Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Witam wszystkie kobietki! smile

Mam problem z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od prawie 4 lat. Ja mam prawie 21 lat, on 23,5 roku. Zawsze było między nami pięknie, ogólnie jak w bajce. Mimo 15 - km odległości i problemów w domu chłopaka (niepracujący tata po operacji kręgosłupa, dziadek po trzech wylewach, "na chodzie" jest tylko on i jego mama) spotykamy się co drugi lub co trzeci dzień, czasami nawet codziennie. Ogólnie czuję to, że mnie kocha, pomaga mi w trudnych sytuacjach, zawsze dzwoni, pisze, od czasu do czasu dostanę kwiaty. Jednak najgorszym problemem jest mój zadziorny, upierdliwy charakter.
Otóż, jak każda kobieta lubię strzelać fochy i prowokuję kłótnie o byle co. Jeśli ja nie sprowokuję kłótni, to zazwyczaj jest fajnie, bo jemu nic raczej we mnie nie przeszkadza, a mi ciągle coś jest nie tak.
W tamtym roku planowaliśmy zaręczyny. Jego tata zachorował na raka kręgosłupa i ok, nie było na to głowy. Później problemy finansowe (D. musi pomagać mamie, która sama pracuje na cały dom). Więc ok, nie zawracałam mu głowy. Około trzech tygodni temu dowiedziałam się że kupił mi pierścionek, i oczywiście zaczęłam mu truć, gadać o tych zaręczynach że skoro kupił to czemu mi go nie da, i takie tam. On się wkurzył i powiedział że im więcej będę naciskać tym gorzej, bo nie oświadczy mi się. Ale ja ubzdurałam sobie, że jak nie będę mu o tym gadać to on tego nie zrobi (mam niemiłe doświadczenia z przeszłości i może dlatego). Ale ja nie wzięłam tego do siebie i dalej gadałam, i cały czas robiłam awantury o byle co, przez co codziennie się kłócimy. Wczoraj przyjechał do mnie, chciał jechać wcześniej do domu ze względu na trudne warunki na drodze, a ja zamiast zrozumieć go, nakrzyczałam na niego i zrobiłam mu awanturę. On nie wytrzymał (te wszystkie kłótnie skumulowały się w nim i wybuchł) - powiedział że jeśli tak dalej będzie to nie wyobraża sobie zycia ze mną, i że przez te moje fochy nie kocha mnie tak jak kiedyś. Ja się załamałam, i powoli zaczęło docierać do mnie że naprawdę go ranię. Bardzo zabolało mnie to, co powiedział, może to bylo wypowiedziane w złości ale nieważne. Zawsze gdy go wkurzę, mówi takie niemiłe rzeczy, ale potem mu przechodzi. Ja kocham go z całych sil, ale może nie potrafię okazywać tego jak on by chciał. Jego naprawdę to boli, bo uważa, że mam go gdzieś, a to nieprawda, mam taki trudny egoistyczny charakter, od zawsze byłam taka, że gdy coś szło nie po mojej myśli to robiłam awanturę.

Proszę, pomóżcie, co mam zrobić, żeby to naprawić? Kocham go i nie chcę stracić go przez moje humory. Czy ja naprawdę przesadzam? Czy on też przesadza, mówiąc mi takie niemiłe rzeczy?? On nie widzi swojej winy, bo gdybym ja go nie raniła to byłoby dobrze. Powiedzcie, jak zmienić ten trudny charakter i jak to wszystko odbudować? Kiedyś było cudownie, on się starał, a przez te moje awantury już nawet nie ma ochoty się starać. Nie chcę tego wszystkiego zniszczyć... sad

I bardzo proszę, nie jeździjcie po mnie, bo ja naprawdę chcę się zmienić ale nie wiem jak. Mam po prostu trudny charakter.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Kilka słów sprostowania. smile
Nie każda kobieta lubi strzelać focha. Nie każda kobieta prowokuje kłótnie o byle co. To nie są cechy przypisane płci.

Chcesz w sobie coś zmienić? Zmień.
Nie wiesz jak?
Przestań uważać się za pępek świata.
Przestań traktować swego chłopaka jak pętaka.
Przestań usprawiedliwiać swe, delikatnie rzecz nazywając, kiepskie zachowania wymówkami typu "każda kobieta tak postępuje", "mam naprawdę trudny charakter".

Zastanów się, czemu tak lekceważysz i gnoisz człowieka, którego (podobno) kochasz.
Zastanów się, czemu takim swym zachowaniem sprawdzasz jego miłość, wytrzymałość, cierpliwość.

3

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Wyluzuj trochę.... Miej swoją przestrzeń i niech on ma swoją... Wydaje mi się, że brakuje Ci poczucie własnej wartości, ale nie przez Twojego chłopaka, lecz jakieś inne wydarzenia w Twoim życiu ciągle chcesz go kontrolować i oczekujesz zapewnień, że zrobi dla Ciebie wszystko...
Ponadto stwierdzam, że zbyt często się widujecie i stąd to wszystko, dajcie sobie przestrzeń, postaraj się wyluzować i nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma...
Postaw się teraz w jego sytuacji, jakbyś się poczuła, jeżeli chciałabyś wrócić do domu z powodu złych warunków a on by się na Ciebie wściekał- czułabyś, że mu nie zależy na Twoim bezpieczeństwie tylko egoistycznie żąda Twojej obecności, celem udowodnienia, że to on ma być na pierwszym miejscu...
Przeanalizuj sobie każdą sytuację w ten właśnie sposób, odpowiedz sobie na pytanie, czym jest spowodowane Twoje chore  pragnienie poczucia, że jesteś najważniejsza... wydaje mi się, że chodzi o brak poczucia własnej wartości... Jeżeli człowiek jest szczęśliwy sam ze sobą, wówczas drugiej osobie potrafi dać szczęście... Osobiście mogę polecić książkę Nathaniela Brandena "6 filarów poczucia własnej wartości"

