Po części powinnam wstydzić się swojego toku myślenia, kiedyś gardziłam materialnym nastawieniem kobiet.... teraz sama stanęłam na rozdrożu. Rozwiodłam się bo mój były mąż "uwiesił się na mnie", do niczego nie dążył, ciągle poszukiwał pracy, kupione mieszkanie było moją inicjatywą. Po rozwodzie, od kilku miesięcy zaczęłam spotykać się z pewnym facetem- na początku wydawał mi się zaradny, patrzyłam na to jakim jest człowiekiem... o jego wartości decydowało jego wnętrze. Sama nie wiem kiedy moje spostrzeganie jego osoby zmieniło się. Widziałam jego w co raz gorszym świetle, wiele rzeczy mi nie pasowało, walczyłam sama z sobą, przeszkadza mi, że w wieku 30 lat nie ma samochodu, wynajmuje ciasny pokój. Boję się z nim być- nie wierzę w romantyczną miłość, która nakarmi moje potencjalne dzieci. Zanim spadnie na mnie stek przekleństw, niech ktoś empatycznie postawi się w moim miejscu. Nie chcę żyć złudzeniami, on mnie zapewnia, że ma ambicje, że do czegoś dąży, nie chcę znowu wypruwać sobie flaków za faceta. Jednocześnie jest mi wstyd, że kieruję się taką pragmatyką. Czy ktoś miał podobnie?
2 2013-02-12 19:44:42 Ostatnio edytowany przez ban (2013-02-12 19:45:21)
Kobieta musi mieć zapewnione bezpieczeństwo. Facet dzieci nie rodzi, więc musi zapracować na utrzymanie rodziny. Taka jest moja logika i wcale Ci się nie dziwię, że tak myślisz. Fajnie jest się kochać, ale przez życie trzeba jakoś przejść, więc facet też powinien mieć coś do zaoferowania. Nie chodzi o pałace, dużo pieniędzy, ale o zupełnie podstawowe rzeczy -- możliwość pracy, utrzymania rodziny.
Rozumiem Cię. Nie tylko Ty tak czujesz i myślisz. Niektórzy mężczyźni postrzegają takie kobiety jako materialistki, ale to nie o to tu chodzi. Partner - przyszły ojciec dzieci musi być zaradny. I co z tego, że będzie miał liczne zalety, jeśli nie będzie potrafił zapewnić byt swojej rodzinie? Ja mam trochę takie tradycyjne podejście jeśli chodzi o rodzinę, tzn. mężczyzna powinien, w razie potrzeby, sam utrzymać rodzinę. Nie wyobrażam sobie wspólnego życia z mężczyzną nie garnącego się do pracy. W takim układzie gdzie ja utrzymuję całą rodzinę, a partner się, za przeproszeniem, obija - czułabym się po prostu niekomfortowo.
Zawsze wyłaziłem ze skóry, żeby było na wszystko, więc doskonale Cię rozumiem. To taki tradycyjny podział ról w związku.
Podobno, że idą zmiany, ale nie jestem pewien czy aby ma lepsze ![]()
Mimo to tak patrze po sobie i zastanawiam się co by było gdym pewnego dnia popadł w jakąś stagnację albo podupadł na zdrowiu, czy jedno i drugie a moja małżonka doszła do wniosku, że jestem dla niej ciężarem. Wszystko możliwe.
A jednak to trudne.
Autorko - proste rozwiązanie, sprawdzaj na ile jego ambicje, plany potwierdzają się w realizacjach... To zrozumiałe że w pewnym wieku szukasz kogoś kto będzie mógł Cie utrzymać, jednak pamiętaj że faceci często nie czują potrzeby zdobywania dóbr dla samego siebie, musisz mu komunikować że kolejny etap w Waszym związku to przejęcie przez niego inicjatywy nad bytem rodziny... Podobno faceci nawet nie zeszli by z drzewa gdyby nie kobiety - coś w tym jest ![]()
Jest tu inny temat, gdzie autorka została skrytykowana, za podejście materialistyczne. Ja także odnoszę się do jej podejścia krytycznie.
Chcę jednak byś wiedziała, bo może potrzebujesz to usłyszeć, że Twoje podejście jest normalne.
Rozumiem o co Ci chodzi. 30 latek na ciasnym pokoju? hm , na Twoim miejscu też miałabym wątpliwości.
30 latek na ciasnym pokoju? hm , na Twoim miejscu też miałabym wątpliwości.
Ja nie specjalnie. Pozostaje pytanie czemu jest w tym ciasnym pokoju? Jeśli jest singlem i po prostu żyje skromnie/oszczędnie, aby odłożyć jakieś oszczędności na poczet przyszłej rodziny to w sumie nie widzę w tym nic złego - ba, wtedy nawet byłoby to zaletą. Jeśli ma beznadziejną pracę i mało zarabia, to średnio pokrywa się to z rzekomymi ambicjami. I wciąż pozostaje pytanie czemu tak jest.
