Każdy kiedyś przeżył swój pierwszy raz. Robimy to w różnym wieku, z różnych pobudek - żeby wymienić najważniejsze tylko - czyli miłość, pożądanie, ciekawość. Różne pobudki są kobiet, inne mogą mieć mężczyźni.
Od dłuższego czasu śledzę różne zbliżone wątki na tym i innych forach - i jedna myśl tli mi się z tyłu głowy. Czy to aby nie jest tak - bez generalizowania rzecz jasna - ale wynika to z obserwacji - że kobieta niedoświadczona chciałaby być poprowadzona przez swój pierwszy raz przez doświadczonego mężczyznę? Mężczyzna zaś wolałby ucząc się - uczyć i partnerkę podczas swojego pierwszego razu? Jak myślicie - z czego to wynika? Pytanie - może i proste, ale trochę przewrotne - jeśli nie zdajemy sobie do końca sprawy z naszej seksualności i atawizmów w nas tkwiących.
Kiedyś, w Stanach jeden z psychologów robił badania populacyjne na ten temat. Nazwiska nie pamiętam, ale ktoś może skojarzy.
W każdym razie, zarówno młode kobiety, jak i młodzi mężczyźni preferują raczej starszych partnerów. Z wiekiem to się zmienia i odwraca - starsi wolą potem młodszych. To badanie było przeprowadzane na przełomie lat '60 i '70. Nie ma w tym zatem nic dziwnego, że większość (acz nie każdy) woli zostać wprowadzonym w arkana przez kogoś bardziej doświadczonego. I to niezależnie od płci tak jest.
Nie wiem. Wydaje mi się, że takie ideały, plany, wyobrażenia mają dziewice; jednej i drugiej płci i to w określonym wieku najczęściej
Potem się człowiek nad tym nie zastanawia. No, chyba, ze się jednak zastanawia? ![]()
Ja się nad tym nie zastanawiałam, nie przeszkadzało mi, że facet jest również niedoświadczony. Muszę przyznać, że mimo że teraz mam większe doświadczenie to tylko z nim osiągałam orgazm w tym samym momencie i to praktycznie od początku(pomijając te pierwsze kilka razy). Fajnie jest doświadczać razem wszystkiego i od siebie się tego uczyć:)
Ja się nad tym nie zastanawiałam, nie przeszkadzało mi, że facet jest również niedoświadczony. Muszę przyznać, że mimo że teraz mam większe doświadczenie to tylko z nim osiągałam orgazm w tym samym momencie i to praktycznie od początku(pomijając te pierwsze kilka razy). Fajnie jest doświadczać razem wszystkiego i od siebie się tego uczyć:)
no super, tylko ja nie piszę o sytuacji kiedy spotykają się dwie niedoświadczone osoby, albo dwie doświadczone. I pewnie, że fajnie jest wszystkiego równocześnie doświadczać i się uczyć. Ale czasem bywa inaczej. Zastanawia mnie sytuacja kiedy jest ta dysproporcja i... kiedy to mężczyzna ma większe doświadczenie - to sytuacja znana od setek lat - tu nic nowego nie ma, ale czasy się zmieniają i często mężczyzna bez wcześniejszych doświadczeń zaczyna budować związek z kobietą niekoniecznie starszą, ale bardziej doświadczoną. Nasuwa się pytanie skąd to doświadczenie?
Moja teoria jest tak, że obecnie większy dostęp do seksu - nie tego wirtualnego - ale tego rzeczywistego, realnego maja kobiety. Nie mówię tu oczywiście o sytuacji kiedy to mężczyzna jest gotów wysupłać te parę złotych by stracić dziewictwo z prostytutką - choć i takie sytuacje się zdarzają. A to też jest ciekawe! I to potwierdza wcześniejszą tezę o dostępie obu płci do realnego seksu. Czy któraś z kobiet przyzna się, że zapłaciła za swój pierwszy raz? Nie znajdzie się żadna - idę o zakład. Wśród mężczyzn - podejrzewam - że jest to całkiem spory odsetek. Dlaczego?
"Moja teoria jest tak, że obecnie większy dostęp do seksu - nie tego wirtualnego - ale tego rzeczywistego, realnego maja kobiety." --a skąd ta teoria? Szczerze w nią wątpię.