4

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ShyShe napisał/a:

Wyluzuj trochę.... Miej swoją przestrzeń i niech on ma swoją... Wydaje mi się, że brakuje Ci poczucie własnej wartości, ale nie przez Twojego chłopaka, lecz jakieś inne wydarzenia w Twoim życiu ciągle chcesz go kontrolować i oczekujesz zapewnień, że zrobi dla Ciebie wszystko...
Ponadto stwierdzam, że zbyt często się widujecie i stąd to wszystko, dajcie sobie przestrzeń, postaraj się wyluzować i nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma...
Postaw się teraz w jego sytuacji, jakbyś się poczuła, jeżeli chciałabyś wrócić do domu z powodu złych warunków a on by się na Ciebie wściekał- czułabyś, że mu nie zależy na Twoim bezpieczeństwie tylko egoistycznie żąda Twojej obecności, celem udowodnienia, że to on ma być na pierwszym miejscu...
Przeanalizuj sobie każdą sytuację w ten właśnie sposób, odpowiedz sobie na pytanie, czym jest spowodowane Twoje chore  pragnienie poczucia, że jesteś najważniejsza... wydaje mi się, że chodzi o brak poczucia własnej wartości... Jeżeli człowiek jest szczęśliwy sam ze sobą, wówczas drugiej osobie potrafi dać szczęście... Osobiście mogę polecić książkę Nathaniela Brandena "6 filarów poczucia własnej wartości"

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

5

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ciasiulek napisał/a:

...
Otóż, jak każda kobieta lubię strzelać fochy i prowokuję kłótnie o byle co.
...
powiedział że im więcej będę naciskać tym gorzej, bo nie oświadczy mi się. Ale ja ubzdurałam sobie, że jak nie będę mu o tym gadać to on tego nie zrobi (mam niemiłe doświadczenia z przeszłości i może dlatego). Ale ja nie wzięłam tego do siebie i dalej gadałam, i cały czas robiłam awantury o byle co, przez co codziennie się kłócimy. Wczoraj przyjechał do mnie, chciał jechać wcześniej do domu ze względu na trudne warunki na drodze, a ja zamiast zrozumieć go, nakrzyczałam na niego i zrobiłam mu awanturę. On nie wytrzymał (te wszystkie kłótnie skumulowały się w nim i wybuchł) - powiedział że jeśli tak dalej będzie to nie wyobraża sobie zycia ze mną,Mam po prostu trudny charakter.

Po prostu TO TY idziesz na łatwiznę - taka jestem i nie będę zadawać sobie trudu by się zmienić, no bo to wymaga fatygi...
I nie obrażaj WSZYSTKICH kobiet - mało, która jest TAKA...
JAK się zmienić pytasz? Liczyć do 100 zanim chlapniesz kolejną głupotę, pomyśleć 5 razy zanim zranisz, poczytać literaturą na temat "okiełznywania" emocji - jest jej bez liku! ZADAĆ sobie trud!

ciasiulek napisał/a:

...Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

A zachowanie NIEGODNE - bo takim jest ranienie osób, które się kocha oraz strzelanie fochów przez (niby) dorosłych w JAKI sposób podnosi twoje poczucie wartości? Powodzenia w dorastaniu.

6

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Może i masz rację. Będę robić wszystko żeby udało mi się zmienić, bo w końcu go kocham smile

7

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

znajdz sobie moze jakies zajecie, np chodz na basen czy cos w tym stylu(ale sama), a z czasu zapytaj o to swojego faceta czy by z toba nie poszedl... neistety musisz troche sie oswobodzic.. a przede wszystkim zaczac patrzec na siebie i na swoje cialo przede wszystkim z wielkim zdumienie, smile wierze ze sie wam ulozy. smile ja mam tak samo, ale powoli sie to juz zmeinilo...

8

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

masz dwadzieścia jeden lat. piszesz, że przykre doświadczenia z facetem sprawiły, że teraz jesteś nieufna.


czy czasem nie generalizujesz? może czeka cię jeszcze kilka związków i kilka sytuacji.
piuszesz, że boisz się, że on się nie oświadczy, bo masz takie doświadczenia z przeszłości - to ile miałam lat, jak pierwszy raz chciałaś być narzeczoną.. 16?? co się tak pchasz do tego ołtarza? narzeczona brzmi lepiej niż dziewczyna? ale nie znaczy nic, jesli nie towarzyszy temu uczucie i zaufanie


jestes z nim cztery  lata, naciskasz na zaręczyny... łaskawie zgadzasz się je odłozyć, bo jego tata ma operacje kręgosłupa.
co czuł wtedy twój chłopak? w jaki sposób byłas przy nim? jak go wspierałaś?
strzelałaś fochy>
ja nigdy nie strzelałam focha. zasadniczo uważam, że ostatni wiek, w którym człowiek ma prawo do focha -to trrzy lata- bo jeszcze ma problemy z sensownym wyrażaniem swoich emocji


w twoim opisie sytuacji piszesz, że ON jest ok, bo cię wspiera, jest przy tobie.. a ty? jaką jestes partnerką? co dajesz w zamian za uczucie? jak dbasz o swojego chłopaka? co robisz dla niego?

nie pisz, że jak każda kobieta jestes upierdliwa i czepialska, bo większośc kobiet to DOROŚLI LUDZIE...
zachowują się zupełnie normalnie..

jak dla mnie, to funkjonujesz wg modelu księzniczki z bajki, która ma prawo deptać po ludzikach - a swoje ukochanego traktujesz najgorzej - zamiast najlepiej ze wszystkich ludzi

9

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
End_aluzja napisał/a:

masz dwadzieścia jeden lat. piszesz, że przykre doświadczenia z facetem sprawiły, że teraz jesteś nieufna.


