Czemu się nie zakochuję - nie wiem. Nie szukam ideału, nie mam wielkich wymagań. Nigdy tego nie poczułam. W ten też sposób w wieku 24 lat wciąż jestem dziewicą i jestem z tego faktu bardzo niezadowolona bo mam swoje potrzeby a ciężko mi znaleźć osobę, która pomogłaby mi je zaspokoić.
I tu pojawia się problem - nie chcę wiązać się z kimś wiedząc, że nie ma między nami głębszych uczuć. Zaszaleć z kimś też nie mogę bo jak tu tak - moje dziewictwo by mnie kompletnie zawstydziło.
Nie mam wielu znajomych płci przeciwnej bym mogła szukać osoby zaufanej do tak zwanego "miłego spędzania czasu". Bardzo chętnie podjęłabym się takiego związku, a raczej układu, gdzie sama miłość nie odgrywałaby żadnej roli. Wiecie, obie strony zadowolone ze wspólnie spędzonego czasu. Ale cóż, na to najwyraźniej jestem zbyt nieśmiała no i przyznanie się do dziewictwa też byłoby trudne. ![]()
I co ja mam ze sobą zrobić, Drodzy Forumowicze, może Wy znajdziecie mi jakąś drogę do czułości lub rozwiązania problemu z brakiem tego najważniejszego uczucia?
[ Czuję się zażenowana po przeczytaniu swojego wątku, brzmi bardziej jak anons niż opis problemu. Ale mam nadzieję, że nie zrazicie się taką formą (jest już prawie 2 w nocy, nie przetwarzam najlepiej) i wiecie co chciałam przekazać. ]