Otoz mam pewien problem. Prawie 5 msc temu po 2 latach rozstałam się z facetem. Powod? Wg niego nie pasowalismy do siebie, on nie chce zyc w klotni cale zycie jak jego rodzice itp. Niestety on przy kazdym nieporozumieniu chcial sie wycofywac, gdyby nie ja on juz dawno by sie poddal i zostawił mnie duzo wczesniej. Chodzi o to, ze mimo, ze bylo wiele przykrych chwil po okolu roku, ale wydawalo mi sie to dosyc normalne, bo niestety ale klotnie sa wszedzie, nie trafi on na idealna osobe aby nie bylo sprzeczek... Pasował mi pod wieloma wzgledami, przede wszystkim zaczynalismy jako nieznajomi, a ja na pierwszym spotkaniu przez cale 4(!) godziny mialam ogromny usmiech na twarzy
Moglam z nim zawsze o wszystkim porozmawiać, mialam w nim duze oparcie... Był on bardzo towarzyski, wychodzilismy bardzo czesto, rzadziej siedzielismy w domu, bardzo mi pasowały takie spotkania, to było takie urozmaicenie w zwiazku
I... przezylam bardzo to rozstanie. Przez pierwszy miesiac ponizalam sie, prosilam, nic z tego.. Jest on osoba ktora jak juz raz sobie cos postanowi, to zdania nie zmienia. Od wrzesnia spotykalam sie z naprawde wieloma facetami, kazde spotkanie zazwyczaj było tylko raz, bo nie dosc, ze nie rozmawiało mi sie z kims tak dobrze, to jeszcze czulam, ze to nie to.. Czuje sie beznadziejnie, bo mam wrazenie, ze przez to co mialam z byłym partnerem, bede ciagle porownywac do niego innych. W grudniu wlasciwie nie wiem jak to wyszło, zaczelam byc z pewnym chłopakiem, po miesiacu go zostawiłam... Gdy tylko przechodzilismy w miescie obok miejsc gdzie byłam z K., od razu mialam lzy w oczach. Wyobrazalam sobie, ze on by teraz zrobił to i to, rozsmieszył by mnie w taki i taki sposob. Boje sie, ze juz nigdy nie spotkam kogos z kim bede sie czula tak dobrze i swobodnie, z kim bede mogla isc w te same miejsca, bo nie ukrywam, ze kochalam te wszystkie parki, Łazienki, zanim zaczelam byc z K... Tyle, ze teraz kojarza mi sie tylko z nim. Nawet na Starówkę nie moge wyjsc z kolezankami, bo widze NAS tam. To dobija..
Mam wrazenie, ze musialabym poznac kogos naprawde super, kto dostarczyłby mi tyle emocji co K., od poczatku, kto by mogl mnie wszedzie zabrac, kreatywnie spedzac czas... Kazdego od siebie odtracam, nie chce dopuscic bo z gory zakladam, ze to porazka i tylko bede tracila czas...:(
Zmianę zaczynaj przede wszystkim od siebie. Z miłością jest jak z przyjaznią, o prawdziwą walczyć nie trzeba a o fałszywą nie warto. Czas złagodzi Twoje rany. Kwestia czasu.
Kwestia czasu? Zaraz minie pół roku... a ja coraz bardziej zamykam się w sobie, bo po prostu uwazam, ze nie warto poswiecac komus swoj czas, bo gdy dawałam z siebie wszystko przez 2 lata to wychodzi mi to tylko bokiem teraz...
A co to jest pół roku? to bardzo niewiele. Ludzie latami próbują zapomnić, zajmij się sobą na początek:) Właśnie może tu tkwi Twój błąd, że za bardzo Tobie zależało i zbyt dużo na początku dawałaś z siebie. Ale ludzie są różni, więc nie warto się zrażać jednym niepowodzeniem.
Kazdy przezywa żałobę po stracie bliskiej osoby inaczej, jeden szybko staje na nogi, innym potrzeba więcej czasu. Zaakceptuj fakt, ze to może jeszcze trochę potrwać, w końcu byłaś z tym człowiekiem kilka lat, był częścią Twojego życia;
to naturalne czego doświadczasz. Jak ktoś ładnie kiedyś powiedział "Daj czas czasowi".
Zmianę zaczynaj przede wszystkim od siebie. Z miłością jest jak z przyjaznią, o prawdziwą walczyć nie trzeba a o fałszywą nie warto. Czas złagodzi Twoje rany. Kwestia czasu.
pięknie podsumowanie:)
Dziękuję mwa25
Pozdrawiam ![]()
Pół roku...Ja zbieram się 7 rok i każdego dnia uczę się żyć bez niego Wiesz jak to jest? wiesz ile razy buntowałam się ile razy pytałam samą siebie,właściwie dlaczego tak cierpię,skoro rozstaliśmy się to znaczy że to nie było TO Ludzie rozstają sie i budują coś nowego Zycie nie stoi w miejscu,wszystko jest w ciągłym ruchu Oczekując że zawsze będzie cudownie ranimy siebie Wieem to wszystko i duzo więcej a mimo to wystarczy piosenka,którą lubił,zapach i z oczu płyną mi łzy Jedyne,co mnie pociesza to to że ból trwa już krócej Ale to prawda,że każdy ,,swoją żałobę musi przeżyć sam,, A propos mój ,,ideał,,też miał imię na K