czy czasem nie generalizujesz? może czeka cię jeszcze kilka związków i kilka sytuacji.
piuszesz, że boisz się, że on się nie oświadczy, bo masz takie doświadczenia z przeszłości - to ile miałam lat, jak pierwszy raz chciałaś być narzeczoną.. 16?? co się tak pchasz do tego ołtarza? narzeczona brzmi lepiej niż dziewczyna? ale nie znaczy nic, jesli nie towarzyszy temu uczucie i zaufanie


jestes z nim cztery  lata, naciskasz na zaręczyny... łaskawie zgadzasz się je odłozyć, bo jego tata ma operacje kręgosłupa.
co czuł wtedy twój chłopak? w jaki sposób byłas przy nim? jak go wspierałaś?
strzelałaś fochy>
ja nigdy nie strzelałam focha. zasadniczo uważam, że ostatni wiek, w którym człowiek ma prawo do focha -to trrzy lata- bo jeszcze ma problemy z sensownym wyrażaniem swoich emocji


w twoim opisie sytuacji piszesz, że ON jest ok, bo cię wspiera, jest przy tobie.. a ty? jaką jestes partnerką? co dajesz w zamian za uczucie? jak dbasz o swojego chłopaka? co robisz dla niego?

nie pisz, że jak każda kobieta jestes upierdliwa i czepialska, bo większośc kobiet to DOROŚLI LUDZIE...
zachowują się zupełnie normalnie..

jak dla mnie, to funkjonujesz wg modelu księzniczki z bajki, która ma prawo deptać po ludzikach - a swoje ukochanego traktujesz najgorzej - zamiast najlepiej ze wszystkich ludzi

ja w wieku 16 lat nie chciałam być narzeczoną, źle mnie zrozumiałaś. miałam po prostu przykre doświadczenia z innym facetem, który bardzo mnie zranił, przez co teraz myślę, że wszyscy faceci to świnie.

10

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ciasiulek napisał/a:

ja w wieku 16 lat nie chciałam być narzeczoną, źle mnie zrozumiałaś. miałam po prostu przykre doświadczenia z innym facetem, który bardzo mnie zranił, przez co teraz myślę, że wszyscy faceci to świnie.

Z myśleniem sprawa jest prosta. Możesz je zmienić, jeśli uważasz, że Twoje generalizowanie jest błędem. Jeśli zaś nie zmienisz go i dalej będziesz uważać, że wszyscy mężczyźni krzywdzą, to... odejdź od swego chłopaka, zamiast karać go nie za jego grzechy.

11

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

ha, prawie jakbym czytala o sobie. Tzn. ja bym chyba nie zrobila awantury swojemu facetowi przez to ze chce wrocic wczesniej do domu przez pogode. A tak w nawiasie, czemu nie mogl zostac u Ciebie na noc? ja tez potrafie robic awantury doslownie o glupoty i z niczego, nie umiem żartować z samej siebie, nie umiem zartowac z tego co wszyscy inni. Powoli jedna zaczynam sie uspokajac i postanowilam że będę sie starać być bardziej wyluzowana. Zaczynam sie tego uczyc bo juz pare osob mi mowilo ze przesadzam nieraz z tym ciskaniem sie. Tylko ja wiem od czego to sie u mnie wzielo. W dziecinstwie zawsze bylam porownywana do kuzynek, zawsze to ja bylam glupsza od nich bo nie uczylam sie tak dobrze jak one (mialy 5, 6 i rzadko kiedy 4). Zawsze mi mowili że jestem niedorozwinieta chociaz to nie prawda i wielokrotnie im udowodnilam że sa w bledzie, ale i tak mowili swoje. W domu nie zaznalam milosci rodzicow... nigdy nie slyszalam slowa "kocham cie", przytulenie raz na rok moze, od swieta. Jak jako 7 letnie dziecko stracilam donice z ziemia zamiast slow "nic sie nie stalo. to tylko kwiatek. pozamiatamy" uslyszalam tylko rozdarta matke i jeszcze dostalam za to w dupe. Ponad to ona (na szczescie bo inaczej bylabym psychiczna tak jak ona) wyjechala za granice, gdy mialam 12 lat i jak na poczatku dzwonila co tydzien tak po paru miesiacach coraz rzadziej. Oczywiscie podczas tych telefonow tez nie slyszalam zadnych czulych slow. Tata wyjechal gdy mialam za 15 lat. Wychowali mnie dziadkowie, ktorzy dopoki nie zaczelam wychodzic ze znajomymi albo oni do mnie przychodzili to bylo ok. Jak mialam swoja grupke to juz babka gadala ze mam za duzo znajomych... dziadek jest spoko dopoki nie ma zmiany pogody, albo nie jest glosno w domu (raz rodzenstwo sie przepychalo i kolezanka spadla lozka na podloge, a ten przylecial i sie zaczal rozdzierac i dobrze ze kolega schowal wodke bo mogloby byc duzo gorzej. albo jak kuzyn przyszedl z kolegami i po prostu glosno gadali i sie zasmiali glosniej to juz byla awantura... - sorki ze ten nawias taki dlugi). Babka zawsze mnie gnoila i wymyslala rozne historie i opowiadala sasiadom. Dlatego przez takie dziecinstwo i poczatki nastoletniego zycia sama mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. Tez nieraz mysle że jak moj narzeczony moze mnie tak mocno kochac, przeciez jestem glupia, niezbyt ladna (czasami mam przeblyski ze widze ze slicznie wygladam) i ogolnie nijaka. Nie chce w to wierzyc, a jak mowi zebym tak nie myslala i nie mowila to przez chwile jest nawet ok, a pozniej znow i znow i czasami sie juz wkurza (a tak jest juz 2 lata). Nieraz mu mowilam że pewnie kocha swoja byla (ma z nia dziecko i musi sie z nia kontaktowac), a nie mnie i mimo ze juz planuje zareczyny, nasz slub, dzieci, budowe naszego domu to i tak czasami w to nie wierze. Nie wiem czemu tak jest. Jesli ktos przeczytal calosc to prosze o komentarz.