Do seksu trzeba dwojga - nie zapominaj o tym. Pomijając jakieś szczególne przypadki i patologie, to zauważyłem, że jest pewna dysproporcja. Przeciętny facet miał załóżmy x partnerek. A kobiet są jakby dwie swoiste kategorie. Takie, które miały 1/2x partnerów i takie, które miały 2x partnerów.
A ja nie rozumiem do konca jakie jest pytanie.
Nad czym my sie tu zastanawiamy? Nad tym czy niedoswiadczona osoba woli byc uczona przez doswiadczona? Alez to chyba normalne niezaleznie od plci.
I w innych dziedzinach zycia dzieje sie dokladnie tak samo. Wiadomo ze nie bede sie uczyc np plywacod kogos kto wode toleruje tylko w wannie i bede sie uczyc jezdzic samochodem od kogos kto ma przynajmniej prawo jazdy=doswiadczenie.
"Moja teoria jest tak, że obecnie większy dostęp do seksu - nie tego wirtualnego - ale tego rzeczywistego, realnego maja kobiety." --a skąd ta teoria? Szczerze w nią wątpię.
Dlaczego wątpisz? A co z płatnym dostępem do seksu? Czyżby jego konsumowanie wynikało tylko z większych potrzeb mężczyzn w stosunku do kobiet (czego de facto często zaprzeczają tematy na tym forum)?
Do seksu trzeba dwojga - nie zapominaj o tym. Pomijając jakieś szczególne przypadki i patologie, to zauważyłem, że jest pewna dysproporcja. Przeciętny facet miał załóżmy x partnerek. A kobiet są jakby dwie swoiste kategorie. Takie, które miały 1/2x partnerów i takie, które miały 2x partnerów.
Pewnie, że tak - ale znasz na pewno regułę Pareto? Jestem przekonany, że w tej kwestii sprawdza się ona wyśmienicie.
A ja nie rozumiem do konca jakie jest pytanie.
Nad czym my sie tu zastanawiamy? Nad tym czy niedoswiadczona osoba woli byc uczona przez doswiadczona? Alez to chyba normalne niezaleznie od plci.
I w innych dziedzinach zycia dzieje sie dokladnie tak samo. Wiadomo ze nie bede sie uczyc np plywacod kogos kto wode toleruje tylko w wannie i bede sie uczyc jezdzic samochodem od kogos kto ma przynajmniej prawo jazdy=doswiadczenie.
Sadie, w kwestiach seksualności - to nie jest takie oczywiste jak w przypadku nauki prowadzenia auta - bez przesady. Parafrazując Twój wywód - każdy mężczyzna, który chciałby się nauczyć "seksić" musiałby iść do prostytutki.
Każdy kiedyś przeżył swój pierwszy raz. Robimy to w różnym wieku, z różnych pobudek - żeby wymienić najważniejsze tylko - czyli miłość, pożądanie, ciekawość. Różne pobudki są kobiet, inne mogą mieć mężczyźni.
Od dłuższego czasu śledzę różne zbliżone wątki na tym i innych forach - i jedna myśl tli mi się z tyłu głowy. Czy to aby nie jest tak - bez generalizowania rzecz jasna - ale wynika to z obserwacji - że kobieta niedoświadczona chciałaby być poprowadzona przez swój pierwszy raz przez doświadczonego mężczyznę? Mężczyzna zaś wolałby ucząc się - uczyć i partnerkę podczas swojego pierwszego razu? Jak myślicie - z czego to wynika? Pytanie - może i proste, ale trochę przewrotne - jeśli nie zdajemy sobie do końca sprawy z naszej seksualności i atawizmów w nas tkwiących.
jest późno, a ja muszę się jeszcze pouczyć, więc bez czytania innych postów odpowiem po prostu na pierwszy;)
Oczywiście odnoszę się do swojego życia. Moje poglądy różnią się od Twojej tezy. JA zawsze chciałam pierwszy raz przeżyć z prawiczkiem. Nie chciałam być prowadzona, chciałam być pierwsza i dać pierwszeństwo drugiej osobie, oczywiście ukochanej osobie. Wychodzę z założenia, że pierwsze związki i tak w 90% się rozpadają, ale tę pierwszą osobę zawsze będzie się pamiętać, miło mieć także świadomość, że nas też ktoś pamięta.
