy, więc jak jeszcze dojdzie dziecko, to będzie naprawdę bardzo ciężko.
2. nawet nie wiem jak im powiedzieć o tym, bo oni nawet w najmniejszym stopniu nie akceptowali naszego związku i jestem pewna, że będzie z tego meeega afera ![]()
3. na pomoc finansową z ich strony nie mam co liczyć- sami ledwo wiążą koniec z końcem...
Nie mieści mi się to wszystko w głowie. Ironia losu... Kiedy ja już podjęłam decyzję, że więcej do niego nie wrócę, że chcę żyć bez niego to tu nagle coś takiego... Jakieś przeznaczenie czy coś? Chyba już nigdy się od niego nie uwolnię ![]()
Jeszcze nie podjęłam decyzji kiedy i jak mu to powiem.
red napisał/a:Jest kilka opcji i nikt nie wybierze za Ciebie.
1. Możesz urodzić i pozwać go o alimenty.
2. Możesz urodzić i oddać do adopcji.
3. Możesz usunąć.
Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji wybór ogranicza się raczej do tych trzech. Bo skoro nie masz pieniędzy i mieszkania, to na pewno odpada opcja z urodzeniem i nie informowaniem go nawet o niczym. A możesz liczyć na czyjąś pomoc? rodziców?O usunięciu czy adopcji nawet nie ma mowy. Przecież mimo wszystko to MOJE dziecko i co by się nie działo muszę jakoś dać radę. Na razie nie widzę żadnego dobrego rozwiązania, ale może z czasem...
Dziewczynki, to że on będzie chciał do mnie wrócić to ja wiem. Bez względu na to, czy byłabym w ciąży czy nie. Już to przerabialiśmy i wiem, że niedługo wróci z podkulonym ogonem. Kiedyś jak się rozstaliśmy i za miesiąc wrócił to powiedział, że przez ten czas cały czas miał nadzieję, że dostanie ode mnie telefon, że będziemy mieć dziecko. Że to wszystko by zmieniło i bardzo chciałby mieć ze mną dzidziusia. Tylko, że ja mu w to nie wierzę. Nie wiem, co on chciał tym osiągnąć. Zresztą jak byliśmy razem to cały czas mówił o tym, ale ja nie chciałam ze względu na naszą sytuację finansową i życiową. On to widział inaczej.
Mówił, że nigdy by nie skrzywdził swojego dziecka, że nie chciał by, żeby go własne dziecko znienawidziło, tak jak on swojego ojca. Co do tego to mam różne teorie. Może być tak, że rzeczywiście nie dopuścił by do tego po swoich przeżyciach, ale może być też tak że postąpi tak, jak jego ojciec właśnie. Przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni, prawda?
Jakie macie zdanie na temat takich właśnie osób? Czy robiłby wszystko, żeby nie zafundować takiego piekła swojemu dziecka jak jemu ojciec, czy pójdzie w jego ślady? A charakter to ma baaaaardzo podobny do niego. I dlatego właśnie nie wiem co o tym myśleć. czy to dziecko rzeczywiście by coś między nami zmieniło?A co do mojej sytuacji:
1. ja mieszkam z rodzicami i braćmi w małym mieszkaniu, gdzie sami ledwo się mieścimy, więc jak jeszcze dojdzie dziecko, to będzie naprawdę bardzo ciężko.
2. nawet nie wiem jak im powiedzieć o tym, bo oni nawet w najmniejszym stopniu nie akceptowali naszego związku i jestem pewna, że będzie z tego meeega afera
3. na pomoc finansową z ich strony nie mam co liczyć- sami ledwo wiążą koniec z końcem...Nie mieści mi się to wszystko w głowie. Ironia losu... Kiedy ja już podjęłam decyzję, że więcej do niego nie wrócę, że chcę żyć bez niego to tu nagle coś takiego... Jakieś przeznaczenie czy coś? Chyba już nigdy się od niego nie uwolnię
Jeszcze nie podjęłam decyzji kiedy i jak mu to powiem.
sprawa wygląda tak. Jeśli on będzie na tyle wredny, to może Ci zabrać dziecko, bo mu nie poweidziałaś. I sie zemści na tobie zabierając Ci malca. Mam tatę prawnika więc wiem
Musisz mu powiedzieć ludzie się zmieniają
mloda23 napisał/a:red napisał/a:Jest kilka opcji i nikt nie wybierze za Ciebie.