12

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
girl90 napisał/a:

ha, prawie jakbym czytala o sobie. Tzn. ja bym chyba nie zrobila awantury swojemu facetowi przez to ze chce wrocic wczesniej do domu przez pogode. A tak w nawiasie, czemu nie mogl zostac u Ciebie na noc? ja tez potrafie robic awantury doslownie o glupoty i z niczego, nie umiem żartować z samej siebie, nie umiem zartowac z tego co wszyscy inni. Powoli jedna zaczynam sie uspokajac i postanowilam że będę sie starać być bardziej wyluzowana. Zaczynam sie tego uczyc bo juz pare osob mi mowilo ze przesadzam nieraz z tym ciskaniem sie. Tylko ja wiem od czego to sie u mnie wzielo. W dziecinstwie zawsze bylam porownywana do kuzynek, zawsze to ja bylam glupsza od nich bo nie uczylam sie tak dobrze jak one (mialy 5, 6 i rzadko kiedy 4). Zawsze mi mowili że jestem niedorozwinieta chociaz to nie prawda i wielokrotnie im udowodnilam że sa w bledzie, ale i tak mowili swoje. W domu nie zaznalam milosci rodzicow... nigdy nie slyszalam slowa "kocham cie", przytulenie raz na rok moze, od swieta. Jak jako 7 letnie dziecko stracilam donice z ziemia zamiast slow "nic sie nie stalo. to tylko kwiatek. pozamiatamy" uslyszalam tylko rozdarta matke i jeszcze dostalam za to w dupe. Ponad to ona (na szczescie bo inaczej bylabym psychiczna tak jak ona) wyjechala za granice, gdy mialam 12 lat i jak na poczatku dzwonila co tydzien tak po paru miesiacach coraz rzadziej. Oczywiscie podczas tych telefonow tez nie slyszalam zadnych czulych slow. Tata wyjechal gdy mialam za 15 lat. Wychowali mnie dziadkowie, ktorzy dopoki nie zaczelam wychodzic ze znajomymi albo oni do mnie przychodzili to bylo ok. Jak mialam swoja grupke to juz babka gadala ze mam za duzo znajomych... dziadek jest spoko dopoki nie ma zmiany pogody, albo nie jest glosno w domu (raz rodzenstwo sie przepychalo i kolezanka spadla lozka na podloge, a ten przylecial i sie zaczal rozdzierac i dobrze ze kolega schowal wodke bo mogloby byc duzo gorzej. albo jak kuzyn przyszedl z kolegami i po prostu glosno gadali i sie zasmiali glosniej to juz byla awantura... - sorki ze ten nawias taki dlugi). Babka zawsze mnie gnoila i wymyslala rozne historie i opowiadala sasiadom. Dlatego przez takie dziecinstwo i poczatki nastoletniego zycia sama mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. Tez nieraz mysle że jak moj narzeczony moze mnie tak mocno kochac, przeciez jestem glupia, niezbyt ladna (czasami mam przeblyski ze widze ze slicznie wygladam) i ogolnie nijaka. Nie chce w to wierzyc, a jak mowi zebym tak nie myslala i nie mowila to przez chwile jest nawet ok, a pozniej znow i znow i czasami sie juz wkurza (a tak jest juz 2 lata). Nieraz mu mowilam że pewnie kocha swoja byla (ma z nia dziecko i musi sie z nia kontaktowac), a nie mnie i mimo ze juz planuje zareczyny, nasz slub, dzieci, budowe naszego domu to i tak czasami w to nie wierze. Nie wiem czemu tak jest. Jesli ktos przeczytal calosc to prosze o komentarz.

nie może zostawać na noc bo dojeżdża do pracy a ode mnie ma kawałek drogi... poza tym moi rodzice mu nie pozwalają sad

13 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-01-22 18:17:33)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
girl90 napisał/a:

. Tylko ja wiem od czego to sie u mnie wzielo. W dziecinstwie zawsze bylam porownywana do kuzynek, zawsze to ja bylam glupsza od nich bo nie uczylam sie tak dobrze jak one (mialy 5, 6 i rzadko kiedy 4). Zawsze mi mowili że jestem niedorozwinieta chociaz to nie prawda i wielokrotnie im udowodnilam że sa w bledzie, ale i tak mowili swoje. W domu nie zaznalam milosci rodzicow... nigdy nie slyszalam slowa "kocham cie", przytulenie raz na rok moze, od swieta. Jak jako 7 letnie dziecko stracilam donice z ziemia zamiast slow "nic sie nie stalo. to tylko kwiatek. pozamiatamy" uslyszalam tylko rozdarta matke i jeszcze dostalam za to w dupe. Ponad to ona (na szczescie bo inaczej bylabym psychiczna tak jak ona) wyjechala za granice, gdy mialam 12 lat i jak na poczatku dzwonila co tydzien tak po paru miesiacach coraz rzadziej. Oczywiscie podczas tych telefonow tez nie slyszalam zadnych czulych slow. Tata wyjechal gdy mialam za 15 lat. Wychowali mnie dziadkowie, ktorzy dopoki nie zaczelam wychodzic ze znajomymi albo oni do mnie przychodzili to bylo ok. Jak mialam swoja grupke to juz babka gadala ze mam za duzo znajomych... dziadek jest spoko dopoki nie ma zmiany pogody, albo nie jest glosno w domu (raz rodzenstwo sie przepychalo i kolezanka spadla lozka na podloge, a ten przylecial i sie zaczal rozdzierac i dobrze ze kolega schowal wodke bo mogloby byc duzo gorzej. albo jak kuzyn przyszedl z kolegami i po prostu glosno gadali i sie zasmiali glosniej to juz byla awantura... - sorki ze ten nawias taki dlugi). Babka zawsze mnie gnoila i wymyslala rozne historie i opowiadala sasiadom. Dlatego przez takie dziecinstwo i poczatki nastoletniego zycia sama mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci.

