Witajcie.
Jestem tu nowa, ale mam spory problem i bardzo was prosze o trzeźwą ocene sytuacji, bo sama sie już gubię.
Od 6 lat jestem z moim mężem. Mamy dwoje dzieci, 2,5 rocznego synka i roczną córeczkę. Mój mąż pracuje na kontraktach zagranicznych i bywa w domu mniej więcej co 2-3 miesiące na 2-3 tygodnie. Jest dobrym tatą, bardzo lubię patrzyc jak bawi się z dziećmi. Dzieci, jak tylko się z nim oswoją po przyjeździe, też go uwielbiają i ciągną do zabawy. Ostatnio nawet synek pozwala mu sie odprowadzać do przedszkola, a uwierzcie mi, to przywilej tylko dla wybranych ![]()
W stosunku do mnie mąż na codzień się stara. Pomaga mi w pracach domowych, robi zakupy, zajmuje się dziećmi. Ale są rzeczy, które bardzo trudno mi zaakceptować... W sumie, to 2 rzeczy, które sprawiają, że przestaję wierzyć w jego miłość do mnie.
Pierwsza jest taka, że mąz w ogóle nie przeprasza. Ma wybuchowy charakter, często w czasie kłótni mówi mi straszne rzeczy (do tej pory boili, jak sobie przypomnę, kiedy w 8 miesiącu mojej drugiej ciąży powiedział mi, że nie powinniśmy sie decydować na 2 dziecko, bo ja nie kocham pierwszego i nie potrafię się nim zająć) i nigdy za nie nie przeprasza. Przez 6 lat naszego związku mąż nie był inicjatorem żadnej rozmowy o naszych problemach. Kilka razy, kiedy w końcu się uparłam, że nie będę go za każdym razem prosić o rozmowę, pojechał na kontrakt obrażony, zostawiając mnie w ciąży albo z malutkimi dziećmi.
Druga, to kłamstweka, na których łapie go mniej więcej od roku. Małe kłamstewka w codziennych sprawach, np: pojechał do kolegi, potem zadzwonił, że nie wróci tego samego dnia, bo uciekł mu ostatni autobus; tak naprawde nawet nie był na dworcu; albo: miał napisać dośc waznego dla nas maila i przez tydzień twierdził, że to zrobił, a potem sie okazało, że jednak nie. Takie duperelki, które powolutku rujnują moje zaufanie do niego. Ostatnio tez przestał sie liczyć z tym co wspólnie ustalamy i, mimo naszych ustaleń, robi inaczej. Przykład: Pojechał do swojego rodzinnego miasta, żeby załatwić parę spraw. Ustalilismy, że nie będzie wydawał kasy, bo mamy teraz dosyć trudną sytuacje finansową i trzeba pilnować budźetu. I co? Mój mąż poszedł sobie do kina, bo musiał się odstresować. Pomijając już te 40zł, poczułam się jakby mi dał w twarz, bo przecież cos ustaliliśmy...
Mąż twierdzi, że próbuję nim manipulować i trzymam go na smyczy, ale jednoczesnie, kiedy chcę z nim porozmawiać - naprawde porozmawiać i posłuchać - on nie ma na to ochoty. Słysze od niego ciągle, że jest facetem i nie chce gadać o uczuciach; ale jednoczesnie wymaga ode mnie pełnego zrozumienia. A ja nie rozumiem... Bo skoro kłamie w duperelkach, to skąd mam wiedziec, że nie kłamie w duzych rzeczach??