1. Możesz urodzić i pozwać go o alimenty.
2. Możesz urodzić i oddać do adopcji.
3. Możesz usunąć.
Wydaje mi się, że w Twojej sytuacji wybór ogranicza się raczej do tych trzech. Bo skoro nie masz pieniędzy i mieszkania, to na pewno odpada opcja z urodzeniem i nie informowaniem go nawet o niczym. A możesz liczyć na czyjąś pomoc? rodziców?O usunięciu czy adopcji nawet nie ma mowy. Przecież mimo wszystko to MOJE dziecko i co by się nie działo muszę jakoś dać radę. Na razie nie widzę żadnego dobrego rozwiązania, ale może z czasem...
Dziewczynki, to że on będzie chciał do mnie wrócić to ja wiem. Bez względu na to, czy byłabym w ciąży czy nie. Już to przerabialiśmy i wiem, że niedługo wróci z podkulonym ogonem. Kiedyś jak się rozstaliśmy i za miesiąc wrócił to powiedział, że przez ten czas cały czas miał nadzieję, że dostanie ode mnie telefon, że będziemy mieć dziecko. Że to wszystko by zmieniło i bardzo chciałby mieć ze mną dzidziusia. Tylko, że ja mu w to nie wierzę. Nie wiem, co on chciał tym osiągnąć. Zresztą jak byliśmy razem to cały czas mówił o tym, ale ja nie chciałam ze względu na naszą sytuację finansową i życiową. On to widział inaczej.
Mówił, że nigdy by nie skrzywdził swojego dziecka, że nie chciał by, żeby go własne dziecko znienawidziło, tak jak on swojego ojca. Co do tego to mam różne teorie. Może być tak, że rzeczywiście nie dopuścił by do tego po swoich przeżyciach, ale może być też tak że postąpi tak, jak jego ojciec właśnie. Przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni, prawda?
Jakie macie zdanie na temat takich właśnie osób? Czy robiłby wszystko, żeby nie zafundować takiego piekła swojemu dziecka jak jemu ojciec, czy pójdzie w jego ślady? A charakter to ma baaaaardzo podobny do niego. I dlatego właśnie nie wiem co o tym myśleć. czy to dziecko rzeczywiście by coś między nami zmieniło?A co do mojej sytuacji:
1. ja mieszkam z rodzicami i braćmi w małym mieszkaniu, gdzie sami ledwo się mieścimy, więc jak jeszcze dojdzie dziecko, to będzie naprawdę bardzo ciężko.
2. nawet nie wiem jak im powiedzieć o tym, bo oni nawet w najmniejszym stopniu nie akceptowali naszego związku i jestem pewna, że będzie z tego meeega afera
3. na pomoc finansową z ich strony nie mam co liczyć- sami ledwo wiążą koniec z końcem...Nie mieści mi się to wszystko w głowie. Ironia losu... Kiedy ja już podjęłam decyzję, że więcej do niego nie wrócę, że chcę żyć bez niego to tu nagle coś takiego... Jakieś przeznaczenie czy coś? Chyba już nigdy się od niego nie uwolnię
Jeszcze nie podjęłam decyzji kiedy i jak mu to powiem.sprawa wygląda tak. Jeśli on będzie na tyle wredny, to może Ci zabrać dziecko, bo mu nie poweidziałaś. I sie zemści na tobie zabierając Ci malca. Mam tatę prawnika więc wiem
Musisz mu powiedzieć ludzie się zmieniają
Wiem, że muszę i powiem. Mimo wszystko powinien przecież wiedzieć. Tylko boję się jego reakcji. No, ale cóż... muszę to przeżyć. Ze wszystkim muszę sobie poradzić, a najgorsze jest to, że jestem zupełnie sama z tym wszystkim... ![]()
napisz może nam jak przyjął tą informację ![]()
Powiedziałam mu i bardzo się ucieszył. Rozstał się z tamtą od razu na drugi dzień i mówi, że już nie może się doczekać tego dziecka... Powiedział, że pokryje wszystkie koszty opieki lekarskiej i będzie starał się, żeby dziecku niczego nie brakowało. Chce być ze mną, ale ja jeszcze na razie nie podjęłam żadnej decyzji co do naszej przyszłości... Jak na razie najważniejsze jest zdrowie mojego dziecka i moje
Zobaczymy co czas pokaże ![]()
Powiedziałam mu i bardzo się ucieszył. Rozstał się z tamtą od razu na drugi dzień i mówi, że już nie może się doczekać tego dziecka... Powiedział, że pokryje wszystkie koszty opieki lekarskiej i będzie starał się, żeby dziecku niczego nie brakowało. Chce być ze mną, ale ja jeszcze na razie nie podjęłam żadnej decyzji co do naszej przyszłości... Jak na razie najważniejsze jest zdrowie mojego dziecka i moje
Zobaczymy co czas pokaże
ŻYCZĘ WAM SZCZĘŚCIA ![]()