ciekawe, czy ze strony twoich dziadków, czy rodziców wygląda to tak samo....
może to dzieciństwo - które pewnie miało minusy - jak każde -ale tez miało plusy- których nie widzisz - jest taką świetną teoryjką, która powoduje, że teraz jestes usprawiedliwiona zawsze gdy:
1. robisz awantury o byle głupoty (nic nie możesz z tym zrobić, bo to wina twoich rodziców)
2. się indyczysz w towarzystwie, żeby czasem nikt nie powiedział czegokolwiek, co mogłoby sugerować, że się z ciebie nabija (przez babcię na pewno)
3. usprawiedliwiasz się niskim poczuciem własnej wartości - więc pewnie nie jesteś ambitna i nie rozwijasz się, bo po co, łatwiej samej sobie przybić łatkę głupszej od innych (to wina bardziej pracowitych kuzynek)bo nie wierzę, że były zdolniejsze, moge podejrzewać, że były bardziej zdyscyplinowane i obowiązkowe - więc zapytaj siebie o przyczyny - czy słabsze oceny wynikały z twoich niedyspozycji, czy z lenistwa? bo jesli z tego pierwszego -to nie masz powodów  do niskiej samooceny, a jesli z tego drugiego - to tez nie masz powodów do niskiej samooceny....
żądasz, aby ktos cię zapewniał, że jesteś fajna, jestes mądra, jesteś piekna...
biednb ten twój chłopak


a wiesz, że ostatnie badania naukowe, teorie naukowe i rózne inne psychoterpaeutyczne kierunki mówią, że wcale nie jest tak, że nasi rodzice sa winni naszym życiowym niepowodzeniom? okazuje się, że gdy stajemy się dorośli, sami kształtujemy swoje życie... mamy wybór

to trudne dzieciństwo to niezła wymówka jest

wiesz, przepraszam, że jestem taką nabzdyczoną zołzą strzelającą focha, ale moja mam przytulała mnie za rzadko....

kochana.. jestes dorosłą.
spójrz na siebie w lustrze'
zobacz, jaki masz potencjał
jakie masz mozliwości
jakie masz wybory

mądra z ciebie dziewczyna - teraz wex w ręce swoje zycie i zamknij drzwi pod tytułem nieszczesliwe dzieciństwo
teraz otwórz drzwi z napisał szczęsliwa dorosłość
to wszystko jest w zasięgu twoich rak

14 Ostatnio edytowany przez girl90 (2013-01-22 18:46:01)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Wcale nie twierdze , że to mnie usprawiedliwia i wcale sie nie indacze w towarzystwie tylko siedze cicho i praktycznie nic nie mowie, zebym zaczela wiecej mowic potrzebuje poczuc sie pewniej i poznac tych ludzi. Chociaz z moim facetem jak tylko go poznalam od poczatku moglam rozmawiac o wszystkim i czulam sie swobodnie w jego towarzystwie. Traktuje moje zachowanie jak odcisniete pietno z ktorym walcze. I nie mow że oni na to inaczej patrza bo każdy kto ich zna to wie jacy sa i mowi że i tak jestem silna i madra ze przez to nie popadlam w zaden nalog. Powiedz mi tylko jeszcze, ktora matka ktora kocha dziecko zostawia je i sie nim praktycznie nie interesuje? odpowiem Ci, żadna. I spytaj kogokolwiek bo wszyscy mi to mowia.

I masz racje, musze zamkna dziecinstwo i zaczac dorosle zycie i tak wlasnie zaczynam robic smile.

15 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-01-22 18:51:30)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ciasiulek napisał/a:

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

A ja myślę (po tym, co napisałaś w pierwszym poście), że Ty masz wygórowane poczucie własnej wartości, dlatego też zachowujesz się jak ostatnia egoistka.
Pierwszy raz słyszę, żeby kobieta marudzeniem zmuszała faceta do oświadczyn...

Nie masz trudnego charakteru, wyglądasz jedynie na leniwą babeczkę, której się nie chce wysilać dla drugiej osoby.
Pamiętaj, że zawsze możesz to zmienić smile.
Zacznij słuchać. Wyciągnij wnioski z dotychczasowych kłótni.
Nie zadręczaj swojego faceta ciągłymi pytaniami o zaręczyny, ślub, etc. Daj mu podjąć ten krok BEZ Twoich zachęt. Skoro kupił pierścionek, to na pewno to zrobi.

I ostatnia rzecz, zrozum, że rodzina zawsze będzie dla niego ważna. Nie NAJWAŻNIEJSZA, ale ważna.

16

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
girl90 napisał/a:

Wcale nie twierdze , że to mnie usprawiedliwia i wcale sie nie indacze w towarzystwie tylko siedze cicho i praktycznie nic nie mowie, zebym zaczela wiecej mowic potrzebuje poczuc sie pewniej i poznac tych ludzi. Chociaz z moim facetem jak tylko go poznalam od poczatku moglam rozmawiac o wszystkim i czulam sie swobodnie w jego towarzystwie. Traktuje moje zachowanie jak odcisniete pietno z ktorym walcze. I nie mow że oni na to inaczej patrza bo każdy kto ich zna to wie jacy sa i mowi że i tak jestem silna i madra ze przez to nie popadlam w zaden nalog. Powiedz mi tylko jeszcze, ktora matka ktora kocha dziecko zostawia je i sie nim praktycznie nie interesuje? odpowiem Ci, żadna. I spytaj kogokolwiek bo wszyscy mi to mowia.