Mój pierwszy raz był z moim pierwszym chłopakiem, ja byłam jego trzecią partnerką i chyba zawsze będzie mi trochę z tego powodu smutno. Sama nigdy nie byłam pierwszą, smutne to trochę, w moim odczuciu nie będę nigdy tą zapamiętaną, tą do której wraca się z sentymentem. Będę jakąś tam kolejną, 4-10-12 cholera wie którą tak naprawdę.
Teraz kwestia facetów- ów pierwszy, powiedział mi, że chciał mieć dziewicę z którą się ożeni, może i by się ze mną ożenił, ale kopnęłam go w odwłok. A obecny, twierdzi, ze po cholerę mu dziewica, dziewica potem może sprawdzać, czy z innymi jest tak samo jak z nim. Akceptowałby fakt dziewictwa tylko w jednej sytuacji, gdyby to była pełna dziewica;) czyli taka co jedynie się wcześniej calowała z kimś innym- chociaż może nawet i bez tego całowania, jednym słowem, żeby była tak niewinna jak on i zeby wszystkiego od początku razem próbowali. W sumie zgadzam się z tym.
Dobra lecem się wyedukować, ale i tak pewnie nie zdam;)
Sama nigdy nie byłam pierwszą, smutne to trochę, w moim odczuciu nie będę nigdy tą zapamiętaną, tą do której wraca się z sentymentem.
Trochę przesadzasz. Nie zawsze tak jest.
Ja powiem tak.
Straciłem dziewicwo ze swoja pierwsza dziewczyna 2 lata temu i jestem z nia caly czas.
Ona miala ogolnie 2 partnerow przede mna. Z jednym byla rok, z drugim przelotnie.
Nie miałem zielonego pojecia jak to sie robi. Powiedziala tylko zeby nie za szybko jak nie rozgrzana.
No i na dobra sprawe, to ja ja uczylem nowych pozycji, doswiadczen, itp, że zaczela podejrzewać, że ściemniam z tym dziewictwem.
Chyba faceci tak maja, że po prostu traca dziewictwo, zobacza piczkę, zamoczą, wiedzą gzie i jak włożyć i już dają radę. Chyba ich uczyc nie trzeba.
a ja sie nigdy nad tym nie zastanawialam , pomijając fakt, że bylam do 19 rz dziewicą bo nie spieszyło mi się stracic cnote z pierwszym lepszym . I gdy poznałam swojego chłopaka (26 lat, ja 19 lat) , to nie czułam jakies dumy z tego, że pozbedzie mnie dziewictwa chłopak tak doświadczony
Wrecz przeciwnie ! Nie raz byłam zazdrosna o te Jego cholernie barwne zycie seksualne
Ale Jego jakże cieszył fakt, że ja nikogo przed nim nie mialam i, że to ON był tym moim pierwszym partnerem seksualnym . Do tej pory się cieszy ![]()
Nie znam kobiety, która musiałaby płacić za seks ![]()
E tam.
Ja osobiście uważam, że nie ma co się na tym dziewictwie fiksować.
W końcu to i tak rzecz jednorazowego użytku;-)
A tak serio serio - to chyba po prostu trzeba chwytać dzień i korzystać z życia. A także z okazji.
I poznać siebie na tyle, żeby wiedzieć na ile sobie można pozwolić tak, żeby potem nie żałować.
I nie analizować każdego swojego słowa, czynu, a także błędu. W końcu jesteśmy sumą tego, co nas spotkało w życiu.
Straciłam dziewictwo wcześnie i w niemożebnie dennych w sumie okolicznościach. I co? I nic. Bo wiem, ze także to wydarzenie ukształtowało mnie taką, jaka dziś jestem. A ze kocham sobie bardzo, to akceptuję całą siebie. Włącznie z mroczną przeszłością.
W końcu jesteśmy sumą tego, co nas spotkało w życiu.