Dziękuję Wam Wszystkim za odpowiedzi:) Wcześniej chyba powinnam wspomnieć, że facet rzucił dla mnie wszystko (był singlem;)).. i przeniósł się z rodzinnego miasta, stąd pojawił się ten ciasny pokój, pokonał w konkursie o pracę kilkunastu kandydatów- niestety płaca nie idzie w parze z pełnioną funkcją i odpowiedzialnością. Narzeka, lecz nic nie zmienia, twierdzi, że praca jest ciekawa i rozwija go, jednak pieniądze są głodowe. Z jednej strony ma zacięcie...pomysły na siebie, jednak oceniając przez pryzmat lęków boję się, że za jego gadaniem nie idzie działanie, że będzie stał w miejscu, zostanie na tym pokoju. Kiedy wyjaśniłam jemu swoje wątpliwości, zarzucił mi materializm, że powinniśmy razem coś osiągnąć, że chcę żyć w dobrobycie-co mnie najeżyło, nie zamierzam już starać się za dwoje, chciałabym aby on pokazał mi, że jest w stanie o Nas zadbać. Nie jestem księżniczką, której należą się złote góry, potrafię zakasać rękawy, wszystko co mam osiągnęłam własnymi rękoma, jednak teraz jakoś zaparłam się i stwierdziłam, że już nie wyjdę przed szereg. Zastanawiam się, czy nasze podejście do życia nie jest dwubiegunowe: on być może ma skromne potrzeby, ja chciałabym żyć na wyższej stopie.Dotychczas mówił, że nie ma mieszkania ponieważ z racji wykonywanej pracy przebywał w różnych częściach Polski, nie miał motywacji i powodu, aby osiąść.Wątpliwości są zasługą również mojej rodziny która twierdzi, iż facet w jego wieku powinien mieć już poukładane życie, obawiają się, iż spotkałam kolejnego cyt:" nieudacznika i obiboka".
Wątpliwości są zasługą również mojej rodziny która twierdzi, iż facet w jego wieku powinien mieć już poukładane życie, obawiają się, iż spotkałam kolejnego cyt:" nieudacznika i obiboka".
Warto zastanowic się czego chce ja ,a czego oczekuje moja rodzina?
Polecam zrobic bilans za i przeciw obecnego zwiazku.Warto tez zastanowiec sie jakie wartosci posiada facet ,z ktorym sie spotykam.A równiez dlaczego wybieram sobie męzczyzn tzw nieudaczników zyciowych.Co mnie w nich pociaga ,jakie maja cechy?Czego oczekuje od facetów i czy faktycznie te dobra materialne dla mnie sa tak istotne ![]()
Po części powinnam wstydzić się swojego toku myślenia, kiedyś gardziłam materialnym nastawieniem kobiet.... teraz sama stanęłam na rozdrożu. Rozwiodłam się bo mój były mąż "uwiesił się na mnie", do niczego nie dążył, ciągle poszukiwał pracy, kupione mieszkanie było moją inicjatywą. Po rozwodzie, od kilku miesięcy zaczęłam spotykać się z pewnym facetem- na początku wydawał mi się zaradny, patrzyłam na to jakim jest człowiekiem... o jego wartości decydowało jego wnętrze. Sama nie wiem kiedy moje spostrzeganie jego osoby zmieniło się. Widziałam jego w co raz gorszym świetle, wiele rzeczy mi nie pasowało, walczyłam sama z sobą, przeszkadza mi, że w wieku 30 lat nie ma samochodu, wynajmuje ciasny pokój. Boję się z nim być- nie wierzę w romantyczną miłość, która nakarmi moje potencjalne dzieci. Zanim spadnie na mnie stek przekleństw, niech ktoś empatycznie postawi się w moim miejscu. Nie chcę żyć złudzeniami, on mnie zapewnia, że ma ambicje, że do czegoś dąży, nie chcę znowu wypruwać sobie flaków za faceta. Jednocześnie jest mi wstyd, że kieruję się taką pragmatyką. Czy ktoś miał podobnie?
Po doświadczeniach z mężem nie dziwię Ci się, że tak do tego podchodzisz.
Być może Twoje postrzeganie zmieniło się, bo zaczęłaś już planować waszą przyszłość... a on najwyraźniej nie jest na to gotowy.
Wcześniej chyba powinnam wspomnieć, że facet rzucił dla mnie wszystko (był singlem;)).. i przeniósł się z rodzinnego miasta, stąd pojawił się ten ciasny pokój, pokonał w konkursie o pracę kilkunastu kandydatów- niestety płaca nie idzie w parze z pełnioną funkcją i odpowiedzialnością. Narzeka, lecz nic nie zmienia, twierdzi, że praca jest ciekawa i rozwija go, jednak pieniądze są głodowe. Z jednej strony ma zacięcie...pomysły na siebie, jednak oceniając przez pryzmat lęków boję się, że za jego gadaniem nie idzie działanie, że będzie stał w miejscu, zostanie na tym pokoju.
Według mnie idzie, tylko Ty za bardzo się boisz.
I może trochę Twoje lęki wyolbrzymiają wrażenie, że on nic nie robi.
Dopiero zmienił pracę, wiadomo - na dzień dobry nie dostanie "dyrektorskiej" pensji. Ważne, że lubi pracę i, co najważniejsze, rozwija się w niej.
Przeprowadził się dla Ciebie, ale nie do Ciebie. Gdyby był wygodnicki, leń i nieudacznik, pchałby się do Ciebie.
Czy już planujecie ślub?
hejja z kolei staram się zrozumieć Twoje podejście, ale moje jest całkowicie odmienne
miałam faceta który zarabiał grubo ponad 5tys. na miesiac i jakos nie czulam sie przy nim bezpiecznie a on kase trwonil na glupoty
teraz mam narzeczonego który zarabia poniżej 2000zł a nie kupuje głupot, odkładamy miesięcznie okolo 100-200zł od osoby i rosnie nasza wspolna sumka. Nie odmawiamy sobie raczej niczego a oszczedzamy co miesiac.
On nie szuka nowej pracy bo w tej ma nadzieje na awans ale wiadomo, ze to nie jest szybko i na pstrykniecie palcem.
Ja w chwili obecnej szukam pracy i jakos bez problemu żyjemy (ja mam tez oddzielne swoje oszczędności, niedużo ale na pare miesiecy w razie czego starczy).
Po co to pisze?
Aby pokazac ze bezpieczenstwo dla kobiety nie zależy od tego ILE facet zarabia, ale JAK gospodaruje pieniedzmi.
Pozdrawiam