Witam.
Od pewnego czasu dzieje się ze mną coś nie dobrego. Nie wiem, sama czy poprostu, mam napady paniki, lęku, czy to nerwica, albo depresja... Mam 23 lata. W czerwcu skończyłam studia licencjackie i na magisterskie poszłam na inną uczelnie do zupełnie innego miasta. Już od początku poczułam się tam ,, nie chciana", ale nie w tym rzecz. Po pierwszych dwóch miesiącach nienawidziłam tego miasta i ludzi którzy mnie w nim otaczają. Wszystko na zasadzie zamkniętego grona, do którego nie ma wstępu, a samo zdobycie maila grupowego zajęło mi 2 tygodnie, gdyż nikt nie chciał się nim podzielić. Natomiast przyszła sesja, teraz wiem, ze to był mój największy błąd w życiu. To rodzice naciskali na zmianę uczelni ( mieszkanie nie daleko siostry, ,,lepszy" papierek). Niestety, nikt nie pomyślał, a przede wszystkim ja że nie znam tej uczelni, zasad na niej panujących i mogę się naprawdę pogubić. Teraz bardzo żałuję i wiem, że to tylko moja wina. Cóż.. przyszła sesja i przed pierwszymi mega trudnymi zaliczeniami mój organizm zareagował tak jak nigdy. Codziennie rano wstaję siadam na łóżku i płaczę, mam duszności i napady strasznej paniki. Boję się że nie zdążę z niczym, że zawiodę wszystkich z sobą włącznie. Oczywiście mój stres mnie zjadł do tego stopnia, że nie poradziłam sobie na ustnym zaliczeniu i poprostu się na nim rozpłakałam, co nie było spowodowane nie wiedzą, poprostu gdy widziałam nastawienie wykładowcy na moje zaliczenie mój układ nerwowy nie wytrzymał. Dostałam dwóje i od tamtej pory jest jeszcze gorzej. Boli mnie brzuch ciągle chce mi się płakać, trzęsę się cała i mam co trochę odruch wymiotny. Dziś nie mogłam zasnąć, udało mi się dopiero przed 4:00 zasnąć na 3 godziny. Przyjechałam do rodzinnego domu żeby uzyskać wsparcie, jednak to też był błąd, bo go nie dostanę. Nikt nie ma tutaj dla mnie czasu. Chcę sobie jakoś z tym poradzić, a przede wszystkim ze sobą. Nikt nie musi mnie pocieszać, bo już zawiodłam się na wielu osobach, więc w tej kwestii mnie nic nie zdziwi. Co powinnam zrobić?!
Hej Steffania,
Boisz się, bo po raz pierwszy coś jest poza kontrolą, jesteś z dala od spraw, miejsc, ludzi, których znasz i które/którzy dawali Ci pewne poczucie bezpieczeństwa.
Wszystko bierzesz personalnie; koledzy na uczelni są złośliwi (sprawa maila grupowego), miasto nieprzyjazne, a tak naprawdę.... mam wrażenie, że zamknęłaś się w swoim kokoniku, w którym chciałabyś również do nowego miasta; wstrętnego, na które jesteś skazana, banicja...... przenieść caaały otaczający Cię do tej pory świat.
Co ja mogę poradzić: przejmij ster swojego życia. Na razie jesteś tylko osobą PRZYJMUJĄCĄ bodźce z zewnątrz.
eh kurde mam tak samo, tzn jesli chodzi o ten placz, lek, strach itp.. tylko ja z innego powodu. Jaka jest na to recepta ..nie wiem..
ja na Twoim miejscu myslalabym zeby po prostu skupic sie na nauce i olac tych wsyztskich ludzi, ale ja patrze na to z boku wiec latwo mi mowic.
Probowalas tak robic? Moze pomysl ze to tylko dwa lata.. ze na weekendy bedziesz przyjezdzac do domu,traktuj to jako obowiazek - trzeba isc, odbebnic, nauczyc sie, zaliczyc i nie wiazac z tymi ludzmi, pomysl ze nie bedziesz z nimi przebywac ciagle, ze to tylko przymusowe znajomosci..
ja tak sobie radze czasem w pracy.. takim podejsciem
Nie, to nie jest tak, ze ja jestem zamknięta na nowych ludzi i że koniecznie chciałabym mieć przy sobie tych którzy byli ze mną kiedyś. Idąc na te studia, naprawdę się cieszyłam i miałam nadzieję, że prócz wiedzy którą z nich wyciągnę, spotka mnie coś miłego. Natomiast gdzie nie spojrzeć tam kolejne schody sięgające nieba. Catwoman, naprawdę nie jest miło i nie można ciągle cieszyć się tym gdy pytasz ,,koleżankę" z grupy gdzie mamy kolejne zajęcia w sensie jak tam dojść a ona stoi naprzeciw ciebie w odległości pół metra i patrzy ci w oczy, po czym się odwraca i idzie sobie dalej tak jakby ciebie nie było. Bardzo bym chciała, żeby było inaczej bym nie czuła się na każdym kroku niewidzialna albo trędowata. Ja zawsze służe swoją pomocą jeśli tylko moge, jeśli posiadam jakieś notatki dziele się nimi. Nie wymagam przyjaźni bo wiem, że na takie stosunki się długo pracuje, wystarczyła, by tylko czasem odpowiedź, cokolwiek w najmniejszym stopniu pozytywnego, bo takie rzeczy dodają energii. Natomiast do tego się już przyzwyczaiłam, w tej chwili boją się o to co się ze mną dzieje. O moja panikę i olbrzymi lęk...
Jeśli znów spotkasz się z pytaniem bez odpowiedzi, to je powtórz: "Hej!! Nie słyszałaś? Pytałam gdzie mamy zajęcia!".
W całej grupie na pewno znajdzie się osoba przyjazna, dużo zagaduj do ludzi, poznawaj ich- będziesz wiedziała, na kogo możesz liczyć.
Takie rzeczy to może być nerwica, sama miewam dusznośći i różne sercowe rewelacje, badania pokazują że wszystko ok, dostałam na to jakieś psychotropy. Nie ma co się mordować i liczyć ze samo przejdzie, najlepiej idź do lekarza. Z nerwicą jest tak, że jakiś jeden czynnik może ją wywołać, ale niekoniecznie objawy Ci miną, jak ten czynnik wyeliminujesz. Moga, ale gwarancji nie ma. Dlatego radzę - kierunek lekarz.
Powinnaś iść do specjalisty (najlepiej psychiatry), bo z zaburzeniami psychicznymi nie ma żartów... Sama np. dowiedziałam się niedawno, że choruję na depresję.