Straciłam dziewictwo wcześnie i w niemożebnie dennych w sumie okolicznościach. I co? I nic. Bo wiem, ze także to wydarzenie ukształtowało mnie taką, jaka dziś jestem. A ze kocham sobie bardzo, to akceptuję całą siebie. Włącznie z mroczną przeszłością.
otóż to.
Sama nigdy nie byłam pierwszą, smutne to trochę, w moim odczuciu nie będę nigdy tą zapamiętaną, tą do której wraca się z sentymentem.
Trochę przesadzasz. Nie zawsze tak jest.
yoghurciku cytujesz mnie, a potem piszesz zupełnie od rzeczy, a przynajmniej od mojego posta. Przecież napisałam, ze to jest moje odczucie
Czy tak jest zawsze, czy czasami, czy nigdy to nie jest w tym poście istotne, istotne jest to jak ja do tego podchodzę. a Podchodzę właśnie tak. I nie przesadzam, to tylko i aż moje zdanie, nie spędza mi to snu z powiek, nie powieszę się z tego powodu, po prostu mój "plan" potoczył się inaczej.
Zaskoczyłaś mnie Nirvanka87, a mianowicie tym, że chyba jesteś jedną z nielicznych dziewczyn które chciałyby "rozprawiczyć" chłopaka i być przez niego zapamiętaną. Z reguły dziewczyny marzą tylko o tych świetnie doświadczonych facetach z dużym "przebiegiem" stosunków. Muszę stwierdzić, że zaimponowałaś mi Nirvanko87
Ja też straciłam dziewictwo z prawiczkiem i jestem bardzo zadowolona z faktu, że oboje byliśmy dla siebie pierwsi. i mam szczera nadzieję, że ostatni ![]()
Tu nie chodzi o imponowanie, inni mają swoje zdanie na ten temat, swoje odczucia, ja mam inne. Widzisz wolę faceta,który ma mniejszy przebieg, ale z drugiej strony znowu porównując moich partnerów: mając do wyboru pierwszego, który miał dwie partnerki i był z nimi w związkach i obecnego, który był u kilku "rozkosznych" pań, o ile dobrze pamiętam 9 i wcześniej nie był w żadnym związku. wybieram tego drugiego (oczywiście rozpatrując tylko ten aspekt seksualny). Dlaczego? bo te rozkoszne panie nie były w żaden sposób z nim związane emocjonalnie, ani on z nimi. Więc mimo, że przebiegowo jestem dziesiąta, to emocjonalnie i uczuciowo i "normalnie" pierwsza. Wiem, wiem zaraz będzie, ze dorabiam sobie filozofię ![]()
Akhaty2763- zazdroszczę
i życzę szczęścia w związku:)
Nirvanka, nieźle sobie to tłumaczysz. No naprawdę "prawie" prawiczek Ci się trafił. Ciekawe czy z takim sentymentem wspomina tą prostytutkę, z którą miał swój pierwszy raz.
Nie wyobrażam sobie przeżyć pierwszego razu z prostytutką..... to jakaś totalna porażka. Dla mnie to dupa, a nie facet.
24 2013-02-01 21:20:01 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-02-01 21:36:51)
Dla mnie to nie miało większego znaczenia. Poprzedni partner był prawiczkiem, ja dziewicą. Nie było problemów z zgraniem się, Szybko nieśmiałość zniknęła. Z obecnym partnerem, to on raz uprawiał seks przed tym jak go poznałam, ale dawno. To, że miałam wcześniej partnera straciło też większe znaczenie, liczył się on, czułam się jakbym poznawała tę sferę na nowo, wiele rzeczy wychodzi intuicyjnie, a w tym momencie liczy się bliskość dwojga ludzi. Oboje dbamy o siebie wzajemnie i to jest najważniejsze moim zdaniem, dlatego też często czułam się, jakby to był mój pierwszy raz (często też myślałam, że dobrze, gdyby tak naprawdę było, ale tego co było już się nie zmieni, więc ważne jest skupić się na tym, co jest teraz).
