Drogie Netkobietki.
Jestem KKZB, co do tego nie mam wątpliwości. Od czasu, gdy to zrozumiałam, dzięki Grupie Wsparcia dla Kobiet kochających za bardzo postanowiłam pracować nad sobą, aby z tym skończyć.
Czy można powrócić do równowagi będąc w związku, w którym kocha się za bardzo?
Jestem z moim mężem od 24 lat, mamy nastoletnią córkę.
Mój mąż nie pije, nie bije, nie zdradza, nie jest rozrzutny i prawie wszystkie pieniądze daje na rodzinę. Jest opiekuńczy choć czasami w nietypowy sposób. Mąż ma wiele cech choleryka. Gdy wybucha często mnie obraża, a gdy ochłonie nigdy nie przeprasza. Ja, poza pracą zawodową, jak większość kobiet jestem kucharką, sprzątaczką, matkę, oczywiście kochanką dla męża, kierowcą rodzinnym, często hydraulikiem, elektrykiem, malarzem. Mój mąż sam sobie pierze oraz robi śniadania i kolacje.
Jak przystało na KKZB zawsze starałam się go uszczęśliwiać. Niestety z marnym skutkiem. Nigdy do siebie nie pasowaliśmy ale mieliśmy nadzieję, że się dotrzemy. Nie bardzo nam to wyszło. Od czasu, gdy postanowiłam zawalczyć o siebie potrafię z nim szczerze rozmawiać, a on rzadziej wybucha. Może ja przesadzam, może nie potrzebnie narzekam, ale jest mi coraz gorzej i nie mogę sobie z tym poradzić. Kiedyś osiągałam sukcesy w życiu zawodowym. Tam byłam szanowana i doceniana. To dodawało mi pewności siebie i łatwiej było pogodzić się z tym, że dla męża nie jestem kimś wystarczająco dobrym. Teraz pracuję na własnym, ale to nie daje mi tyle satysfakcji co wcześniej. Tracę pewność siebie i boję się co będzie dalej. Mąż nie jest szczęśliwy i ja nie jestem szczęśliwa, ale czy dla naszego związku nie ma już szans?
Powiedziałam mężowi, że ja już tak dłużej nie mogę i chcę rozwodu. Myślałam, że on też tego chce bo zawsze po kłótni mówił, że się rozwodzimy i ja zawsze przyjmowałam to cholernie poważnie. Teraz się dowiedziałam, że mówił to w złości, a tak naprawdę tego nie chciał. Tak wiem, że wygląda to jak szantaż emocjonalny, ale on nie robił tego z wyrachowania. Wspominałam mężowi, że chcę iść na terapie. Powiedział, że to dobry pomysł i radził, żebym z ostateczną decyzją jeszcze się wstrzymała.
Co o tym myślicie? Może ktoś też był lub jest w podobnej niepewnej sytuacji? Może znacie przypadki, kiedy udało się naprawić związek, który kuleje od ponad 20 lat. Ja się zmieniłam. Jestem teraz bardziej otwarta. Nie mówię już tego co chciałby usłyszeć mój mąż i nie składam obietnic, których nie jestem w stanie dotrzymać. Jak myślicie, czy on może się zmienić?
Pozdrawiam bardzo serdecznie.