dobry z ciebie musi być człowiek, ja już nie raz słyszałam od znajomych jaka to ze mnie zimna suka, bo krótko trzymam mojego chłopaka i nie pozwalam na długodystansowe znajomości z dziewczynami... Jeśli jesteś w stanie wybaczyć, naprawdę szczerze Cię podziwiam, bo ja bym nie umiała... a w takiej sytuacji, choćby miało się we mnie zagotować, choćbym miała do końca życia być sama, to bym odeszła, bo to zdarzenie chodziłoby za mną dzień i noc... prześladuje mnie w chwili obecnej każde "cześć", każdy uśmiech, każde jego spojrzenie skierowane do innej kobiety... bo raz nadużył mojego zaufania i na pewien czas o mnie "zapomniał" - na wakacje tak w skrócie, pisał do dziuniek z seks stronek i odpowiadał na ogłoszenia matrymonialne i do tego jego była dziewczyna... może to chore, ale po rozstaniu wróciłam do niego, bo niemalże błagał na kolanach, a ja naprawdę go kocham, ale co z tego, skoro w każdej rozmowie pojawia się to coś, co sprawia, że aktywuje się we mnie czynnik agresji, że tak się wyrażę i najchętniej rzuciłabym i nim i tymi jego cholernymi znajomościami w podłogę, w ścianę, we wszytko co mam pod ręką. Mogłam inaczej ułożyć sobie życie... z perspektywy czasu wiem, że widziałam w nim kiedyś chodzący ideał, wspaniałego chłopaka o dobrym usposobieniu i z przyjacielskim podejściem, w jego ramionach czułam się wyjątkowa, doceniona... z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że to kawał drania, spotkał mnie gdzieś na swojej drodze, uznał że jestem w miarę inteligentna i może fajna, więc jako tako nadaję się na partnerkę... to jednak nie oznacza, że on zakończył swe poszukiwania, myślę, że tak w głębi szuka ideału... po co pisał do innej, skoro rzekomo ja taka cudowna? - rozstaliśmy się dość burzliwie, w awanturze nie przebierałam w słowach... choć moja dusza cierpiała, choć serducho bolało i waliło z nerwów jak szalone, a cała rodzina na mnie patrzyła jak na psychopatkę, ja go wyzywałam, krzyczałam do telefonu że ma wyp........ z mojego zycia, że jest żałosnym gnojem... nie, nie płakałam, zdecydowałam, że przyszła pora na mnie, pokażę mu na ile mnie stać... bezkarnie bawił się moimi uczuciami zadręczając mnie myślami, że zdradzi, że znajdzie sobie inną, a potem jak gdyby ngdy nic wszystkiemu zaprzeczał, zachowując się tak chamsko... mówił, że mam paranoję i poważne problemy, bo nie moge uwierzyć że mnie nie zdradza... tylko że on przynosił mi dowody zdrady jak na talerzu. Czy to, że przez przypadek znalazłam w necie jego oferty na seks stronkach, jego ogłoszenia, to że odkryłam jego internetową znajomość, to wszystko schizy, że mnie zdradza, czy jednak dowody? Sądzę że dowody... Cóż, napisałam, że wróciłam, bo tak jest i to że staramy się wszystko naprawić... ale nie jest łatwo... mam takie chwile, że chce mi się po prostu wyć, albo zapomnieć że go mam... cały czas mam przed oczami ten jego fałszywy obraz, jak płakał, że mnie nie zdradza, jak krzyczał żebym się uspokoiła... a potem dowiedziałam się, że miałam co nieco racji, choć fizycznie faktycznie nie było żadnej zdrady. Dziś nie wiem już co czuję, jestem bardzo zagubiona, wróciłam po tym jak zobaczyłam w jakim był stanie po naszym rozstaniu, taki roztrzęsiony, miał zagubiony wzrok, który dosłownie mnie błagał żebym została... myślałam, że będzie dobrze, ale nie... nie umiem tak zyć, przy każdej rozmowie temat wraca, ja płaczę, on się złości, ja wrzeszczę, on mnie przekrzykuje, więc ja każe mu być cicho, bo to on rozpętał to piekło... - koniec... nie jest mi łatwo, ale odejdę, bo nie mogę już dłużej, to męczarnia psychiczna jest - tysiące pytań roją się w mojej głowie - gdzie jest? z kim? co robi? Nie mogę spać, jeść, normalnie żyć, na kazdym kroku o tym myślę
Teraz jestem z nim związana poprzez wspólne mieszkanie, które miało scementować nasz związek... a co się stało? - czuję, że utknęłam, codzienne kłótnie sprawiają, że nie chce mi się tam wracać... czy tak to powinno wyglądać?
Warto być z kimś takim? z kimś kto Cię nie docenia? - myślę, że nie warto, bo prędzej czy później to wyjdzie samo z siebie... Zostaw tą dziewuchę i zajdź sobie taką, dla której będziesz pełnowartościowy. Widzisz, ta Twoja obecna już spodziewała się zerwania, więc najwidoczniej nie zależy jej aż tak... po co masz to znosić? naprawdę dobrze Ci z kimś, kto ma Cię ewidentnie w d.... wiem, przykre... ale prawdziwe