Jednym słowem, gdy ludziom na sobie zależy, to myślę, że w dużej mierze jest to mniej ważne, liczy się relacja, a nie to, czy był ktoś wcześniej, nie ma sensu wtedy roztrząsać tego, bo można zniszczyć coś wartościowego. W tym momencie liczą się uczucia i nie możemy oceniać człowieka tylko pod kątem jego przeszłości, tylko całościowo, to jak do nas się odnosi jest najważniejsze, a nie to czy kogoś miał czy nie, bo przecież to nie jest auto, żeby przebierać "używane" czy "nowe", chyba, że ktoś ma mocne zasady czy religijne czy inne, ale wtedy wcześniej powinien uprzedzić i takiej partnerki szukać, a nie np jak ostatnio na forum widać wiązać się z taką, która nie odpowiada i obwiniać ją za to, że nie może sobie z tym poradzić (na siłę przecież nikt nie zmuszał, by z nią był).
Kiedy dawno temu byłam dziewicą to zupełnie nie rozmyślałam nad tym, czy chcę to dziewictwo stracić z facetem doświadczonym czy nie. No, może trochę chciałam, żeby facet wiedział co i jak (bo ja zupełnie nie miałam pojęcia), ale nie wiedziałam (i nie rozważałam), czy faceci mają to w naturze, czy zdobywają po przeleceniu połowy miasta
Strasznie dziecinna i naiwna wtedy byłam ![]()
Nirvanka87- dzięki
Ja kiedyś tam chciałam stracić dziewictwo z osoba tak samo niedoświadczoną jak ja. To wzajemne poznawanie swoich ciał i ciała partnera. Stopniowe zaliczanie kolejnych "etapów", że się tak wyrażę, było wspaniałym uczuciem. Ale pewnie w związkach, w których partnerzy mają jakiś "przebieg" jest podobnie, może trochę szybciej. Bo u nas minęło sporo czasu zanim zdecydowaliśmy się pójść na całość, ale oboje wiedzieliśmy, że dokonujemy dobrego wyboru. Mój chłopak myśli tak samo jak ja, więc w sumie nigdy nie zawracałam sobie głowy tym, czy on chciałby spróbować z kimś bardziej doświadczonym. I odwrotnie, on tez jest o to spokojny. Według mnie liczy się to, żeby partnerom było ze sobą po prostu dobrze, w każdym aspekcie, a wtedy sprawa "utraty cnoty" schodzi na dalszy plan.
Nirvanka, nieźle sobie to tłumaczysz. No naprawdę "prawie" prawiczek Ci się trafił. Ciekawe czy z takim sentymentem wspomina tą prostytutkę, z którą miał swój pierwszy raz.
Nie wyobrażam sobie przeżyć pierwszego razu z prostytutką..... to jakaś totalna porażka. Dla mnie to dupa, a nie facet.
Nigdzie nie napisałam, że jest prawiczkiem, tylko, że to chyba jednak ze mną bedzie bardziej związany emocjonalnie niż z rozkoszna panią.
Co do kwestii dupowatości, on w tamtym czasie nie chciał być z nikim w związku, a z drugiej strony zdawał sobie sprawę z tego, że w tym wieku jak się z kimś zwiąże, to ten ktoś na pewno już będzie miał jakieś doświadczenie, zatem on tez chciał mieć ![]()
Wolę faceta, który szczerze i uczciwie podchodzi do całego zagadnienia, lepiej iść do takowej pani, niż zrobić to z kimś totalnie przypadkowym, albo komuś wciskać kit- tak kocham Cię, będę z Tobą do końca życia, a następnego dnia nawet się nie odezwać.
