Witam wszystkie kobietki! ![]()
Mam problem z moim chłopakiem. Jesteśmy razem od prawie 4 lat. Ja mam prawie 21 lat, on 23,5 roku. Zawsze było między nami pięknie, ogólnie jak w bajce. Mimo 15 - km odległości i problemów w domu chłopaka (niepracujący tata po operacji kręgosłupa, dziadek po trzech wylewach, "na chodzie" jest tylko on i jego mama) spotykamy się co drugi lub co trzeci dzień, czasami nawet codziennie. Ogólnie czuję to, że mnie kocha, pomaga mi w trudnych sytuacjach, zawsze dzwoni, pisze, od czasu do czasu dostanę kwiaty. Jednak najgorszym problemem jest mój zadziorny, upierdliwy charakter.
Otóż, jak każda kobieta lubię strzelać fochy i prowokuję kłótnie o byle co. Jeśli ja nie sprowokuję kłótni, to zazwyczaj jest fajnie, bo jemu nic raczej we mnie nie przeszkadza, a mi ciągle coś jest nie tak.
W tamtym roku planowaliśmy zaręczyny. Jego tata zachorował na raka kręgosłupa i ok, nie było na to głowy. Później problemy finansowe (D. musi pomagać mamie, która sama pracuje na cały dom). Więc ok, nie zawracałam mu głowy. Około trzech tygodni temu dowiedziałam się że kupił mi pierścionek, i oczywiście zaczęłam mu truć, gadać o tych zaręczynach że skoro kupił to czemu mi go nie da, i takie tam. On się wkurzył i powiedział że im więcej będę naciskać tym gorzej, bo nie oświadczy mi się. Ale ja ubzdurałam sobie, że jak nie będę mu o tym gadać to on tego nie zrobi (mam niemiłe doświadczenia z przeszłości i może dlatego). Ale ja nie wzięłam tego do siebie i dalej gadałam, i cały czas robiłam awantury o byle co, przez co codziennie się kłócimy. Wczoraj przyjechał do mnie, chciał jechać wcześniej do domu ze względu na trudne warunki na drodze, a ja zamiast zrozumieć go, nakrzyczałam na niego i zrobiłam mu awanturę. On nie wytrzymał (te wszystkie kłótnie skumulowały się w nim i wybuchł) - powiedział że jeśli tak dalej będzie to nie wyobraża sobie zycia ze mną, i że przez te moje fochy nie kocha mnie tak jak kiedyś. Ja się załamałam, i powoli zaczęło docierać do mnie że naprawdę go ranię. Bardzo zabolało mnie to, co powiedział, może to bylo wypowiedziane w złości ale nieważne. Zawsze gdy go wkurzę, mówi takie niemiłe rzeczy, ale potem mu przechodzi. Ja kocham go z całych sil, ale może nie potrafię okazywać tego jak on by chciał. Jego naprawdę to boli, bo uważa, że mam go gdzieś, a to nieprawda, mam taki trudny egoistyczny charakter, od zawsze byłam taka, że gdy coś szło nie po mojej myśli to robiłam awanturę.
Proszę, pomóżcie, co mam zrobić, żeby to naprawić? Kocham go i nie chcę stracić go przez moje humory. Czy ja naprawdę przesadzam? Czy on też przesadza, mówiąc mi takie niemiłe rzeczy?? On nie widzi swojej winy, bo gdybym ja go nie raniła to byłoby dobrze. Powiedzcie, jak zmienić ten trudny charakter i jak to wszystko odbudować? Kiedyś było cudownie, on się starał, a przez te moje awantury już nawet nie ma ochoty się starać. Nie chcę tego wszystkiego zniszczyć... ![]()
I bardzo proszę, nie jeździjcie po mnie, bo ja naprawdę chcę się zmienić ale nie wiem jak. Mam po prostu trudny charakter.