I masz racje, musze zamkna dziecinstwo i zaczac dorosle zycie i tak wlasnie zaczynam robic smile.

czasamimatki, które zostawiają swoje dziecko uważają, że je kochają, bo takie jest wyobrażenie ich miłości - przeciez przysyłałam pieniądze, żeby miała wszystko..
ale wiesz. ja nie lekceważę twoich przeżyć, samotności, bólu, ja rozumiem, że dla ciebie to najwazniejsze sprawy w twoim życiu, i przecież to normalne i maturalne
szanuję co czujesz;) mówię tylko... masz przed sobą znacznie więcej, niż za sobą..

17

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
Cynicznahipo napisał/a:
ciasiulek napisał/a:

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

A ja myślę (po tym, co napisałaś w pierwszym poście), że Ty masz wygórowane poczucie własnej wartości, dlatego też zachowujesz się jak ostatnia egoistka.
Pierwszy raz słyszę, żeby kobieta marudzeniem zmuszała faceta do oświadczyn...

Nie masz trudnego charakteru, wyglądasz jedynie na leniwą babeczkę, której się nie chce wysilać dla drugiej osoby.
Pamiętaj, że zawsze możesz to zmienić smile.
Zacznij słuchać. Wyciągnij wnioski z dotychczasowych kłótni.
Nie zadręczaj swojego faceta ciągłymi pytaniami o zaręczyny, ślub, etc. Daj mu podjąć ten krok BEZ Twoich zachęt. Skoro kupił pierścionek, to na pewno to zrobi.

I ostatnia rzecz, zrozum, że rodzina zawsze będzie dla niego ważna. Nie NAJWAŻNIEJSZA, ale ważna.

wiem, i od dzisiaj zaczynam to zmieniać smile dziękuję za pomoc smile

18

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ciasiulek napisał/a:

Otóż, jak każda kobieta lubię strzelać fochy i prowokuję kłótnie o byle co. Jeśli ja nie sprowokuję kłótni, to zazwyczaj jest fajnie, bo jemu nic raczej we mnie nie przeszkadza, a mi ciągle coś jest nie tak. .... Kiedyś było cudownie, on się starał, a przez te moje awantury już nawet nie ma ochoty się starać. Nie chcę tego wszystkiego zniszczyć... sad

Moja żona tak robiła i zniszczyła cały romantyzm, inicjatywę w imię dążenia do lepszego związku ("ciągle coś jest nie tak"). Im bardziej chciała poprawić, tym było gorzej. Ty też to zrobiłaś, już zrobiłaś, zepsułaś. Nie wiem jakie jest z tego wyjście... może kilka lat być miłą kobietą, która nie kąsa o małe bzdury, która jest w stanie zaakceptować że w końcu może spędzać życie z ukochanym, bo przecież o tym tak marzyła, która jeśli już ma ukochanego to jest go w stanie akceptować a nie zmieniać? Teraz musisz jeszcze uważać, aby seksem nie grać, bo jak seks padnie, to już po was.

19

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ban napisał/a:
ciasiulek napisał/a:

Otóż, jak każda kobieta lubię strzelać fochy i prowokuję kłótnie o byle co. Jeśli ja nie sprowokuję kłótni, to zazwyczaj jest fajnie, bo jemu nic raczej we mnie nie przeszkadza, a mi ciągle coś jest nie tak. .... Kiedyś było cudownie, on się starał, a przez te moje awantury już nawet nie ma ochoty się starać. Nie chcę tego wszystkiego zniszczyć... sad

Moja żona tak robiła i zniszczyła cały romantyzm, inicjatywę w imię dążenia do lepszego związku ("ciągle coś jest nie tak"). Im bardziej chciała poprawić, tym było gorzej. Ty też to zrobiłaś, już zrobiłaś, zepsułaś. Nie wiem jakie jest z tego wyjście... może kilka lat być miłą kobietą, która nie kąsa o małe bzdury, która jest w stanie zaakceptować że w końcu może spędzać życie z ukochanym, bo przecież o tym tak marzyła, która jeśli już ma ukochanego to jest go w stanie akceptować a nie zmieniać? Teraz musisz jeszcze uważać, aby seksem nie grać, bo jak seks padnie, to już po was.

Z seksem wszystko ok. Ja wierze że jeszcze wszystko będzie dobrze.

20

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
End_aluzja napisał/a:
girl90 napisał/a:

Wcale nie twierdze , że to mnie usprawiedliwia i wcale sie nie indacze w towarzystwie tylko siedze cicho i praktycznie nic nie mowie, zebym zaczela wiecej mowic potrzebuje poczuc sie pewniej i poznac tych ludzi. Chociaz z moim facetem jak tylko go poznalam od poczatku moglam rozmawiac o wszystkim i czulam sie swobodnie w jego towarzystwie. Traktuje moje zachowanie jak odcisniete pietno z ktorym walcze. I nie mow że oni na to inaczej patrza bo każdy kto ich zna to wie jacy sa i mowi że i tak jestem silna i madra ze przez to nie popadlam w zaden nalog. Powiedz mi tylko jeszcze, ktora matka ktora kocha dziecko zostawia je i sie nim praktycznie nie interesuje? odpowiem Ci, żadna. I spytaj kogokolwiek bo wszyscy mi to mowia.

I masz racje, musze zamkna dziecinstwo i zaczac dorosle zycie i tak wlasnie zaczynam robic smile.

czasamimatki, które zostawiają swoje dziecko uważają, że je kochają, bo takie jest wyobrażenie ich miłości - przeciez przysyłałam pieniądze, żeby miała wszystko..
ale wiesz. ja nie lekceważę twoich przeżyć, samotności, bólu, ja rozumiem, że dla ciebie to najwazniejsze sprawy w twoim życiu, i przecież to normalne i maturalne
szanuję co czujesz;) mówię tylko... masz przed sobą znacznie więcej, niż za sobą..