Nie mialam takich pobudek, wyobrażeń,itp., kiedy bylam dziewica 'pragnącą' stosunku, by poprowadził mnie, pokazał co i jak, ktos starszy, doświadczony. Poza tym nigdy nie podniecali mnie starsi faceci, wolę rówieśników, z którymi uczymy sie wzajemnie, czy ja jego, On mnie ![]()
Tu nie chodzi o imponowanie, inni mają swoje zdanie na ten temat, swoje odczucia, ja mam inne. Widzisz wolę faceta,który ma mniejszy przebieg, ale z drugiej strony znowu porównując moich partnerów: mając do wyboru pierwszego, który miał dwie partnerki i był z nimi w związkach i obecnego, który był u kilku "rozkosznych" pań, o ile dobrze pamiętam 9 i wcześniej nie był w żadnym związku. wybieram tego drugiego (oczywiście rozpatrując tylko ten aspekt seksualny). Dlaczego? bo te rozkoszne panie nie były w żaden sposób z nim związane emocjonalnie, ani on z nimi. Więc mimo, że przebiegowo jestem dziesiąta, to emocjonalnie i uczuciowo i "normalnie" pierwsza. Wiem, wiem zaraz będzie, ze dorabiam sobie filozofię
Akhaty2763- zazdroszczę
i życzę szczęścia w związku:)
hmm.. no to ciekawe - ale to twoje hipotezy, czy też z życia wzięte..? kurcze każdy jest inny, na tym i wielu forach odzywają się oburzone kobiety, dowiadujące się o przebiegach swoich mężczyzn w domach uciech. Ty wolisz, żeby to było tak, niż emocjonalnie w związku. Czyli lepiej żeby facet był seryjnym wielokrotnym monogamistą ;-)
Nie mialam takich pobudek, wyobrażeń,itp., kiedy bylam dziewica 'pragnącą' stosunku, by poprowadził mnie, pokazał co i jak, ktos starszy, doświadczony. Poza tym nigdy nie podniecali mnie starsi faceci, wolę rówieśników, z którymi uczymy sie wzajemnie, czy ja jego, On mnie
Tak, każdy jest inny. Będąc w wieku dojrzałym sporo rozmawiam z rówieśnikami odnośnie naszej młodości i pierwszych kontaktów z kobietami i wielu z nas ma właśnie takie doświadczenia, z których wynika że nasze rówieśniczki w czasach młodości wolały się umawiać ze starszymi chłopakami - z tymi "słodkimi draniami", którzy wówczas mogliby mieć niemalże każdą na skinienie głową, czy palcem. To je wartościowało - jak zakładam - w ten sposób - że "skoro spojrzał na mnie jestem lepsza od tamtych które były". I nad tym właśnie się zastanawiam - bo kilka z tych kobiet na takiej właśnie podstawie budowało swoje związki. Większość z tych związków nie przetrwało próby czasu - bo ten słodki drań, niby ujarzmiony i tak wartościowy (bo miał inne ale wybrał właśnie mnie) okazywał się po latach Piotrusiem Panem szukającym co jakiś czas nowego Dzwoneczka ![]()
to są moje odczucia, oparte na moich doświadczeniach. no właśnie nie monogamista i nie seryjny, ani wielokrotny. bo jak facet miał wiele kobiet, wiele związków, to nie świadczy o nim dobrze. bo to znaczy, że albo z nim jest coś nie tak, że z nim zrywano, albo on się bawi kobietami i z nimi zrywa, jak się znudzą. Czyli jak jest się w związku to muszą być emocje, uczucia- wtedy jest ok, ale ja wolę, żeby to ze mną był pierwszy taki związek, żeby to ze mną jako z pierwszą dziewczyną był związany emocjonalnie i uczuciowo.
Lepszy dla mnie jest facet, który pójdzie do rozkosznej pani (oczywiście gdy nie jest w związku), niż taki, który będzie wyrywał laski na potupaji w remizie czy innym "disko". Lepszy jest w moim odczuciu facet, który pójdzie do takowej pani, niż będzie jakiemuś niewinnemu, dziewczęciu, czy "winnemu" dziewczęciu, wmawiać- tak kocham Cie, chce z Tobą być, a po seksie się nie odzywa, nie dzwoni, nie pisze i ma ją w odwłoku.
A co do porównania ze związkiem, tak wolę chłopaka, który był tylko u takich Pań, niż takiego, który był w związkach (nie uogólniam, to jest oparte na moim doświadczeniu, autopsji). Dlaczego? No właśnie dlatego, bo daje to mojemu związkowi wtedy przewagę emocjonalną, których to emocji ów chłopak wcześniej nie doświadczył, a po drugie, była dziewczyna może pisać, dzwonić, chcieć się pogodzić, no i zawsze ma się jakieś z nią miłe wspomnienia, a jak była pierwsza to zawsze praktycznie będzie powracać, nawet po latach. Tak mam święty spokój, jestem pierwsza i jeden problem związkowy mi tym samym odpada.
