Witam. Mam problem,wyznałam mojemu męzowi ze juz nic do niego nie czuję-gdzies juz to wygaslo.Po mimo tego on dalej walczy o mnie i chce sie bardziej starac ale jak dla mnie jest mi to obojetne. Jestesmy 5 lat razem a 3 lata po ślubie i dwójkę dzieci. Zastanawiam się czy ze mną jest coś nie tak i czy jest jakas szansa na powrót tego uczucia? POMOCY
POMOCY..jest tu ktos kto może mi cos doradzic....? Nie kocham juz męża. Jes jakaś szansa na powrót tego uczucia?
Założyłaś wątek ledwie kilkanaście minut temu, daj czas użytkownikom na przeczytanie go, wszak nie wszyscy siedzą przed komputerem non-stop i czekają na nowy wątek.
Cierpliwości.
Tymczasem proszę, zapoznaj się z regulaminem forum i nie pisz postu pod postem.
Monia napisałaś że nie kochasz już męża? Co się stało ze oddaliliście się od siebie, jakie wydarzenia miały wpływ na to że czujesz że już nie kochasz?
Miłość jest jak kwiat jeśli się go nie podlewa, nie dba o niego zginie... Stare przysłowie a bardzo prawdziwe. O relacje w małżeństwie trzeba ciągle dbać. Podsycać płomień, rozmawiać, pytać partnera o to co myśli, co czuje...
Co myślisz o swoim mężu? Jakie masz o nim zdanie?Powiedz coś więcej, dlaczego wasze relacje zaginęły?
Wiadomo dzieci dziećmi ale jesteś tez kobietą, partnerką i tak jak on ma obowiązek dbać o ciebie tak i ty masz dbać o niego.
Czy spędzacie razem jakoś czas poza dziećmi?
Pomyśl sobie że twój mąż się zakochuje w innej, co czujesz? Czy dotyka cie to jakoś czy raczej czujesz ulgę?
Myślę że skoro zdecydowaliście sie na dzieci to jest coś jeszcze w was obojgu, piszesz że mąż chce naprawiać ale ty Już nie chcesz..
Czy nie jest tak że masz do niego jakiś żal ogromny?Że co przez kilka lat to ty się starałaś a on był ślepy i jak wreszcie ty się poddajesz to on jednak chce naprawiać?
Powiedz Monia spieszy ci się gdzieś? Daj sobie czas na naprawienie między wami relacji od podstaw.Zacznijcie od przyjaźni,czyli jak przyjaciele zróbcie coś co was cieszy.
Wspólne wyjście czy gotowanie,a może sesja zdjęciowa gdzieś w ośnieżonym lesie.
Rozbić związek zawsze możesz, i zawsze zdążysz,dałaś mężowi nadzieję że naprawicie to więc daj szanse. Nie uda się to trudno.
Jeśli staniecie się dla siebie przyjaciółmi to nawet rozwód nie będzie taka tragedią. Bo dojdziecie do jakiegoś zrozumienia własnych potrzeb.
On zobaczy że jednak nie da się wskrzesić czegoś, może sam dojdzie do wniosku że ciągnąc tego niema sensu.
Ale na razie zacznijcie jak kiedyś ,bez presji bo musicie. Znajdź w tym człowieku który stał się mężem ojcem tego kumpla z poczatku związku i sama zobaczysz czy serce zabije ci żywiej czy nie.
W sumie wszystko co sie działo to pod wielka presja i naciskiem,nawet nasz ślub-w listopadzie zaszłam w ciąże a ślub odbył się dwa miesiące puzniej ( bo co ludzie powiedzą) tylko to słyszałam. co prawda były momenty romantyzmu,wyjść,wyjazdy itp ale zawsze co by sie nie działo to z mojej winy i ja byłam ta najgorsza. Mój mąż pracuje w delegacji , ja siedze w domku widujemy się tylko na wekeendy. Przy nawet małej kłótni wracał do tego co było kiedyś nawet zanim się spotkaliśmy . Częste tematy to trójkąt-próbowaliśmy kilka razy po mimo tego ze ja nie chciałam bo wiedział jak ja się po tym czułam . Mówi ze kocha a ona to tylko dodatek w łóżku! Można tak pisac i pisac,jest młodszy odemnie o 5 lat a ja już 30 na karku. W sumie nigdzie się nie spieszę ,może masz rację ze jak ja się starałam to on był ślepy a teraz już po mnie to spływa jak on utwierdza mnie w tym ze dużo się zmieni...Dał nawet propozycje poradni małżeńskiej. Moje drzewo już uschneło i odpadły wszystkie liście....
