Witam. Razem z moim chłopakiem jesteśmy ze sobą już od około roku. Wcześniej byłam osobą bardzo zawzięta, niezależną, dokładną. No wiecie zawsze robiłam wszystko na 100%. Od czasu poznania chłopaka dużo się zmieniło, poświęciłam dla niego wiele, ogarnęło mnie lenistwo i nie dostałam się na swój wymarzony kierunek studiów. Zaczęliśmy ze sobą mieszkać (bardzo tego chciał). Mieszkamy ze sobą od pół roku. Jedni mówią, że za wcześnie, a ja uważam, że inaczej o całej sytuacji dowiedziałabym się po ślubie, albo wcale.
Dwa miesiące temu dowiedziałam się, że ma 2-letnie dziecko. Podobno był pijany i nie pamięta, żeby cokolwiek wydarzyło się na imprezie. Chodzą plotki, że matka tego dziecka śpi z każdym. Rozprawa była na początku naszego związku (gdy nic nie wiedziałam).
Chciał zrobić testy, ale sąd powiedział, że będzie musiał zapłacić około 2 tysięcy. A w razie gdy okaże się, że ojcem nie jest, to mu je zwrócą.
Nie miał tych pieniędzy, więc uznał to dziecko.
Dodatkowo powiem, że nie kontaktuje się w żaden sposób z dzieckiem i matką dziecka. Ale ona nas nęka. Wydzwania, wypisuje. Sama dowiedziałam się jaka jest sytuacja, za pierwszym razem wypierał się mówił, że to nie jego, że go wrobiła, że niczego nie uznawał. Chciałam się wyprowadzić. Płakał, błagał, żebym mu wybaczyła, że nie ma nic wspólnego z tym dzieciakiem. Dopiero miesiąc później go przycisnęłam, powiedział, że musiał uznać ojcostwo, z powodu braku kasy na testy.
Szczerze nie wierzę mu, nie ufam, ale mimo wszystko nie potrafię odejść. Poradźcie mi, jak wy to wszystko widzicie. Proszę o odpowiedź