Wiem, że na forum istnieją podobne wątki ale nie znalazłam osoby z identycznym problemem.
Zarysuję sytuację : ja i on - poznaliśmy się i spodobaliśmy się sobie. Pracowaliśmy razem przy festiwalu - nie mieliśmy się okazji dobrze poznać ale dało się wyczuć , że jest między nami gorąco.
Po wspólnej pracy ( ok. 2 tygodnie od momentu poznania ) umówiliśmy się na randkę... oboje byliśmy spięci, randka wyszła średnio ale kolega powiedział, że bardzo chce się ze mną zobaczyć ponownie. Nie byłam przekonana ale ostatecznie się zgodziłam. Dzień przed ponownym spotkaniem wysłałam głupiego smsa, że jednak nie dam rady się spotkać i może przełożymy spotkanie - przy okazji dodałam, że pierwsze spotkanie nie zadowoliło mnie całkowicie ( wiem, że jestem skończoną idiotką). Sms napisałam będąc z koleżankami na piwie - stan lekkiego upojenia i podpuszczanie przez dziewczyny zrobiło swoje... nic nie odpisał. Następnego dnia wysłałam sms z przeprosinami i odpisał " nie jestem zły"
Kilka dni męczyłam się co zrobić - w końcu zadzwoniłam i powiedziałam mu, że wcale tak nie myślę jak napisałam tylko zupełnie odwrotnie, że mi się podoba i bardzo go lubię. Miał dobry nastrój i był rozbawiony. Zaprosiłam go na piwo i przystał na propozycję ale zaznaczył, że w najbliższym czasie będzie zajęty. Od tamtej pory milczy.
Bardzo żałuję tego jak się zachowałam - mój "kolega" wykazał się dużym taktem i kulturą czego nie można powiedzieć o mnie. Wstydzę się tej całej sytuacji bo wiem, że wszystko zniszczyłam jednym smsem - boję się , że to zniechęciło go do mnie
Wiem, że to co piszę nie brzmi jak problem 21- latki tylko gimnazjalistki ale zdałam sobie sprawę , że się w nim zakochałam ( albo bardzo zauroczyłam? )...
Nie wiem co robić - nie chcę być nachalna i zachowywać się jak desperatka. Boję się , że stracił zainteresowanie moją osobą
Zachowałam się bezsensownie .
Co robić?