Oczywiście sa inne aspekty, które przeważają szale na korzyść mojego obecnego chłopaka. Przede wszystkim szczerość, to, ze moge się o wszystko zapytać i wiem, ze dostanę szczerą odpowiedź, nawet jezeli nie będzie mi sie podobać. Wypytywałam się go np jak wyglądają takie spotkania z Paniami, zaspokoiłam swoją ciekawość i nawet jakoś nie bylo mi przykro, ale są inne rzeczy, które mnie ciekawią, ale o nie nie zapytam, bo potem moge to przeżywać.
Oczywiście sa inne aspekty, które przeważają szale na korzyść mojego obecnego chłopaka. Przede wszystkim szczerość, to, ze moge się o wszystko zapytać i wiem, ze dostanę szczerą odpowiedź, nawet jezeli nie będzie mi sie podobać. Wypytywałam się go np jak wyglądają takie spotkania z Paniami, zaspokoiłam swoją ciekawość i nawet jakoś nie bylo mi przykro, ale są inne rzeczy, które mnie ciekawią, ale o nie nie zapytam, bo potem moge to przeżywać.
no a gdzie ta prawda związkowa? o jedno pytamy, o inne się boimy? Boimy się kogo, czego..? Przecież to nasz życiowy partner - być może ten do końca życia, z którym nie jeden problem przyjdzie "rozwalać".. i co wtedy..?
no a gdzie ta prawda związkowa? o jedno pytamy, o inne się boimy? Boimy się kogo, czego..? Przecież to nasz życiowy partner - być może ten do końca życia, z którym nie jeden problem przyjdzie "rozwalać".. i co wtedy..?
Ta prawda jest cały czas, ale to ja decyduję, czy chce coś wiedziec czy nie. no chyba, ze partner ma ochote wygadania się to bardzo proszę, lepiej żeby przyszedł do mnie i się wygadał np. że jakas laska go podrywa- może mnie to zaboleć, ale dobrze, że on przyjdzie i mi to powie (zaznaczę nie było takiej sytuacji). tak jak napisałam jak chce się czegoś dowiedzieć to się dowiem, bo nie mamy tajemnic, jak będzie chciał coś wiedzieć to też mu powiem.
Ok podam przykład, mój chłopak wie, że tutaj pisuję więc zapewne przeczyta ten post i zapewne będzie się wypytywał więc będziemy o tym rozmawiać na takich zasadach jak opisałam- szczerość. Zatem przyklad z tym nie pytaniem się bo może mi być przykro:
- nie zapytałam się, chociaz mnie to korciło, jakby ocenił różnice między seksem ze mną a owymi paniami, oczywiście pod względem technicznym. Wiem co z nimi robił, ale nie pytałam się o różnice doznaniowe- hierarchię kto lepszy. bo wiem, że pod tym względem do pięt im nie dorastam i dorastać nie będę (tylko nie piszcie mi skróconych opisów z Kamasutry:P- bo się nie żalę i nie potrzebuję rad w tej kwestii). On szczerze by mi odpowiedział, ale ja tego nie chcę wiedzieć, nie chcę tego usłyszeć, bo to i tak nic nie wniesie do naszego związku, a tylko spowoduje, że może mi być przykro-ot takie durne babskie emocjonalne podejście.
Za to rozmawialiśmy, że jakby coś się działo, typu że zacznie nam się nudzić np obecny seks to oczywiście będziemy o tym rozmawiać. Zresztą już były tego typu pytania, zarówno z mojej jak i jego strony, także na podstawie naszych wcześniejszych doświadczeń. Ale nigdy w odniesieniu do hierarchii.
- nie zapytałam się, chociaz mnie to korciło, jakby ocenił różnice między seksem ze mną a owymi paniami, oczywiście pod względem technicznym. Wiem co z nimi robił, ale nie pytałam się o różnice doznaniowe- hierarchię kto lepszy. bo wiem, że pod tym względem do pięt im nie dorastam i dorastać nie będę
poczekaj, a czy to nie jest tak że w związku chcemy się - oprócz własnej, na własny sposób zagospodarowywanej przestrzeni - w tej przestrzeni wspólnej, choćby właśnie seksualnej - chcemy czuć się najważniejsi dla partnera/partnerki..? Coś Cię korci, czegoś nie wiesz, wiesz, czy też domyślasz się że do pięt im nie dorastasz - i co w związku z tym? Nie czujesz się z tym źle? A może to partner zbyt rzadko mówi, że to TY jesteś "the best"..?