Pewnie tak, ale to sie ma nijak to prawdziwej milosci i macierzynstwa... ja wiem dzieki temu tyle że będę swoje dziecko caly czas przytulac, mowic jak je kocham, jakie jest wazne, a przede wszystkim nigdy go nie zostawie. Wiem jaka nie powinnam i nie moge byc.
  Masz racje, mam dużo wiecej do przezycia jeszcze i nie ma sensu marnowac moich najlepszych lat na skupianiu sie na tym jakie mialam dziecinstwo i powinnam robic wszystko aby cieszyc sie zyciem i zwiazkiem.

21

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Moim zdaniem nie dopatruj się całej winy w sobie. Ja myślę, że jest coś w tym chłopaku, co "boli", co ci najwyraźniej przeszkadza. Być może, jest to coś, czego sobie nie uświadamiasz.

Jasne, że warto czasem powstrzymać swój temperament ale ja doszukiwałabym się źródła problemu gdzie indziej. Jesteś pewna, że on ci się podoba? Że akceptujesz go takim, jaki jest. Mnie się wydaje, że nie.

22

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
baziula napisał/a:

Moim zdaniem nie dopatruj się całej winy w sobie. Ja myślę, że jest coś w tym chłopaku, co "boli", co ci najwyraźniej przeszkadza. Być może, jest to coś, czego sobie nie uświadamiasz.

Jasne, że warto czasem powstrzymać swój temperament ale ja doszukiwałabym się źródła problemu gdzie indziej. Jesteś pewna, że on ci się podoba? Że akceptujesz go takim, jaki jest. Mnie się wydaje, że nie.

no on ma swoje wady, które mi przeszkadzają, ale to nie ma jakiegoś istotnego znaczenia. głównie przeszkadza mi to że w złości potrafi powiedzieć czasem coś niemilego i wogóle. ale zazwyczaj jest dla mnie dobry, gdybym ja nie prowokowała kłótni to myślę, że byłoby idealnie smile

23

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
girl90 napisał/a:

W domu nie zaznalam milosci rodzicow... nigdy nie slyszalam slowa "kocham cie", przytulenie raz na rok moze, od swieta. Jak jako 7 letnie dziecko stracilam donice z ziemia zamiast slow "nic sie nie stalo. to tylko kwiatek. pozamiatamy" uslyszalam tylko rozdarta matke i jeszcze dostalam za to w dupe. Ponad to ona (na szczescie bo inaczej bylabym psychiczna tak jak ona) wyjechala za granice, gdy mialam 12 lat i jak na poczatku dzwonila co tydzien tak po paru miesiacach coraz rzadziej. Oczywiscie podczas tych telefonow tez nie slyszalam zadnych czulych slow. Tata wyjechal gdy mialam za 15 lat. Wychowali mnie dziadkowie, ktorzy dopoki nie zaczelam wychodzic ze znajomymi albo oni do mnie przychodzili to bylo ok. Jak mialam swoja grupke to juz babka gadala ze mam za duzo znajomych... dziadek jest spoko dopoki nie ma zmiany pogody, albo nie jest glosno w domu (raz rodzenstwo sie przepychalo i kolezanka spadla lozka na podloge, a ten przylecial i sie zaczal rozdzierac i dobrze ze kolega schowal wodke bo mogloby byc duzo gorzej. albo jak kuzyn przyszedl z kolegami i po prostu glosno gadali i sie zasmiali glosniej to juz byla awantura... - sorki ze ten nawias taki dlugi). Babka zawsze mnie gnoila i wymyslala rozne historie i opowiadala sasiadom. Dlatego przez takie dziecinstwo i poczatki nastoletniego zycia sama mam bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci.

Straszna ta Twoja babcia i dziadek...horror...

A tak na poważnie,bardzo wyolbrzymiasz swoje problemy i udręki dzieciństwa...niektórzy mieli o wiele gorzej i wyrośli, pomimo drastycznych...podkreślam drastycznych doznań, na ludzi spokojnych, empatycznych, wierzących w sibie,doceniających siebie i społeczenstwo. smile

Nie zasłaniajcie się dzieciństwem...złą mamą,krzycząca babcią...
W swoich rękach macie Wasze życie.

24

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
Cynicznahipo napisał/a:
ciasiulek napisał/a:

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

A ja myślę (po tym, co napisałaś w pierwszym poście), że Ty masz wygórowane poczucie własnej wartości, dlatego też zachowujesz się jak ostatnia egoistka.
Pierwszy raz słyszę, żeby kobieta marudzeniem zmuszała faceta do oświadczyn...

Nie masz trudnego charakteru, wyglądasz jedynie na leniwą babeczkę, której się nie chce wysilać dla drugiej osoby.
Pamiętaj, że zawsze możesz to zmienić smile.
Zacznij słuchać. Wyciągnij wnioski z dotychczasowych kłótni.
Nie zadręczaj swojego faceta ciągłymi pytaniami o zaręczyny, ślub, etc. Daj mu podjąć ten krok BEZ Twoich zachęt. Skoro kupił pierścionek, to na pewno to zrobi.

I ostatnia rzecz, zrozum, że rodzina zawsze będzie dla niego ważna. Nie NAJWAŻNIEJSZA, ale ważna.

Ludzie mający poczucie własnej wartości nie muszą  na każdym kroku się dowartościowywać...Poczytaj trochę literatury psychologicznej smile

25 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-01-23 10:38:50)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
ShyShe napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
ciasiulek napisał/a:

Myślę, że właśnie tak jest. Miałam bardzo przykre wydarzenia w przeszłości związane z facetem i przez to straciłam poczucie własnej wartości niestety... sad

A ja myślę (po tym, co napisałaś w pierwszym poście), że Ty masz wygórowane poczucie własnej wartości, dlatego też zachowujesz się jak ostatnia egoistka.
Pierwszy raz słyszę, żeby kobieta marudzeniem zmuszała faceta do oświadczyn...