Tak właśnie kończą małzenstwa stwarzane dlatego "bo co ludzie powiedzą". Pewnie wasza decyzja była podjęta zbyt szybko. O miłość trzeba dbac,umacniac inaczej ginie i na siłę nie da się jej wskrzesić.
Pozdrawiam
Ciężko dawać rady jak się nie zna większej ilości z historii bycia razem.
Dziękuje że mi odpowiedziałaś.
Widzisz życie w niezgodzie z samym sobą jest możliwe ale ile czasu?Rodzi się w człowieku frustracja gorycz bunt, i to masz teraz w sobie.
Niestety uczysz swojego męża ukrywając swoje prawdziwe myśli że jest ci dobrze, a przeciez nie jest.
Masz potem do niego zal że czemu tak postąpił.
Sama spójrz jeśli on daje pomysł druga osoba w łóżku a ty mówisz ok a w środku myślisz nie rób tego to utwierdzasz go że ty tego chcesz...
Konsekwencje są straszne bo brzydzisz się siebie, jego i wasz związek upada.
Musisz koniecznie jasno precyzować swoje chce bądź kategorycznie nie chce...Mąż coś proponuje np wyjście do kina a ty żle się czujesz nie masz ochoty to mówisz nie tym razem, nie pójdę bo źle sie czuję.
A nie idziesz z bólem a potem siedząc w kinie myślisz sobie że on i tak nie doceni twoje "poświecenia".
Dlaczego pozwalasz na trójkąt skoro tego nie chcesz?
Lubisz jak ktoś cię krzywdzi? Naprawianie związku gdy nie jesteś szczera nic nie da, bo ty zamiast mówić otwarcie tego nie chce, na to nie jestem gotowa, to mi nie odpowiada, ukrywasz prawdziwe myśli zgadzając się.
Druga sprawa ślub, powiedz mi 30 letnią kobieta ktoś zmusił do ślubu? Kochana to ty miałaś stać i składać przysięgę wiec ty decydujesz.
Ugięcie głowy to tez decyzja, a raczej pozwolenie by kto inny zdecydował za ciebie. Pozwoliłaś innym Ty Sama na podejmowanie za ciebie decyzji a teraz czujesz złość. kochana to twój wybór był, dałaś im decydować więc czemu jesteś zła.?
Zacznij od precyzowania własnych opinii, celów, jasno mów czego chcesz. Mów mężowi czego oczekujesz od niego, czego chcesz a czego nie.On nie jest jasnowidzem.
Ostatnie zdanie różyczki jest esencją całej prawdy o przyszłości Twojego związku:
Ustal co oczekujesz od męża i przekaż Mu to.Dlaczego skreślasz wszystko?Na pewno warto coś naprawic choćby ze względu na dzieci.
Witam. Mam problem,wyznałam mojemu męzowi ze juz nic do niego nie czuję-gdzies juz to wygaslo.Po mimo tego on dalej walczy o mnie i chce sie bardziej starac ale jak dla mnie jest mi to obojetne. Jestesmy 5 lat razem a 3 lata po ślubie i dwójkę dzieci. Zastanawiam się czy ze mną jest coś nie tak i czy jest jakas szansa na powrót tego uczucia? POMOCY
Witam Cię! To przykre słowa. Jedynym ratunkiem jest rozmowa, bez miłości trudno jest zyć, ale ..trzeba uważać, bo nowa tez na ulicy nie leży. Szkoda Twoich dzieci.