Nirvanka87 napisał/a:- nie zapytałam się, chociaz mnie to korciło, jakby ocenił różnice między seksem ze mną a owymi paniami, oczywiście pod względem technicznym. Wiem co z nimi robił, ale nie pytałam się o różnice doznaniowe- hierarchię kto lepszy. bo wiem, że pod tym względem do pięt im nie dorastam i dorastać nie będę
poczekaj, a czy to nie jest tak że w związku chcemy się - oprócz własnej, na własny sposób zagospodarowywanej przestrzeni - w tej przestrzeni wspólnej, choćby właśnie seksualnej - chcemy czuć się najważniejsi dla partnera/partnerki..? Coś Cię korci, czegoś nie wiesz, wiesz, czy też domyślasz się że do pięt im nie dorastasz - i co w związku z tym? Nie czujesz się z tym źle? A może to partner zbyt rzadko mówi, że to TY jesteś "the best"..?
no i teraz będziemy wałkować mój związek? ok mi to rybka.
tak jak mówiłam, rozmawiamy o tym, czy nam dobrze, czy nam źle, czy nam odpowiada tak czy inaczej. wiem, że jemu jest ze mną dobrze, pytałam się czy może chce coś zmienić? Powiedział, że jemu jest tak dobrze jak jest i ok. Jak zmieni zdanie i zacznie mu cos nie odpowiadać to na pewno mi to zakomunikuje. Ja się pytałam, że może chce coś zmienić, coś dodać, czegoś może nie chce- nie wszystko jest ok. jak ok, to ok. Oczywiście takie same pytania padały z jego strony. Mój partner czesto mi mówi, ze mu ze mną dobrze, ze jestem cudowna i takie tam;). Ale tez nie przesadza z takimi komplementami i to też jest dobre, bo widac, ze szczere i zazwyczaj wywołane konkretną sytuacją, zachowaniem. Mój wcześniejszy chłopak cały czas mi mówił jak to mnie kocha, a robił mnie w konia. Słowa sa mniej istotne, ważne, ale nie aż tak. Powinny być, ale nie w nadmiarze.
To, że nie jestem tak rewelacyjna w łóżku, nie znaczy, że jest nam źle w łóżku, związek musi się opierać na zadowoleniu partnerów na wielu płaszczyznach, nie zauważyłam na razie takiej, na polu której bylibyśmy niezadowoleni. Jak mamy jakieś wątpliwości to o nich rozmawiamy. Ale tak jak mówię, wiedza dotycząca tego pytani niczego nie zniesie do związku bezpośrednio. bo i tak rozmawiamy o naszym życiu erotyczny. teoretycznie pośrednio poprzez to, ze może mi być przykro mogłabym się może wycofywać "z łóżka", więc jedyny efekt byłby negatywny dla związku. Ja nie muszę być najlepsza, ale tez nie muszę wiedzieć oficjalnie, ze nie jestem;)
Czy to aby nie jest tak - bez generalizowania rzecz jasna - ale wynika to z obserwacji - że kobieta niedoświadczona chciałaby być poprowadzona przez swój pierwszy raz przez doświadczonego mężczyznę?
Mój pierwszy był ode mnie starszy, bardziej doświadczony, ale przede wszystkim dojrzalszy, a to nie zawsze przychodzi z wiekiem. Kobieta potrzebuje nie kogoś z doświadczeniami, ale kogoś kogo te doświadczenia czegoś nauczyły. Poza tym jest pewien atawizm, nie potrafiłam się oddać rówieśnikowi, gdyż wydawał się jakiś niepoważny. Natomiast starszy partner stanowił dla mnie autorytet (wiem jak to brzmi, ale nie potrafię tego inaczej nazwać). Czułam wobec niego podziw i respekt. Jestem osobą dominującą, ale wtedy potrzebny był mi partner, który by dominował, był jednocześnie czuły i delikatnie, ale też stanowczy.