Nie masz trudnego charakteru, wyglądasz jedynie na leniwą babeczkę, której się nie chce wysilać dla drugiej osoby.
Pamiętaj, że zawsze możesz to zmienić smile.
Zacznij słuchać. Wyciągnij wnioski z dotychczasowych kłótni.
Nie zadręczaj swojego faceta ciągłymi pytaniami o zaręczyny, ślub, etc. Daj mu podjąć ten krok BEZ Twoich zachęt. Skoro kupił pierścionek, to na pewno to zrobi.

I ostatnia rzecz, zrozum, że rodzina zawsze będzie dla niego ważna. Nie NAJWAŻNIEJSZA, ale ważna.

Ludzie mający poczucie własnej wartości nie muszą  na każdym kroku się dowartościowywać...Poczytaj trochę literatury psychologicznej smile

A napisałam gdzieś coś, co tej tezie zaprzecza?
Mniemam iż nawiązujesz do sytuacji Aktorki? Myślę, że ona po prostu lubi komplementy smile. Bo z jej opisu wynika, że wcale nie jest osobą o niskim poczuciu własnej wartości. Przynajmniej według mnie. Autorka przyznała mi zresztą rację.

26

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?
End_aluzja napisał/a:

ja nigdy nie strzelałam focha. zasadniczo uważam, że ostatni wiek, w którym człowiek ma prawo do focha -to trrzy lata- bo jeszcze ma problemy z sensownym wyrażaniem swoich emocji

Jesteś Wielka Endi smile

W zasadzie pod całym Twoim postem podpisuję się w 100% ale to zdanie dokładnie wyraża to co ja myślę o fochach, kobiecych lub męskich.

Ciasiulek, odpowiadając na pytanie w temacie wątku: moze nie jesteś zła, ale na pewno jesteś rozkapryszoną księżniczką która jest na dobrej drodze, żeby spieprzyć związek z wartościowym chłopakiem.

27

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Podpisując się w pełni pod Endaluzją, dodam - chcesz przestać niszczyć swój związek przez swoje nieuzasadnione fochy i pretensje, to nic prostszego - przestań strzelać fochy i prowokować bezsensowne awantury! Wszystko w Twoich rękach tu leży.

28 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2013-01-23 13:20:02)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Pytasz się nas "czy naprawdę jestem taka zła?"

Z tego, co czytam.... Tak.
Jesteś jednak na dobrej drodze... Zauważyłaś swoje błędy i masz szanse je jeszcze naprawić.
Szczerze radzę Tobie zrobić to natychmiast, inaczej Twój chłopak nie zostanie narzeczonym.
Jeżeli na nim, bez powodu lub z błachego pretekstu wyładowujesz swoje negatywne emocje, to na dłuższą metę żaden facet tego nie będzie chciał znosić.

Nie pomyślałaś, że przez takie traktowanie, może on mieć wątpliwości do tego, czy chce mieć taką żonę? W związku  kobieta  potrzebuje czuć się
kochana, a mężczyzna szanowany.
Nie dziwie się, że potrafi się do Ciebie niezbyt ładnie odnieść. W końcu to Ty go prowokujesz, zaczynając czepianie się.
Nie pomyślałaś, że może coś planuje, jakąś niespodziankę na zaręczyny i dlatego się ociąga?

Jeżeli masz problemy z pochamiwaniem emocji, to lepiej wyjdź na chwile wydrzyj się ile sił, a potem wróć do chłopaka i na spokojnie powiedz, co Ci na sercu leży. Ale najpierw musisz to sobie sama uświadomić i nie koniecznie doszukiwać się przyczyny u niego.

Powodzenia w pracowaniu nad sobą.

29 Ostatnio edytowany przez malina.m (2013-01-23 13:56:03)

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Zeby zmienic siebie własnie trzeba pojechac po sobie.Udawanie ,ze to nie bedzie bolało nic nie da.Wszelkie zmiany powoduje ból,najpierw jest rewolucja potem spokój.
Szkoda chłopaka ,bo ciezke zycie ma .Chora osoba w rodzinie powoduje ,ze zaburzone sa relacje w rodzinie.Wspólczuje

30

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Dziękuję dziewczyny za rady smile

31

Odp: Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Związek to MY a nie JA. Często o tym zapominamy (żeby nie było że ja niewinny smile ). Rozmawiać, rozmawiać, jeszcze raz rozmawiać.
Nasze prywatne zachcianki nie powinny istnieć. Są nasze wspólne. Uzgodnione, przedyskutowane. Mamy często zwyczaj ciosania przysłowiowych kołków: bo sąsiad ma lepszą brykę, albo sąsiadka kupiła super meble, bo zmień pracę, zrób prawko, zmień repertuar w kuchni itd itd I tak p.... o tym partnerowi, nie zastanawiając się jak go to może ranić. Bo wywiercił dziurę nie tak jak by to zrobił były albo tatuś, albo przyprawia nie tak jak mamusia itd itd A często robimy tak, bo mamy zły humor, bo nam tak pasuje. No i potem "buuuuuuuuuuu, rzucił/ rzuciła mnie".
Awantury w związku to nic strasznego. Powinny się zdarzać. Byleby z sensem wink a potem pogodne niebo a nie fochy przez tydzień, albo dłużej, czy ostentacyjne wychodzenie z domu z kumplami.
Indywidualna przestrzeń w związku też jest potrzebna. Tylko znowu: bez przesady.
Ktoś ci świetnie doradził. Licz sobie.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Codzienne kłótnie - czy naprawdę jestem taka zła?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024